Miałam na studiach współlokatorkę (nazwijmy ją Aga), która nie lubiła sprzątać. Jej naczynia piętrzyły się więc po sufit, a w kubkach bakterie tworzyły różnokolorowe cywilizacje. Przyszedł kiedyś do Agi jej chłopak i chciał nalać sobie coli.
Spojrzał w głąb brudnego kubka, zasępił się, ale po chwili wesoło powiedział:
- A tam! W końcu od czego mam układ immunologiczny!
I poszedł z kosmicznie brudnym kubkiem do pokoju 😄.
Kiedy byłam mała sądziłam, że Polska to jedna planeta, a babcia poleciała do Włoch na drugą.
Moje relacje z kolegami z klasy uległy całkowitemu załamaniu. Do listopada tamtego roku było jeszcze w miarę. Ale potem wszystko zaczęło się psuć coraz bardziej. Koledzy zaczęli mnie obgadywać za plecami, traktować ironicznie, coraz mniej pomagali mi w zadaniach domowych, a ostatnio wyrzucili mnie z chłopięcej grupy klasowej na Messengerze i przestali wpuszczać mnie na serwer, gdy wszyscy grali w tę samą grę w trybie multiplayer.
Rosnące napięcie między mną a kolegami wybuchło kilka tygodni temu, kiedy to pewnego dnia dziewczyna jednego z moich kolegów ni z gruchy, ni z pietruchy napisała do mnie na Messengerze wiadomość o treści: „Piszę do Ciebie bo chciałam poprosić Cię, żebyś zgolił monobrew. Nie chcę być złośliwa, ale to pomoże Ci w dobrych kontaktach z ludźmi”.
Czy ona siebie słyszy?
Owszem, mam takie włoski nad nosem między brwiami, ale do tej pory nikt się z nich nie śmiał. Dlatego ta wiadomość wyprowadziła mnie z równowagi i wdałem się z nią w pyskówkę, aż w końcu nie wytrzymałem i ją zablokowałem.
Z racji tego, że ona jest dziewczyną jednego z moich kolegów, bardzo dobrze żyje z moimi kolegami z klasy, bardzo ich lubi. Następnego dnia okazało się, że zrobiła screeny wiadomości tej pyskówki i wysłała wszystkim chłopakom. Koledzy zaczęli nachalnie kpić sobie ze mnie: nazywali mnie „uno”, „monobrwiasty”, rzucali teksty typu „brwi bliźniaki” itp. Pytali się mnie, od kiedy moje brwi są razem, kiedy wzięły ślub oraz pisali mi wredne wiadomości na Messengerze. Ja ich całkowicie ignorowałem, nie reagowałem na ich docinki i w końcu zablokowałem ich wszystkich na Facebooku.
Patrzyłem na tą sytuację z chłodem i spokojem, ale myślałem sobie o nich, że mają 17 czy 18 lat, a zachowują się jakby mieli 5. U mnie w klasie jest 11 chłopaków i tylko dwóch czy trzech mi nie dokucza.
Na drugim biegunie są dziewczyny z mojej klasy, które mnie w miarę szanują, lubią i nic do mnie nie mają, ale jednocześnie nie wtrącają się w to, jak traktują mnie te głąby.
Mam gdzieś docinki tych głąbów, w ogóle się tym nie przejmuję. Nie zależy mi na tym, żebym miał wielu kolegów. Ważne, żebym miał kilka osób, które mnie w miarę lubią i pogadają ze mną.
Tydzień temu te głąby widząc, że nie reaguję na ich zaczepki, odpuścili sobie. Ale już od ponad miesiąca żyję z kolegami w wojnie. Nasze relacje pozostają napięte i ignorujemy się nawzajem.
Przeraża mnie podłość, chamstwo i brak tolerancji u niektórych ludzi. Ja w przeciwieństwie do moich kolegów akceptuję ludzi takich, jacy są.
