#iV6Y0

Od paru lat, pod koniec czerwca, kiedy jest zakończenie roku szkolnego i kiedy patrzę na dzieciaki wychodzące ze szkoły ostatni raz przed wakacjami albo kiedy mówią w wiadomościach o tym wydarzeniu, wbrew własnej woli myślę sobie całkowicie bez emocji, że część tych dzieciaków już nie wróci do szkoły, bo podczas wakacji zginą w wypadkach albo umrą na jakieś choroby.

Wydaje mi się, że słyszę, jak skręcają mi kocioł w piekle.

#ppJ7h

Miałam koleżankę z podwórka. W naszej paczce byłam najstarsza. Nikt nie patrzył wtedy na wiek i fakt, że czasami było 7 lat różnicy między nami, nikomu nie przeszkadzał. Z N. nie kolegowałyśmy się jakoś bardzo, ale w wakacje grupowo chodziliśmy na lody, bawiłyśmy się w piaskownicy czy też mazałyśmy kredą po chodniku. Kiedy złamała nogę, brałam ją na plecy i odnosiłam do domu. Taka dziecięca znajomość z blokowiska.

Nasze drogi trochę się rozeszły, kiedy poszłam do liceum, a ona została w podstawówce. Czasami spotykałyśmy się jeszcze na ławce, kiedy w liceum wkuwałam najczęściej wzory z fizyki bądź matmy, a ta się ze mnie śmiała, że to gorsze niż chiński. Po latach nauki sądzę, że miała częściowo rację. Oddaliłyśmy się, ale żadna nie miała pretensji.

Dzień po najcudowniejszym koncercie na jakim byłam, dostałam wiadomość, że N. nie żyje. Jakiś gość potrącił ją na przejściu, kiedy wracała do domu. Przeleciała ponad dwa metry na sąsiedni pas ruchu. Zmarła na miejscu. Wypadek nie był z jej winy. Tamten nawet nie zahamował. Po przebadaniu kierowcy okazało się, że był pod wpływem narkotyków i alkoholu.
Na pogrzeb przyszło ze 100 osób: rodzina, przyjaciele, ludzie ze szkoły i z ZHP. Nigdy w życiu nie słyszałam, by jakakolwiek matka płakała tak bardzo jak jej. Po zakończonej ceremonii siedziałam jeszcze z jakieś 30 minut na cmentarzu i wyłam jak bóbr.
Za kilka miesięcy skończyłaby 15 lat.

Wiecie co jest najgorsze? Że ten typ ma kogoś z rodziny w prokuraturze. Ma zakaz prowadzenia pojazdów przez 3 lata. Tyle. Za jakiś czas znowu wróci na ulice swoim samochodem z naklejką „Lubię zapier*alać”.

A jej matka każdą rocznicę spędza cały dzień na grobie, trzymając w rękach jej młodszego brata.

#xA0Oi

Parę lat temu moja mama wyjechała za granicę do pracy. To był okres, kiedy chodziłam do 1 klasy liceum. Opiekę nade mną sprawowała najstarsza siostra. Zbliżał się czas wywiadówki w szkole, więc pani wychowawczyni napisała do siostry sms, z infromacją w rodzaju "Zapraszamy Panią na wywiadówkę, gdzie omówimy sukcesy i postępy pani córki w nauce". Moja siostra pomyślała, że to żart jej koleżanki, więc postanowiła odpisać "Moja córka jest idiotką i nie ma żadnych postępów w nauce." 

Przez tydzień nie byłam obecna w szkole z powodu choroby. Nie miałam pojęcia dlaczego po powrocie do szkoły miałam spotkanie z wychowawcą i pedagogiem szkolnym. Myśleli, że jest u mnie jakaś patola. Wstyd totalny.

#YTpKD

Na początek powiem, że jestem miłośnikiem wojska i zapalonym graczem ASG (strzelanie się replikami na kulki. Tylko takie dla dużych dzieci).

