#A3wax

O tej historii nie wie nikt, oprócz mojego męża. I nikt nigdy się nie dowie, oprócz Was.

Jestem młodą nauczycielką i od roku pracuję w przedszkolu. Sytuacja miała miejsce w czerwcu tego roku, w grupie dzieci 4-letnich.
Jak wiadomo, dzieci są różne, najróżniejsze. Pewna dziewczynka w tej grupie to żywe srebro, jest wręcz nadpobudliwa, taki trochę diabeł wcielony – ciągle się wierci, jedząc zupę, wylewa ją jakimś sposobem na wszystkie strony, a gdy siedzimy w kole na dywanie i bawimy się lub uczymy, siada obok mnie i zaczepia, zawsze „bada” moje nogi, sprawdza materiał ze spodni, wchodzi mi na kolana albo też pod. Ogólnie mówiąc wszędzie wejdzie.

Pewnego dnia pilnowałam dzieci, siedząc na malutkim krzesełku, Ola wdrapała mi się na kolana, a po chwili zaczęła mi się przyglądać i dotykać mojej szyi. Zanim zareagowałam, zdążyłam pomyśleć, że chyba przygląda się moim zmarszczkom, lecz Ola, drapiąc delikatnie moją szyję, spytała: „Co się pani tutaj stało?”.

I wiecie co? Przypomniałam sobie, co robiłam z mężem w nocy i co zostawił mi na twarzy i szyi, a że chwilę wcześniej wyszliśmy spod prysznica, to nie wykąpałam się, a rano zapomniałam zetrzeć to zaschnięte nasienie z szyi :/

Myślałam, że spalę się ze wstydu... przed samą sobą.

#wWbB2

Kiedy byłem mały, bardzo lubiłem jedną ze swoich cioć. Lubiłem ją do tego stopnia, że na Wigilię złożyłem jej następujące życzenia: „Życzę ci ciociu, żeby ci nigdy nie zabrakło soli i żeby ci się dom spalił, bo wtedy z nami zamieszkasz”.
Chociaż było to ładne kilkanaście lat temu, rodzina wypomina mi to co roku.

Nie, cioci nie spalił się dom. I nie mam pojęcia, o co chodziło z solą.

#k7TS1

Jestem u mojej mamy w Portugalii, pomagam w remoncie domu. Głównym bohaterem tej opowieści będzie materac. Niby zwykły materac do spania, ale jak na Portugalię, to jestem wysoki, więc przy zakupie okazało się, że na materac trzeba będzie poczekać trzy dni... Po 15 dniach przyjechał kurier, więc wybiegłem cały ucieszony i... dostałem opaskę. WTF!? Taką opaskę na rękę. Kolejnych pięć dni później do domu przyszedł materac. Okazało się, że dzięki opasce ten materac jest mądrzejszy od najmądrzejszych materaców i potrafi mierzyć ile śpię, jak śpię, kiedy mam fazę REM i pewnie jeszcze kiedy w trakcie snu pierdzę i na ile decybeli.

Materac w domu – fajnie, wreszcie będę miał na czym spać, bo mata ze sklepu sportowego rzucona na podłogę wygięła mi już dupę tak, że jak rano się budzę, to najpierw muszę wejść w płaszcz zawieszony na wieszaku w szafie, odwisieć pięć minut i dopiero po tym jestem w stanie stanąć prosto. Szkoda tylko, że materac tak śmierdział syntetykiem, że kolejne trzy dni po prostu się wietrzył, a ja co rano wychodziłem z szafy.

Po trzech dniach postanowiliśmy z mamą, że go powleczemy w cały ten szajs – pokrowiec, podkładkę taką, prześcieradło i tak dalej. Ze względu na nietypowe wymiary materaca te wszystkie rzeczy zakładaliśmy ze trzy godziny! Najpierw ten pokrowiec okręcaliśmy, przekręcaliśmy, materac ze 20 razy stawialiśmy w pionie, w poziomie, w skosie, w zboku, dociągaliśmy to w podskoku, z doskoku i suwak ledwie się dopinał. Ja zaparty nogą o ścianę, mama trzymająca się jedną ręką drzwi od szafy, a nogą naciągająca pokrowiec. Pies sąsiada szczekający na to wszystko za oknem... Kolejny element układanki tak samo – pot, krew i łzy. No ale wreszcie nam się udało, po trzech godzinach sukces, materac gotowy.

