#RlkkO

Mam troje rodzeństwa, jestem najmłodsza. Każde z nas jest już dorosłe i usiłuje układać sobie życie. W domu nigdy się nie przelewało, ale też nigdy nie chodziliśmy brudni czy głodni. Najstarszy brat ożenił się i trzepie hajs w dobrze płatnej pracy. Drugi brat wyjechał za granicę i spełnia swoje marzenia z dziewczyną, którą tam poznał. Ja jakoś ogarniam życie, starając się znaleźć swoją ścieżkę i próbując wszystkiego po trochu. Natomiast starsza siostra, eh... jej życie totalnie się nie potoczyło od małżeństwa, braku możliwości zajścia w upragnioną ciążę aż na finansach kończąc. Siostra ma długi jeszcze sprzed lat. Męża ma bardzo fajnego (z mojej perspektywy), ale im się nie układa. Siostra ma też problemy zdrowotne i praktycznie zero szans zajścia w ciążę, której bardzo by chciała. Pracuje na czarno, opiekując się starszą panią. I słuchajcie, robię co mogę, aby ją wspierać. Najstarszy brat jest zaślepiony swoją żoną, która jest toksyczna i to ona zarządza hajsem, więc oni nie pomagają siostrze. Tylko ja, drugi brat i rodzice jako tako, ale oni mają gospodarstwo i większość pieniędzy idzie w to. Kocham swoją siostrę, ale mam już dosyć jej ciągłego jojczenia, jak to źle i strasznie. Tak, jest źle, ale kurde, ja się staram pomóc. A ona ciągle jojczy, narzeka, płacze... Ja rozumiem, chcę zrozumieć, ale to mnie już wkur... Czy jestem złą siostrą? Sama mam już schizy, że jestem jakaś wyrodna. Do tego stopnia, że powiedziałam siostrze wprost, żeby przestała myśleć o dziecku, bo nigdy nie będzie matką i niech się z tym pogodzi. Czuję się przez to beznadziejnie, ale czasami mam dość. Pomaganie innym czasami jest tak cholernie trudne...

#bsJbQ

Pełnia Księżyca zazwyczaj kojarzona jest z wilkołakami i tego typu fantastycznymi istotami. Mi kojarzy się natomiast z moim ojcem.

Z jakiegoś powodu zawsze gdy Księżyc wchodzi w tę fazę, mój rodziciel zaczyna marudzić i narzekać niczym typowy moher, którego zakupom nikt nie chce ustąpić miejsca w tramwaju. Jest typowym perfekcjonistą, więc czepianie się szczegółów to coś, do czego przywykłam już dawno temu. Ostatnio jednak ojciec przechodzi sam siebie.

Siedziałam sobie w salonie z laptopem, gdy nagle przyszedł tata niosąc 2 puszki piwa. Właśnie wtedy wywiązała się między nami rozmowa:
- Córa, napijesz się ze mną piwa?
Jako że nie miałam akurat ochoty, odpowiedziałam grzecznie "Nie, dziękuję". Na to mój ojciec żachnął się, zapowietrzył i odpowiedział z wyrzutem:
- No przepraszam, że je kupiłem!
...Po czym wyszedł obrażony.

Dzięki pełni słynne "Ze mną się nie napijesz?" wchodzi na wyższy poziom :V

#zYOdD

Mam pewien sekret, do którego wolę się publicznie nie przyznawać.

Mianowicie od czasu do czasu lubię iść na łąkę, do lasu, gdzie nie ma ludzi, przypiąć sobie ogon i zwierzęce uszy, a następnie zwyczajnie położyć się na jakiejś polanie i zacząć medytować, wyobrażając sobie, że jestem wilkiem.
Tylko wtedy czuję się dobrze ze sobą.
Nie mam ludzkich przyjaciół i nie lubię ludzi.

#pNvGW

Czuję, że rodzice mnie nie słuchają. Moi rodzice są po rozwodzie od kiedy pamiętam. Na co dzień mieszkam z mamą, ojczymem (mam z nim dobrą relację) i z siostrą. Do taty jeżdżę w co drugi weekend, wakacje na 2 tygodnie każdego miesiąca, tydzień ferii i niektóre święta. Ostatnio zaczęło do mnie docierać, że moi rodzice mnie nie słuchają (może nie chcą, nie potrafią?)

