#e6qdZ

Mając lat niewiele, kiedy to asysta przy kąpieli była jeszcze konieczna, wymyśliłem pewną teorię na temat higieny jamy ustnej. Szczotkowanie przecież niewiele pomaga zębom – małe bakterie przecież mogą trzymać się zębów, więc przesuwając szczoteczką po zębach, możemy co najwyżej przenieść je w inne miejsce. Co innego guma do żucia. Bakterie przyczepiają się do gumy i toną w niej jak w ruchomym piasku. Gumę potem wypluwamy, więc pozbywamy się również zarazków.
Musicie wiedzieć, że mój dziadek w tamtym czasie chciał w krótkim czasie zaskarbić sobie moją sympatię, więc zgodził się z moją teorią i namówił mnie do używania gumy do żucia zamiast szczoteczki i pasty!
I tak pewnie długo jeszcze bym upierał się przy tej genialnej teorii, gdyby nie moja nikczemna mama sprawdzająca, czy aby na pewno dbam o swoją higienę. Wykupiła chyba wszystkie dostępne VHS-y z bajkami o dbaniu o zęby, więc w krótkim czasie zostałem przedszkolnym ekspertem w myciu zębów. Tak bardzo mnie to wciągnęło, że studiuję teraz kierunek lekarsko-dentystyczny...

#xqqSo

Chciałam dodać kolejne wyznanie o mojej byłej pracy. Byłam striptizerką - od tych słów zaczęłam swój pierwszy wywód na tej stronce (/evhID).
O czym by tu napisać... Wiem! Jak zakończyła się moja przygoda ze striptizem.

Nie było łatwo. Przełom maja i czerwca, upały. Bark klimatyzacji i dobrej wentylacji. Syf, którego nie dało się już uprzątnąć, dym papierosowy, 30 stopni na sali. Kierowniczce udało się załatwić klimę. Nagle z 30 stopni zrobiło się 15. Dość szybko zaczęło się chorowanie. Od niewinnego kataru i lekkiego kaszlu. Przez miesiąc dało się wytrzymać, lecz tu w pełnej krasie ukazała się sukowatość kierowniczki. Ona siedziała ubrana normalnie. Dla niej chociaż te 20 stopni było już za dużo. Nie brała pod uwagę, że nam jest zimno (przypomnę- ubrane w majty i staniki). Nasze prośby zbywała prychnięciami. "Jak wam tak zimno to zacznijcie biegać"- autentyczny tekst.

Drugi miesiąc- kaszel mocniejszy. Do tego lekka gorączka, wzmożenie kataru. Zapytałam, czy mogę wyjść wcześniej do domu. W odpowiedzi jedynie uśmieszek. "Idź, ale jutro nie wracaj". Na szczęście miałam dwa następne dni wolne, więc nieco się wyleczyłam.

Trzeci miesiąc- oddychanie sprawiało mi ból, a każde kaszlnięcie niesamowite bóle w klatce piersiowej. Z pomocą jednej z dziewczyn dotarłam do przychodni. Z miejsca pojechałam do szpitala. Okazało się, że wyhodowałam sobie zapalenie płuc, infekcję górnych dróg oddechowych i dodatkowo zapalenie zatok. Żyć nie umierać. Po miesiącu nie pojawieniu się w pracy (uprzednio doręczając chorobowe), poprosiłam chłopaka by zawiózł moją rezygnację. Nie miałam już po prostu siły. Po leczeniu długo nie mogłam dojść do siebie. Byłam niesamowicie osłabiona. Jednak miałam dwutygodniowe wypowiedzenie. Załatwiłam to przedłużając o 2 tygodnie chorobowe. Zajechałam tam jednie po swoje rzeczy.

Powiem szczerze, nie żałuję, że tam pracowałam. Zarobione pieniądze umożliwiły mi otwarcie swojego biznesu. Nie jest on jakiś duży, ale jeszcze wszystko przede mną. Z dziewczynami nie utrzymuję kontaktu. Po twarzowej książce wnioskuję- 3/4 stało się typem "kopiuj-wklej". Czasami się łapię na tym, że nawet tęsknie za tą pracą. Czy wrócę? Nie mam pojęcia. Myślę, iż to już zamknięty rozdział w moim życiu.

