#EOLsp
Wszystko wydawało się być okej, ale przyłapałam ją jeszcze zanim dostała jedzenie, w ukryciu jadła swoją bułkę. Pomyślałam wtedy, że może po prostu jest bardzo głodna. Przyniosłam jej zamówienie, gdzie miała dwa dania obiadowe, dwie zupy i naleśniki, z czego tylko jednen zestaw z zupą i naleśniki były zapakowane na wynos. Chwilę potem widzę że jej talerze są puste, a ona jeszcze otwiera torbę z wynosem i również zjada wszystko.
Nagle wstaje i idzie do łazienki. Jak już wyszła a ja weszłam po niej do toalety, zauważyłam w toalecie resztki jedzenia i ogólnie śmierdziało wymiocinami.
Sytuacja powtórzyła się jeszcze przynajmniej dwa razy, zawsze zamawiała pełno jedzenia a potem sama wszystko zjadała a potem toaleta...
Naprawdę bardzo jej współczuję, szczególnie że ostatnio wygląda na bardzo zmęczoną. Jednak jest to obca kobieta, nie porozmawiam z nią o tym bo myślę, że nie taka moja rola. Jest chora, ale co ja mogę zrobić? Przecież nie powiem jej że nie sprzedam jej jedzenia.
Co byście zrobili w takiej sytuacji?
#PLeiJ
#lhczj
#0w5z8
#Mg8VS
Fakt 2 - "musiałam" wypromować fanpejdża na fejsbuku o pewnej tematyce.
Szybko połączyłam sobie fakt 1 z faktem 2 i na stronie, która później zostanie przekształcona w ten konkretny fanpejdź, zaczęłam robić tła dla innych stron o tej tematyce w zamian za polubienie i udostępnienie.
Mój plan działał do czasu, aż na stronę nie zawitały trochę dziwne osoby. Standardem były wiadomości o treści "200 zaproszeń komunijnych na adres XYZ wyślij", "grafikę pod stronę www mi zrób", "obrób mi zdjęcia za darmo plisss"... Chciałam być miła i tłumaczyłam, że niestety za darmo czegoś takiego nie zrobię, ale proszę, tu jest link do mojej strony, można sobie zobaczyć cennik i zamówić. I wtedy się zaczynało "nie musisz być chamska", "to powinien być dla ciebie zaszczyt", "ja ci zrobię piekło", "takie brzydkie i mam płacić?!".
Czy naprawdę jestem taka chamska, bo nie chcę mieszkać w jakimś kartonie? Naprawdę, to, że nie weźmiesz efektu mojej pracy do ręki, nie znaczy, że robiąc go nie musiałam się namęczyć.
Daj palec, a wezmą rękę...
#S4PUk
Otóż od zawsze boję się, że istnieje czynność, którą powinienem wykonywać od zawsze, której nie robię i gdy to wyjdzie na jaw, stanę się pośmiewiskiem oraz wszyscy się ode mnie odwrócą ze słowami "jak mogłeś tego nie wiedzieć".
Zaczęło się od tego, że gdy miałem parę lat, nie mówiłem nikomu "dzień dobry", bo nikt dziecku nie powiedział, że trzeba (bo "to zbyt oczywiste") i gdy pani w przedszkolu powiedziała moim rodzicom, dostałem taki opiernicz, że do dziś mam strach, że są rzeczy, których nie robię, bo są "zbyt oczywiste, by mi o nich przypominać".
Im jestem starszy, tym to bardziej na mnie ciąży. Wiecie, "30-latek który od 30 lat nie robił X, co za wstyd. Każdy to robi co wieczór, a ty co? Takich jak ty powinni zamykać".
Tylko ja tak mam?
#C9rD4
Po operacji moje jelitka stały się bardzo wrażliwe. Wystarczy jakiś jeden średnio świeży składnik w restauracji, a potem zasiadam niczym księżniczka na tronie i tak do końca dnia, robiąc audiencję co 5 minut (byłam z tym u lekarza, ale według niego to "normalne"; szukam opinii innego).
Ostatnio przypomniała mi się historia romantycznego wypadu z mym lubym na naleśniki do pewnej bardzo popularnej naleśnikarni. Zjedliśmy dwa na słono i wróciliśmy do mieszkania, bo jak wiadomo - sesja jest jak licho i nie śpi.
