#AOYDW

W miejscu, w którym pracuję jest zakaz palenia. Ale jak wiadomo, zakazy można jakoś ominąć. Więc palimy w kiblu... Damskim. Ponieważ wiemy, że tam żaden z wyżej postawionych ludzi nie wejdzie, bo są oni płci męskiej.

Kiedyś z kumplem umówiliśmy się, że idziemy na fajkę. Najpierw wszedł on, za jakąś chwilę ja, coby podejrzeń nie wzbudzać, że we dwóch wchodzimy. Kolega odpalił fajkę, ja również. Palimy, gadamy, nagle kolega za mocno strzepnął papierosa i wypadł mu żar. Ale że coś tam się jeszcze tliło, to mówię ze śmiechem: „Marcin, ciągnij dobrze, bo to aż boli, jakbyś wyrzucił tyle fajki”. Potem skończyliśmy palić i każdy poszedł w swoją stronę.
Za jakiś czas podbija do mnie inny kolega i mówi, że w firmie zaczynają szeptać, że ja z Marcinem w kiblu coś tam robiłem... Więc pytam, skąd te rewelacje się wzięły. A co się okazało? Sprzątaczki weszły, żeby posprzątać i usłyszały tekst: „Marcin, ciągnij dobrze, bo to aż boli...” i wyszły, bo im się głupio zrobiło. I powiedziały o tym komuś i tak pocztą pantoflową wiedzieli wszyscy!

Wiecie co? Lepiej, żeby nas na paleniu przyłapali, niż myśleli, że sobie obciągamy w tym kiblu. Od kilku dni staram się rzucić palenie. Bo dalsze chodzenie z kolegami na fajkę do kibla może zostać źle odebrane. ;D

#EP7X0

Gdy miałam około 5-6 lat, a lato było gorące, razem z rodziną wyruszyłam na podbój plaży. Było to kąpielisko przy jeziorze, ale strzeżone, ratownicy dzielnie pilnowali kąpiących się ludzi. Kiedy ładnie się rozłożyliśmy na kocu, razem ze starszą siostrą zaczęłam lepić babki z mokrego piasku. W pewnym momencie chciałam iść coś zjeść/napić się. Zostawiłam siostrę samą i podreptałam do kocyka, który miał być niedaleko. Nie znalazłam go. Nie znalazłam też mojej siostry. Całkowicie straciłam orientację. Zaczęłam błądzić po całej plaży, rozryczałam się na głos. Nikt nie zwrócił uwagi na płaczące dziecko. Do główki przyszedł pomysł, aby odejść kawałek na małe wzniesienie, aby mieć lepszy widok. Nie byłoby to takie złe posunięcie, gdyby nie to, że było tam bardzo mało ludzi i to miejsce było w mocnym cieniu. Oczywiście dalej nikt nie zareagował na dziecko idące w nie wiadomo jakim kierunku, w dodatku nadal głośno płaczące. Gdy już się tam znalazłam, a nadal nie mogłam znaleźć mojej rodziny, podszedł do mnie jakiś pan. Zapytał się, co się stało, a potem powiedział, że zabierze mnie do mamusi i tatusia. Prowadził mnie ładnie, za rękę. Niestety, w innym kierunku, niż powinniśmy pójść. Na początku grzecznie z nim szłam, choć dalej wyłam jak szalona. W pewnym momencie niemal mnie ciągnął za sobą. Wyrywałam się, nie chciałam tego. Prowadził mnie do swojego samochodu. Był zaparkowany na poboczu, pod malutkim laskiem. Kiedy miał mnie już wpychać na tylne siedzenie, a ja ciągle krzyczałam, że chcę do mamy i do taty, w końcu nadeszło moje wybawienie. Spomiędzy drzew wyszedł kolejny pan, który najpewniej udał się tam za potrzebą. Widząc sytuację, podbiegł, niemal siłą przejął mnie i wziął na ręce. Chodził ze mną po plaży, dopóki nie znalazłam rodziców. 


Jak się później okazało, był ratownikiem. Jak widać, oni nie ratują dorosłych i dzieci tylko w wodzie.

#pHvh7

Nie lubię chodzić do kościoła, ale niestety muszę („Pomiotu szatana ja w tym domu sobie nie życzę!”). Więc jako dziecko odgrywałam pod ławką scenki rączkami a'la hiszpańska telenowela. Potem wyobrażałam sobie, że cały kościół jest z czekolady. 

Ostatnio przeszłam samą siebie. Zrobiłam na kartce ozdobny napis „Śpiewnik Matki Boskiej Zielnej” i włożyłam w to książkę. Przez całą mszę czytałam Harry'ego Pottera. A mohery cały czas swoje ochy i achy, bo taka młoda taką lekturę czyta. :D

#GUuTH

W moim dalszym gronie znajomych wiele osób miało przekonanie, że pracodawcom nie opłaca się zatrudniać młodych kobiet w wieku rozrodczym, bo te zaraz „uciekają” na zwolnienie.

Od kiedy w tym gronie znajomych jedna koleżanka zaszła w ciążę i pracuje, te same osoby twierdzą, że jest głupia i zwolnienie jej się „należy”. Mogłaby odpocząć, zadbać o siebie i dziecko, a pracodawca i tak da sobie radę.

