#afkQ8

W czasie studiów dorabiałam w Mc'Donalds.

Obowiązują tam bardzo sztywne zasady i reguły, a jedna z nich dotyczyła stroju. Sami musieliśmy się zaopatrzyć w obuwie (koniecznie kryte i całkiem czarne), do obuwia obowiązkowe były ciemne skarpety.

Wiadomo jak to jest z takimi regułami. O ile czarne obuwie było bezwzględnie przestrzegane, to jednak kto by sprawdzał skarpetki???

Jednak znalazł się taki, menadżer, który pewnego razu ustawił nas w rzędzie i po kolei kazał pokazywać skarpety. Oczywiście nikt nie miał regulaminowych, ja stałam na końcu szeregu i już zaczynałam myśleć jak się wytłumaczyć ze swoich? Każdy po kolei odpowiadał, że ciemne akurat są w praniu, ja nie bardzo mogłam użyć tej wymówki. 
Facet w końcu nie wytrzymał (jeszcze do mnie nie dotarł)
"WSZYSCY nagle musieliście wyprać wszystkie swoje ciemne skarpety??? Niech ktokolwiek z was wymyśli jakąkolwiek inną wymówkę, to pozwolę mu nosić takie skarpety, jakie chce".

Nie mogłam nie wykorzystać takiej szansy. Wystąpiłam przed szereg, podciągnęłam nogawki spodni i ukazując swoje skarpetki powiedziałam:
"Ja noszę dwie różne, ponieważ to wyraża moją osobowość".
Na jednej nodze miałam różową skarpetkę w białe kwiatki, na drugiej jednolicie pomarańczową.
Menadżera najpierw zatkało, następnie dostał ataku śmiechu. Obietnicy dotrzymał. :D

#X5CYa

Cierpię na chorobę afektywną dwubiegunową. Kiedyś w fazie maniakalnej odeszłam od męża i oficjalnie związałam się z innym mężczyzną, w którym wydawało mi się, że jestem zakochana po uszy. Mimo to podczas tego związku miałam krótki, acz intensywny romans, a gościa od romansu zdradziłam trzy razy z trzema różnymi facetami, w tym jeden z nich był jego bliskim kolegą. To wszystko wydarzyło się wciągu trzech miesięcy. Potem przyszła depresja i trafiłam do szpitala psychiatrycznego, z którego po dość długim czasie odebrał mnie mąż. Wie tylko o tym „oficjalnym” kochanku, o pozostałych nikomu nie mówiłam. Wybaczył mi, bo wie, że to nie ja,
 tylko choroba. Ale chyba już nigdy nie będzie między nami tak jak wcześniej... 
ChAD to okropna choroba.

#BB0lS

Denerwuje mnie, kiedy ktoś nie przykłada uwagi do tego, co pisze. Nie jestem jakąś wielką ważniaczką i nie uważam też, żeby w codziennych sytuacjach czy wiadomościach pisać wyniośle i jakoś bardzo patrzeć na ortografię czy interpunkcję, ale kurde. Wchodzisz na OLX, chcesz się czegoś więcej dowiedzieć o jakimś przedmiocie, to wiele ludzi pisze jakiś miszmasz, że nie idzie nic z tego zrozumieć. Dosłownie jakby wrzucił przypadkowe słowa do miski i je wymieszał. Tak samo jest w komentarzach na Facebooku (zwłaszcza tam). Rozumiem, że nie każdy jest ekspertem od poprawnej polszczyzny, ale kiedy widzę niektóre posty czy komentarze, to zastanawiam się, jak można aż tak źle to napisać? Jeśli chcesz przekazać jakąś informację, to postaraj się chociaż trochę i napisz to tak, żeby inni mogli to zrozumieć.

#vBtQZ

Mam 17 lat i jestem matką dla mojej półtorarocznej siostrzenicy.

Od ponad roku, moja siostra chla i ćpa. O ojcu małej nawet nie wspomnę.

Oboje mają w dupie dziecko, które wychowuje ja i moi rodzice. Mojej siostrze czasem wspomni się że ma dziecko i wtedy udaje dobrą mamusie.

A ja mam tak wielki żal, że nie potrafię patrzeć jak bawi się z dzieckiem jak gdyby nigdy nic. Nie potrafię patrzeć na jej mordę. Zabieram jej dziecko.

Zabieram, czasem cały dzień siedzę z malutką zamknięta pod kluczem w pokoju. Mam w tym pokoju jedzenie, picie i wszystko inne co potrzebne. Czuje się chujowo że nie mogę nawet we własnym domu czuć się bezpiecznie.

Ta narkomanka kiedyś pobiła mnie i regularnie wszczyna awantury. Potrafi napluć na moją matkę. Boje się jej i nie potrafię tak żyć.

Wszyscy już mówią, policja, opieka, żeby wywalić ją z domu. Ale moi rodzice tego nie robią. A ja już nie wiem co mam robić. Nie chcę żeby ona była w domu.

Wolałabym żeby umarła.

