#ZYNZf

Zawsze jak widzę stragany, na których ludzie wystawiają swoje domowe rupiecie, podchodzę i patrzę, czy nie ma starych butów. Jak takowe znajdę, siadam sobie na chodniku, biorę po jednym bucie z każdej pary i radośnie stukam sobie obcasami w beton.

Pewnie myślicie, że jestem kopnięty?

Nie, po prostu pracuję jako imitator efektów dźwiękowych.

#ZLEyp

Jestem człowiekiem-lustrem.
Co to znaczy? To proste, upodabniam się do osób, z którymi aktualnie przebywam. Przykładowo: jestem z pewną grupą ludzi z osiedla na jakimś browarze czy coś, wtedy jestem takim „typowym dresem”. W szkole, przy mojej klasie, jestem zwykłym szarym chłopakiem, niewiedzącym do końca co dokładnie będzie w życiu robił. Gdy wychodzę gdzieś z przyjaciółką, jestem takim trochę „gay-best-friend”. Przy rozmowie z nauczycielem jestem dobrze zapowiadającym się na ten rok uczniem, prezentuję w miarę bogaty słownik itd. 
Mogę tak wymieniać jeszcze przez długi czas, ale to nie o to w tym wyznaniu chodzi...
Mam problem z określeniem osobowości. Nie wiem, kim jestem – wszystko zależy od tego, z kim aktualnie przebywam. Na koniec potwierdzę fakt, że jestem lustrem, bo gdy nikt przy lustrze nie stoi, to nikogo w lustrze nie ma...

#bOyQJ

Na dobre i na złe? Mój mężczyzna życia nie wytrzymał tej próby.

Z początku standardowa historia. Poznaliśmy się, zaczęliśmy spotykać. Szybko razem zamieszkaliśmy. Sielance nie było końca. Do czasu. Problemy, rutyna dnia codziennego, zmęczenie po pracy. Zaczęliśmy się mijać, przestaliśmy rozmawiać, uciekać od siebie. On miał kumpli, Fifę, czołgi. Ja natomiast też uciekałam. Tyle że w alkohol. Bardzo długo. Bardzo dużo. To wszystko doprowadzało do strasznych kłótni, braku bliskości. A to znowu prowadziło do upojenia. Potem już było tylko gorzej. Kilkudniowe ciągi. Kłótnie. Znowu ciąg. Kłótnia. W końcu nie potrafiłam funkcjonować bez picia. Co doprowadziło do upicia się w pracy. Oczywiście mnie wywalili. Kłótnia. I przegięcie po całej linii. Wściekła, załamana... wsiadłam w samochód. Kilka rund po mieście. Flaszka za kompana. Po chwili patrol policji, posterunek. Wynik niepozwalający ustać na nogach, a ja jeszcze kierowałam... Skończyło się wyrokiem, zabranym prawkiem, grzywną i... spakowanymi walizkami.

Od tych wydarzeń minęło trochę ponad 10 miesięcy. Podjęłam leczenie. Unikam alkoholu. Zaczęłam żyć inaczej. A on? Zaczął nowe życie. Zupełnie. I wcale nie odczuwa mojego braku. Prośby i płacz o powrót nic nie przyniosły. Żyłam nadzieją, że przebaczy. Nie przebaczy. Niedawno zabrałam od niego swoje ostatnie rzeczy. W jego oczach było widać ulgę. A ja? Przepłakuję każdą noc z tęsknoty, rozżalona witam każdy dzień. Zakładam maskę i udaję, że jest wszystko OK.

Czy to była miłość, tylko nie przetrwała próby? Czy to było zwyczajne złudzenie?
Wiem jedno. W moim przypadku „na dobre i na złe” nie istnieje. Strach przed odrzuceniem jest silniejszy nic pragnienie szczęśliwej miłości. Mam teraz ogromny problem z relacjami międzyludzkimi.

#gi7Bb

Kojarzycie hasło reklamowe Media Markt – „Nie dla idiotów”?

Otóż mój brat, kiedy byłam mała, wmawiał mi, że skoro sklep jest nie dla idiotów, to mnie tam nie wpuszczą. Wyobrażałam sobie, że przy wejściu do sklepu stoją bramki mierzące poziom inteligencji i ochroniarze, którzy w razie negatywnego wyniku wyrzucą cię bez cienia litości na parking.

Przez całe wczesne dzieciństwo myślałam, że jestem za głupia na to, żeby wejść do tego sklepu.

#1sB5t

Kiedy chodziłam do przedszkola, wielką popularnością cieszył się zespół Ich Troje. Każda dziewczynka znała ich piosenki na pamięć. Często będąc w toalecie, bo świetna akustyka, śpiewałam wraz z koleżankami ich utwory.
W ostatniej grupie pani przedszkolanka postanowiła urządzić konkurs śpiewu. Można było śpiewać solo lub w grupach. Wraz z czterema dziewczynami postanowiłyśmy zaśpiewać któryś z utworów ulubionego zespołu. Jednak nie chciałyśmy, aby było to i tak znane wszystkim „Powiedz”. Wybrałyśmy zatem inną, mniej znaną piosenkę, choć same też pamiętałyśmy tylko refren i nie do końca rozumiałyśmy sens niektórych słów.

