#eQ8gy

Zgodziłem się przygarnąć na jakiś czas siostrę mojej żony wraz z jej córką pod swój dach. Kobiecie wybitnie nie ułożyło się w życiu. Problem w tym, że ten jakiś czas trwa już za długo, a jej dziecko nie dość, że jest niewdzięczne to jeszcze zatruwa mi życie. Mam ciche dni z żoną, bo kazałem jej rozmówić się z siostrą jeszcze w tym tygodniu żeby wynieśli się do końca maja, a jeżeli tego nie zrobi, to ja im to powiem mniej kulturalnie, a potem je po prostu sam spakuje i wyprowadzę. 


Wszystko mnie już drażni w tym dziecku. Cały czas biega, krzyczy, chce głośno muzykę, robi po złości i akurat chce do toalety kiedy ja się kąpie. Jeszcze nie wybuchłem, ale już jestem bliski. Muszę się chować we własnym domu z jedzeniem słodyczy i chipsów, ciagle chorujemy z żoną, bo ta mała coś przynosi z przedszkola. Nie dość, że wydaje na leki, to musiałem 2 razy iść na l4 za które dostałem 80% wypłaty i urypali mi dwie nagrody kwartalne. 


Rachunki też gwałtownie podskoczyły i oddaje nam niewspółmiernie do tego o ile podskoczyły. Musiałem gdzieś to z siebie wyrzucić. Tracę do tego wszystkiego cierpliwość.

#HX6xJ

Jestem beznadziejnie zakochana... I to dosłownie.
Rok temu poznałam w nowej pracy swój obiekt westchnień. Od razu coś zaskoczyło. Nie był w moim typie, ale jego poczucie humoru i energiczność sprawiły, że straciłam głowę.
Z początku starałam się trzymać dystans i nie brnąć w to (w końcu związki w pracy to nic dobrego, szczególnie jak ktoś jest wyższy stopniem), ale się poddałam i wyglądało na to, że jemu też się podobam. Rozmawialiśmy w pracy prawie non stop. Problem w tym, że chłopak nie chciał przenieść tej znajomość poza pracę. Nawet teraz jest mi głupio, jak przypomnę sobie, ile razy inicjowałam rozmowę.
Tak czy siak miałam sytuację, w której miałam odejść z pracy i z tego powodu zdecydowałam się na konfrontację. Tu, no cóż, nastąpiła cisza... Prawie na tydzień. W końcu odpowiedział, że lubi mnie i lubi ze mną pracować, jak i rozmawiać, ale ma tyle na głowie, że nie umie z niczego zrezygnować, a przecież się stara. Typ ma dwie prace, studia dzienne i praktyki wierzę, że tego czasu nie ma.
Ostatecznie nie odeszłam z tej pracy. Nie miałam gdzie... Tylko że teraz jestem w kropce. Nie zmuszę go do związku, a i nie mogę się złościć, bo nic sobie nie obiecywaliśmy. Problem w tym, że nie da się przestać czuć z dnia na dzień, a ja nie mogę zrezygnować z pracy... I muszę go widywać.
Bogu dziękuję, że chłop miał na tyle rozumu, by nikomu się nie zwierzać z tego, a i nie stygmatyzuje. Mam jednak przez niego wahania nastroju, które doprowadzają mnie do szaleństwa. Bo nie mogę powiedzieć nikomu, dlaczego nagle chce mi się płakać czy śmiać.