Moja dziewczyna od wielu lat choruje na ciężką depresję. Depresja ta jest po części spowodowana jej sytuacją rodzinną, mianowicie przemocowi psychicznie oraz wiecznie skłóceni rodzice i rodzeństwo. Stety niestety dziewczyna jest osobą o naprawdę wielkim sercu i do dziś stara się w jakiś sposób tę rodzinę „naprawić”. Wspieram ją jak tylko mogę, uspokajam, kiedy ma gorsze dni, wożę jej jedzenie, kiedy nie ma siły nawet wyjść z łóżka. Jednak oboje jesteśmy studentami i nie mam środków, za które mógłbym sfinansować jej terapię. Leki, które bierze, coraz słabiej na nią działają. Boję się, że pewnego dnia ją po prostu stracę.
Wiem, że to nie jej wina, że jest w takim stanie. Jednak coraz częściej przyłapuję się na złości na nią, że wciąż trwa przy tej rodzinie i daje jej się wykorzystywać, co tylko pogarsza jej stan. Starsza siostra chce „pożyczyć” pieniądze, których nigdy nie odda? Proszę bardzo. Młodszy brat potrzebuje pomocy w nauce, za którą nawet nie podziękuje? Jasne, że pomoże. O tym, co potrafią odstawić jej „rodzice” nawet nie będę wspominał, bo nigdy nie skończę tego wyznania. Coraz częściej odwołuje nasze wyjścia, bo ojciec/matka/siostra/brat czegoś od niej potrzebuje na już. I nie miałbym nic do tego, gdyby nie to, że to się dzieje cały czas. Czuję się po prostu spychany na bok na rzecz rodziny, która jest rodziną tylko na papierze.
Kocham ją całym sercem, ale martwię się, że to się nigdy nie zmieni. Że już zawsze będzie wspierać tych ludzi, którzy widzą w niej jedynie służkę. Boję się też, że wpłynie to na nasze przyszłe wspólne życie. Ja już po prostu nie wiem co robić.
Mój ojciec z matką przeszli na jakiś nowy poziom rycia mi głowy. Od jakichś 5 lat jestem notorycznie włączana w ich kłótnie. Ograniczyłam kontakt do minimum, jeżdżę do nich raz w miesiącu na jedną nockę, a i to ich nie powstrzymuje przed bombardowaniem mnie złymi emocjami. Jeden na drugiego nadaje, a jak się zwróci uwagę, że może tata coś robi źle albo mama mogłaby lepiej się komunikować, to bronią siebie nawzajem i naskakują na mnie. Już im dawno powiedziałam, że ich konflikty to ich sprawa i mnie nie obchodzą. Ostatnio jednak mój ojciec przeszedł samego siebie.
Niedawno miałam z nim spięcie w SMS-ach, bo napisałam mu życzenia imieninowe, a on odpisał, że po co piszę, przecież się nim nie interesuję. Od słowa do słowa pokłóciliśmy się o to, że jest leniwy, nic nie robi, że nawet na ślub mi nie pomógł deski przyciąć i musiałam czekać dwa tygodnie, aż narzeczony wróci z delegacji. Mniejsza o to. Dwa tygodnie później pojechałam do nich i od progu awantura, ciężka atmosfera. Potem wieczorem ojciec się napił ze swoim bratem i zaczął ryczeć, że on nie chce żyć, że jemu może i by się chciało, jakby miał wnuki (mam dopiero 24 lata, w tym roku biorę ślub), że on się powiesi itp.
Z początku to mną wstrząsnęło i się poryczałam. Błagałam tego starego pierdołę, żeby tego nie robił. Mama była niewzruszona. W końcu, po 3h rozmów, zgodził się na wizytę u psychologa. Poszłam spać, a raczej ryczeć w łóżku i z dołu słyszałam, jak chrapie. Nazajutrz pytam, czy pamięta, co mówił. Potwierdził, po czym powiedział, że on to sobie tak tylko gadał i mam mu dać spokój. Kiedy wkurzona zaczęłam się pakować, bo mam dosyć takiej atmosfery i szantażu emocjonalnego z ich strony, znowu zaczął grozić, że się zabije, bo on nie ma wnuków i jedyna jego radość w życiu to wędkarstwo. Nie rodzina czy przyjaciele, tylko ryby, co skutecznie udowodnił, pakując się i jadąc nad wodę. Dodatkowo był wielce zdziwiony, czemu ja się denerwuję.