Czasami zdarzy mi się założyć fikuśną bieliznę, swoje nie do zdarcia szklanki i tańczyć, ale już tylko i wyłącznie przed swoim chłopakiem. Tak, dalej z nim jestem nieprzerwanie od 5 lat :)

Dzięki, że wytrwaliście ze mną do końca. Pozdrawiam wszystkie Anonimki :)

#uWJpm

Parę miesięcy temu mój brat wyznał mi, że jest gejem. Nie mam nic przeciwko osobom homoseksualnym, więc po prostu doceniłam, że otworzył się przede mną, popytałam czy ma kogoś itp. i na tym się w sumie skończyło, od tamtego czasu nie rozmawialiśmy na ten temat, jakoś ani nie było czasu (ja już się wyprowadziłam z domu, a on ma tylko 17 lat, więc mieszka z rodzicami), ani nie chciałam na niego naciskać.

Parę dni temu znowu (trochę w żartach) spytałam się, czy już kogoś ma na oku, a on z pełną powagą zaczął mi opowiadać o pewnym chłopaku. Blond włosy, zielone oczy, tatuaż na ręce, imię - Rafał... Z każdym zdaniem szczęka coraz bardziej mi opada. Rozglądam się za ukrytą kamerą. W końcu pytam gdzie go poznał. "Skomentował jakieś zdjęcie na twoim Facebooku, ale jeszcze nie zagadałem do niego, podoba mi się już od paru miesięcy".

Rafał to mój chłopak, którego jeszcze nie zdążyłam przedstawić rodzinie.

#OgYFW

Mam 27 lat i jestem byłą prostytutką.

Gdy byłam w szkole podstawowej, moi rodzice się rozwiedli. Mama wyjechała do swojego nowego faceta w innym mieście - ja razem z nią. Po roku moja mama wyszła drugi raz za mąż, urodziła bliźniaki. I od tego czasu działo się źle. Moja mama zaczęła chorować poważnie, operacja goniła drugą. Ojczym miał wszystko w dupie generalnie. Ja wychowywałam dzieci, nauczyłam się gotować i generalnie prowadzić cały dom.

Gdy chodziłam do technikum, mój ojczym wyjechał za granicę. Zostałam sama z dwójką rodzeństwa i bardzo chorą mamą. Przez nieobecności w szkole groziło mi zawalenie roku. Zrezygnowałam i przeniosłam się do szkoły zaocznej. Znalazłam pracę na pół etatu, bo dziwnym trafem mój ojczym pracując za granicą nigdy nie.miał pieniędzy, a nam przysyłał nędzne grosze. Bliźniaki poszły do szkoły, wydatków kupa, do tego leczenie mojej mamy nie należało do najtańszych. Stawałam na rzęsach, żeby w miarę starczało... Niestety, bywało tak, że nie było co zjeść. Gdy moja 8-letnia siostra powiedziała, że jest głodna, a ja nie mogłam nic jej dać, bo nie było za co - stało się. Bijąc się z myślami zrobiłam to. Zaczęłam się sprzedawać. Trwało to 3 lata.

Moja mama nigdy nie pytała skąd nagle mamy przypływ gotówki, dla niej było ważne, że jest. Klientów miałam wielu, spotykałam się w hotelach lub samochodach. Wiem, że było to skrajnym kretyństwem, bo nie wiedziałam na jakiego mogę trafić czuba, ale mając taką sytuację w domu w pierwszym momencie o to nie dbałam. Zazwyczaj panowie byli kulturalni i mili. Nienawidziłam się za to co robię, ale spałam spokojnie, bo dzieci nie chodziły głodne, miały na nowe ubrania, mama miała wszystkie lek,  wszystkie rachunki były opłacone.

Wielokrotnie mówiłam mamie, że po co jej taki mąż, skoro ma głęboko w dupie ją i swoje dzieci. Przez 4 lata za granicą był 5 razy w domu... Ale ona ciągle stała twardo, że już raz rozwód brała, a przecież nie jest tak źle... Po 4 latach wrócił ON. Marnotrawny tatuś. Ciągle miał pretensje dosłownie o wszytko. Non stop awantury. Nie wytrzymałam. Z krwawiącym sercem znalazłam sobie mieszkanie i się wyprowadziłam. Mamę odwiedzałam, jak jego nie było w domu.

Znalazłam nową pracę i mężczyznę, którego kocham nam życie. Od tego co robiłam kiedyś odcięłam się totalnie. O tym, że się sprzedawałam przyznałam się tylko jemu. Na samym początku było ciężko, ale zrozumiał. Dużo czasu zajęło mi to, żeby mu udowodnić, że z dawnym zajęciem nie chcę mieć nic wspólnego.
Teraz, po 3 latach, nie żałuję, bo dzięki temu daliśmy radę.
Jestem wdzięczna mojemu facetowi, że mimo tego co o mnie się dowiedział kocha mnie i jest ze mną do dzisiaj.