#DBt0G

Wytłumaczcie mi feministyczną logikę. Przed chwilą leciała w telewizji wypowiedź pani minister, pardon – miniaturki, ministry, ministrowej, zresztą nieważne, jak zwał, tak zwał. Tak więc ta pani ministerka, ministra, miniaturowa gadała coś o konieczności równouprawnienia kobiet. Zaraz potem puszczono wypowiedź ministra Kamysza, który przypomniał, że obowiązkowy pobór wojskowy nie został zniesiony, tylko zawieszony i w każdej chwili można go odwiesić. Ktoś inny dodał, że jeśli ma być prawdziwe równouprawnienie, jeśli kobiety mają mieć identyczne prawa i obowiązki co mężczyźni, to w takim razie obowiązkową służbę wojskową trzeba rozciągnąć także i na nie. Co więcej, trzeba też zrównać wiek emerytalny dla obu płci. Na to z kolei obruszyła się wspomniana pani ministerka/ministra/ministrowa i odparła coś w stylu, że kobiety nie mogą służyć w wojsku, a przynajmniej nie wszystkie (tylko te, które chcą), bo przecież ktoś musi zajmować się domem, dziećmi, ktoś musi ugotować obiad dla tych dzieci itd., itp. Postawiłem oczy w słup, słysząc to, bo przecież pamiętam, jak ta sama pani ministrowa/ministerka/ministra gardłowała niedawno, że trzeba wyzwolić kobiety z roli kury domowej, że dlaczego tylko one mają zajmować się domem, dlaczego tylko od kobiet oczekuje się gotowania obiadów.

To jak to w końcu jest? Z jednej strony feministki chcą skończyć z gotowaniem obiadów, lecz coraz realniejsza staje się groźba wojny, kiedy trzeba iść do wojska i nadstawić własne życie, to one nagle nie mogą, bo chcą gotować obiady.

Jako żywo przypomina mi to historię feminizmu na Ukrainie. Dopóki Ruskie nie napadli, to ukraińskie feministki gardłowały o równouprawnieniu. Lecz kiedy tylko wybuchła wojna, to pierwsze spieprzyły za granicę, zostawiając chłopów samych w okopach. Nagle ucichły ich hasła o równouprawnieniu.

Szanowne panie feministki, skoro chcecie prawdziwego równouprawnienia, skoro chcecie identycznych obowiązków, to dajcie przykład, chwyćcie za broń i idźcie ramię w ramię walczyć na pierwszej linii wraz z waszymi chłopakami, mężami, ojcami i braćmi.
Nie?
Nagle wolicie gotować obiady?
Ojej, co za zmiana myślenia.

#JeCdP

Moja teściowa kilka dni temu dostała straszną diagnozę: rak piersi, stadium 3c. Rak się rozprzestrzenił, więc na dniach zaczyna chemioterapię. Moja teściowa jest cudownym człowiekiem i najbliższe miesiące będą dla niej i dla nas walką. Jestem zła, smutna, zrozpaczona i strasznie się boję. Sama niedawno przeszłam walkę z rakiem, ale mój był zdiagnozowany bardzo wcześnie, dwie niewielkie operacje, trochę naświetlania i po wszystkim. Moja teściowa jest ostoją całej rodziny, mojej, jej i naszej wspólnej. Boję się jej cierpienia, boję się, że przegra walkę, boję się, że teść, który bardzo ją kocha, nie będzie w stanie podołać. Wiele w życiu przeszłam, ale choroba kogoś, kogo tak bardzo kocham i fakt, że nie wiem, czy za rok będę mogła ją znowu przytulić, jest najgorszym uczuciem, uczuciem, jakiego miałam nadzieję nigdy nie czuć.

#dYrKJ

Od dwóch lat pracuję w sieciówce z ubraniami, ale nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że jestem chłopakiem. Na pracę ogólnie nie narzekam, lecz bolą mnie komentarze niektórych ludzi. Nie chodzi mi tu o wyzwiska, bo do takich już przywykłem. Nie chodzi mi też o straszenie mną dzieci przez rodziców tekstami „chodź, bo pan cię pobije”, „chodź, bo pan zrobi ci krzywdę”, bo to też już jest dla mnie normalne. Najgorsze jest, gdy ludzie mówią, że jestem niedoświadczony albo że „jakaś dziewczyna na pewno będzie wiedziała lepiej”. Dlaczego mnie to boli? Bo znam lokalizację większości ubrań w sklepie na pamięć, ile ich mamy na stanie, na magazynie, ich rozmiary, często też numery referencyjne oraz rozmiary innych kolorów z tego samego modelu. Często nawet kierowniczka i inne pracownice pytają się mnie o wszystko.

#iRBmQ

Wczoraj po powrocie z pracy, zastałem moją narzeczoną siedzącą na sofie: nagą, w rozkroku, z nożyczkami w dłoni i zapłakaną. Okazało się, że wpadła na pomysł, żeby wydepilować się TAM woskiem, który tak mocno wczepił się w jej włosy łonowe, że nie była w stanie nic z nim zrobić, bo za bardzo ją bolało.
Dodaj anonimowe wyznanie