Uwielbiam zwierzęta i często je dokarmiam. Ostatnio nasypałam garstkę chrupków mojego kota pod żywopłotem. Dzisiaj wieczorem zobaczyłam, jak inny mały kotek dojada resztki tej karmy. Do tego wyglądał jeszcze na jakiegoś rasowca. Zrobiło mi się go szkoda, więc zaczęłam go wołać z okna, żeby dać mu coś jeszcze.
Po długich nawoływaniach mała kulka okazała się być jeżem :)
Dawno temu, gdy byłam małą dziewczynką, jeździliśmy z tatą i rodzeństwem na pływalnię.
Pewnego dnia szalałam w wodzie, gdy nagle zachciało mi się do toalety, ale mój mały rozum podpowiadał mi, że wytrzymam, gdyż niedługo mieliśmy wychodzić. Jak się domyślacie, nie wytrzymałam i walnęłam wielkiego kloca do wody, który dryfował sobie pośród tłumu... Wszyscy widzieli, że to ja, tata najadł się wstydu, bo musiał się za mnie tłumaczyć, rodzeństwo też patrzyło z obrzydzeniem.
Teraz zbliżam się już do trzydziestki i za każdym razem, gdy sobie o tym przypomnę, robię się czerwona i chcę się zapaść pod ziemię.
Miało być anonimowe, to jest, jakiego chyba dawno nie było.
Mieszkam ze swoim partnerem ponad 3 lata.
Paliłam jeszcze zanim się poznaliśmy. Ostatnio zaczęło mu to bardzo przeszkadzać. Czy coś z tym zrobię? Nie. Pewnie się zastanawiacie dlaczego. Ano dlatego, że wszystko w naszym mieszkaniu jest na mojej głowie: gotowanie, pranie, sprzątanie, zmywanie, zakupy, pomysł na to, co w ogóle zrobić na obiad i wiele więcej.
Jeśli on ma co do mnie jakieś uwagi i „wymagania”, to niech najpierw da coś od siebie.
Gdybym nie była we wszystkim sama i poprosiłby mnie o rzucenie palenia, nie byłoby problemu. Z dnia na dzień byłabym w stanie chociażby spróbować rzucić palenie. Ale skoro on na żadnym kroku nie pokazuje mu, że mu zależy, nie stara się i nie dba o mnie, to ja nie będę spełniać kolejnego jego życzenia.
Więc tak, na ten moment palę, żeby zrobić mu na złość.
Zawsze odwracałam wzrok i przyspieszałam kroku, gdy ktoś wyciągał rękę po „piniążka”. Dziś rano było inaczej. Idąc ulicą, z daleka zauważyłam panią wyciągającą rękę w moją stronę. Zatrzymałam się, wysłuchałam. Kobieta około 40 powiedziała, że jest w 7 miesiącu ciąży i trudno jej się utrzymać itd. Wyciągnęłam portfel, dałam jej wszystkie drobniaki (ponad 20 zł), a ona do mnie: „DA PANI DYCHĘ W PAPIERKU, WIDZIAŁAM, ŻE PANI MA!”. Miałam odłożone pieniądze na bilet, pewnie je zauważyła. Kiedy powiedziałam, że to wszystko co mogę jej dać, nazwała mnie suką i poszła w swoją stronę.
Pierwszy raz chciałam pomóc. I raczej ostatni.
Jestem wege. Nie z własnego wyboru. Uwielbiam mięso, taki karczek z grilla – bajka! Od dziecka mój organizm jednak „nie przyjmował” mięsa. Zawsze po nim bardzo źle się czuję, wymioty itp.
Wesele u rodziny męża. Jedzonko super, nie wypiłam za wiele, ale całą noc spędziłam w toalecie. Myślałam, że zejdę, ale nic nie zjadłam przecież, co mogłoby mi zaszkodzić.
Po kilku dniach spotykamy się na obiedzie u teściowej.
– No i co? Taka z ciebie wielka weganka? Ja widziałam, jak ten makaron mięsny (jakaś specjalność w ich rodzinie, nie wyczułam mięsa!) ci smakował! No i żyjesz! Więc skończ nas ściemniać, że nie jesz mięsa!
Szczęka w dół. Brak mi słów...
Tu zaskoczył mnie mój mąż, bo wstał od stołu i powiedział jedno słowo:
– Wychodzimy.
Teściowej nie widziałam kilka ładnych tygodni, a mąż przez kilka dni dawał słowo, że nie miał z tym „eksperymentem” nic wspólnego.
Raz, gdy byłam mała i oglądałam Duszka Kacperka, chciałam się do niego przenieść i się z nim pobawić. Jak każde dziecko pobiegłam do mamy z pytaniem, jak mogę osiągnąć swój cel. Moja mamuśka stwierdziła, że muszę stać bardzo długo obok telewizora i wtedy przeniosę się do bajki. Zadowolona, że to możliwe, pobiegłam po chyba wszystkie worki w domu, a do nich zapakowałam najpotrzebniejsze rzeczy i praktycznie całą szafę z ubraniami. Spakowana i zadowolona stanęłam obok telewizora.
No i tak stałam. Stałam. I dalej stałam. I jeszcze raz stałam.
I wiecie co? Nie przeniosłam się...