I teraz uwaga: wziąłem INSTRUKCJĘ MATERACA i przeczytałem w niej, że opaska połączy się z materacem, jeśli zainstaluję apkę na telefonie. Apki oczywiście nie mogłem zainstalować, bo mi Play Store mówił, że w moim kraju nie można jej instalować. No pojechana akcja razy do kwadratu! Co z tym robić?

Po dłuższych bojach w końcu udało mi się zainstalować apkę. Teraz miała nastąpić synchronizacja z materacem. „Wyjmij czerwoną strzałkę z urządzenia w materacu”. Święta Anielko, patronko materaców, przecież my trzy godziny powlekaliśmy materac! No załamka, ale odsłaniam tylko z jednej strony jedno po drugim, pokrowiec miał suwak po stronie urządzenia, więc rozsunąłem ze łzą w oku materacowy rozporek, który zasuwaliśmy przez pół godziny... udało się. Klikam kolejny krok w apce na komórce i... „zeskanuj kod QR materaca, aby kontynuować”.

Kod QR jest dokładnie po drugiej stronie materaca... i wymaga całkowitego jego rozebrania, a później ubrania...

Nie, nie dokończyłem instalować tej apki. Teraz nie wiem, ile śpię i jak głośno pierdzę.

#DinJe

Znam rodzinę, która od zawsze korzysta z różnych pomocy. OK, pewnie dużo jest rodzin, które mają ciężko w życiu. Ale ta rodzina nie robi nic, aby mieć się lepiej.

Większość dzieci z tej rodziny jest pełnoletnia, mają już swoje rodziny i żyją dalej tak samo. Nigdy nie pracowali. Na początku korzystali tylko z pomocy miasta, kościoła. Teraz robią zbiórki pieniężne oraz rzeczowe. Jak to piszą, „rodzina w ciężkiej sytuacji, biedni, potrzebujący pomocy”, „zbiórka na urodziny dla dziewczynki z biednej rodziny”. Wykorzystują dzieci, żeby robiły smutne minki na zdjęciach „bo więcej wtedy zbiorą”. Ale pokazać badań już nie potrafią. Zebrali już ponad 30 tys. zł + rzeczy do codziennego użytku. Ludzie dalej nabierają się na ich zbiórki.

Jak zatrzymać tę machinę oszustwa?

Nie, nie jestem „zazdrosna”, jak to kiedyś ktoś powiedział. Jestem zła, że ludzie nie sprawdzają, komu pomagają. Bo ludzie, którzy naprawdę potrzebują pomocy, jej nie dostają.

#07ehr

O tym, jak Januszerka odbija się bokiem.

Dwa lata temu dostałem niespodziewany awans na stanowisko zarządzające w wymagającym projekcie w dużym korpo.
Pierwsze miesiące, zanim się wdrożyłem do pracy, pracowałem od 8 do 21. Potem, gdy sobie tę pracę dobrze zorganizowałem, chciałem się wykazać i nadal robiłem nieodpłatne nadgodziny (tzw. umowa zadaniowa).
Od prawie roku miesiąc w miesiąc mój zespół chodził jak w zegarku i wykonywałem wszystkie targety z nadwyżką.
Część osób na tym samym stanowisku co ja otrzymało podwyżkę pół roku temu, a ja nie. Spełniłem te same warunki – praca od roku, średnia realizacja zadań ponad 100%. Czemu? A to dlatego, że mój wakat otworzył się kilka miesięcy potem i według firmy nie posiadam tyle samo doświadczenia (różnica dwóch miesięcy).
Od tamtej pory tylko rozwijałem zespół, aż moje wyniki stały się najlepsze w kraju. Gdy poprosiłem o podwyżkę, została mi ona obiecana „w następnym miesiącu”, potem znowu, aż w końcu powiedziano, że kolejne podwyżki będą dla wszystkich i nie wiadomo kiedy. Co zrobiłem? Dałem sobie podwyżkę sam. W jaki sposób? Pracując o 75% mniej. Ponieważ mnie nikt z odbytych godzin nie rozlicza (umowa zadaniowa :)), a wagonik został rozpędzony na maksa, muszę poświęcać maksymalnie 15h tygodniowo na realizację wyznaczonych zadań.