#mJ0Ni

Dużo widziałam tutaj wyznań o zbyt małej ilości miłości od rodziców. U mnie jej nie ma wcale. Byłam typową wpadką. Rodzice gdyby nie ja nigdy by ze sobą nie byli, zbyt duża różnica charakterów (widzę to po wiecznych kłótniach). Jak to w takich sytuacjach bywa, pieniędzy mi nigdy nie brakowało, ale gnębienia psychicznego również... Od dziecka miałam wpojone, że jestem zerem. Jestem brzydka, gruba, głupia, nic nie znaczę. Przez to nie potrafiłam się do nikogo zbliżyć, bo jak? Ja taka oferma z kimś takim świetnym? Kiedy ktoś chciał się do mnie przytulić, odskakiwałam jak poparzona, bo mnie nikt w domu nie przytulał. Kiedy podrosłam, stałam się tanią siłą roboczą, sprzątaczką, nianią (mam sporo młodszą od siebie siostrę). Oczywiście to wszystko to mój obowiązek, harowanie do późna, bo oni darmozjada w domu trzymać nie będą. Musiałam to łączyć z nauką po nocach, bo musiałam mieć idealne wyniki (świadectwo bez czerwonego paska nie wchodziło dla nich w grę). 
I tak próbowałam im dogodzić za wszelką cenę, żeby byli zadowoleni, dumni. Do czasu... Teraz mam, brzydko mówiąc, wyje*ane. Przestałam się starać. Oni w stosunku do mnie się nie zmienili, dalej według nich nic nie robię, tylko biorę pieniądze. Potrafią to mówić przy rodzinie, która doznaje szoku i nie wie jak na to zareagować. Chociaż próbowali, ale bezskutecznie. Dalej słyszę od ojca, że nikogo sobie nie znajdę, bo kto by mnie chciał... Tak naprawdę nie narzekam na brak facetów, którzy by się mną interesowali, jednak odtrącam każdego, bo nie potrafię okazywać uczuć. Nie chciałabym również mieć nigdy dzieci, bo boję się, że geny zrobią swoje i stworzę taki koszmar mojemu dziecku. Ale trzymajcie za mnie kciuki, bo zebrałam w sobie siłę i planuję uciec od tego bagna. Mam moje przyjaciółki, które mnie wspierają i są przy mnie w każdej chwili :)

#dozCU

Historia o pewnej miłości przez kabelek...
Poznałam w jednej grze pewnego chłopaka, nazwijmy go Mateusz. Był on miłą, sympatyczną, chętną do rozmowy osobą, której nie dało się nie lubić i nie chcieć bliżej poznać. Wspólne codzienne granie i rozmawianie na Skype stało się naszym rytuałem.

Z upływem kilku miesięcy zaczęły dochodzić różne telefony, SMS-y, zdjęcia oraz wielokrotne chęci wspólnego spotkania. Jak chcieliśmy, tak się stało. Zakupiłam bilety na pociąg do miasta znajdującego się setki km dalej od mojego, walizka spakowana, hotel zarezerwowany i jedziemy!

Myślicie, że to było najcudowniejsze spotkanie w moim życiu? Otóż nie. Przyszedł na dworzec wraz ze swoim kuzynem, po czym wyśmiał mnie, bo jestem "naiwną laską" i "jak mogłabym myśleć, że mógłby się on zakochać przez internet". Jak widać można, tylko widocznie nie w tej osobie...

Przynajmniej hotel był ładny i mam za sobą zwiedzanie kolejnego polskiego miasta :)

#2wzvr

Dzisiaj wyskoczyłam na zakupy do galerii. Chciałam przymierzyć jedną bluzkę, więc szukałam wolnej przymierzalni. Wszystkie były zajęte prócz jednej, której drzwi były lekko uchylone. Weszłam i... wpadłam na kobietę, która - uwaga - nie przymierzała ciuchów, tylko wymieniała sobie... tampon. Ten zużyty (mocno napuchnięty) leżał na podłodze i traf chciał, że ja go jeszcze nadepnęłam, a jego zawartość była już nie tylko na podłodze, ale i na moich butach :-(

#QuSci

Zacznę od tego, że ktoś podbierał nam drewno z podwórka i palił nim w piecu. Proceder powtarzał się i powtarzał, aż tata to zauważył i wywiercił w drewnie dziurki, wpychając do nich później śladowe ilości prochu.

Dni mijały, drewna nie ubywało. Ale w końcu znikło.

Nie minęła godzina, a tu mini-eksplozje słychać z domu sąsiada. Wybuchł proch w piecu, ale go nie rozniósł. W końcu było go mało.

