#UVb08

Po kilku latach związku rozstałem się. Życie. Postanowiłem wrócić do gry po kilkumiesięcznej przerwie. Umawiałem się na randki. Usłyszałem o sobie, że jestem mało męski, jestem kłamczuchem, „jesteś ciepłe kluchy, a ja chcę prawdziwego faceta”,
że jestem kryminalistą itd., itd.
Jak się okazało, jestem mało męski, bo gotuję, sprzątam, prasuję, piorę i lubię to.
Jestem kłamczuchem, bo niby mam firmę zajmującą się sprzątaniem biur, hal, różnych obiektów, hoteli itd., ale na wiele zleceń jeżdżę osobiście (bo po prostu lubię sprzątać). Zatrudniam 52 osoby w firmie, więc chyba ruch w biznesie jest. Dzięki pracy stać mnie na dom, dwa samochody i dwa motocykle.
Czemu ciepłe kluchy? Bo mam dwa kotki i psa. Kocham te zwierzaki i mogę o nich rozmawiać godzinami.
A czemu kryminalista? Bo mam kilka tatuaży i 192 cm wzrostu.

No cóż, poszukiwania trwają dalej :)

#955qB

Leżałem sobie dzisiaj w swoim kawalerskim barłogu i szukałem we wspomnieniach idealnej kandydatki na szybką pamięciówkę przed snem. Nieoczekiwanie przypomniała mi się koleżanka, z którą pokłóciłem się prawie 10 lat temu i od tamtej pory jej nie widziałem. Postanowiłem wbić na jej fejsa, żeby zaktualizować portret pamięciowy i sprawdzić, czy nadal nadaje się na materiał do fantazji. Okazało się, że od 5 lat nie żyje. Trochę zepsuło mi to nastrój, ale szczęściem w nieszczęściu kątem oka na liście starych rozmów w messendżerze przyuważyłem inną koleżankę, która mi się lata temu podobała, a z którą w podobnych okolicznościach przestałem się widywać również około 10 lat temu. Kliknąłem jej profil, żeby oblukać jej fotki przy masowaniu salami – ale okazało się, że ona również od 5 lat nie żyje. Boję się teraz sprawdzić jakąkolwiek inną starą znajomą, której od lat nie widziałem, żeby nie okazało się, że każda laska, która mi się kiedyś podobała, zdążyła już wykitować. Mam też potężny dylemat, czy masturbacja do wspomnień o kimś, kto już nie żyje zalicza się w jakiś sposób do nekrofilii czy jest kompletnie osobnym zjawiskiem, a także rozterkę moralną: czy w ten sposób czczę czy bezczeszczę ich pamięć.

#sQiVn

Akcja sprzed kilku dni. Stoję sobie na przystanku i czekam, aż mój rydwan przyjedzie. Po chwili przechodzi sobie parka – Karyna z Sebkiem i małą Jessicą w wózku. Jessica zajadała się czymś i jak to dziecko – upaprała ubranko. Co zrobiła Karyna? Zjechała swoje dziecko z góry do dołu na 10 pokoleń wstecz, nie stroniąc od przekleństw. Bo mała się ubrudziła i ona musi iść teraz do domu ją przebrać. Na szponiaste tipsy! Cóż za obraza majestatu Jej Królewskiej Platynowości! Co zaś zrobił Seba? Rzucił tylko do Karyny coś w stylu: „Zamknij twarz, wyrażaj się przy dziecku”, po czym wziął swoją małą księżniczkę na ręce, aby ją uspokoić, bo się rozpłakała. Mnie zaś powiedział, że traktuje panie lepiej, tylko dzisiaj jego kobieta ma jakieś jazdy i już nie wytrzymał.

Sebki to jednak stan umysłu :)

#QTfAR

Kiedy byłem mały, często bałem się sam zasypiać w swoim pokoju. Byłem jednak na tyle duży, że chciałem już zasypiać przy zgaszonym świetle jak dorośli i nie bać się żadnych monstrów czyhających w szafie. Wpadłem na genialny pomysł, że będę spał nago, w końcu nawet najgorszy potwór ma trochę wartości moralnych i etycznych i nie będzie zaczepiał małego, śpiącego bez ubrań chłopca. Pomyślałem, że będzie się wstydził straszyć kogoś bezbronnego i do tego bez ubrania.
Nie przeliczyłem się, żaden potwór nigdy mnie nie odwiedził, a skuteczną metodę stosuję do dziś.

#epcKx

Cała sytuacja działa się, kiedy miałam jakieś 4 lata.