Zanim się ktokolwiek z firmy zorientuje, że prawie nie pracuję, miną lata, jeśli w ogóle kiedykolwiek.

W ten sposób za 750 zł brutto miesięcznie w wielomilionowym projekcie firma straciła czołowego performera. A ja w końcu czuję, że moja wypłata odpowiada nakładowi pracy :)

#rzrtF

Miałam spódnicę, którą uwielbiałam, bo była wygodna i wyglądała naprawdę pięknie. Problem w tym, że była na gumce.

I tak pewnego pięknego dnia, kiedy wsiadałam do tramwaju, przydepnęłam jej skraj – spódnica zwyczajnie zjechała mi z tyłka, a pasażerowie w tramwaju i na przystanku mogli podziwiać moje cztery litery oraz majtki w świnki.

Nie wiem, kto śmiał się bardziej – ludzie w tramwaju czy ja sama :)

#wRiwa

Ostatnio postanowiliśmy sobie zrobić z żoną romantyczny wieczór. Mieliśmy też dwa powody do świętowania – wiosną po raz pierwszy zostaniemy rodzicami, ja dostałem awans. Romantyczna kolacja, zdecydowaliśmy się też wynająć pokój w hotelu.

Moja młodsza siostra studiuje w mieście, w którym mieszkam, ale zdecydowała się na akademik. Mimo dziesięciu lat różnicy mamy super kontakt. Zawsze była bardzo rozsądna i odpowiedzialna, więc kiedy zapytała, czy razem z dwiema koleżankami może na jedną noc zostać w naszym mieszkaniu, zamówić pizzę i pooglądać Netflixa, to się zgodziłem. Znałem te dziewczyny i wiedziałem, że są w porządku.

W środku nocy w hotelu obudził nas telefon od wkurzonej sąsiadki. Skarżyła się na hałasy w naszym mieszkaniu. Od razu tam pojechaliśmy.
Okazało się, że Marta (siostra) nas okłamała. Wkrótce po naszym wyjściu urządziła imprezę, tamtych dwóch dziewczyn w ogóle nie było. Mieszkanie wyglądało strasznie, śmierdziało papierosami, alkoholem i zielskiem. Łazienka też była w tragicznym stanie. Kilka osób miało na sobie nasze rzeczy. W większości byli to dalsi znajomi Marty i znajomi ich znajomych.

Złożyliśmy towarzystwu propozycję nie do odrzucenia – albo doprowadzą mieszkanie do porządku, oddadzą nasze rzeczy i sobie pójdą, oczywiście bez możliwości powrotu, albo wzywamy policję w sprawie narkotyków i kradzieży. Na szczęście mieli na tyle oleju w głowie, że przyjęli naszą ofertę. Wprawdzie narzekali niemiłosiernie, ale pod naszym czujnym okiem doprowadzili mieszkanie do porządku, łącznie z wypraniem pościeli. Na do widzenia zabrali swoje śmieci. My byliśmy wykończeni, wsadziłem siostrę do łóżka w pokoju gościnnym, zostawiłem na wszelki wypadek wiadro. Rozmowę odłożyłem na rano.

