#vmlSg

Mam 29 lat, gdy miałam 17, zostałam zgwałcona, sprawcy nie złapano. Od 6 lat chodzę na terapię, wcześniej nie byłam gotowa. Większość tej traumy przepracowałam, ale przez to zdarzenie nie potrafię się podniecić i osiągnąć orgazmu bez przemocy. Brzydzę się tym, mam narzeczonego i muszę udawać, że „normalny” seks mnie zaspokaja. Terapeutka twierdzi, że to się zdarza, a ja czuję się brudna, myśląc o tym, ale często wspominam, jak się wtedy czułam i jestem podniecona. Wstydzę się tego, próbuję, naprawdę próbuję to ominąć, ale to po prostu jest w środku mnie. Nie umiem powiedzieć narzeczonemu, bo boję się, że mnie odrzuci przez to, że taka jestem. Wiem, że to nie moja wina, ale patrząc w lustro, po prostu brzydzę się siebie. Nie wiem jak dalej mogę żyć, jak powiem mu całą prawdę, on mnie zostawi, powie, że jestem chora, a jak nie powiem, to będę się męczyć z ukrywaniem tego. Mój narzeczony jest delikatny, pełen szacunku i między innymi za to go kocham. Wiem, że nawet gdybym poprosiła nie zrobi mi krzywdy... i w głębi ducha jestem tym zawiedziona. Jestem złym człowiekiem.

#hhCPK

Dzisiaj wychodziłem z domu i trochę mi się spieszyło. W pośpiechu wsiadłem do autobusu, założyłem słuchawki i w drogę. Po chwili mój spokój został przerwany przez każdemu znane „bileciki do kontroli”. Spokojnie zacząłem szukać karty, a tu dupa. Nie ma. Próbowałem się jakoś wytłumaczyć kanarowi i już szykowałem się mentalnie na rozmowę z rodzicami, gdy nagle z siedzenia obok wstał jakiś Seba i kazał kanarowi sprawdzić jego bilet. Gdy ten był zajęty, Seba kazał mi się ulotnić :D

#hlUsy

Pod koniec podstawówki rozłożyła mnie dłuższa choroba. Nie była jakaś bardzo ciężka, ale musiałem siedzieć w domu i z nudów zaczynałem już łazić po ścianach. Co jeszcze istotne dla tej historii, byłem już na tyle „dorosły”, że rodzice bez obaw zostawiali mnie samego. Aż do pewnego feralnego dnia...

Rodzice poszli do pracy, poranny maraton kreskówek w telewizji się skończył, a ja zacząłem się rozglądać za jakimś ciekawym zajęciem. Nie pamiętam co dokładnie wymyśliłem, ale potrzebowałem coś z szafy, gdzie trzymaliśmy artykuły gospodarstwa domowego, czyli właściwie mydło i powidło. Jak tam grzebałem, to wpadła mi w ręce nowa żarówka, taka zwykła gruszka, i w tym momencie, niczym wizja w filmie fantasy, przypomniała mi się historia opowiadana przez kuzyna. Pewnie już się domyślacie jaka to opowieść – nie da się włożyć żarówki do ust i potem normalnie wyjąć, czyjś kumpel/wujek/szwagier tak zrobił i musiał jechać na pogotowie itd. Na moją zgubę, mój mały głupi mózg uznał, że to przecież niemożliwe, bo jak się da włożyć, to musi się też dać wyjąć. I oczywiście, jak każdy szanujący się idiota, od razu postanowiłem to udowodnić. Pobiegłem do łazienki, stanąłem przed lustrem, rozdziawiłem paszczę... Weszła. Dobra, to teraz wyciągamy – próbowałem raz, drugi, trzeci, piąty, dziesiąty... nic. Bez pomocy sobie nie poradzę. Tylko skąd wziąć pomoc, skoro nie dam rady zadzwonić do rodziców, a do sąsiada też nie pójdę, bo nie mogę wyjść z domu?
 
Te kilka godzin (3-4), które przesiedziałem na podłodze w łazience, czekając na rodziców i wyobrażając sobie, że ta żarówka utknęła mi gębie na zawsze, to był chyba jeden z najgorszych momentów mojego życia. Miałem szczęście, że akurat tego dnia ojciec skończył wcześniej, bo siedziałbym tak do wieczora. Jak tylko zobaczył co narobiłem, zapakował mnie do samochodu i zawiózł do szpitala, a po drodze dostałem taki opi*rdol, jak nigdy przedtem ani potem... A, no i następny raz, jak zostałem sam w domu, miał miejsce dopiero jak skończyłem 18 lat.

PS Nie mam żadnej traumy związanej z żarówkami :)

#OMHtI

Od jakiegoś czasu mam kompletnego doła. Mam w przyszłym miesiącu 20 lat, 173 wzrostu, nie jestem ani chuda, ani gruba – taka zwyczajna, ale czuję się najmniej atrakcyjną dziewczyną na świecie. Dlaczego? Otóż dlatego, że nikt nigdy nie zwraca na mnie uwagi, poza panami w parkach czy pod sklepami popijającymi sobie piwko czy dwa.
Ostatnio siedzę tylko w pokoju, przeglądam Facebooka, oglądam filmy i... jem. Ciągle. Wszystko.
Wczoraj miałam jechać gdzieś z rodzicami, a że miałam lepszy dzień, wystroiłam się, wymalowałam i ogólnie wyglądałam o 50 zł drożej niż zwykle. Kiedy szłam założyć buty, usłyszałam, jak rodzice odjeżdżają beze mnie. Zapomnieli o mnie...
Oni też raczej mnie nie wspierają.

