#xpLB5

Jak miałem 11 lat, dostałem swój pierwszy komputer. Nie ukrywam, że bardzo mnie ten fakt cieszył, ponieważ w sklepie obok były gazety z grami! Wtedy sprzęt nie był najwyższej jakości, ale gry były dopasowane do tamtejszych komputerów.
Najczęściej grałem w gry, w których mogłem wpisywać swój nick czy imię, a postać z gry mogła ją powiedzieć (nie dosłownie, ponieważ wyświetlała moje imię np. podczas czytania dialogu). Wtedy wpadłem na pomysł, że skoro nie mam dziewczyny, to użyję właśnie gry! Nazywałem się w grze „Moje Kochanie” lub „Słodziaku” i wtedy czas spędzało się lepiej.
Jak to działało? Przykładowo, kiedy wykonywałem jakąś misję, widziałem w napisach, które znajdowały się na dole, takie słowa: „Moje Kochanie, uważaj na nich!”, „Mój bohaterze, musisz ich pokonać!”.
Nie wiem co miałem wtedy w głowie, ale teraz bym tego nie powtórzył nikomu, ponieważ uznałby mnie za skończonego debila (miałem tylko 11 lat, więc nie powinno być to dziwne).

#7OQd6

W przyszłym roku będę obchodzić dziesięciolecie chorowania na depresję oraz zaburzenia zachowania, fobię społeczną i leczenia psychiatrycznego. Dziesięć lat codziennego przyjmowania leków antydepresyjnych, na uspokojenie oraz na sen. Dziesięć lat cotygodniowych wizyt u psychologa i comiesięcznych u psychiatry. Wszystko oczywiście kosztem mojej prywatnej kieszeni, gdyż na dobrą opiekę medyczną w tym zakresie w naszym kraju na fundusz liczyć nie mogę. Chorując psychicznie, skończyłam szkołę, zdałam maturę, skończyłam dwa kierunki studiów i w końcu, trzy lata temu, zdobyłam pracę w zawodzie. Oczywiście bez finansowego wsparcia rodziców by się nie obyło, jednak odkąd sama zarabiam, pieniądze na leczenie lecą z mojej kieszeni.
Prócz najbliższej rodziny i dwójki przyjaciół o moich problemach nikt nigdy się nie dowiedział. Również w pracy nie wiedzą.
Codziennie przeżywam mikrozałamania nerwowe, lęki, po których nadchodzą skoki adrenaliny, a następnie gwałtowne rozluźnienie organizmu i nadzieja na lepsze chwile. Dziś drugi raz w życiu pękłam w pracy i poryczałam się w kiblu. Oczywiście nie pozwoliłam, by ktokolwiek to zauważył. Wiem, że jestem dobrym pracownikiem. Ciągle się kształcę, jeżdżę na szkolenia, klienci bardzo sobie chwalą moją pracę, jak i również szefostwo. Jestem osobą w pełni samodzielną i samowystarczalną. Choć jest mi ciężko, mieszkam sama i codziennie wracam do pustego mieszkania, tęskniąc za męskim ramieniem, daję radę, bo wiem, że nie jestem w stanie stworzyć zdrowej partnerskiej relacji, nieopartej na lęku przed odrzuceniem.

Jestem z siebie dumna, z tego, co osiągnęłam. Z tego, że mimo przeciwności losu udało mi się spełnić marzenia. Z tego, że choć byłam gnojona w życiu wiele razy, nie zatraciłam wiary w siebie i potrafię być szczęśliwa. Owszem, psychotropy zniszczyły mi organizm – wątrobę, jelita, serce – przez co doszły nowe leki, tym razem na leczenie chorób fizycznych.

Piszę to, bo jest środek nocy i czuję się teraz wyjątkowo samotna, ale wiem, że za parę godzin znów wstanę, by z podniesioną głową iść przez dzień pełen zawirowań.

Jestem psychologiem.

#QJ24a

Zawsze wydawało mi się, że praca z dziećmi w wieku przedszkolnym to odpowiedzialne zadanie wychowawcze, jednak widząc zachowanie dwóch przedszkolanek, które wraz z grupą dzieci jechały gdzieś tam – zwątpiłem. Cała grupa (dwie przedszkolanki i około 15 dzieciaków) zdążała na przystanek tramwajowy. Pożądany tramwaj właśnie podjechał na peron, a że dzieliła ich od tramwaju tylko jedna przeszkoda, przejście dla pieszych przez torowisko, to przeszły (raczej przebiegły) z dziećmi przez to przejście na czerwonym świetle, nie zważając na nic. Irytuje to tym bardziej, że kolejny tramwaj byłby za 5 minut, bo ta linia co tyle kursuje. 
Jeżeli tak ma wyglądać wychowanie dzieci w przedszkolu, to ja dziękuję, bo wiadomo, czym skorupka za młodu nasiąknie...

