Spotkałam dziś we Władysławowie osobę z lat młodości.
Był rok 1998. Ekipą z liceum pojechałyśmy na obóz/kolonię. Miałam wtedy prawie 18 lat. Ekipa super: 12 dziewczyn, 5 chłopaków. W tym samym budynku nocowali Piotrek i Marcin. Mieli po 18 lat, klasa maturalna. Zgadali się: Marcin chciał spędzić 2 tygodnie w górach, Piotrek 2 tygodnie nad morzem. Boże, jacy byli super do pogadania, pośmiania! Nie podrywali nas, ale każda by się oddała... No dobra, powiem – ja i moja przyjaciółka przespałyśmy się z nimi.
Dzień wyjazdu.
Chłopaki wyjeżdżali dzień wcześniej. Ale jako iż pomogli właścicielowi i uprzątnęli pokój, powiedział im: „Macie pociąg do Gdańska o 22, to niech bagaże leżą w pokoju, dopiero jutro ktoś będzie”.
Chłopaki poszli jeszcze na Krupówki, a nasza dwunastka... Weszłyśmy do ich pokoju, był otwarty. Wszystkie szybko topless i robimy fotki w ich aparacie. Dodatkowo siedem z nas zdecydowało: „A niech mają do rosołu”...
A czemu to piszę? Bo jak się spotkaliśmy, to w żartach wspomniał, że jak w 1998 roku wywoływał kliszę, to fotograf śmiał się i stwierdził: „Ale panu prezent walnęły” :D
Stoję w bramie w bloku, palę fajkę, obok przechodzi jakaś kobieta. A ja co? No cóż... Akurat wtedy zachciało mi się puścić bąka! I to takiego bardzo głośnego...
Nie chcę wiedzieć, co ta kobieta sobie o mnie pomyślała. :-P
Jak byłam młodsza (ok. 10 lat), uwielbiałam słuchać odgłosów z sypialni rodziców.
Nie mam traumy ;)
Jak zapewne wiemy z anonimowego doświadczenia, są na tym świecie osoby, które nie mają własnego życia, a z taką miałem właśnie tydzień temu *wątpliwą* przyjemność.
Mam syna, siedemnastolatka. Wychowywałem go tak, aby był samodzielny, miły, pomocny, miał zasady. Udało mi się. Mam zatem do niego pełne zaufanie. Syn kilka miesięcy temu poznał dziewczynę, zaczęło się od spotkania na koncercie ich ulubionego rockowego zespołu. M jest równie poukładana, nie stwarzają problemów, prawdę mówiąc, są bardzo zgraną i sympatyczną parą. Jednak mieszkają od siebie na tyle daleko, że jeśli już jedno z nich przyjedzie do drugiego, to zazwyczaj tam nocuje, ponieważ niemożliwe byłoby jakieś wspólne wyjście, etc. w ten sposób, żeby wrócić tego samego dnia.
Tak było i tym razem, mój syn postanowił więc rano odwieźć M do domu *jeździ motocyklem*. Żeby dotrzeć tam wcześnie, wstali około piątej, pożegnali się z nami i pojechali, ja natomiast wybierałem się na siódmą trzydzieści do pracy, a że pogoda była ładna, miałem zamiar skorzystać z roweru jako środka komunikacji. Zanim jednak zdążyłem przekroczyć bramę, zagadała do mnie starsza sąsiadka, to taki typ, który wiedzieć chce wszystko. A zatem zaczęła, nieco wścibskim tonem:
– A pański syn, panie Bartoszu, to czemu tak rano hałasował na tym motorze?!
– Motocyklu – poprawiam. – Odwoził swoją dziewczynę do domu.
– Dziewczynę?! Do domu?! Tak wcześnie?!
I w tym momencie pożałowałem nieprzemyślanej do końca odpowiedzi...
– To pan, funkcjonariusz publiczny, na państwowej posadzie, w takiej służbie zaufanej, a tak w honor munduru godzi?! Jak pan syna wychowuje?!
Tym podobnych frazesów było dużo. Twardo odpowiedziałem jednak, że do syna mam zaufanie, a poza tym spieszę się do pracy.
Zgadnijcie, kogo dzisiaj wezwał do siebie komendant w sprawie skargi, która na mnie wpłynęła? Na szczęście znamy się z moim przełożonym dobrze, jest prawie jak część mojej rodziny. Wybuchnął śmiechem, kiedy wytłumaczyłem mu, o co poszło :D
Jak pewnie spora część osób wchodząca na tę stronę, często sikam pod prysznicem.
Pewnego razu podczas wykonywania tej czynności wpadłem na genialny plan sprawdzenia swoich możliwości. Kierując strumień ciepłej cieczy w górę, zamierzałem sprawdzić, jak wysoko jestem w stanie sikać...
Gdy zaćmienie umysłu minęło, pozostało mi tylko obmycie policzka i czoła z własnego moczu i w zażenowaniu udanie się do swojego pokoju.
Kojarzycie te minutniki w kształcie jajek czy innych cudów niewidów? Otóż ja i moja siostra, będąc jeszcze niewinnymi dzieciakami, znudzeni ciągnącymi się w nieskończoność zakupami, postanowiliśmy nastawić wszystkie minutniki na ten sam czas. Brzmi jak niewinny żarcik? Taki miał być.
