#Z7zST

Kilka lat temu, w pewien zimowy dzień kolega zaprosił mnie do mieszkania, które wynajmował. Miały być pogaduchy, wyszło bardzo niezręcznie. Facet zaczął się do mnie kleić. Każde odepchnięcie sprawiało, że stawał się coraz bardziej nachalny.

Nie wiedziałam, co zrobić, gorączkowo rozglądałam się za czymś, co mnie uratuje i ostudzi trochę amanta... Ostudzi, no tak! "Słuchaj, mogę otworzyć okno?". Zanim zdążył odpowiedzieć, złapałam za klamkę, pociągnęłam i... wyrwałam mu okno z framugi. Nie wiem, kto bardziej był w szoku, on czy ja.

Koniec końców amant został na weekend z folią zamiast szyby, bo właściciel nie mógł wykonać naprawy wcześniej, a ja pozbyłam się namolnego adoratora.

#KSnwg

Dużo czytam na tej stronie anonimowych wyznań na temat psów, które nie lubią dzieci i nieodpowiedzialnych rodziców, którzy pozwalają, a czasem zachęcają, by dzieci pobiegły i pogłaskały pieska. Powiem, jak to wygląda z innej perspektywy. Sama przez 16 lat miałam psa, teraz mam niespełna trzyletnie dość ruchliwe dziecko. 


Na moim osiedlu psy bardzo często latają bez smyczy, a ich właściciele mają to gdzieś. Akurat moja córka nie jest zbyt ufna wobec psów, więc prawie nigdy nie lata do nich i nie głaszcze. Kiedyś jednak miałam sytuację, że stałam na parkingu z córką i podszedł do niej dość spory pies, córka bardzo nieśmiało wyciągnęła do niego rękę, którą natychmiast cofnęłam i zaczęłam z niecierpliwością wypatrywać właściciela czworonoga, aż w końcu zobaczyłam dziewczynę wpatrzoną w telefon, pewnie nawet nie zorientowała się, co się stało. Takich sytuacji mieliśmy naprawdę dużo. 


Mężowi pies puszczony samopas wielokrotnie wpadał pod koła samochodu, w ostatniej chwili zawsze zdążył wyhamować, ale raz byliśmy świadkami potrącenia. Proszę Was, wy i wasze psy nie jesteście pępkami świata. Tak samo, jak czyjś pies może się bać dzieci, tak samo moje dziecko może się bać psów. Bo jakoś o tym, że pies puszczony bez smyczy podbiega do wystraszonego dziecka rzadziej się mówi.

#YRz2P

Wróciłem dziś do stolicy. Stolicy kultury k**** m**...

Wsiadam do naszego pięknego metra, włączam spokojną muzykę na słuchawki, plecak kładę koło siebie. Przymykam oczy zmęczony po podróży; a jadę jeszcze prawie całą linię metra, więc niezbyt martwię się o stację. Przysypiam.
Budzę się w okolicach centrum. Patrzy się na mnie jakaś babka, lat około 60 i mówi coś cała czerwona. Zdejmuje słuchawki, u ś m i e c h a m się do niej i odpowiadam:
-Słucham?
-Proszę zdjąć to - warczy.
Warczy roszczeniowym głosem. Jakbym był jej służącym. Nie chce jednak się kłócić, więc uśmiecham się jeszcze raz, a następnie spokojnym głosem dopytuję:
-Plecak? Oczywiście...
-Proszę zdjąć to - przerywa mi, cała poczerwieniała.
-Oczywiście - odpowiadam lekko zirytowany i kładąc plecak pomiędzy swoimi nogami kończę, patrząc jej prosto w oczy - Jednak może wypadałoby powiedzieć coś w stylu "P r z e p r a s z a m, czy mógłby P a n zdjąć plecak?".

Zirytowana, ale całe szczęście nic już nie mówi. Siada. I nagle znikąd jakiś facet do mnie podchodzi. Lat około czterdzieści pięć. Ten typ człowieka, co przedwcześnie posiwiał, lecz i tak ma długie włosy i ciągnącą się, niezadbaną brodę. Z twarzy - typ człowieka co wszczyna bójkę w barze i potem dostaje po tej twarzy.
 