#V1U5G

W liceum żeńska część klasy zawsze chętniej chodziła na lekcje WF, a działo się to wszystko za sprawą nauczyciela. Nie był to umięśniony przystojniaczek, raczej mały, chuchrowaty człowieczek. Wzrost i wygląd w 100% rekompensowały mu poczucie humoru i cięta riposta. Przechodząc do sedna...
Na jednej z lekcji Pan Nauczyciel podzielił nas na dwa zespoły, a żeby rywalizacja była bardziej zacięta, drużyna, która przegra, musiała ponieść jakieś konsekwencje. Mogłyśmy sobie nawzajem wymyślić „kary”. A więc mój team wpadł na pomysł, że jeśli „tamte” przegrają, mają przebiec się po całym ogólniaku, wykrzykując różne głupie hasełka, natomiast w razie naszej porażki mamy w ciągu przerwy obiadowej zdobyć pięć numerów telefonu (z podpisami), należących do pięciu chłopców, których nie znałyśmy wcześniej (numery wypisane miały być markerem na ręce).

Pech chciał, że ja i moja drużyna przegrałyśmy. 
Przy wykonywaniu kary banan nie schodził nam z twarzy. Tak też poznałam swojego chłopaka, obecnego narzeczonego i przyszłego męża. Za trzy miesiące bierzemy ślub. Aż kusi mnie, żeby wrócić do szkoły, podziękować nauczycielowi i zaprosić go na wesele! Gdyby nie on, pewnie nigdy byśmy się do siebie nie odezwali.

+10 dla nauczyciela z pomysłem!

#7Okm9

Gdy miałam 17 lat, poznałam pewnego chłopaka. Był chodzącym ideałem, każda dziewczyna chciała być jego. Któregoś wieczoru spotkałam go w supermarkecie, spojrzeliśmy sobie przelotnie w oczy i minęliśmy się. Przyznam, że poczułam pojedynczego motylka latającego gdzieś w moim brzuszku. Następnego dnia, gdy przeglądam Facebooka, zobaczyłam wiadomość od niego, zatkało mnie, bo przyznam, że nie należę do szczupłych, wręcz przeciwnie, mam tego ciałka aż trochę za dużo, a zainteresował się mną chłopak, który mógł mieć każdą. No i się zaczęło. Pisaliśmy częściej, spotykaliśmy się to w parku, to u mnie w domu, albo odwrotnie. Po kilku tygodniach zostaliśmy parą. Bałam się jakichkolwiek zbliżeń ze względu na moje ciało, ale on tłumaczył, że dla niego liczy się moje piękno wewnętrzne, że kocha mnie taką, jaka jestem. No i stało się: poszliśmy do łóżka (przyznam, że bardzo nalegał, abyśmy wreszcie skonsumowali nasz związek). Następnego dnia czułam się jak księżniczka, miałam kochanego chłopaka, który kochał mnie i pokochał moje wady, lecz gdy weszłam do szkoły, wszystkie spojrzenia skierowane na moją osobę. Ja niczego nie podejrzewająca biegnę pod klasę, gdzie mój luby ma zajęcia, a co tam spotykam? Mój kochany chłopak w objęciach długowłosej, szczupłej szkolnej piękności. Ze łzami w oczach pytam o co chodzi, a co on odpowiada? „Słuchaj, chyba nie sądzisz, że nasz związek był na serio? Chciałem zobaczyć jakie w łóżku są duże dziewczyny”.

Myślałam, że zapadnę się pod ziemię, płacząc wybiegłam ze szkoły i do końca dnia zamknęłam się w pokoju. Przez kilka tygodni nie mogłam się pozbierać i wybaczyć sobie mojej głupoty. Gdyby nie wsparcie najbliższych, nie byłoby mnie teraz tutaj.

Teraz, po latach od tego wydarzenia, jestem dietetykiem w jednym z większych polskich miast. Zaznaczę, że prowadzę zdrowy tryb życia i osiągnęłam figurę, której niejedna kobieta może mi pozazdrościć.
Któregoś słonecznego dnia miałam już koniec pracy, pakowałam się właśnie do domu, a wchodzi do mnie recepcjonistka z pytaniem, czy mogę jeszcze kogoś przyjąć. Przyjęłam. Gdy ta osoba weszła, poczułam zimny pot na plecach. Moim oczom ukazał się mój wcześniej wymieniony szkolny przystojniak. Stałam i patrzyłam, jak ledwo mieści się w drzwiach i patrzy na mnie tymi samymi oczami co kiedyś. Przyszedł, abym rozpisała mu dietę.
Karmo, zawsze w ciebie wierzyłam.

