#A2cuG

Jakiś czas temu mój mąż wrócił z festiwalu, który odbywał się w innym państwie.
Dziś robiąc pranie i wyciągając z jego kieszeni śmieci, z paragonu dowiedziałam się, jak w języku naszych sąsiadów nazywają się prezerwatywy.

To jednak prawda stara jak świat... Podróże kształcą.

#t8XHb

Historia z dzieciństwa.

Jako że niedawno zaczęła się szkoła, przypomniała mi się moja historia z WF-u z dzieciństwa.
Mieszkałam w małym mieście i nie było innych szkół, dlatego miałam tę przyjemność mieć WF w szkole z tą samą osobą przez bardzo długi okres szkoły – cała podstawówka i gimnazjum (9 lat).
Trafiłam na taką wuefistkę, która zaczynała zajęcia od mowy motywacyjnej. Stała przed nami dziećmi, samymi dziewczynkami, i wmawiała nam, jak mamy wyglądać, mówiła o tym, że absolutnie musimy pozostać szczupłe, ile powinniśmy jeść, nadwyżka kaloryczna – coś najgorszego na świecie, ciągłe porównywanie, wszystko co najgorsze, a byłyśmy tylko dziećmi.
Co roku najgorzej było w tłusty czwartek, czyli dzień pączka. Jeśli tego samego dnia odbywał się WF, to wiedziałyśmy, że możemy liczyć na jakieś wyliczanie pączków, liczenie kalorii, obrażanie, bo jesteśmy młode i nie odpowiemy, to można.
Mnie jakoś jej słowa nie ruszały, zawsze byłam najwyższa i chuda, ciężko mi było przybrać na masie. Ale strasznie mnie bolało patrzenie na moje koleżanki, im po prostu było przykro.
Żeby było śmieszniej, w gimnazjum był ciąg dalszy – zjedzenie pączka to zbrodnia, wymowny wzrok na osoby troszkę większe. Nieustanna krytyka. Oczywiście okres boleć nie może, ty udajesz.
Po skończeniu studiów wróciłam do miasta, w którym mieszkałam, i spotkałam córkę pani wuefistki – wyglądała jak pączek... Przez lata słuchałam, jak mam wyglądać, nie wiem, czy to karma wróciła czy co.

#wSkAe

Kiedyś kumpel trochę zbyt często wpadał do mnie z czteropakiem lub dwoma. Pewnego razu chcąc zasugerować, żeby może trochę przystopować, mówię do niego:
– Stary, ale tak co dzień piwo pić, to trochę nie bardzo...
A kumpel na to:
– Nooo... Też bym się wódki napił.

Rozłożył mnie na łopatki :)

#5ZgUq

Zawsze zanim zdecyduję się na wyjazd ze znajomymi sprawdzam, czy w okolicach miejsca, w które się udamy, nie ma żadnych jezior czy basenów.
Zapytacie, dlaczego to sprawdzam? Otóż mam sporą nadwagę i zwyczajnie się tego wstydzę, więc nie chcę, żeby znajomi widzieli mnie w kostiumie kąpielowym.

#NKiVk

Poszłam wczoraj na randkę z poznanym przez Internet kolesiem, który grał w jakimś zespole. Randka polegała na spacerze, podczas którego on rozklejał na wszystkich możliwych słupach plakaty informujące o koncercie m.in. jego zespołu, zresztą gadał o nim non stop. Jak już wyczerpał temat, zaczął kolejny – wychwalanie skrajnej prawicy, wywody, dlaczego jesteśmy lepsi od innych, do tego śmiał się z opowiadanych przez siebie rasistowskich dowcipów. Miałam go serdecznie dość, w końcu się pożegnaliśmy. Już zaczęłam odchodzić, ale mnie zatrzymał z tekstem, że o mały włos, a zapomniałby mi czegoś dać. Podbiegł do mnie, szybko wcisnął mi w łapę ulotki o tym cholernym koncercie i powiedział: „Masz, będziesz mogła rozdać znajomym”.
Był niezwykle zdziwiony, gdy wieczorem napisałam mu, że nie jestem zainteresowana kontynuowaniem znajomości. Jak sam powiedział, nawet mu przez myśl nie przeszło, że mnie nie oczarował :D

#RoUxf

Wczoraj moja kobieta zadzwoniła do mnie rano. Zapieprzam w robocie, dzwoni telefon, odbieram i mówię: „Cześć, skarbie”, a ona na to: „Humor dopisuje? Może byś przeprosił?”. Zgasiło mnie. Mówię: „Jakie przeprosił? Za co?”, na co ona wkurzona mówi, że się do niej przypieprzałem od rana.
Jak wychodziłem, to spała. Okazało się, że coś jej się śniło i zadzwoniła mnie opierdolić. Tak po prostu, dla zasady :)

#cYCwq

Już trzy lata mamy suczkę – nazwijmy ją w tym wyznaniu Pusią. Bardzo ją kocham, ale to co tworzy z nią moja matka to jest po prostu jakaś masakra.

Oto kilka powodów:
1) Pusia ma swój pokój. Ma tam budę, swoje zabawki i oczywiście wodę z karmą. Natomiast ja muszę dzielić pokój z młodszym bratem. Mówię matce, że przecież Pusia mogłaby spać w tym pokoju ze mną, miałaby swoje legowisko itp., ale dla mojej mamy Pusia to skarb i musi mieć własne duże gniazdko, a to że ja się gniotę z bratem w ciasnym pomieszczeniu to nic.
2) My mamy na obiad 3 dni pomidorówkę albo jemy kanapki z pasztetem, podczas gdy Pusia je najlepsze mięso. Gdy mam jakieś większe kieszonkowe, sama zrobię dla mnie i dla brata obiad, ale bywa, że jestem bez pieniędzy i wtedy to matka kupuje jedzenie. Pamiętam, jak kiedyś były w domu skrzydełka i chciałam je zrobić, to matka powiedziała, że my mamy chleb z masłem, a skrzydełka są dla Pusi.
3) Czasami zdarza się, że Puśka jest chora. Zwykle nic strasznego jej nie jest, ale matka i tak płacze w trzy światy. Od razu myśli, że nasza suczka ma raka. Podczas gdy mówię, że trzeba pojechać z nią do weterynarza, mama od razu mówi, że to nic nie pomoże i Pusia zdechnie!

Dla mnie to dziwne. Nie wiem, może to ja jestem nienormalna i może na mnie posypią się hejty, że nie szanuję psów itp. Tak jak napisałam – uwielbiam Pusię, ale wszystko ma swoje granice.
Dodaj anonimowe wyznanie