Coś pruje się, że to starsza Pani. Nie mówi nic rzeczowego. Cały wagon zaczyna się na nas patrzeć.
-Starość nie usprawiedliwia chamstwa - odpowiadam. - Zaznaczyłem tylko, że ta Pani mogłaby powiedzieć to w kulturalny sposób. Mogła zacząć od "p r z e p r a s z a m" - wyjaśniam wciąż spokojny.
-Powiedziała "przepraszam" za pierwszym razem.
-Miałem słuchawki, a kiedy je zdjąłem, była dla mnie chamska.
-Nie pyskuj - mówi.
-Słucham? - odpowiadam zdziwiony.
-Nie pyskuj.
-Ty nie pyskuj - wyrywa mi się.
-Nie jesteśmy na ty - rzekł jegomość.
-To czemu mówisz do mnie na ty? - Pytam.
-Nie mówię - odpowiada.
- "Nie pyskuj" jest dosyć na ty. I to bardzo na ty - zauważam, szczerze zadowolony ze swojej odpowiedzi.

Gość zdenerwowany się odwraca. Wysiada kilka przystanków dalej. Już mam niedaleko. Wyciągam książkę, by czymś się zająć, jednak w głowie cały czas mam tą niemiłą sytuacje. Czy gdybym powiedział w swojej głowie "Proszę siadać szanowna księżno metra warszawskiego", a ona tego by nie usłyszała, to czyja byłaby wina? Najpewniej jej, bo nie usłyszała...

#t3siN

Jestem sfrustrowana. Nie wiem co robię nie tak z facetami. Poznaję normalnego mężczyznę. I z biegiem związku zaczynają się zmieniać w potulne, bezwolne ciapciaki. Kiedy wybieram partnera, patrzę między innymi na to, jak podejmuje decyzje. Czy umie je podejmować samodzielnie i przejąć dowodzenie, ale też bierze pod uwagę zdanie innych, czy ja też mam coś do powiedzenia. I każdy z moich partnerów (trzech ich było) z biegiem związku próbuje zrzucić na mnie wszystkie decyzje. Nie jestem typem kobiety, która się czepia, więc opcja, że robią to dla świętego spokoju odpada. Ze wszystkimi rozmawiałam, pytałam, o co chodzi. Zawsze ta sama odpowiedź. Żeby uczynić mnie najszczęśliwszą, jak najszczęśliwszą, żeby wszystko było takie, jak sobie wymarzę. Mojemu mężowi starałam się nawet odmawiać wprost podjęcia decyzji i zmusić do wybierania samodzielnie, ale ileż można próbować zmusić człowieka do podejmowania decyzji. I odkąd urodziłam bliźniaki, to jeszcze się pogorszyło. Pyta mnie, które spodenki im założyć, którą torbę wziąć na zakupy, czy może zjeść ser, zmienić obrus, ogolić się jutro, a nie dziś. Czy ja mu kiedyś zrobiłam awanturę, że złą torbę wziął? Zjadł ser? Założył im złe spodenki? Nie! Póki coś działa, to jest OK. Czasem zwrócę uwagę, ale to wszystko. Mam zaufanie do niego, że umie zrobić sam i ogarnąć sam. Więc czemu zapomniał, jak się podejmuje decyzje? Już nie wiem jak z nim dyskutować.

#Yo7qS

Od mniej więcej roku mój brat ma nową dziewczynę, ale dosyć niedawno zauważyłam, że coś jest nie tak.
Otóż wcześniej, nawet kiedy był z inną dziewczyną często spotykał się ze swoimi najlepszymi kolegami, z którymi trzymał się praktycznie od zerówki. Jakieś wypady na miasto, wycieczki - zawsze razem i właśnie odkąd zaczął spotykać się z nową dziewczyną, ja nie widuje jego kolegów.
Dziewczyna wydaje się na miłą, ale co przyjeżdżam do swojego rodzinnego domu, to siedzą oboje w pokoju i z niego praktycznie nie wychodzą, tyle co do toalety czy coś zjeść do kuchni. Oboje zamknęli się na wszystkich, a to odbija się też na mnie. Nigdy jakoś nie miałam jakiegoś najlepszego kontaktu z bratem, ale praktycznie codziennie wysyłaliśmy sobie memy na fb czy pisaliśmy co się nam śmiesznego przydarzyło w danym dniu. A tak od roku to tylko pisze w szczególnych przypadkach, jak coś jest potrzebne (dokument,podpis itp), na moje próby zagadnięcia wysyła tylko emotkę.
Może wy macie jakieś rady, chcę na pewno porozmawiać z bratem na ten temat.
Nie chcę psuć jego relacji z dziewczyną, ale przynajmniej coś powiedzieć na ten temat.