Już mnie to wykańcza psychicznie. Mieszkam 70 km dalej i w dni robocze mam względny spokój, a potem zaczynają się telefony i płacz, że czemu nie przyjeżdżam, nie dbam o starych rodziców itp., na dodatek jestem jedynaczką, więc nawet nie mogę na nikogo zwalić odpowiedzialności. Obydwoje ryją mi głowę strasznie. Mam takie traumy już, że nie mogę spać w nocy, jednak urwanie kontaktu nie wchodzi w grę. Wielokrotnie próbowałam, zawsze potem były groźby samobójstwa, płacz przez telefon albo nawet przyjazd do mnie do mieszkania z awanturą. Narzeczony zachęca mnie do wyprowadzki, szybkiego ślubu bez rodziny i życia na nowo i mocno się nad tym zastanawiam, ale no... To jednak rodzice. Kocham ich pomimo wszystko, choć wiem, że nie powinnam.
Mam 18 lat i chyba jestem uzależniona od masturbacji.
Zaczęłam to robić regularnie, kiedy miałam 14-15 lat. Ale teraz to wygląda inaczej. Ledwo potrafię przejść dzień bez robienia tego chociażby raz, a zazwyczaj robię to kilka razy dziennie. Próbuję przestać od jakiegoś czasu, ale daję radę kilka dni max, a potem znowu się temu poddaję. Nie myślę o tym prawie nigdy poza domem, ale kiedy jestem w domu tak. Szczególnie kiedy jestem sama, moja pierwsza myśl, to żeby zaliczyć kilka orgazmów. Zmuszam się do masturbacji nawet gdy kompletnie nie jestem podniecona i nie mam na to ochoty. W dodatku prawie cały czas fantazjuję i myślę o facetach jako obiektach seksualnych i to sprawia, że czuję się strasznie obrzydliwa. Mam dość nudne życie i zero znajomych, a ci których miałam w przeszłości byli super przez chwilę, a potem odchodzili do innych, mimo że nie jestem jakąś nieciekawą osobą. Byłam dość lubiana w szkole, ale nigdy nie miałam osoby, dla której byłabym numerem jeden albo chociaż dwa. Nigdy też nie miałam chłopaka. Mam wrażenie, że jestem jakimś incelem, który próbuje sobie zrekompensować samotność poprzez masturbację.
Potrzebowałam to wyrzucić z siebie... 😮💨
Byłem naprawdę zadufanym w sobie i samolubnym dzieckiem. Wiem, przepraszam wszystkich.
W podstawówce przez pewien czas lekcje języka polskiego prowadził świeży nabytek szkoły. Facet miał bardzo interesujące metody prowadzenia lekcji czy wychowywania dzieci.
Po celująco napisanym przeze mnie dyktandzie zapytał mnie, czy chcę, aby anulował wszystkim oceny za owo dyktando, w tym moją. Z drugiej strony zaproponował mi 6 i wszystkim pozostałym 1 do dziennika.
Zgadnijcie, co wybrałem. Nie byłem zbytnio lubiany w kasie.
Oto moja obrzydliwa historia.
Usuwałam dziecku wszy z włosów. W kuchni, przy zlewie. Proces wielogodzinny. Zrobiłam sobie herbatę i popijałam. Wszy, a właściwie gnidy, trafiały z grzebyka do innego kubka z wodą. W pewnym momencie pomyliłam kubki i wzięłam łyka z kubka z gnidami...
Jak to sobie przypomnę, to wciąż robi mi się niedobrze.
Boję się snu.