Mam o rok starszego brata i siostrę bliźniaczkę. Wyjątkowo rano tata odprowadzał nas do przedszkola. Zawsze robiła to mama, ale tego dnia nie mogła. Z naszego domu do przedszkola było 15 minut drogi z buta. Przedszkole miało duży, ogrodzony metalowym płotem teren. Żeby dostać się do niego z naszej strony, trzeba było obejść całą działkę.
Mój brat trzymał tatę za jedną rękę, moją siostrą za drugą, a ja trzymałam ją za rękę. Szłam koło przedszkolnego płotu, gdy nagle moja kurteczka zaczepiła się o płot i nie mogłam się uwolnić. Stałam tam prawie 15 minut... Radziecka zima, więc wiadomo, jaka pogoda. Słodka, mała kruszynka marzła. Dopiero po chwili zainteresowała się mną dziewczyna, która szła do pobliskiego liceum. A mój tata? Mój brak zauważył dopiero po „przeliczeniu sztuk” w przedszkolu. I podobno jakieś 10 minut zajęło mu uzgodnienie, którego dziecka brakuje i czy na pewno zabrał mnie z domu.
Zanim zdążył wyjść na poszukiwanie, dziewczyna z LO z braku pomysłów zabrała mnie do przedszkola, licząc, że się mną zajmą.

Od tego czasu kiedy tata miał nas odprowadzać, wiązał nas sznurkiem, żeby nie zgubić ani sztuki.

#BEGlx

Rodzice nie pozwalali mi robić wielu rzeczy, podawali wszystko w wątpliwość i powodowali, żebym się wstydził za byle co.
Teraz wstydzę się wszystkiego. Na siłę ciągnę się ku przeciętności, nie mam żadnych ambicji, satysfakcjonuje mnie byle co. Najbardziej wstydzę się samego siebie, wstydzę się swoich pasji, swoich marzeń, swoich poglądów, swoich planów. Jestem dorosłym człowiekiem, niedługo skończę studia, nie wiem co ze sobą robić. Studia oczywiście przeciętne, bo wstyd mi było opowiadać wszystkim, że idę na coś lepszego, a potem się nie dostać, więc nawet nie uczyłem się do matury, żeby zdać na cokolwiek wybitnego. Przeciętnie się ubieram, w kontaktach z ludźmi jestem przeciętny, nie narzucam się nikomu niczym, zawsze jestem pomocny, dobroduszny i szczery, czym odrażam ludzi, bo jestem ekstremalnym nudziarzem. Jestem wykorzystywany przez ludzi, poniżany i wyśmiewany, bo wstydzę się im cokolwiek odpowiedzieć albo postawić na swoim. Jestem mięciusieńki jak gąbka.

Jak marzę o tym, żeby gdzieś pojechać (choćby do Czech albo Niemiec na 3 dni, żeby coś fajnego zobaczyć), łapię się na tym, że to głupie, odczuwam poczucie winy i wyobrażam sobie, że nade mną stoi moja matka, która robi mi wyrzuty, że piniondze wydaję na głupstwa, że gdzie ja mógłbym gdziekolwiek pojechać, pewnie bym się zgubił albo by mnie zabili, przestań sobie wyobrażać, chyba upadłeś na głowę, siedź na dupie – i inne teksty, którymi karmiono mnie za dzieciaka do tego stopnia, że czasami boję się wyjść w domu. Matki oczywiście nie ma w pobliżu i nikt mi nie broni, ale muchomor jest trwale popsuty.

Nie wiem, czy kiedykolwiek osiągnę jakiś sukces zawodowy, prędzej stawiałbym na to, że przez 20 lat będę parzył komuś kawę i zaklejał koperty, bo nie będę miał odwagi powalczyć o lepsze zatrudnienie gdzie indziej albo o awans. Nie mam szans u żadnej kobiety, bo jestem totalnym zaprzeczeniem męskiego, spontanicznego, ambitnego i odważnego partnera, których mają dookoła siebie na pęczki. Nie mogę wygrywać we własnym zakresie, żyjąc dla siebie, bo przyjemność odbierają mi paranoje i kompleksy, które rozbijają w drobny mak każdą moją interakcję z ludźmi na jakiejkolwiek płaszczyźnie. Czuję się jak aktor w chujowym filmie, jestem tak sztuczny, że ludzie czasami muszą myśleć, że jestem upośledzony.

Nie muszę chyba wspominać, że moje dotychczasowe życie przypominało oczekiwanie emeryta na zgon, herbatki, krzyżówki, bujane fotele. Prześlizgnąłem się przez tę słynną młodość i nie mam absolutnie żadnego kapitału, a najfajniejsze wspomnienia mam sprzed komputera.

