#iV6Y0
Wydaje mi się, że słyszę, jak skręcają mi kocioł w piekle.
#Wj04Y
Ja zastanowiłam się dziś (28 października), a brzmiało to tak: „Sąsiedzie kochany, po ch*j kosisz trawę o czwartej dwadzieścia w środku nocy?”.
#ppJ7h
Nasze drogi trochę się rozeszły, kiedy poszłam do liceum, a ona została w podstawówce. Czasami spotykałyśmy się jeszcze na ławce, kiedy w liceum wkuwałam najczęściej wzory z fizyki bądź matmy, a ta się ze mnie śmiała, że to gorsze niż chiński. Po latach nauki sądzę, że miała częściowo rację. Oddaliłyśmy się, ale żadna nie miała pretensji.
Dzień po najcudowniejszym koncercie na jakim byłam, dostałam wiadomość, że N. nie żyje. Jakiś gość potrącił ją na przejściu, kiedy wracała do domu. Przeleciała ponad dwa metry na sąsiedni pas ruchu. Zmarła na miejscu. Wypadek nie był z jej winy. Tamten nawet nie zahamował. Po przebadaniu kierowcy okazało się, że był pod wpływem narkotyków i alkoholu.
Na pogrzeb przyszło ze 100 osób: rodzina, przyjaciele, ludzie ze szkoły i z ZHP. Nigdy w życiu nie słyszałam, by jakakolwiek matka płakała tak bardzo jak jej. Po zakończonej ceremonii siedziałam jeszcze z jakieś 30 minut na cmentarzu i wyłam jak bóbr.
Za kilka miesięcy skończyłaby 15 lat.
Wiecie co jest najgorsze? Że ten typ ma kogoś z rodziny w prokuraturze. Ma zakaz prowadzenia pojazdów przez 3 lata. Tyle. Za jakiś czas znowu wróci na ulice swoim samochodem z naklejką „Lubię zapier*alać”.
A jej matka każdą rocznicę spędza cały dzień na grobie, trzymając w rękach jej młodszego brata.
#tMqQi
Od tygodnia mam coś z zatokami i nie czuję żadnego zapachu.
Jak za pół roku wejdą jakieś dziwne perfumy, to wybaczcie.
#xA0Oi
Przez tydzień nie byłam obecna w szkole z powodu choroby. Nie miałam pojęcia dlaczego po powrocie do szkoły miałam spotkanie z wychowawcą i pedagogiem szkolnym. Myśleli, że jest u mnie jakaś patola. Wstyd totalny.
#YTpKD
Sytuacja miała miejsce w wakacje. Podczas co tygodniowej, niedzielnej strzelanki. Wyobraźcie sobie sytuacje: las, gorąco jak cholera, rzadko padają strzały, bo teren gry jest bardzo rozległy, więcej tam się chodziło niż strzelało. Przez radio dowiaduję się, że ja jako snajper mam przypilnować takiej polanki, więc reszta grupy idzie działać dalej, ja znajduję dogodny krzak, kładę się, luneta na polanę i leżę. Mija jakieś 20 minut (inni by się znudzili, ale ja jestem cierpliwym człowiekiem) widzę ruch. W krzakach przy tejże polance. Poprawiam replikę, patrzę przez optykę. Niezbyt dużo widzę przez krzaki, ale widzę mundury, nie maja opasek na rękawach, moja drużyna miała. Mówię o tym przez radio mojej grupie, celuję i pyk. Pyk, pyk.
Ku mojej uciesze słyszę potężne bluzgi, mój karabin ma sporą moc, więc potrafi zaboleć. Ale jakoś nie mogłem po głosie skojarzyć, kto to. Nagle na polankę wybiega facet. Ma ze 45 lat, kompletnie typa nie znam, ubrany w moro, na głowie kapelusik. Tylko jakoś sprzętu brak, w ręce zamiast repliki trzyma... koszyk z grzybami.
O szlag, strzelałem do grzybiarzy. Wybiegam z krzaków, żeby przeprosić i ostrzec, że tu jest wojna kompozytowa (tak żartobliwie nazywamy strzelanki, od strzelania plastikowymi kulkami) i że może być niebezpiecznie, szczególnie bez ochrony oczu. Tylko kompletnie nie pomyślałem, że jak grzybiarze zobaczą wybiegającego z lasu snajpera z giwerą w łapie, to mogą, hmm, odczuć lekki dyskomfort psychiczny. Jak mnie zobaczył, to stanął jak wryty, przerażony. W tym momencie zorientowałem się w czym rzecz, odłożyłem replikę w trawę i powiedziałem, o co chodzi i przeprosiłem. Z krzaków wyszedł drugi, ubrany podobnie, jak się dowiedział, to zaczął się śmiać, ten pierwszy miał mniejsze poczucie humoru.
Często się nad tym zastanawiam, jak widzę grzybiarzy czy wędkarzy ubranych w stroje maskujące. Przed czym oni się maskują, przed borowikami? Żeby ich nie zauważyły i nie zwiały? A jak sami to praktykujecie, to uważajcie! W lasach mogą świszczeć białe kuleczki! :)
#Du1oo
Krzysiu to mój eks, o którym wtedy już dawno zapomniałam. A w ten sposób poznałam jego żonę :D
#7bzr3
Kiedy wróciłam do domu opowiedziałam go mamie. Problem był taki, że usłyszał go mój chrześniak, który chodził wtedy do pierwszej klasy podstawówki. Jemu wierszyk także bardzo się spodobał. Oczywiście następnego dnia opowiedział go swojej nauczycielce, która jeździła Tico... Jego rodzice długo musieli tę panią przepraszać.