Mija 10 minut, ja i siostra znudzeni wleczemy się za rodzicami, nagle... wszystkie minutniki w ryk na pół sklepu. Nie minęło kilka minut, a jakaś gostka zaczyna krzyczeć, że ktoś zasłabł. Przyjechało pogotowie i zabrało jakąś staruszkę, właśnie z okolic działu z tymi szatańskimi urządzeniami... My z siostrą w ryk, że przez nas na zawał zeszła itp. Na szczęście potem się okazało, że to nie nasza wina, tylko babka była na coś chora.
Mam 33 lata, nie mam męża ani dzieci i jestem przeszczęśliwą kobietą. Można? Można. To tak tylko ku informacji dla tych, którzy uważają, że po trzydziestce trzeba się ustatkować, bo… „trzeba”. Nie trzeba. Można być szczęśliwym, żyjąc według swoich zasad, moi drodzy. Polecam wszystkim mądrym kobietkom.
Zaczynam się bać, że mogę być mitomanem. Już w dzieciństwie występowały sytuacje, gdzie usłyszałem jakąś historię, a później dodając parę szczegółów, mówiłem ludziom, że to moja historia. Teraz gdy jestem dorosły nie zdarza mi się często kłamać, a gdy już to zrobię, mam straszne wyrzuty sumienia, co nie daje mi spokoju. Gdy poznaję nowych ludzi, kłamię na temat swojego pochodzenia, mówię, że jestem z innego miasta, że mieszkałem tu i tam, bla, bla, bla. Nie wiem po co ani czemu to robię, skoro nie czerpię z tego żadnych korzyści. Może potrzebuję atencji, uwagi, której w dzieciństwie nie dawali mi rodzice? Wiem na pewno, że czas coś z tym zrobić, póki nie będzie za późno i stracę osoby, na których mi zależy.
Byłam już pełnoletnia, a w LO mieliśmy bardzo ważny sprawdzian, na który, prawdę mówiąc, umiałam średnio. Już podczas jego trwania poczułam, jak strasznie boli mnie brzuch – jelita skręcały się jak szalone. Biegunka. Każdy z was pewnie to przeżył, więc wiecie, jak ciężko jest w takim momencie wytrzymać. Zapytałam, czy mogę wyjść, bo toaleta była tuż obok sali, ale nauczycielka nie chciała mnie puścić, więc kończyłam pisać sprawdzian coraz bledsza. Kiedy lekcja się skończyła, to już ewidentnie było widać, że coś ze mną nie tak. Psorka się trochę zmartwiła, mówi, że faktycznie coś blada jestem, ale nie miałam czasu na rozmowy, więc coś odmruknęłam i niemalże wypadłam z sali. Tak niefortunnie, że po drodze się wywaliłam i stuknęłam głową w ramę drzwi, niezbyt mocno, ale w połączeniu z wariującymi jelitami na chwilę mnie zamroczyło. Ledwo ludzie mnie pozbierali, a już biegłam dalej do toalety, gdzie nareszcie nastąpiła ulga.
Nic mnie nie bolało, czułam się jak nowo narodzona. Wychodzę z kibelka, a tam cały komitet powitalny w postaci higienistki, psorki i jeszcze innego nauczyciela. Pytali, co też mi się stało, ale nie chciałam im opowiadać o swoich biegunkowych problemach i wyjaśniłam, że po prostu zasłabłam. Higienistka zapytała, czy przez chwilę byłam całkiem nieprzytomna, a ja potwierdziłam, bo myślałam, że wtedy dadzą spokój.
Nie spodziewałam się, że zrobi się z tego niezła awantura. Usadzili mnie u higienistki, gdzie znowu odezwały się jelita, pobladłam i zaczęłam chylić się ku dołowi, żeby wytrzymać. Dalej nie przyznawałam się, że to biegunka, więc... wezwali pogotowie, bo wyglądałam aż tak źle.
Co najlepsze, okazało się, że czegoś mi tam we krwi brakuje, więc dostałam kroplówki, zwolnienie i takie tam.
Ostatecznie przez zwykłą, mówiąc brzydko, sraczkę, udały się dwie rzeczy:
– stwierdzono u mnie cukrzycę
– pani psorka bardzo mnie przepraszała i pozwoliła napisać sprawdzian jeszcze raz, bo poszedł bardzo źle (tak, pewnie dlatego, że się nie nauczyłam).
I tylko mama się dowiedziała, że po prostu mnie przycisnęło.
Mam 47 lat i jestem kierowcą ciężarówki z ponad 20-letnim stażem.
Co jest najtrudniejsze w mojej pracy? Niektórzy powiedzą, że zmęczenie wielogodzinnym siedzeniem za kierownicą, inni, że rozłąka z rodziną czy strach przed wypadkiem. A ja? Nie mogę przywyknąć do widoku rozjechanych zwierząt na trasie, za każdym razem mam łzy w oczach i nie mogę się uspokoić.
Dodaj anonimowe wyznanie