Mam pewien sekret, do którego wolę się publicznie nie przyznawać.
Mianowicie od czasu do czasu lubię iść na łąkę, do lasu, gdzie nie ma ludzi, przypiąć sobie ogon i zwierzęce uszy, a następnie zwyczajnie położyć się na jakiejś polanie i zacząć medytować, wyobrażając sobie, że jestem wilkiem.
Tylko wtedy czuję się dobrze ze sobą.
Nie mam ludzkich przyjaciół i nie lubię ludzi.
To uczucie, gdy spotykasz się ze znajomymi i mówią, że super wyglądasz, bo schudłeś, a ty zwyczajnie nie masz na jedzenie...
Czuję, że rodzice mnie nie słuchają. Moi rodzice są po rozwodzie od kiedy pamiętam. Na co dzień mieszkam z mamą, ojczymem (mam z nim dobrą relację) i z siostrą. Do taty jeżdżę w co drugi weekend, wakacje na 2 tygodnie każdego miesiąca, tydzień ferii i niektóre święta. Ostatnio zaczęło do mnie docierać, że moi rodzice mnie nie słuchają (może nie chcą, nie potrafią?)
Ojciec - od niego zacznę, bo u niego zauważyłam to wcześniej. Kiedy mnie odbiera i wsiadam do auta, czasami podczas drogi rozmawiam z nim o szkole, znajomych, życiu. Czuję, że powinnam rozmawiać z nim o tym. On, zamiast angażować się w rozmowę ze mną, niby słucha, ale wylatuje mu to drugim uchem, bo potem jakby zapomina o mojej rozmowie, bo zaczyna gadać o sobie. Jak tak robi, to się angażuję w tą rozmowę o jego życiu. Potrafię mówić mu o moich znajomych, np. że Bartek to, Bartek tamto, po czym dojeżdżamy do domu/rozmawiam z nim na drugi dzień, pyta "Kim jest Bartek?". Starałam się mówić mu o moich problemach, trudnościach, itp., lecz on albo nie słucha, albo je bagatelizuje, lub po prostu zwala to na nastoletni wiek, hormony. Nie mam w nim wsparcia, nie potrafi mi pomóc. Ku mojemu zdziwieniu, kiedy nic nie gadam, on prosi mnie, żebym z nim rozmawiała. Kiedy pada pytanie w stylu "Co tam?" - odpowiadam, że "nic", na co mój tata się denerwuje, bo "jak odpowiadasz nic na moje pytanie, to nie ma to logicznego sensu" - jakoś tak to mówi.
Mama - kiedyś rozmawiałam z nią więcej o życiu, ale teraz trochę mniej rozmawiamy, bo jest przytłoczona pracą. Podobnie jak ojciec, bagatelizuje moje problemy, zwala na hormony, nastoletni wiek, lub mówi, żebym się tak nie zachowywała, bo to nienormalne i skończę w psychiatryku. Kilkukrotnie prosiłam ją, by umówiła mnie do psychologa, słyszałam, że powinnam zmienić nastawienie, że mi przejdzie i w ogóle to ja bzdury wygaduję. Kiedy rozmawiamy to rozumiem, że może nie podzielać mojego entuzjazmu na temat niektórych rzeczy, ale chociaż mogłaby przez chwilę o nich posłuchać, a nie przerywać mi w połowie słowa, mówiąc, że mam zająć się czymś normalnym. Często komentuje mój wygląd w niemiły sposób.
Czy to ja jestem złą córką, że chcę podzielić się z rodzicami tym, co mnie trapi, męczy, co mi się nie podoba, tym co mnie cieszy, sprawia mi radość, tym jakich mam fajnych znajomych? Może robię to w nieodpowiedni sposób? Może powinnam mówić mniej? Jedynymi osobami, które chcą jeszcze słuchać są babcie (chociaż ta druga zachowuje się czasem trochę jak tata), i niektórzy znajomi.