Okres podstawówki. Kiedyś, jak byliśmy z kolegami na dworze, mieliśmy straszną ochotę, żeby się ochłodzić. Decyzja podjęta – idziemy na lody. Wszyscy zrobiliśmy zrzutę i wyruszyliśmy do sklepu. Po wybraniu jednych z tańszych lodów obliczyliśmy, że jednak nie starczy nam pieniążków. No nic, i tak idziemy do kasy, cały czas sobie powtarzając, że pani przy kasie na pewno nie zauważy.
Nastała nasza kolej. Zblazowana pani kasjerka nabiła nam nasze smakołyki i powiedziała, jaką kwotę musimy zapłacić. Pot leciał strumieniami, jeden z naszych kolegów dał kasjerce uzbieraną zrzutę, po czym usłyszeliśmy: „Ale tutaj brakuje jeszcze 7 groszy!. Na co nasz kolega-mistrz improwizacji odrzekł: „Przecież tyle razy była mi pani grosika winna, więc w czym problem?”.
Lody były dobre, ale mina zbulwersowanej kasjerki jeszcze lepsza :D
Na studiach miałem wieczny problem z kasą. Dorabiałem sobie jako barman, ale studiowałem dość wymagający techniczny kierunek, więc była to praca weekendowa do pogodzenia z nauką. Na rodziców też nie mogłem za bardzo co liczyć z racji tego, że mam jeszcze trzech młodszych braci. Jak to mówią, tonący brzytwy się chwyta, więc znalazłem dość oryginalny sposób na zarabianie pieniędzy. Odkryłem, że całkiem spora grupa gejów ma fetysz męskich stóp i są gotowi płacić niezłe pieniądze, aby zaspokoić swoje żądze.
Zaczęło się niewinnie – sprzedawałem zdjęcia, filmy z moimi stopami, potem zacząłem sprzedawać znoszone buty i skarpetki. Jak się dowiedziałem, moje stopy były „chodliwe” na rynku – mam duży rozmiar (46), do tego w owym czasie grałem w uniwersyteckiej drużynie piłki nożnej i nieskromnie powiem, że jestem dość przystojny. Potem zacząłem umawiać się na spotkania, na których już za niezłe pieniądze koleś bawił się moimi stopami. Spływająca kasa skutecznie niwelowała wewnętrzne rozterki. Kiedy postanowiłem przestać? W końcu jeden z moich „klientów” chciał mnie związać i łaskotać mi stopy. Miałem dostać tym więcej kasy, im więcej wytrzymam. Łaskotki zawsze wydawały mi się czymś niewinnym. Ale kiedy jest się związanym i do tego ma się tak wrażliwe stopy jak moje, przeradza się to w tortury. Spękałem chyba po siedmiu minutach, ale musiałem się nieźle nabłagać, zanim zostałem rozwiązany. Wtedy poczułem się upokorzony jak nigdy w życiu – błagałem innego faceta o litość. Dotarło do mnie, że chociaż nie oferowałem seksu, tak naprawdę się sprzedaję.
Czemu piszę to wyznanie? Dziś mam żonę i dziecko, a dalej to we mnie siedzi. Jak by na to nie patrzeć, sprzedawałem jakąś część mojego ciała za pieniądze. Nie idźcie tą drogą, moi drodzy, zawsze są inne rozwiązania.
Wczoraj w nocy o godzinie 2:00 mój pies zaczął mnie budzić i musiałem wyjść z nim na dwór, bo dostał rozwolnienia. Kiedy drzwi windy się otworzyły, dostrzegłem moją sąsiadkę dymaną od tyłu przez jakiegoś wysokiego gościa w moim wieku. Sądząc po jej reakcji, twarzy i sposobie mówienia, była nietrzeźwa. Powiedziała do mnie: „Wypier...j”, więc poszedłem schodami. Na szczęście mój owczarek niemiecki wytrzymał i zesrał się dopiero na chodnik przed klatką schodową. Ja byłem wstrząśnięty, jednak nie obrzydliwym widokiem rzadkiej kupy czy seksu w windzie, sam o takim nieraz marzyłem, ale tym, że dziewczyna, która mi się tak podobała, którą tak idealizowałem, która wydawała mi się istnym aniołem, przed chwilą wulgarnie się do mnie odezwała zapitym głosem, dymana w tylca. Właśnie się na mnie spełnił taki znany mem „kiedy ty zastanawiałeś się, jak do niej zagadać, trzech innych dymało ją w tym tygodniu”. Jestem załamany, myślałem, że to taka porządna dziewczyna, czasem pogadaliśmy chwilę, czasem się do mnie miło uśmiechnęła, kiedy się dowiedziałem, że zerwała z chłopakiem, myślałem, że spróbuję do niej uderzyć. Widać gość z sąsiedniego osiedla, który siedzi z kumplami na ławce całymi dniami, popijając browary, był szybszy. Chyba znajdę sobie hobby i zapomnę o dziewczynach na 10 lat.
Macie może czasem taką chwilę zapomnienia, że nie zwracacie większej uwagi na to, co robicie? Ja mam zdecydowanie zbyt często. Nie są to rzeczy wielce istotne – począwszy od częstowania psa nowo otwartym dżemem prosto ze słoika, kończąc na chowaniu pilota do lodówki.
Ostatnio widząc brudne skarpetki, postanowiłem wyrzucić je do prania. Jako że pranie jest u mnie często, mam nawyk wrzucania wszystkiego od razu do pralki. I tak wchodzę do łazienki, otwieram klapę pralki, wrzucam skarpetki, zamykam i wychodzę. Dopiero po pewnej chwili zorientowałem się, że wybrałem opcję prania z namaczaniem w sedesie.
Dodaj anonimowe wyznanie