#oJ0B8

Mam dziwne przyzwyczajenia. Jednym z nich jest "laser".
Kiedy nie mam co robić albo nudzę się w trakcie lekcji, wyobrażam sobie wiązkę, która pada na jakiś element w aktualnym pomieszczeniu, najczęściej ścianę. Potem wizualizuję, w jaki sposób mój "laser" odbije się od przeszkody, zgodnie z prawami fizyki i kątem padania oraz odbicia. Później planuję w głowie, w którym miejscu się odbije po raz kolejny na jakimś przedmiocie i tak w kółko. Nieraz rozplanowuję tor lasera uciekającego szczęśliwie przez drzwi i śmigającego dalej po szkolnym korytarzu, wpadającego do kolejnych sal lekcyjnych - oczywiście wszystko zgodnie z prawem odbicia.

Pisząc teraz to wyznanie, zdaję sobie sprawę, jak bardzo dziwnie to brzmi... Ale w taki sposób zabijam nudę i szybciej mija mi czas. Czy ktoś ma podobnie?

#NkJTv

Jakiś czas temu operator wysłał mi SMSa, że mam 17000MB internetu. Oczy mi prawie wyskoczyły, bo skąd mam to mieć?

W związku z tym, że wydawało mi się to tak dziwne, nie ekscytowałam się tym, ani nie zaczęłam używać internetu w telefonie jak zwariowana. W abonamencie mam 100MB, i staram się tego nie przekraczać, bo za każdy przekroczony MB jest 0,50 gr.

Napisałam do nich, pytam się o co chodzi.
- To trochę dziwne, i też nie wiemy dlaczego tyle masz, ale skoro jest napisane, że masz, to widocznie masz.
Aha.

Przyszedł następny miesiąc. A swoją drogą, mam takie coś jak rollover - czyli z poprzedniego miesiąca nie przepada mi internet.
Sprawdzam fakturę. Przekroczone tylko kilka MB, jak zawsze, coś tam do dopłaty, a z mojego 17GB neta nici.

I pomyśleć, że jakbym im uwierzyła, że na serio mam tyle neta, miałabym teraz z kilka tysiaków do płacenia...

#cMFUP

Wybrałam się z całą moją rodzinką na basen do nowego aqua parku w mieście. Przebrałam się w strój kąpielowy, który dostałam na urodziny od mojego chłopaka i weszłam do basenu. Po kilku minutach okazało się, że to bikini, które rozpuszcza się w wodzie... nie pytajcie co było dalej :-(

#oyreL

Świeża sytuacja.
Jedno z większych miast w Polsce, wracam z zakupów i akurat stałam pod kioskiem, liczyłam drobniaki na bilet do domu. Wtedy podchodzi do mnie chłopak mniej więcej w moim wieku (co istotne, jak tak teraz myślę, widziałam go przed chwilą z kolegą, który roznosił ulotki), ubrany średnio, ale nie najgorzej, raczej zadbany. Słabym głosem pyta, czy nie kupiłabym mu czegoś do jedzenia, bo jest bezdomny i głodny, a że jedzenia nikomu w życiu nie odmawiam, to zgodziłam się bez większego zastanowienia.

Pierwsze co włączyło moją lampkę ostrzegawczą to hasło "chodźmy do żabki". Myślę sobie, że po cholerę iść do żabki, skoro stoimy obok sklepu znacznie tańszego, więc i to zaproponowałam, że bułę i coś do picia mogę kupić, zgodził się. Dla pewności schowałam portfel do torby, a kartę wzięłam do łapki - tak dla bezpieczeństwa.
Wchodzimy do sklepu, a ów bezdomny chłopak zaczyna wybierać słodycze z firmy z fioletową krową, sok ze świeżych owoców, na szafę z bułkami i innymi wypiekami nawet nie spojrzał. Podchodząc do kasy pyta jeszcze, czy nie kupię mu hot doga, bo ma ochotę.
W tym momencie wychodzę ze sklepu bez słowa i zostawiam go z zakupami przy kasie.

Spłonę w piekle, no ale ku*wa mać...

#MVMuK

Dziś zapytałem moją 17-letnią córkę, gdzie chciałaby mieszkać, gdy dorośnie. Powiedziała mi, że prawdopodobnie sprzeda nasz dom i kupi sobie mieszkanie w mieście. Kiedy zapytałem ją, gdzie my wtedy będziemy mieszkać, odpowiedziała zupełnie poważnie: "No przecież wiadomo, że w jakimś domu spokojnej starości". Mam teraz 45 lat i poważnie zaczynam się bać przyszłości.

#Rntm9

Hm... Chyba nie jestem głupia, ale mam takie dni kiedy po prostu jakbym zapominała wszystko czego się nauczyłam na jakiś temat. Na przykład w pracy. Czasem zrobię coś inaczej niż byłam przyuczana i dosłownie w momencie jak spiernicze to dociera do mnie, że nie tak to było, że właśnie zrobiłam z siebie idiotkę. Najczęściej robię takie akcje przed okresem, chociaż może tylko wtedy to się nasila. Wkurza mnie to. Chciałabym być bardziej ogarnięta. W życiu i w pracy, ale nie jestem.