Ciekawa jestem, co pomyślała pani przedszkolanka, jak usłyszała taką oto piosenkę:

„Za ten papieros tuż po
i za ten szampan tuż przed
za pocałunek w tę noc
i za stosunek w dzień.
Za ten papieros tuż po
i ten szampan tuż przed
ty dobrze wiesz, że to gra
i kiedyś powiesz mi... a teraz napijmy się, misiu!”.

Pozdrawiam Panią serdecznie i mam nadzieję, że byłyśmy dla Pani po prostu słodkimi, nic nie wiedzącymi o życiu dzieciakami : )

#yc1Rq

Dziś na strychu znalazłam stary szkicownik taty oraz jego rysunki z czasów młodości. Byłam pod wrażeniem, te rysunki oraz szkice były naprawdę piękne. Jednak to, co mnie szokowało najbardziej, to szkic dziewczyny łudząco podobnej do mojej mamy. 
Co w tym dziwnego, spytacie?
Ano to, że rzeczony szkic był w samym środku szkicownika, podpisany datą, która wskazywała, że w chwili kiedy tata go rysował miał 15 lat, a oni poznali się dopiero na drugim roku studiów. W dodatku oboje pochodzili z dwóch różnych końców Polski. 
Jak widać, tata swoją przyszłą żonę po prostu naszkicował.
I nie, na bank ten rysunek nie powstał wtedy, kiedy się znali. Kartka była tak samo „żółta” jak reszta. Nawet babcia mówiła, że tata od czasów studiów już nie rysował.

#OeTB1

Ostatnio gdy wyszłam z psem, już staruszkiem, przypomniała mi się pewna historia. 
Od małego z nim wychodziłam, mimo że był to owczarek niemiecki. Gdy miałam może z 8 lat (teraz również myślę, że było to ze strony moich rodziców nieodpowiedzialne, pomimo że pies jest łagodny w stosunku do ludzi, jak i do psów), przyszła pora na spacer. Wychodzę z wilkiem, spacerujemy po drodze, gdy podbiega do nas szczur. Pies gabarytów pyska mojego psa. Ten nie zareagował, miał go w poważaniu, nawet gdy szczur zaczął szczekać. Lecz gdy zaczął go podgryzać, mój pies się wkurzył.

Szczurek zaczął uciekać, za nim biegł mój pies, a ja, nie chcąc zgubić psa, trzymałam go za smycz. I tak zostałam przeciągnięta po żwirowej drodze. Wtedy pojawił się mój wybawiciel – bezdomny grzebiący w pobliskim śmietniku. Pobiegł za moim psem, złapał go, a widząc całą sytuację, nakrzyczał na paniusię Pimpusia. Powiedział, że to, że pies jest mały, nie oznacza, że nie musi mieć smyczy, że czemu mi nie pomogła. Gdy już skończył, podszedł do mnie, całej zaryczanej i w żwirze, zapytał się, gdzie mieszkam i odprowadził mnie do klatki.

Dziś, kiedy o tym sobie przypomniałam, zrobiło mi się miło na sercu, że zdarzają się jeszcze ludzie, którzy potrafią pomóc i nic za to nie chcą.

#27wAB

W czasie przeprowadzki znajduje się różne rzeczy, mi wpadły w ręce kartki urodzinowe z mojej osiemnastki. Jako że jestem dość sentymentalny, zacząłem je przeglądać. 

W końcu dotarłem do kartki od pewnej lubianej cioci. Staroświecka, brązowa kartka, która po otwarciu grała słynny utwór Beethovena jako denerwującą, monofoniczną melodyjkę. Chciałem zajrzeć między sklejone części papieru, żeby ją uciszyć i w spokoju wczytać się w treść. Co tam znalazłem? Dwieście złotych, które czekało na mnie 5 lat. Za dwie stówki szału nie będzie, ale właśnie wyposażamy z dziewczyną nasze pierwsze, wspólne mieszkanie, więc każdy grosz się liczy.

A Wam radzę: nie wyrzucajcie kartek urodzinowych ;)

#rFleE

Jak miałem jakieś 9-10 lat, pojechaliśmy na wycieczkę szkolną do kina. Moja szkoła była na kompletnym zadupiu, więc musieliśmy jechać jakąś godzinę do takiej większej galerii, gdzie znajdowało się kino i te wszystkie fast foody. I tu zaczyna się historia.
Po dojechaniu na miejsce wszyscy poszliśmy do Maka, bo do filmu została jeszcze godzina. Wszyscy zjedli, ładnie, pięknie, choć z innymi dzieciakami gadaliśmy o tym, że nadal jesteśmy głodni, ale nie mamy pieniędzy. Nagle słyszę głos nauczycielki ze stolika obok. Babka poprosiła mnie, żebym poszedł kupić frytki! Po kupieniu frytek oddałem nauczycielce resztę i z zadowoloną miną wróciłem razem z żarciem do stolika. 
Myślałem, że słyszała naszą rozmowę i po prostu postanowiła postawić nam frytki. Zorientowałem się, że jednak nie, kiedy wstała kupić drugą porcję.
Dodaj anonimowe wyznanie