Sytuacja miała miejsce w wakacje. Podczas co tygodniowej, niedzielnej strzelanki. Wyobraźcie sobie sytuacje: las, gorąco jak cholera, rzadko padają strzały, bo teren gry jest bardzo rozległy, więcej tam się chodziło niż strzelało. Przez radio dowiaduję się, że ja jako snajper mam przypilnować takiej polanki, więc reszta grupy idzie działać dalej, ja znajduję dogodny krzak, kładę się, luneta na polanę i leżę. Mija jakieś 20 minut (inni by się znudzili, ale ja jestem cierpliwym człowiekiem) widzę ruch. W krzakach przy tejże polance. Poprawiam replikę, patrzę przez optykę. Niezbyt dużo widzę przez krzaki, ale widzę mundury, nie maja opasek na rękawach, moja drużyna miała. Mówię o tym przez radio mojej grupie, celuję i pyk. Pyk, pyk.

Ku mojej uciesze słyszę potężne bluzgi, mój karabin ma sporą moc, więc potrafi zaboleć. Ale jakoś nie mogłem po głosie skojarzyć, kto to. Nagle na polankę wybiega facet. Ma ze 45 lat, kompletnie typa nie znam, ubrany w moro, na głowie kapelusik. Tylko jakoś sprzętu brak, w ręce zamiast repliki trzyma... koszyk z grzybami.

O szlag, strzelałem do grzybiarzy. Wybiegam z krzaków, żeby przeprosić i ostrzec, że tu jest wojna kompozytowa (tak żartobliwie nazywamy strzelanki, od strzelania plastikowymi kulkami) i że może być niebezpiecznie, szczególnie bez ochrony oczu. Tylko kompletnie nie pomyślałem, że jak grzybiarze zobaczą wybiegającego z lasu snajpera z giwerą w łapie, to mogą, hmm, odczuć lekki dyskomfort psychiczny. Jak mnie zobaczył, to stanął jak wryty, przerażony. W tym momencie zorientowałem się w czym rzecz, odłożyłem replikę w trawę i powiedziałem, o co chodzi i przeprosiłem. Z krzaków wyszedł drugi, ubrany podobnie, jak się dowiedział, to zaczął się śmiać, ten pierwszy miał mniejsze poczucie humoru.

Często się nad tym zastanawiam, jak widzę grzybiarzy czy wędkarzy ubranych w stroje maskujące. Przed czym oni się maskują, przed borowikami? Żeby ich nie zauważyły i nie zwiały? A jak sami to praktykujecie, to uważajcie! W lasach mogą świszczeć białe kuleczki! :)

#Du1oo

Pewnego dnia, podczas studiów, pewna dziewczyna gorąco się we mnie wpatrywała. Po chwili zaczęła głośno płakać, rzuciła się na podłogę i krzyczała w moją stronę, że to wszystko moja wina, przeze mnie Krzysiu jej nie kocha...

Krzysiu to mój eks, o którym wtedy już dawno zapomniałam. A w ten sposób poznałam jego żonę :D

#7bzr3

Moi znajomi pracują jako przedstawiciele handlowi i małym busikiem rozwożą towar po Polsce. Kilka lat temu pojechałam z nimi w trasę. Z całej wycieczki najbardziej spodobały mi się uwagi i anegdoty opowiadane sobie przez kierowców korzystających z CB radia. Szczególnie jeden wierszyk utkwił mi w pamięci, a mianowicie "Kto jeździ tico, ten robi lody za friko". 

Kiedy wróciłam do domu opowiedziałam go mamie. Problem był taki, że usłyszał go mój chrześniak, który chodził wtedy do pierwszej klasy podstawówki. Jemu wierszyk także bardzo się spodobał. Oczywiście następnego dnia opowiedział go swojej nauczycielce, która jeździła Tico... Jego rodzice długo musieli tę panią przepraszać.
Dodaj anonimowe wyznanie