Uczę się na kolokwium, chłop też, a nagle mnie skręca. I okazuje się, że jednak coś z naleśnikiem było nie tak. Siadam na tron, a potem nic nie pamiętam. Ocknęłam się w łóżku, leżąc w pozycji bezpiecznej. Przede mną miska z wodą, mydło i czuję, jak ktoś myje mój tyłek ręcznikiem.
Okazało się, że siedząc na tronie zemdlałam. Chłopaka zaalarmował dźwięk mego upadku. Nie muszę dodawać, że moje mięśnie pozostały rozluźnione i to co miało być w toalecie, było na mnie?
Podziwiam go za to, że mnie umył, przetransportował na łóżko i chciał dzwonić po pogotowie. Ale ponoć się przebudziłam i za ten pomysł go okrzyczałam (podobne do mnie) i znowu odpłynęłam. Potem, widząc, że dychom i żyję, zabrał się za dokładniejsze mycie mojego zadka. Jak dobrze, że tego nie pamiętam zbyt dobrze, bo spaliłabym się ze wstydu.
Gdy już byłam przytomna, dalej nie chciałam iść na pogotowie, bo wiedziałam, że i tak nie potraktują mnie tam poważnie, a ja wiem jak o siebie zadbać. I zadbałam.
Późnym wieczorem i on dostał rewolucji żołądkowych, ale na szczęście odbyło się bez akcji.
#f1X22
Gdy wrócę z pracy i mam na myśli zrobić pranie, a koleżanka pisze, abyśmy się spotkały np: o 17.00 na piwo - udaję, że mam TYLE do pracy, że możemy się spotkać np: o 20.00, to się jakoś wyrobię.
Nie lubię i nie umiem powiedzieć, że chcę po prostu odpocząć i obejrzeć głupi serial czy przejrzeć FB tylko muszę powiedzieć, że jestem zajęta.
#FA6vz
Z rodzicami mam całkiem dobry kontakt, często ich odwiedzam, dużo rozmawiamy. W tych rozmowach często pojawia się temat zakupu mieszkania - oni twierdzą, że już pora zainwestować w nieruchomość, żeby mieć solidne zabezpieczenie na starość, a ja żartobliwie narzekam, że własny kawałek podłogi to wydatek poza moim zasięgiem. Tak naprawdę dwa lata temu kupiłam za systematycznie odkładaną gotówkę spore mieszkanie w mieście wojewódzkim. I jakoś od tamtej pory nie potrafię powiedzieć o tym rodzicom. Oni są kochani, ale uwielbiają zaglądać innym do portfela. Sami wspólnie zarabiają ok. 15tys zł miesięcznie, na utrzymaniu mają już tylko siebie, mieszkają w spłaconym domu, a mimo to pod koniec miesiąca proszą mnie o zrobienie im zakupów, bo „są przed wypłatą”. Czasem wymyśla sobie nowe meble ogrodowe albo wymianę drzwi wejściowych i sugerują, że powinnam się dołożyć. Nie umiem się im przeciwstawić, bo boję się, że zepsuje to nasze relacje. Ukrywanie mieszkania i moich rzeczywistych zarobków daje mi świetną wymówkę do odmowy zaspokajania ich zachcianek pod pretekstem oszczędzania.
Kolejnym powodem jest mój ojciec i jego długi język. Kiedy zmieniłam samochód na VW z 2020 roku, dzwonił po wszystkich znajomych mówiąc, ile za niego zapłaciłam. Ja takie informacje wolę trzymać dla siebie, sama ciężko pracuję na wszystko, co posiadam i nie potrzebuje informować świata o tym, że mam na sobie spodnie za 100zl i koszulę za 800zl. Moje pieniądze - moja sprawa. Wielokrotnie prosiłam tatę, żeby zachowywał takie informacje dla siebie, ale jego zdaniem wręcz powinno się chwalić swoim sukcesem. Ja natomiast uważam, że chwalić się mogę awansem w pracy, a nie zarobkami. Z czasem więc przestałam odpowiadać na pytania o cenę oraz ignorować teksty typu „O, nowa torebka, skórzana? Tysiak to chyba minimum za taką?”
Jest mi przykro, że nie mogę być z nimi do końca szczera.