#AOYDW

W miejscu, w którym pracuję jest zakaz palenia. Ale jak wiadomo, zakazy można jakoś ominąć. Więc palimy w kiblu... Damskim. Ponieważ wiemy, że tam żaden z wyżej postawionych ludzi nie wejdzie, bo są oni płci męskiej.

Kiedyś z kumplem umówiliśmy się, że idziemy na fajkę. Najpierw wszedł on, za jakąś chwilę ja, coby podejrzeń nie wzbudzać, że we dwóch wchodzimy. Kolega odpalił fajkę, ja również. Palimy, gadamy, nagle kolega za mocno strzepnął papierosa i wypadł mu żar. Ale że coś tam się jeszcze tliło, to mówię ze śmiechem: „Marcin, ciągnij dobrze, bo to aż boli, jakbyś wyrzucił tyle fajki”. Potem skończyliśmy palić i każdy poszedł w swoją stronę.
Za jakiś czas podbija do mnie inny kolega i mówi, że w firmie zaczynają szeptać, że ja z Marcinem w kiblu coś tam robiłem... Więc pytam, skąd te rewelacje się wzięły. A co się okazało? Sprzątaczki weszły, żeby posprzątać i usłyszały tekst: „Marcin, ciągnij dobrze, bo to aż boli...” i wyszły, bo im się głupio zrobiło. I powiedziały o tym komuś i tak pocztą pantoflową wiedzieli wszyscy!

Wiecie co? Lepiej, żeby nas na paleniu przyłapali, niż myśleli, że sobie obciągamy w tym kiblu. Od kilku dni staram się rzucić palenie. Bo dalsze chodzenie z kolegami na fajkę do kibla może zostać źle odebrane. ;D

#EP7X0

Gdy miałam około 5-6 lat, a lato było gorące, razem z rodziną wyruszyłam na podbój plaży. Było to kąpielisko przy jeziorze, ale strzeżone, ratownicy dzielnie pilnowali kąpiących się ludzi. Kiedy ładnie się rozłożyliśmy na kocu, razem ze starszą siostrą zaczęłam lepić babki z mokrego piasku. W pewnym momencie chciałam iść coś zjeść/napić się. Zostawiłam siostrę samą i podreptałam do kocyka, który miał być niedaleko. Nie znalazłam go. Nie znalazłam też mojej siostry. Całkowicie straciłam orientację. Zaczęłam błądzić po całej plaży, rozryczałam się na głos. Nikt nie zwrócił uwagi na płaczące dziecko. Do główki przyszedł pomysł, aby odejść kawałek na małe wzniesienie, aby mieć lepszy widok. Nie byłoby to takie złe posunięcie, gdyby nie to, że było tam bardzo mało ludzi i to miejsce było w mocnym cieniu. Oczywiście dalej nikt nie zareagował na dziecko idące w nie wiadomo jakim kierunku, w dodatku nadal głośno płaczące. Gdy już się tam znalazłam, a nadal nie mogłam znaleźć mojej rodziny, podszedł do mnie jakiś pan. Zapytał się, co się stało, a potem powiedział, że zabierze mnie do mamusi i tatusia. Prowadził mnie ładnie, za rękę. Niestety, w innym kierunku, niż powinniśmy pójść. Na początku grzecznie z nim szłam, choć dalej wyłam jak szalona. W pewnym momencie niemal mnie ciągnął za sobą. Wyrywałam się, nie chciałam tego. Prowadził mnie do swojego samochodu. Był zaparkowany na poboczu, pod malutkim laskiem. Kiedy miał mnie już wpychać na tylne siedzenie, a ja ciągle krzyczałam, że chcę do mamy i do taty, w końcu nadeszło moje wybawienie. Spomiędzy drzew wyszedł kolejny pan, który najpewniej udał się tam za potrzebą. Widząc sytuację, podbiegł, niemal siłą przejął mnie i wziął na ręce. Chodził ze mną po plaży, dopóki nie znalazłam rodziców. 


Jak się później okazało, był ratownikiem. Jak widać, oni nie ratują dorosłych i dzieci tylko w wodzie.
Dodaj anonimowe wyznanie