#0axwT

Od jakiegoś czasu podejrzewam, że mój ojciec jest dilerem.
Jakieś dwa miesiące temu, gdy poszedłem zapytać go, czy nie brał mojej wagi do odczynników chemicznych on siedział za drzwiami robiąc coś, czego niestety nie widziałem. Gdy zapytałem go co robi on odpowiedział: "Ważę narkotyki" dość cichym, zdenerwowanym głosem. Niestety jestem osobą która, kiedy zada pytanie, będzie męczyć kogoś do momentu, w którym nie dostanie odpowiedzi, więc, zamiast zaśmiać się i odejść próbowałem z całych sił dowiedzieć się co robi. Oczywiście nic mi nie pokazał tylko kazał mi wracać do pokoju. Już wtedy zaczynałem coś podejrzewać ale nie zawracałem sobie tym głowy. Jednak nabrałem podejrzeń kiedy po powrocie z weekendu do domu, kiedy rodzice byli u znajomych na imprezie sięgnąłem po paczkę z gumami na stole. Oprócz dwóch gum w środku znalazłem tam gumową rurkę i woreczek foliowy z resztkami białej substancji w środku. Kilka dni później w jednej z szafek w łazience odkryłem kolejny taki worek. Substancja w workach najłatwiej przyrównać do soli. Sam nie wiem co o tym sądzić. Gdybym nie znalazł rurki pewnie uznałbym, że to worki po jakiejś soli.

#OJqh1

Wspólnie z siostrą i jej chłopakiem byliśmy zaproszeni na 30. rocznicę ślubu mojego wuja. Chłopak mojej siostry cały czas narzekał na nawał nauki związany z sesją oraz pisaniem pracy licencjackiej. Mimo wszystko przyjął zaproszenie na rocznicę.

Na początku imprezy wszystko było w porządku, zachowywał się normalnie. Potem jednak zaczął znikać w niewyjaśnionych okolicznościach.

Okazało się, że w czasie, gdy była puszczana muzyka, on siedział w swoim aucie i pisał na laptopie pracę licencjacką. Gdy muzyka przestawała grać, wracał na salę, aby się najeść. Potem ponownie wracał do auta pisać pracę, i tak na zmianę aż do końca imprezy (do 3 w nocy) :D

#Lebek

Mój brat strasznie zdenerwował moją mamę, a mianowicie jakimś cudem spalił jej telewizor. Ni cholery nie wiadomo jak. Wspomniałam, że był brand new? Wywiązała się między nimi sprzeczka, on mówi, że to nie jego wina, a ona, że nikt inny nie mógł tego zrobić. Od słowa do słowa konfrontacja zmieniała swój bieg i zbaczała na inne tematy.
 
Mama nie mając argumentów na docinki brata złapała co miała po ręką w celu uciszenia brata i zakończenia dyskusji - no normalnie chciała mu przylać. Wybór padł na kija od mopa. Muszę tu zaznaczyć, że mama jest osobą mierzącą ledwo ponad 1,60 m w kapeluszu o normalnej posturze, natomiast brat to rosły chłop, prawie 2 m, o znacznej muskulaturze. Tak więcej kij od mopa w ruch i zatrzymał się się na bicepsie brata, co spowodowało połamanie wyżej wymienionego kija.
Mama wściekła, krzyczy na cały głos:
- Nie dość, że popsułeś mi telewizor, to jeszcze kija od mopa mi połamałeś!
:D

#1V8YW

Lekcja religii. Pierwsza w tym roku z nowym księdzem. Gdy tylko poznaliśmy jego imię i nazwisko, szukaliśmy go na Facebooku. I znaleźliśmy.
Powiadam wam, w życiu przystojniejszego księdza nie widziałam.
Od razu po szkole poszła informacja, jaki to nowy ksiądz Łukasz będzie młody, przystojny i wspaniały. Zanim jeszcze się pojawił, w naszej szkole miał kilka zakochanych w nim po uszy młodych dam.

Lekcja rozpoczęta. Ksiądz wchodzi. Gadka - szmatka, nic nadzwyczajnego. Nagle do klasy wchodzi siedmiu chłopaków z klas trzecich.
- Szczęść Boże, proszę księdza
.
- Szczęść Boże, chłopcy. Co was tu sprowadza?
Cała ich siódemka zaczęła się dziwnie uśmiechać.
- Wie ksiądz, że jest już spora grupka dziewczyn oszołomionych urodą księdza?

Wszyscy w klasie zaczęli się śmiać. Ksiądz Łukasz tak się patrzy na chłopaków, a po chwili mówi:
- Widzę, że nie tylko dziewczyn.

Ksiądz Łukasz - król ciętej riposty, cesarz dowcipu i jeden z najbardziej wyluzowanych ludzi, jacy chodzą po tym świecie. :) Młodzi bardzo go lubią. Tylko te stare moherki chcą go usunąć z parafii, bo nie podoba im się jego styl bycia. Jak dla nich, ma zbyt nowoczesne metody jak na księdza. :D
Dodaj anonimowe wyznanie