Nie, sąsiad ciągle podbiera nam drewno. :P

#r5DGO

Kiedyś przyjechał do mnie kolega. Zaznaczam, że oboje jesteśmy hetero. Nie miałem gdzie go przekimać, więc postanowiliśmy, że pójdziemy do hostelu. Była godzina 3-4, wchodzimy i na recepcji mówię, że szukamy dwóch łóżek. Dziewczyna w recepcji powiedziała, że wszystkie już są zajęte, ale jak poczekamy, to coś dla nas ogarnie. Wraz z kolegą podłapaliśmy bardzo dobry kontakt z tamtymi dziewczynami i tak sobie rozmawialiśmy jakiś czas w poczekalni, poczęstowały nas herbatką i ciasteczkami. W poczekalni był też jakiś obcokrajowiec, który rozmawiał z jakąś kobietą. Najwidoczniej jedna z dziewczyn co nieco usłyszała z tej rozmowy i powiedziała mi i koledze, że wcześniej wymieniony obcokrajowiec coś wspomniał, że któryś z nas się jemu podoba.
 
Leżałem sobie na kanapie w poczekalni, kolega poszedł do automatu po piwo i wtedy obcokrajowiec zapytał się mnie czemu tak tam z kolegą czekamy. Odpowiedziałem mu, że czekamy na wolny pokój. Po tym zapytał, czy jesteśmy parą. Ja mu mówię, że tylko się przyjaźnimy. Ucieszony powiedział, że jak chcę, to on u siebie ma wolne łóżko. Grzecznie podziękowałem, czując się bardzo nieswojo. Podszedł jak gdyby nigdy nic, usiadł na kanapie i zaczął mnie smyrać za uchem. Byłem w takim szoku, że nie wiedziałem co zrobić. Kolega jak to zobaczył to też jakby osłupiał. Potem obcokrajowiec wychylił się przede mnie tak jakby chciał mnie pocałować, a ja zupełnie nie wiedziałem co robić. Możliwe, że zauważył moje przerażenie i odpuścił. Ochłonąłem i powróciłem do rozmowy z dziewczynami z recepcji.

W poczekalni był słoik z zatyczkami do uszu, pakowanymi po 2 sztuki. Przed pójściem do pokoju stwierdziłem, że tej nocy przydałyby mi się 3 takie zatyczki.

#jrVNN

Siedziałam z koleżanką w mym mieszkanku, gdy wrócił mój chłopak. Mieszkamy razem od 2 lat, więc do jego twarzy jestem przyzwyczajona tak mocno, że traktuję ją jako element otoczenia.
Tym razem było inaczej. Na jego twarzy jawił się uśmiech. W rękach ściskał pudełko z kokardką. Wszedł do pokoju, dostał opiernicz za buty, posłusznie buty rozdział i uklęknął przede mną. Koleżanka w szoku.
- Kupiłem ci coś najpiękniejszego. - rzekł, podając mi pudełko.

W środku była myjka. Taka myjka pod prysznic. Żółta z maskotką kaczki w środku. Ja równie teatralnie co on, podziękowałam za hojny dar. Po czym wysłałam go na zakupy obiadowe.

Koleżanka, gdy tylko drzwi się za mym lubym zamknęły, zaczęła najeżdżać, że jak on tak mógł, że ona by się obraziła, że żarty sobie z zaręczyn robi i w ogóle do nich przez to nie dojdzie, że on krzywo oddychał i że kokardka to była taka z pudełkiem a nie ręcznie robiona. A jak daje mi myjkę to oznaka, że śmierdzę!

Tak, do koleżanki nie mogło dotrzeć to, że my z mym chłopakiem robimy sobie takie żarty praktycznie od początku. No i o myjce-kaczuszce takiej słodkiej, jaką dostałam, to marzyłam i mówiłam, że sobie kupię. No ale cóż, chyba myjka-kaczuszka to obraza mego majestatu i chłopaka powinnam spakować, wymienić zamki, zerwać na Fejsie, a potem płakać, zjadając tonę lodów, jak to wszystkie bohaterki komedii romantycznych.
Dodaj anonimowe wyznanie