Mam 17 lat. Od dziecka zmagam się z otyłością. Moja rodzina mnie krytykuje, mówi żebym się zmieniła a nawet czasami mnie wyśmiewa. Jedyne wsparcie jakie mam to moi znajomi i przyjaciele. Nie komentują tego, jak wyglądam i akceptują mnie taka jaka jestem. Jednak sama nie potrafię zaakceptować siebie. Nienawidzę tego jak wyglądam i marzę, aby wyglądać tak jak moje koleżanki. Nie uważam że jestem piękna, nie potrafię siebie kochać. W wieku 12 lat straciłam mamę, która była jedynym moim wsparciem. Wiedziałam, że chce mi pomóc i że chce dla mnie jak najlepiej. Nie krytykowała tego, jak wyglądam, po prostu chciała mi pomóc. Czasami do dziś nie potrafię zaakceptować tego, że jej nie ma przy mnie. Chciałabym, aby moje ciało i moje życie wyglądało inaczej. Nie potrafię zmotywować się do zmian, bo ciągle ktoś z mojej rodziny demotywuje mnie. Moja babcia ciągle mnie hejtuje. Co kolwiek zrobię jest źle. Kilka razy zostałam zwyzywana od najgorszych oraz kilkukrotnie komentuje moje decyzję i moje życie. Marzę również, aby w końcu znaleźć miłość swojego życia. Kogoś, kto mnie pokocha. Jednak uważam, że skoro jestem gruba to nikt mnie nie zechce. Ciężko mi się z tym żyje, z moją rodziną i z tym, że nie jestem tak ładna jak moje rówieśniczki. Chce się zmienić ale nie wiem jak. Mam dość tego, jak wyglądam i jak żyje.
Pracuje w restauracji. Od jakiegoś czasu przychodzi do nas pewna Pani, która od samego początku wydała mi się "dziwna", nieobecna. Kiedyś składała zamówienia na wynos za przeszło 100zł co u nas przekładało się na pełno jedzenia. Jednak od jakiegoś czasu zamawia i je na miejscu.
Wszystko wydawało się być okej, ale przyłapałam ją jeszcze zanim dostała jedzenie, w ukryciu jadła swoją bułkę. Pomyślałam wtedy, że może po prostu jest bardzo głodna. Przyniosłam jej zamówienie, gdzie miała dwa dania obiadowe, dwie zupy i naleśniki, z czego tylko jednen zestaw z zupą i naleśniki były zapakowane na wynos. Chwilę potem widzę że jej talerze są puste, a ona jeszcze otwiera torbę z wynosem i również zjada wszystko.
Nagle wstaje i idzie do łazienki. Jak już wyszła a ja weszłam po niej do toalety, zauważyłam w toalecie resztki jedzenia i ogólnie śmierdziało wymiocinami.
Sytuacja powtórzyła się jeszcze przynajmniej dwa razy, zawsze zamawiała pełno jedzenia a potem sama wszystko zjadała a potem toaleta...
Naprawdę bardzo jej współczuję, szczególnie że ostatnio wygląda na bardzo zmęczoną. Jednak jest to obca kobieta, nie porozmawiam z nią o tym bo myślę, że nie taka moja rola. Jest chora, ale co ja mogę zrobić? Przecież nie powiem jej że nie sprzedam jej jedzenia.
Co byście zrobili w takiej sytuacji?
Dlaczego nikt nie mówi jak trudno jest być starsza siastra, kiedy ty masz 16 lat, dosrastasz zmienia się twoje ciało, a twój 12 letni brat wchodzi w fazę kiedy wszystko staje się obiektem seksualnym. Przytula się do ciebie tylko żeby dotknąć twoich piersi, podgląda cię kiedy jesteś w pokoju, wchodzi nagle do łazienki udając że nie wiedział że się myjesz, kiedy nie możesz chodzić w krótkich spodenkach po domu bo się na ciebie patrzy, nie możesz wyjść rano z pokoju bez biustonosza pod piżama bo widzisz jego wzrok i słuchasz komentarzy. Kiedy musisz słuchać jak za drzwiami czy sciana dotyka się, ogląda pornografię, nawet sie z tym nie kryjąc, widzisz dyskomfort swoich rodziców ale oni nie widzą tego jak ty to czujesz i nikt o tym nie rozmawia bo jest to temat tabu. Najgorsze jest uczucie później, kiedy patrzysz na siebie i się boisz że tak będziedo końca twojego życia, że zostaniesz obiektem pożądania mężczyzn, to uczucie obrzydzenia do samej siebie chociaż to on powinien się tak czuc. I ten smutek i bezsilność bo nie masz siły tego zmienić ani nawet nie wiesz jak.