To znaczy, nie zawsze, choć jeszcze kilka miesięcy temu było znacznie gorzej i powtarzało się niemal co noc. Wpadam w jakąś "histerię" (nie wiem, czy to trafne określenie), boję się zgasić światła, boję się, że jeśli zasnę, to w nocy może stać się coś złego i/lub że już się nie obudzę.
Kilka miesięcy temu w nocy zmarł mój tata. Był chory, stracił przytomność, obudził mnie krzyk matki. Później pamiętam tylko, jak w ogromnym stresie nie potrafiłam przypomnieć sobie numeru na pogotowie, jak matka próbowała ułożyć tatę w bezpiecznej pozycji, jak sama nie wiedziała co robić. Jak dzwoniła do ciotki (jej siostry) mieszkającej niedaleko, żeby przyszła, a ja w samej piżamie, mimo zimy, pobiegłam na zewnątrz, żeby poczekać na karetkę i nakierować ją do naszego domu. Jak każda minuta cholernie się ciągnęła. I wspólna modlitwa, gdy było już pewne, że jest za późno.
To odbiło się na mnie na tyle mocno, że przez pierwsze kilka miesięcy nie mogłam spać, a jeśli już zasnęłam, prawie zawsze budziły mnie koszmary. Psycholog jak na razie nie pomógł.
Cóż, chciałam się tylko wyglądać. Miłego dnia, anonimowi!
Od 2 lat, kiedy na świecie pojawił się mój synek, teściowa nie daje żyć. Wiecznie jej coś nie pasuje, cały czas ma o coś ale.. Chodzi o wychowywanie dziecka. Jak mam swoje zdanie, to od razu mówi, że nie dam sobie nic powiedzieć, że przecież ona tyle lat z dziećmi pracowała (była nauczycielka w szkole specjalnej).
W połowie stycznia lekarza zaniepokoiło to, że syn nie mówi. Jak był malutki, przez pierwszy rok miał wiotkość krtani i silny refluks, praktycznie w dzień nie spał, cały czas płakał. W zasadzie nie gaworzył. Ma opóźniony rozwój mowy.
Kiedy teściowa się o tym dowiedziała, postawiła sobie za misję nauczyć go mówić. Bez żadnych pytań, czy chcemy jakiejkolwiek pomocy. Zaczęła przychodzić bez zapowiedzi co drugi dzień do syna. Wdrażać różne ćwiczenia logopedyczne. Cały czas ma jakieś uwagi, żeby syn np. nie chodził cały czas z jednym autkiem (jego ulubione), że muszę mu je schować, że powinien bawić się czymś innym. Jak mu syn nie chce się czymś bawić, to każe mu tłumaczyć. że to też jest fajne. Ale nie zamierzam dziecka zmuszać do czegoś, co mu się nie podoba lub czym nie ma ochoty się teraz bawić.
Postanowiła nauczyć go mocno dmuchać przez usta, ponieważ jest to potrzebne do wymowy wyrazów wypowiadanych na wydechu. Wzięła kubek z sokiem i słomką. Już pominę fakt, że brała tę samą słomkę do ust. Syn zaczął pić sok przez słomkę, a ona nagle mu zatkała nos!!! W czasie gdy on miał pełną buzię soku! Miałam ochotę wyrwać jej ten kubek.
Mówię o tym wszystkim partnerowi, ale on nie widzi problemu, bo to jego mama i chce pomóc. Mówi cały czas do mojego syna, że babcia za rzadko przychodzi. Zaczęła przychodzić codziennie po drzemce syna o 15. Oczywiście bez zapowiedzi. Jak partner wraca z pracy, to od razu wychodzi, więc jak ma mu cokolwiek przeszkadzać, skoro to nie on z nią musi siedzieć? Mam jakąś cholerną blokadę, żeby powiedzieć jej, że ma się po prostu nie wpierdalać. Boję się, co partner powie, jak zareaguje. On nie ma zamiaru porozmawiać z mamą. Błagam, doradźcie.
Dodaj anonimowe wyznanie