#jPuD8

Zawsze wiedziałam, że nie jestem za bardzo urodziwą osobą. Nigdy nie czułam się atrakcyjna niezależnie od mojej wagi, czy byłam w swojej szczytowej formie czy też nie, po prostu myślę, że mam niewyjściową twarz. Nigdy też nikt nie dał mi do zrozumienia, że jest inaczej, wliczając w to mojego byłego, który mnie gaslightingował. Zaczęliśmy ze sobą być, jak ja miałam 18, a on 26, z perspektywy czasu (mam teraz 25 lat) uważam, że doszczętnie zniszczył jakiekolwiek poczucie mojej własnej wartości. Długo z tego wychodziłam, jednak nie byłam na terapii (bardziej kwestia finansowa niż niechęć). Ostatnio zaczęłam postrzegać siebie trochę inaczej, nawet zaczęłam wychodzić bez makijażu (ja wiem, że dla niektórych to jest błaha sprawa, ale dla mnie nie). 
Dzisiaj również wyszłam bez makijażu. Musiałam pójść do lekarza, czekam więc w kolejce. Było dużo dzieci z rodzicami, bo mój lekarz rodzinny jest także pediatrą, nagle ni stąd, ni zowąd jeden chłopczyk na ok. 5 lat pokazuje na mnie palcem i mówi: „Baba Jaga, mamo, patrz, to Baba Jaga”. Nikt się słowem nie odezwał, mama nie upomniała nawet tego chłopca, że tak nie wolno, jedna dziewczynka, która siedziała obok mnie z mamą powiedziała, że nie chce tu siedzieć i żeby się przesiąść... 
Założę się, że dla niektórych to było zabawne, a ja ledwo powstrzymywałam łzy. Dawno nie czułam się tak żałośnie i tak upokorzona jak w tamtym momencie, chyba jednak nic nie mam przepracowane i muszę wreszcie pójść na tę terapię. Piszę to tutaj, bo boję się, że jak komuś to opowiem, zostanę wyśmiana, a wyrzucenie tego z siebie trochę mi pomogło się uspokoić.

#qJTZz

Cała historia wydarzyła się parę ładnych lat temu, gdy uczęszczałem jeszcze do liceum. Pewnego późnego, ciepłego jesiennego wieczoru, mama poprosiła mnie, abym poszedł do sklepu kupić parę rzeczy. I tak chciałem się przejść, więc od razu założyłem buty, lekką kurtkę i wyszedłem z domu. Wracając, spotkałem sąsiada, mieszkał pod nami. Typ samotnika, stary kawaler albo wdowiec, sam już nie pamiętam dokładnie. Przechodząc obok niego, jak zawsze powiedziałem „dzień dobry” i uśmiechnąłem się. On zawsze uprzejmie mi odpowiadał, lecz nigdy nie wdawał się ze mną w rozmowy. Tym razem było inaczej. Zapytał mnie, dokąd idę, pośmiał się chwilę, pożartował i pożegnał się. Na odchodne kazał pozdrowić mamę. Nie wydało mi się to dziwne, bo przecież mieszkaliśmy w jednym bloku od paru lat, jednak coś było dziwnego w jego zachowaniu.
Po przejściu kilkunastu kroków doszedłem do drzwi wejściowych do klatki schodowej, obróciłem się, a jego już nie było. Wchodząc do domu, zastałem moją mamę. Wyglądała dość nietypowo, trochę smutna, trochę zaskoczona. Powiedziała mi, że rano jeden z naszych sąsiadów rozbił się autem na drzewie wyjeżdżając z miasteczka. Od razu zapytałem, który sąsiad. Jej odpowiedź mnie zaskoczyła. „Ten starszy pan, kawaler, który mieszkał pod nami”...
Nigdy jej o tym nie mówiłem, ale byłem wtedy naprawdę przerażony.

#pGFxA

Kiedy byłam w wieku gimnazjalnym, poznałam pewną Anię (imię zmienione). Pochodziła z patologicznej rodziny, ojciec bił ją i wyzywał, matce też nie był dłużny. Nie będę się rozpisywać nad tym, co działo się w jej domu, bo to istna tragedia.

Zawsze zapraszałam po szkole Anię do mnie. Ania była naprawdę dobrą uczennicą, wszystko umiała. Pomagałyśmy sobie nawzajem. Jadła u mnie obiady, odrabiała lekcje, starałam się też, żeby jak najczęściej u mnie nocowała. Kiedy moja mama pytała, dlaczego nie możemy posiedzieć u Ani, mówiłam, że nie ma swojego pokoju, a nie chcemy, żeby ktoś nam przeszkadzał.

Pewnego razu Ania nie przyszła do szkoły. Pomyślałam sobie, że pewnie jest chora. Jednak dni mijały. W końcu postanowiłam odwiedzić jej dom. Drzwi otworzył jej pijany ojciec.
- Dzień dobry, jest Ania?
- Ania? Aaa, że nasza córka. Nie żyje, auto ją rozjechało.
Patrzyłam na niego ze zdumieniem. Mówił to tak obojętnie, że nie chciało mi się wierzyć.

Kiedy wróciłam do domu, wszystko opowiedziałam rodzicom. Żałuję, że nie zrobiłam tego wcześniej. Mama powiedziała, że walczyłaby o Anię, bo ją naprawdę lubiła. Nie wiem czemu, ale jak sobie o tym przypominam, czuję się odpowiedzialna za jej śmierć.
Dodaj anonimowe wyznanie