Ojciec - od niego zacznę, bo u niego zauważyłam to wcześniej. Kiedy mnie odbiera i wsiadam do auta, czasami podczas drogi rozmawiam z nim o szkole, znajomych, życiu. Czuję, że powinnam rozmawiać z nim o tym. On, zamiast angażować się w rozmowę ze mną, niby słucha, ale wylatuje mu to drugim uchem, bo potem jakby zapomina o mojej rozmowie, bo zaczyna gadać o sobie. Jak tak robi, to się angażuję w tą rozmowę o jego życiu. Potrafię mówić mu o moich znajomych, np. że Bartek to, Bartek tamto, po czym dojeżdżamy do domu/rozmawiam z nim na drugi dzień, pyta "Kim jest Bartek?". Starałam się mówić mu o moich problemach, trudnościach, itp., lecz on albo nie słucha, albo je bagatelizuje, lub po prostu zwala to na nastoletni wiek, hormony. Nie mam w nim wsparcia, nie potrafi mi pomóc. Ku mojemu zdziwieniu, kiedy nic nie gadam, on prosi mnie, żebym z nim rozmawiała. Kiedy pada pytanie w stylu "Co tam?" - odpowiadam, że "nic", na co mój tata się denerwuje, bo "jak odpowiadasz nic na moje pytanie, to nie ma to logicznego sensu" - jakoś tak to mówi.
Mama - kiedyś rozmawiałam z nią więcej o życiu, ale teraz trochę mniej rozmawiamy, bo jest przytłoczona pracą. Podobnie jak ojciec, bagatelizuje moje problemy, zwala na hormony, nastoletni wiek, lub mówi, żebym się tak nie zachowywała, bo to nienormalne i skończę w psychiatryku. Kilkukrotnie prosiłam ją, by umówiła mnie do psychologa, słyszałam, że powinnam zmienić nastawienie, że mi przejdzie i w ogóle to ja bzdury wygaduję. Kiedy rozmawiamy to rozumiem, że może nie podzielać mojego entuzjazmu na temat niektórych rzeczy, ale chociaż mogłaby przez chwilę o nich posłuchać, a nie przerywać mi w połowie słowa, mówiąc, że mam zająć się czymś normalnym. Często komentuje mój wygląd w niemiły sposób.

Czy to ja jestem złą córką, że chcę podzielić się z rodzicami tym, co mnie trapi, męczy, co mi się nie podoba, tym co mnie cieszy, sprawia mi radość, tym jakich mam fajnych znajomych? Może robię to w nieodpowiedni sposób? Może powinnam mówić mniej? Jedynymi osobami, które chcą jeszcze słuchać są babcie (chociaż ta druga zachowuje się czasem trochę jak tata), i niektórzy znajomi.

#isSg7

Mam 17 lat. Od dziecka zmagam się z otyłością. Moja rodzina mnie krytykuje, mówi żebym się zmieniła a nawet czasami mnie wyśmiewa. Jedyne wsparcie jakie mam to moi znajomi i przyjaciele. Nie komentują tego, jak wyglądam i akceptują mnie taka jaka jestem. Jednak sama nie potrafię zaakceptować siebie. Nienawidzę tego jak wyglądam i marzę, aby wyglądać tak jak moje koleżanki. Nie uważam że jestem piękna, nie potrafię siebie kochać. W wieku 12 lat straciłam mamę, która była jedynym moim wsparciem. Wiedziałam, że chce mi pomóc i że chce dla mnie jak najlepiej. Nie krytykowała tego, jak wyglądam, po prostu chciała mi pomóc. Czasami do dziś nie potrafię zaakceptować tego, że jej nie ma przy mnie. Chciałabym, aby moje ciało i moje życie wyglądało inaczej. Nie potrafię zmotywować się do zmian, bo ciągle ktoś z mojej rodziny demotywuje mnie. Moja babcia ciągle mnie hejtuje. Co kolwiek zrobię jest źle. Kilka razy zostałam zwyzywana od najgorszych oraz kilkukrotnie komentuje moje decyzję i moje życie. Marzę również, aby w końcu znaleźć miłość swojego życia. Kogoś, kto mnie pokocha. Jednak uważam, że skoro jestem gruba to nikt mnie nie zechce. Ciężko mi się z tym żyje, z moją rodziną i z tym, że nie jestem tak ładna jak moje rówieśniczki. Chce się zmienić ale nie wiem jak. Mam dość tego, jak wyglądam i jak żyje.

#EOLsp

Pracuje w restauracji. Od jakiegoś czasu przychodzi do nas pewna Pani, która od samego początku wydała mi się "dziwna", nieobecna. Kiedyś składała zamówienia na wynos za przeszło 100zł co u nas przekładało się na pełno jedzenia. Jednak od jakiegoś czasu zamawia i je na miejscu.
Wszystko wydawało się być okej, ale przyłapałam ją jeszcze zanim dostała jedzenie, w ukryciu jadła swoją bułkę. Pomyślałam wtedy, że może po prostu jest bardzo głodna. Przyniosłam jej zamówienie, gdzie miała dwa dania obiadowe, dwie zupy i naleśniki, z czego tylko jednen zestaw z zupą i naleśniki były zapakowane na wynos. Chwilę potem widzę że jej talerze są puste, a ona jeszcze otwiera torbę z wynosem i również zjada wszystko.
Nagle wstaje i idzie do łazienki. Jak już wyszła a ja weszłam po niej do toalety, zauważyłam w toalecie resztki jedzenia i ogólnie śmierdziało wymiocinami.
Sytuacja powtórzyła się jeszcze przynajmniej dwa razy, zawsze zamawiała pełno jedzenia a potem sama wszystko zjadała a potem toaleta...
Naprawdę bardzo jej współczuję, szczególnie że ostatnio wygląda na bardzo zmęczoną. Jednak jest to obca kobieta, nie porozmawiam z nią o tym bo myślę, że nie taka moja rola. Jest chora, ale co ja mogę zrobić? Przecież nie powiem jej że nie sprzedam jej jedzenia.
Co byście zrobili w takiej sytuacji?
Dodaj anonimowe wyznanie