Pracuję na infolinii i chciałabym Wam dać kilka rad przed wykonaniem połączenia:
1. Jeśli nie lubisz rozmawiać to napisz na kartce co potrzebujesz uzyskać. Odczytaj to konsultantowi, napewno wtedy też będzie łatwiej pomóc ze sprawą.
2. Jeśli dzwonisz by pomóc osobie starszej. Wyjaśnij problem w kilku zdaniach i przekaż tą osobę do telefonu. Nie wtrącaj się później w rozmowę, bo to tylko komplikuje sytuację. Dobrze by telefon tej osoby był wolny do wykonywania czynności.
3. Jeśli pada komunikat, że trzeba udać się osobiście do oddziału to nie kłóć się z konsultantem. Naprawdę czasami inaczej się nie da.
4. Gdy strona pokaże komunikat odczytaj go słowo w słowo, to też pomaga zdiagnozować problem.
5. Mimo zdenerwowania staraj się uspokoić. Powiedz poprostu, że jesteś zdenerwowany sytuacją. Zaczekamy aż trochę ochłoniesz i rozwiążemy problem.
6. Nie dzwoń jadąc samochodem. To niebezpieczne i często przerywa wypowiedź.
7. Nie dzwoń gdy masz wokół siebie krzyczące dziecko lub dzieci. To też bardzo utrudnia.Po coś dużo infolinii jest całodobowa. Unikaj też dzwonienia z miejsc publicznych.
8. Dzwoń gdy masz dłuższą chwilę wolną. Gdy będzie trzeba Cię przełączyć może być dłuższy czas oczekiwania na rozmowę z kolejną osobą.
Uwaga! Chciałam powiedzieć, że jak jesteście na jakimś koncercie, gdzie występują młodzi artyści to nie bójcie się im powiedzieć, że super śpiewają. To na serio dodaje dużo pewności siebie:)
Sytuacja sprzed paru dni:
Byłam na obiedzie u teściów, którzy zaczęli się chwalić, że za niecałe dwa tygodnie jadą na wieś, gdzie będą mieć okazję jeździć na koniu. Ja, jak to ja, zaproponowałam, że ich syn też może dać się im przejechać na swoim koniu. Na co jego mama odpowiedziała: "chyba na kucyku". Oczywiście, ten komentarz spowodował, że wszyscy wpadli w śmiech. "Zobacz, własna mama cię króciutko podsumowała" – skomentowali. Na to mój partner odpowiedział: "może i kucyk, ale za to ma wszystkie zęby".
Tak, rodzice mojego partnera nie mają niektórych przednich zębów.
Przysięgam, nigdy nie płakałam ze śmiechu tak bardzo, jak w ten dzień.
Razem z moim chłopakiem pojechaliśmy samochodem na miejsce postojowe w lesie, żeby spędzić czas w spokoju, bez ludzi. Po jakimś czasie mówi do mnie, że musi iść na stronę (odcedzić kartofelki), na co odpowiedziałam, że też tak zrobię, ale oczywiście poszliśmy w różne krzaki. Robię swoje i patrzę, mam te dni. W głowie od razu stres, że on pomyśli, że jestem obrzydliwa, zwłaszcza że nie miałam nic ze sobą, czym mogłabym "zatamować" krwotok. Kiedy wróciliśmy do auta, zebrałam się na odwagę i powiedziałam mu o całej sytuacji, a to, co od niego usłyszałam, roztopiło mi serce. Powiedział, że nic się nie stało, że możemy podjechać do apteki i do sklepu, jeśli na coś mam ochotę. Później się dopytywał, jak może mi poprawić humor i na co mam zazwyczaj zachcianki, żeby w przyszłości umilić mi te dni. Kocham mojego chłopaka i nie mogłam trafić na nikogo lepszego.
Miałam 6, może 7 lat i pewnego dnia zostałam wysłana do sklepu po kilka produktów, w tym dżem (do naleśników, gwoli ścisłości). Nic nadzwyczajnego, prawda?
Wszystko szło świetnie do momentu podejścia do kasy, zapłacenia i zapakowania zakupów do torby. Miałam trochę mało poręczne rzeczy, trudno było mi je włożyć do dość małej reklamówki, więc jakimś cudem przeniosłam zakupy na sklepowy parapet.
