#ZL1re

Mój wujek spowodował wypadek, potrącił rowerzystę. Na szczęście nikomu nic się nie stało, rowerzysta jedynie ma kilka zadrapań i zepsuty rower. Ale nie o to chodzi. Po całym zajściu wujek zachowywał się, jakby to go wręcz bawiło. Na moje i reszty rodziny pytanie, czy nie jest mu głupio nie okazać skruchy, skoro prawie kogoś zabił, ten stwierdził, że dobrze się stało, bo rowerzysta miał na sobie koszulkę z logo partii, której akurat on nie lubi.
To jest po prostu straszne...

#BkN1d

Dziewczyna mnie zostawiła. Nie mogłem się pozbierać emocjonalnie. Chciałem odreagować i poczuć się jak gówno, więc wypiłem sześć piw, zadzwoniłem na numer z anonsu towarzyskiego i się umówiłem.
Jestem na miejscu, dzwonię, podaje mi dokładny numer mieszkania. Wchodzę do windy, a tam taki smród, jakby ktoś się zesrał... Wstrzymuję oddech, wysiadam z windy, trochę mi się zakręciło w głowie. Pukam, otwiera dziewczyna. Wchodzę i... rzygam jej na chacie w przedpokoju.
Rzuciłem jej 100 zł na ziemię obok wymiocin i uciekłem.

Nie zapomnę jej wyrazu twarzy. Była naprawdę zdziwiona.

#JpJ7N

Kilka miesięcy temu oddałam konsolę do naprawy. Mówię co i jak, okej, sprawdzili. Po kilkunastu dniach dostałam nową – okazało się, że tamtej nie da się naprawić.

Jakiś czas po tym chciałam ze znajomymi oglądać film. Podłączamy lapka do tv, ale nie ma obrazu. Bierzemy inny kabel – działa.

Okazało się, że problem był z kablem, a nie konsolą. Nie dziwne, że nie mogli naprawić, skoro nie było co naprawiać :D

#c2SRc

W drugiej klasie podstawówki zachorowałam. Najpierw w piątek bolało mnie gardło i do szkoły nie poszłam. W sobotę było gorzej: gorączka, brzuch boli, w końcu pojechałam z mamą do szpitala. Tam mnie przywitał lekarz, na oko może 35 lat. Powiedział mi, że to grypa. Mama wkurzona, bo jak grypa, skoro mam czworo rodzeństwa, a inni zdrowi. Ale OK.
Następnego dnia znowu pojechałam do szpitala, karetką, bo nie mogłam ruszać nogami. Jak się może domyślacie, trafiłam na tego samego lekarza. Tym razem to była angina. My z mamą wkurzone, ale po 6 godzinach mnie wypisali.
W poniedziałek znowu karetka o 4:30 nad ranem, bo straciłam przytomność. Na szczęście tym razem dyżur miała fajna pani ordynator, która była znajomą mamy. Zajęła się mną i w ciągu 5 minut wiedziała, co mi jest – zapalenie lewej nerki z podejrzeniem zapalenia drugiej. Po dwóch dniach byłam w domu z odpowiednimi lekami.

Teraz piszę do was po przeszczepie nerki, o którą walczyłam już 6 lat. I to wszystko przez te dwa dni spóźnienia przez tego lekarza i nieodpowiednie leki, które mi zaszkodziły.
Myślę teraz tylko, czy przeszczep się przyjmie, bo jestem bardzo słaba.

#yHHvr

Mój pierwszy raz?

W te wakacje byłem na wakacjach w Sopocie, w nocy zameldowałem się w hostelu, w 8-osobowym pokoju. Wszystkie łóżka zajęte, oprócz jednego – górne na piętrowym łóżku. Kładę się do góry, powoli przysypiam, gdy do pokoju wchodzi jakaś para. Udaję, że śpię, a oni kładą się na łóżku obok i zaczynają „zabawę”... Po chwili ona położyła się na dole tego piętrowego łóżka, a on dalej ją „bawił”. Całe łóżko się trzęsło ze mną na górze. O ja nie mogę, przecież nie zejdę i nie powiem: „Dobry wieczór, czy państwo dadzą mi spać?”. Wytrzymałem tak ze dwie godziny i o czwartej, gdy zasnęli, poszedłem nad morze obejrzeć wschód słońca. To było romantyczne zwieńczenie tej nocy.

#KXw8v

Przed moim blokiem parkuje wypasiony Jaguar. To ogromny samochód, a koleś często tak staje, że ani go obejść, ani przeskoczyć. Ostatnio w ramach kary zostawiłem mu za wycieraczką kartkę: „Przepraszam za wgniecenie”. 
Żałujcie, że nie widzieliście, jak koleś chodził dookoła i to auto oglądał... :D

#uxoDz

Historia miała miejsce dokładnie 4 lata temu na Wielkanoc. Wiadomo, ludzie chodzą święcić koszyczki, do spowiedzi etc. Tak też tamtego czasu uczyniłem razem z tatą. Po święceniu udaliśmy się na miasto, w celu znalezienia jakichś mniejszych kolejek do konfesjonałów. Tata zaparkował samochód w dosyć ciasnej uliczce, przodem do deptaka na starówce – do uliczki można było wjechać, ale nie na deptak, za to był mandat.

Po załatwieniu sprawy w kościele przychodzimy na miejsce, gdzie zaparkowany był samochód i... jest zastawiony. W przód nie można wyjechać, w tył też nie ma jak. To nie był jakiś mega samochód, zwykły punciak, ale wyjazd blokował. Co robić? Czekać na właściciela, który może przyjdzie, a może nie? To nie byłoby w stylu mojego taty.
Patrzę, a on ciągnie za klamkę punciaka... Otwarte. Zwolnił ręczny i zaczyna wypychać samochód w stronę deptaka. Na moje zdziwione spojrzenie odpowiedział: „No pomóż, musimy jechać przecież”. W ten o to piękny sposób utorowaliśmy sobie drogę, wypychając punciaka na środek deptaka. Przechodnie trochę dziwnie patrzyli, no ale cóż.

Wsiedliśmy do swojego samochodu, kiedy przybiegł zszokowany właściciel Punto, który był akurat w sklepie obok. Mój kochany ojciec otworzył tylko okno, powiedział: „Przeparkowałem panu, bo nie miałem jak wyjechać, wesołych świąt!”. Kiedy odjeżdżaliśmy, a gość był w ciężkim szoku, zapytałem: „Skąd wiedziałeś, że będzie otwarty?”. A tata odpowiedział: „A kto zamyka taki samochód?”.
Dodaj anonimowe wyznanie