Oliwy do ognia dolał fakt, że koleżanka chce podzielić urlop z mężem i wrócić do pracy na część etatu po urodzeniu dziecka. Dochodzi już teraz do hejtu, że jest nieodpowiedzialną matką i zrobi tym samym krzywdę dziecku, zostawiając je pod opieką ojca.

Cóż, być kobietą w Polsce jest przewalone.

#UNUdU

W podstawówce i gimnazjum miałam w klasie koleżankę – wyższą, silniejszą, bardziej wyszczekaną, która w ramach rozrywki lubiła mi czasem ubliżyć. Jej ulubionym wyzwiskiem było „ty świnio ruda”. Nie było przyjemnie, ale trudno było traktować to poważnie, bo ani moje włosy, ani karnacja nie wskazywały na żadną rudość. Prawdę mówiąc, nigdy nie rozumiałam, co takiego strasznego jest w byciu rudym. 
Nie mam żadnej traumy z tym związanej, ale zawsze kiedy widzę jej córkę, wpadam w wewnętrzny rechot. Młoda jest wybitnie ruda, ma piegi i co trzeba dodać, jest przy tym bardzo ładną, pewną siebie dziewczynką. Taki nieszkodliwy psikus losu ;)

#YW53z

Jezu, jaka ja byłam głupia. Głupia jak but.

Z partnerem byłam od 6 lat, razem się dorabialiśmy, mieszkaliśmy, mieliśmy wspólne plany. Mi nauka i kariera szla zdecydowanie szybciej, dlatego też w pewnym momencie zarabiałam trzy razy więcej od niego. Żeby go to nie ubodło jako faceta i żeby cały nasz poziom życia się zwiększył, postanowiliśmy, że będziemy mieć wspólne pieniądze. Zgodziłam się przelewać mu 90% wypłaty na konto i dzieliliśmy się jego kartą, gdy w grę wchodziły zakupy, naprawy itp. Głównie on dysponował pieniędzmi, bo ja mam dosyć lekka rękę do nich, a chcieliśmy odkładać na wesele. Udawało się coś tam oszczędzać, komitywa szła dobrze.

Teraz, po 10 latach razem, pół roku przed ślubem, zaproponowałam, aby upoważnił mnie do konta. Mamy tam wspólne pieniądze, chcemy kupić jakąś nieruchomość i chciałam, żeby na papierach było, że poszło to z NASZYCH pieniędzy. Co usłyszałam? Nie. Bo to JEGO konto. W ciągu ostatniego roku jego sytuacja finansowa się poprawiła i zarabiał więcej ode mnie, więc pomyślałam, że to oczywiste, że może mieć tam też swoje oszczędności. Zaproponowałam zatem, żeby przypisał mnie tylko do jednego rachunku. Nie i koniec. Dodał, że ja to nie mam żadnych oszczędności, bo wszystkie pieniądze, które przez lata przelewałam na nasze konto, szły na opłaty i życie. Zażądał też intercyzy.

Czuję się, jakby trochę grunt się pode mną zapadł. Już nie chodzi o pieniądze, to sprawdza drugorzędna. Chodzi o to, że mój przyszły mąż, najlepszy przyjaciel i osoba, którą przez lata sponsorowałam oszukała mnie na hajs. I to gruby hajs. 
Sytuacja miała miejsce dwa dni temu i nadal zbieram myśli. Umówiłam się do prawnika. Chcę wyciągnąć od niego pieniądze, które przez lata przelewałam na jego konto. Zastanawiam się nad ślubem. Myślę o terapii. Chcę mu uświadomić, że w jakiejś części dzięki mnie mógł robić szkolenia, rozwijać bez presji karierę, bo miał na to środki.

Wiem, że nie lubicie apeli, ale nie dajcie się oszukać tak jak ja. Nieważne, czy chodzi o matkę, wuja, brata czy męża – na wszystko kwity i zero litości, jeśli chodzi o pieniądze.

#TMwgq

Właśnie siedzę w przychodni, w kolejce do ginekologa. Czas się dłuży, wieje nudą, więc po przeczytaniu nowych wyznań na tej stronie, troszkę się rozejrzałam po pacjentkach. Jedna z nich bacznie obserwowała drugą, siedzącą niedaleko mnie. Miała dziwny wyraz twarzy, dlatego mnie zainteresowała. Jak już ta druga, co bliżej mnie siedzi, wstała... Okazało się, że ubrudziła krwią krzesło.

Wszyscy udają, że nic się nie widzą. Wstałam, poszłam do łazienki i po prostu to wytarłam. Sama zastanawiałam się: „A właściwie po co to robię?”. Doszłam do wniosku, że chyba dlatego, żeby ta pani się nie wstydziła, kiedy już wyjdzie z gabinetu. Poza tym ona chyba jest w ciąży... a ja sama niedawno tak krwawiłam.

#HXYuF

Kiedy czuję się beznadziejnie i bezsilnie, włączam sobie film podsumowujący karierę Adama Małysza z wzruszającym komentarzem Szaranowicza, a potem piosenkę „Zwycięstwo (dla Adama Małysza)” zespołu Golec Uorkiestra.
Nic mnie bardziej nie podnosi na duchu i nie daje większej motywacji.
Dodaj anonimowe wyznanie