#MsXCx

Moja siostra ma toksycznego męża, ale nie chce od niego odejść. On szarpie ją, popycha, oskarża o zdradę, wywala z domu, potem przeprasza, a siostra leci jak na skrzydłach, bo tym razem będzie inaczej. Nie chce zgłaszać tych akcji na policję, bo „przynajmniej dziecko kocha” – i rzeczywiście, syn to jego oczko w głowie. Oczywiście tłumaczyliśmy jej wszyscy, rodzice, przyjaciele. Proponowaliśmy pomoc. Nie chciała.
Za każdym razem po „akcji” zajmowałam się nią i siostrzeńcem, brałam urlop w pracy, wyręczałam w obowiązkach. A muszę dodać, że przychodziła w różnym stanie – w środku nocy, w piżamie, z podbitym okiem. Aż przychodził jej mąż z jakimiś badylami. W ciągu 10 sekund była gotowa do wyjścia. 
Gdy po raz setny zjawiła się u mnie z synkiem, bo szanowny mąż stwierdził, że zupa była za słona, odmówiłam jej pomocy. Poszła do rodziców.
Jestem wyklęta przez całą rodzinę, bo powinnam ją przyjąć, przenocować, nakarmić, pocieszyć, wykurować, żeby mogła wrócić do swojego męża.
Tydzień temu były moje urodziny, nikt nie zadzwonił. Nie dostałam nawet SMS-a z życzeniami. Od nikogo. Przykro, ale i tak uważam, że dobrze zrobiłam.

#xwgnK

Kiedyś, będąc jeszcze w liceum, dorabiałam sobie w małej kawiarni. Płacili mi tak śmiesznie mało (nawet nie 5 zł za godzinę, ale i tak cieszyłam się, że mogę jakoś dorobić), że oszukiwałam na cieście :( Kroiłam sobie kawałek do kawy, wart nie więcej niż 1 zł, bo wagowo nie wychodziło za dużo, i tę wartość dopisywałam do zamówienia klienta... Nikt nigdy się nie zorientował, kawiarnia nie istnieje od paru lat, a ja wciąż na samo wspomnienie mam wyrzuty sumienia.

#IPEkx

Początek studiów na jednej z polskich uczelni. Patrzę – spoko przystojniak. Myślę – a co mi tam, zagadam!
– Siemka, ty też czekasz do dr. Nowaka na konsultacje?
– Cześć – odpowiedział przystojniak z szelmowskim uśmieszkiem na twarzy. – Niee, ja swój gabinet mam o tam!

Do teraz się czerwienię, gdy spotykam doktorka-przystojniaka.

#GwwyR

Moja mama od zawsze starała się, abym była idealna.
Zawsze musiałam przynosić 5 i 6 ze szkoły, uczęszczałam do szkoły prywatnej, a następnie na dodatkowe zajęcia, z pianina plus języka obcego, którego nie uczą w szkole. Uczyłam się od razu po szkole, lub w trakcie odwożenia mnie na zajęcia. Nie miałam czasu, by z nikim się zaprzyjaźnić, poza tym mama zawsze mi powtarzała, że nie potrzebuję koleżanek, i koleżanki mi mnie pomogą w osiągnięciu sukcesu w życiu.

Jednak to nie był jedyny problem. Miałam 16 lat, kiedy mama stwierdziła, iż jestem gruba. Mama kazała mi liczyć kalorie, unikać posiłków, rano jadłam owoce, po południu sałatkę, a na kolacje piłam jakieś miksturki. Chodziłam na siłownię, ciągle powtarzała mi, iż jestem spasłą świnią, że prawdziwa kobieta nie powinna tak wyglądać, stwierdziła też, że nie znajdę żadnej pracy z takim wyglądam; jestem otyła, mam brzydkie włosy itp...

Sama w to uwierzyłam z czasem, ciągle płakałam, zaczęłam się głodzić, wymiotować, robić makijaż, pofarbowałam włosy, zawsze miałam pomalowane paznokcie, jednak nie podobał mi się taki wygląd ''dziewczęcy''. Nauczyciele zaniepokoili się moją wagą, wezwali mamę, gdzie ta przeprowadziła istną awanturę, mówiąc, że ona płaci mi za szkołę i nikt nie będzie wychowywać jej dziecka. Zemdlałam raz w szkole, oczywiście wylądowałam w szpitalu, mama krzyczała na mnie, że ominęłam matematykę, i na pewno to specjalnie zrobiłam, iż jestem ''leniwa'', i ''żaden pracodawca nie zatrudni takiej osoby jak ja''.

Kiedy wyszłam ze szpitala, nie miałam siły by iść na dodatkowe zajęcia, mama oczywiście w pracy, postanowiłam, że popełnię samobójstwo. Nie widziałam sensu życia, w tym co robię, ani gdzie się kieruje, to były marzenia mamy nie moje, nie cieszyłam się z niczego, nie miałam z nikim porozmawiać, nałykałam się tabletek, jednak nie wyszło, po prostu zwymiotowałam.

Jakiegoś dnia, idąc na zajęcia, podeszła do mnie jakaś dziewczyna z mojej klasy, opowiedziałam jej wszystko, wybuchłam jak wulkan płaczem, mimo iż nigdy z nikim ze szkoły nie rozmawiałam w taki sposób, zaprzyjaźniłam się z nią w tajemnicy przed mamą.

Obecnie mam 22 lata, studiuję japonistykę z moją przyjaciółką, wyprowadziłam się od tego ''toksycznego'' życia, wyglądam jak chcę, nie głodzę się, choć wyjście z zaburzeń było trudne, studiuję co mnie naprawdę interesuje, mam najlepszą przyjaciółkę na tym całym świecie, z którą razem wynajmuję mieszkanie, i teraz jestem naprawdę szczęśliwa. Naprawdę szczęśliwa.
Dodaj anonimowe wyznanie