Słoik z dżemem wpakowałam tak niefortunnie, że po chwili wypadł z torby, przetoczył się po parapecie i zanim zdążyłam go złapać, roztrzaskał się na kawałki, prosto na posadzkę. Jak łatwo się domyślić, poryczałam się na środku sklepu, stojąc nad kupką szkła i plamą z dżemu (chyba truskawkowego :P).
Czasami w sklepie coś się rozbija, wielkie rzeczy... Nieczęsto jednak można usłyszeć w sklepie taki dialog. Jedna z pań pracujących w sklepie zapytała: „Ojej, dziecko, płaczesz? Czemu?”, na co niespełna siedmioletnia ja odparłam łamiącym głosem: „Bo nie ma dżemuuu...”.
PS Naleśniki w końcu zjadłam z czekoladą, a do tego sklepu wstydziłam się chodzić przez kilka kolejnych miesięcy :)
To ja jestem problemem czy mój mąż?
Pokłóciliśmy się, bo powiedziałam, że może wybierzemy się za tydzień do moich rodziców, jest Dzień Ojca. Myślałam, żeby wrócić w sobotę wcześniej, żebyśmy mogli poświętować Dzień Ojca z naszymi dziećmi. Mąż oczywiście się obraził. Nie nalegałam, chciałam złagodzić sytuację, mówiąc, że to była tylko propozycja i można to przeorganizować. Ale oczywiście obraza majestatu. Mąż jest przewrażliwiony też przeze mnie - mam bliski i częsty kontakt z rodzicami, są dla mnie ważni. Widujemy się średnio co 3 tygodnie na weekend. Dodam, że obraził się na mnie w rocznicę ślubu.
Nieważne, że gdy był Dzień Matki, nie podpowiedział naszym jeszcze małym dzieciom, żeby zrobiły mi laurkę czy dały czekoladę. Miał mi zamówić łańcuszek od dzieci, co by zrobił, bo sknera nie jest, ale nie zrobił tego, ponieważ nie wysłałam mu konkretnie, jaki i temat ucichł.
Mam dość tego wiecznego obrażania się, bo powiem coś nie po jego myśli.
Kiedyś w sali komputerowej w szkole dostałem przypisany do mnie nick będący mieszanką liter z mojego imienia i mojego nazwiska. Moja nazwa użytkownika to „sperma”.
Bawiłem się ostatnio z moją 7-letnią siostrzenicą w ogrodzie. W pewnej chwili podbiega do mnie z piłką i z martwym motylem w ręce i skruszona pyta: „Czy Jezus wybaczy mi to, że zabiłam tego pięknego motylka?". Przytaknąłem, że na pewno tak. Ona chwilę pomyślała i z makiawelicznym uśmiechem dopytała: "Nawet jeśli zrobiłam to celowo?". Ciarki mnie przeszły...
Jak jeszcze chodziłem do szkoły, to po internecie krążyła informacja, że w USA jakiś uczeń dostał samochód za 100% obecności.
Nie jest to jakieś osiągnięcie, ale mi też zupełnie przypadkiem się to udało. Dostałem notes z kalendarzem, długopis, smycz i dyplom.
Za wszystko kazali wcześniej zapłacić. Zapłaciłem...
Pojechałem na Erasmusa do Czech z moim przyjacielem. Po co ja się na to pisałem... Myślałem, że będzie dobrze, poznam kilka osób i pozwiedzam, jednak nie. Wszystko się spieprzyło już od drugiego dnia, gdzie popełniałem błędy, przez co izolowałem się od różnych znajomych. W końcu doszło do tego, że mój najlepszy przyjaciel nie był ze mną w pokoju, tylko siedział większość dnia z innymi znajomymi, a w końcu wkurzył się na tyle, że zmienił pokój. Naprawdę się z tym źle czuję, bo mogę stracić jednego z moich najlepszych przyjaciół, a nie potrafię dobrze zawierać znajomości. Da się to jakoś naprawić?
Dodaj anonimowe wyznanie