Półtora roku temu zdiagnozawano u mnie zaburzenie lękowe. Chyba wtedy to się zaczęło. Teraz niby czuje się już lepiej, funkcjonuje bez psychotropów. Teraz jest po prostu tak, że mam lepsze i gorsze okresy. Funkcnuje, myślę i zapamiętuje raz lepiej raz gorzej. Ale nie potrafię wrócić to stanu przed. Albo nie przejmuje niczym albo wszystkim. I właśnie kiedy jest faza na przejmowanie się wszystkim następują moje idiotyczne zachowania.

Niedługo będę musiała zastępować koleżankę z pracy, bo idzie na urlop. Już się tego obawiam, bo ona ma zawsze wszystko pod absolutną kontrolą. Dodatkowo, wiedzą dzieli się raczej wybiórczo, bo wychodzi z założenia, że nikt nie ogarnie roboty tak dobrze jak ona i od moment, gdy powie, ze w coś mnie wprowadzi upływa zazwyczaj parę tygodni jak nie miesięcy. Druga prawcownica działu jest tego samego typu. Tylko one potrafia pewhe rzeczy i nikt tego nje zrobi tak dobrze jak one. Ogarniam w miarę sprawnie swoją działkę, ale nie ich. Eeh... zazwyczaj nie zwracam uwagi na atmosferę w pracy. Po pierwsze, przywykłam. Nikt ich tutaj lubi. Nie mam z nimi złych relacji jak reszta pracowników, którzy chętnie wyslaliby je na księżyc, ale przyjaźni też nie ma. Tolerują mnie, bo odwalam część roboty, tę której same nie lubią robić i która wymaga stałej współpracy z pracownikiem, którego szczerze nienawidzą (i z wzajemnoscia). Całkiem dobrze pracuje mi się z tą osobą, chociaż mam też świadomość tego, że faktycznie, że mam inną osobowosc niż pozostale "koleżanki" z działu. Można się ze mną dogadać. Na nikogo nie wrzeszczę, nie donoszę i nie szukam na siłę błędów u innych. Jak coś wychwycę to poprostu kontaktuję się z kolegą. I w drugą stronę, gdy kolega wychwyci mój błąd, dzwoni i daje znać. I właśnie w współpracy z kolegą czesto wychodzą te moje słabsze dni. Potrafię pracować niepopelniajac błędów przez jakiś okres, a potem przychodzi dzień kiedy nic nie potrafię zrobić poprawnie. Kolega jest cierpliwy, ale bywa, że dzwoni kilka razy na dzień żebym coś poprawiła. Wiem, że lubi mnie jako osobę, a przynajmniej lubi mnie bardziej niz "kolezanki",ale nie wierze, ze go to nie denerwuje... Sama siebie denerwuję.

Albo okazuje się, że to co dla innych jest oczywiste, dla mnie nie jest oczywiste... Albo chce przyspieszyć robotę i coś schrzanię. Albo nie zwrócę na coś uwagi... :( :( :(

#KBK5E

Noc od zawsze była dla mnie udręką. Nawet nie wiecie jak bardzo chciałbym się po prostu położyć i iść spać. Niestety nie ma tak łatwo. Zanim położę się spać, muszę iść do toalety, nieważne, czy chcę. Podczas załatwiania swoich potrzeb fizjologicznych ruszam głową w lewo i w prawo, po czym po wyjściu dociskam i szarpię tak długo drzwi, że mi ręka chce odpaść (raz urwałem klamkę). Po tym wszystkim idę do swojego pokoju, no i oczywiście szarpię za drzwi tak długo, póki się nie upewnię, że są zamknięte. Następnie krzesło. Musi być idealnie ustawione oparciem w stronę biurka (to też zajmuje mi sporo czasu). Ostatnim elementem jest równo ustawiona doniczka w idealnej odległości od parapetu. Po tym, jak się położę do łóżka, pięć minut patrzę się na okno, czy jest dobrze otwarte. Oczywiście są jeszcze drobne elementy, tj. domykanie szafek, równo ułożony telefon itp.
Czy to nerwica natręctw? Nie wiem. Ale chciałbym po prostu położyć się i móc zasnąć.

#YGeLY

Nie jestem uzależniona od telefonu, ale mam paranoję, że ktoś mi go kiedyś ukradnie i przeczyta i zobaczy rzeczy, jakie posiadam. Nie chodzi mi o to, że w galerii mam jakieś niestosowne zdjęcia, ale ja wypisuję tak durne rzeczy (nie na serio, niezwiązane z polityką ani niczym takim) do ludzi, że mogą mnie uznać za jakąś chorą psychicznie, no i ostatecznie zamknąć mnie w białym pokoju, tzw. białe tortury.
Dlatego mam ustawione trzy hasła na telefon.
Dodaj anonimowe wyznanie