Dzisiaj właśnie uświadomiłem sobie kim jestem dla mojej żony. Przynieść kasę po wypłacie, proszę bardzo, posprzątaj kibel, jak najbardziej, pocieszaj, wspieraj wysłuchaj, daj pospać, odpocząć (bo masz depresję) oczywiście. Ale gdy mi jest już ciężko i liczę na wspólny czas, którego nie mamy dla siebie zbyt wiele to nic z tego, bo ważniejszy jest braciszek mający cię cały czas w dupie. Gdyby nie to, że mamy dziecko, to zostawiłbym ją w cholerę, bo mam już dość.
Mam 21 lat i czuję się zboczona, bo kręcą mnie starsi mężczyźni. Nie mam kompleksu tatusia. Szczególnie lubię takich, z którymi mogę porozmawiać o muzyce, książkach, polityce, świecie, nauce. Nie mam konserwatywnych poglądów, ale uwielbiam tradycyjne, stare rzeczy. Jeszcze nie natrafiłam się na mężczyznę w moim wieku, który jest typem dżentelmena i ma starą duszę mimo młodego wieku, dlatego tak bardzo moją uwagę przyciągają starsi faceci. Nie mówię o tym publicznie, bo jest mi wstyd. Boję się, że przez to upodobanie nigdy nie stworzę stabilnego związku, bo będę odsuwać od siebie porządnych rówieśników, a za to zostaną mi starsi, żonaci lub samotni z określonej przyczyny. Nie chcę nikomu rozbijać małżeństwa. Zawsze czuję obrzydzenie do siebie po obustronnym flircie z mężczyzną, który mógłby być moim ojcem, ale podświadomie zabiegam o względy takiego rozmówcy i jest to przez niego odczuwalne, z pozytywną reakcją. Próbowałam ten temat przegadać u psychoterapeuty, rzekomo nic mi nie jest, nie wiem co robić dalej.
Fakt 1 - utrzymuję się z wykonywania grafiki komputerowej.
Fakt 2 - "musiałam" wypromować fanpejdża na fejsbuku o pewnej tematyce.
Szybko połączyłam sobie fakt 1 z faktem 2 i na stronie, która później zostanie przekształcona w ten konkretny fanpejdź, zaczęłam robić tła dla innych stron o tej tematyce w zamian za polubienie i udostępnienie.
Mój plan działał do czasu, aż na stronę nie zawitały trochę dziwne osoby. Standardem były wiadomości o treści "200 zaproszeń komunijnych na adres XYZ wyślij", "grafikę pod stronę www mi zrób", "obrób mi zdjęcia za darmo plisss"... Chciałam być miła i tłumaczyłam, że niestety za darmo czegoś takiego nie zrobię, ale proszę, tu jest link do mojej strony, można sobie zobaczyć cennik i zamówić. I wtedy się zaczynało "nie musisz być chamska", "to powinien być dla ciebie zaszczyt", "ja ci zrobię piekło", "takie brzydkie i mam płacić?!".
Czy naprawdę jestem taka chamska, bo nie chcę mieszkać w jakimś kartonie? Naprawdę, to, że nie weźmiesz efektu mojej pracy do ręki, nie znaczy, że robiąc go nie musiałam się namęczyć.
Daj palec, a wezmą rękę...
Mam pewien strach, którym chciałbym się z wami podzielić.
Otóż od zawsze boję się, że istnieje czynność, którą powinienem wykonywać od zawsze, której nie robię i gdy to wyjdzie na jaw, stanę się pośmiewiskiem oraz wszyscy się ode mnie odwrócą ze słowami "jak mogłeś tego nie wiedzieć".
Zaczęło się od tego, że gdy miałem parę lat, nie mówiłem nikomu "dzień dobry", bo nikt dziecku nie powiedział, że trzeba (bo "to zbyt oczywiste") i gdy pani w przedszkolu powiedziała moim rodzicom, dostałem taki opiernicz, że do dziś mam strach, że są rzeczy, których nie robię, bo są "zbyt oczywiste, by mi o nich przypominać".
Im jestem starszy, tym to bardziej na mnie ciąży. Wiecie, "30-latek który od 30 lat nie robił X, co za wstyd. Każdy to robi co wieczór, a ty co? Takich jak ty powinni zamykać".
Tylko ja tak mam?
Dodaj anonimowe wyznanie