Rano Marta była na mnie wściekła. Dawni znajomi wg niej to banda nudziarzy, teraz ma lepsze towarzystwo, ale przeze mnie i moją żonę jest w towarzystwie spalona. Nie wiem, co jej odbiło, dawniej umiała bawić się z głową.
Poskarżyła się rodzicom. Matka uważa, że przesadziłem, przecież to tylko impreza, ojciec się wkurzył i stwierdził, że po wyjściu tej zgrai jeszcze powinienem siostrę przełożyć przez kolano i wlepić kilka mocnych klapsów, skoro zachowała się jak smarkula.

Marta dalej się dąsa. Za jakiś czas chcieliśmy powiedzieć jej, że będzie chrzestną (zawsze o tym marzyła), ale teraz moja żona się nie zgadza. Rozumiem ją, zresztą i tak chcemy jeszcze poczekać, zanim powiemy o ciąży.
Martwię się o młodą. Owszem, wkurzyła mnie i nie ufam jej jak dawniej, ale nie chcę też, żeby wpakowała się w jakieś kłopoty. Dowiadywałem się trochę o jej nowym towarzystwie i wiem, że gdyby nie Marta, pogadałbym z policją.

#6dr5s

Mój facet jest chory. Przewlekłe. Od 6 lat przyjmuje silne leki głównie przeciwbólowe i bez nich nie wstanie z łóżka. Jedyny lek na tę chorobę dla niego nie jest skuteczny.
Przez te kilka lat odwiedził sporo lekarzy, dowiedział się sporo o chorobie, jednak gdy tylko się ktoś o tym dowie, to doradza. Choroba jest bardzo rzadka i u każdego rozwija się inaczej. Jedni przez 10 lat wezmą kilka ibuprofenów dziennie i może kodeinę raz na tydzień i nie mają problemów, a mojemu zaatakowało całe ciało i bez silnych leków opartych na morfinie nie jest w stanie wyjść z łóżka. Choroba rozwija się w ekspresowym tempie i walczymy.
Co jest denerwujące?
„Eksperci”. Pół godziny w internecie i już mówią o tym, jak bardzo kodeina jest uzależniająca, szkodliwa, lepiej jej nie brać. Moja mama starała się nawet ukryć kodeinę, aby jej nie brał. Jakbyśmy nie wiedzieli, że to nie jest witamina C, tylko silny lek. Jeżeli choroba jakimś cudem zacznie się cofać, to najpierw trzeba się zapisać na terapię odwykową, a nie „nie będziesz już brać, bo ja ci dam ziołowe tabletki, co sprawiają cuda”.
Porady ludzi, którzy jak tylko się dowiedzieli, że jest chory, to siedli do internetu i poczytali o przypadku, co ma stadium choroby mojego faceta sprzed 3 lat i mówią o cudownym leku, który mój facet brał 3 lata wcześniej i po roku przestał działać.
Najlepsza porada to pan znachor, który za drobną opłatą porozmawia z nim przez Skype i w ten sposób cudownie ozdrowi.
Dieta wyczytana w internecie też pomoże. „Po co masz iść z nim do dietetyka, skoro ja już wszystko wiem” – to słowa jednego z „ekspertów”.
Poza tym to wina tego trującego glutenu!

Czekam na poradę, że włożenie do pieca na pięć zdrowasiek uleczy wszelkie dolegliwości. Może i po takim piecu nie będzie chory, ale żywy też nie.
Trzymajcie kciuki, bo jeszcze medycyna konwencjonalna działa. Jak przestanie, to może poszukam jakiejś kozy, złożymy w ofierze, może pomoże.

#iV6Y0

Od paru lat, pod koniec czerwca, kiedy jest zakończenie roku szkolnego i kiedy patrzę na dzieciaki wychodzące ze szkoły ostatni raz przed wakacjami albo kiedy mówią w wiadomościach o tym wydarzeniu, wbrew własnej woli myślę sobie całkowicie bez emocji, że część tych dzieciaków już nie wróci do szkoły, bo podczas wakacji zginą w wypadkach albo umrą na jakieś choroby.

Wydaje mi się, że słyszę, jak skręcają mi kocioł w piekle.
Dodaj anonimowe wyznanie