#vj1qC

Ta historia zdarzyła mi się w czasie pobytu w Hiszpanii.
Nie jest to dla mnie obcy kraj, język również jest mi bliski, choć może nie znam go perfekt. Byłem wysłany przez firmę na miesięczne szkolenie w okolicach Bilbao. Rejon ciekawy, komunikacja miejska pod nosem, więc korzystałem z niej, jak chciałem coś zwiedzić w wolnym czasie. Kupiłem sobie coś w rodzaju karty miejskiej, załadowałem i jeździłem zadowolony zazwyczaj autobusami. Oczywiście terminal był w każdym autobusie, więc wchodząc ją odbijałem, a wychodząc również, co wiązało się z odjęciem odpowiedniej kwoty w zależności od długości przejazdu.
Pewnego razu postanowiłem pojechać pociągiem, karta obowiązuje ta sama, więc czekam, aż podjedzie szynobusik, wchodzę do wagonu i moment zdziwienia... Gdzie jest terminal? Nie ma, nikt z wchodzących też karty nie odbija. Wtedy przypomniałem sobie, że na stacji stało jakieś pudełeczko i kątem oka widziałem, jak ktoś zbliża kartę do niego, ale jakoś to zignorowałem. Krótko mówiąc, jechałem na gapę... Ale co tam, przecież to tylko kilka przystanków, a zaoszczędzę kilka euro.
No i po chwili zjawili się ONI, kontrolerzy... W myślach widziałem już rozmowę z nimi, co tu powiedzieć, jak się tłumaczyć, 50 euro mandatu co najmniej... Uciec bez sensu, a do stacji jeszcze i tak kawałek. Już się nawet pogodziłem ze stratą kasy, gdy nagle powstało zamieszanie. Otóż jakaś Cyganka jechała bez biletu, więc oczywiście cała uwaga była skupiona na niej, bo stawiała się i krzyczała. Pociąg wjechał na stację, tam zatrzymał się i weszli mundurowi. Ja tymczasem po cichu wyszedłem, znalazłem terminal, odbiłem kartę i wszedłem ponownie do innego wagonu. Już spokojny jechałem dalej i czekałem na kanara tylko po to, żeby mnie zignorował i poszedł dalej... Kocham ten kraj :)

#iNijk

Kiedy miałam jakieś 8-9 lat, żeby popisać się przed kuzynem i koleżanką, dość często udawałam zbliżenie z ogromną pandą pluszakiem.

Nawet nie mogę się łudzić, że nie pamiętają, bo rozpowiedzieli o tym wszystkim naszym wspólnym znajomym, którzy zalewają mnie wiadomościami ze zdjęciami pand.

Nikt się nawet nie domyśla, że nadal zasypiam w objęciach tego pluszaka :>

#Kriu0

Kiedy byłam nastolatką, przez kilka lat mieszkałam z moją ciocią i wujkiem, który był sparaliżowany. Codziennie przez kilka lat ciocia musiała rano przenosić wujka na specjalne krzesło, żeby się wypróżnił. Wtedy zamykałam się w drugim pokoju i czekałam, aż skończą. 
Kiedyś musiałam wyjść szybko z domu i niechcący zobaczyłam, jak ciocia po umyciu wujka wyciera jego tyłek ręcznikiem. Ręcznikiem, który przez kilka lat zawsze wisiał trochę dalej od umywalki. Ręcznikiem, którego używałam do wycierania buzi i rąk, bo byłam pewna, że w tym miejscu wisi ręcznik dla mnie.

Do dzisiaj mam traumę i swój ręcznik chowam skrycie przed wszystkimi, mimo że mieszkam już sama.

#XmVFv

Mam czworo rodzeństwa, z czego trójka jest starsza. Wiadomo, jak to jest mieć starsze rodzeństwo – mają na ciebie duży wpływ i mogą ci wszystko wmówić.
Jak byłam mała, dla mnie i dla młodszego brata powiedzieli, że rodzice nas kupili w targowy czwartek na rynku od Rumunów. Nasz tata to Putin, a sprzedał nas, bo nie chciał się do nas przyznać.
Przez długi czas gdy widziałam Putina w telewizorze, ze smutkiem mówiłam wszystkim, że to mój tata.
Dodaj anonimowe wyznanie