W liceum brałam udział w przesłuchaniu do szkolnej inscenizacji „Romea i Julii”. Byłam bardzo podekscytowana i dałam z siebie wszystko. Po przesłuchaniach wszyscy zebraliśmy się w auli, aby usłyszeć wyniki. Kiedy nauczycielka ogłosiła, że dostałam rolę Julii, byłam w szoku, ale jednocześnie bardzo szczęśliwa. Jednak moja radość szybko zniknęła. W momencie, gdy ogłoszono, że to ja będę grała Julię, trzej chłopcy, którzy przyszli na przesłuchanie do roli Romea, zaczęli wychodzić z sali. Patrzyłam, jak jeden po drugim opuszczają aulę, czując się upokorzona i zdezorientowana.
Nauczycielka próbowała mnie pocieszyć, mówiąc, że znajdziemy innego Romea, ale ja czułam się zraniona i zawiedziona. To miał być mój wielki moment, a zamiast tego stałam tam, patrząc, jak moje marzenie się rozpada.
Jakiś czas temu dodałem tu wyznanie (trochę w emocjach) o długach żony i konieczności ich spłaty przeze mnie.
Właśnie minęło 4 lata od tamtego momentu i spłaciłem 300 tysięcy. Dom uratowany, synowie się o sytuacji nie dowiedzieli, żona dalej u boku... tylko ja zajechany i siwy się zrobiłem, dwa etaty, lecz duma mnie rozpiera. Tylko boli ten brak zaufania i strach, że sytuacja może się powtórzyć.
Trzymajcie się.
Od paru lat mieszkam w Londynie. Londyn wiadomo, duże miasto i mieszka tu dużo celebrytów. Raz poszłam pić ze znajomymi, a jak wracałam do domu, zachciało mi się siku. Stwierdziłam, że nie dam rady donieść do domu, więc postanowiłam wysiusiać się w krzaczki, a że niedaleko park, to idealnie!
Tak więc wchodzę do tego parku, gdzieś tu między krzaczki (po pijaku wydawało się, że przeszłam kilometry i jestem pośrodku niczego), kucnęłam i zaczęłam robić swoje.
Nagle usłyszałam kroki, rozglądam się, a koło mnie przechodził jeden z moich ulubionych aktorów, o którym śniłam, żeby go spotkać...
Mój ideał widział mnie sikającą na obrzeżach parku. I moje zacne cztery litery.
Nie o takim spotkaniu z nim marzyłam :D
Zawsze byłam córeczką tatusia. W wieku 9 lat nadal nie potrafiłam bez niego zasnąć. Co dzień przychodził do mnie, całował w czółko, kładł się obok, podawał mi rękę i dopiero mogłam iść spać.
Z czasem z tatą z dnia na dzień zaczęło robić się gorzej – źle się czuł, zapominał o wielu rzeczach, aż w końcu tracił kontakt z otoczeniem. Tata zawsze był uparty, nie było mowy o żadnym lekarzu, twierdził, że jeśli coś samo przyszło, to samo przejdzie. Mama siłą zawiozła go na pogotowie, a stamtąd szybko przewieźli go do szpitala wojewódzkiego. Następnego dnia było już wiadomo – tata miał groźnego raka mózgu. Miesiące w szpitalu, walka i trud w domu.
A co stało się z córeczką tatusia? Nie zdawałam sobie sprawy, że tata może umrzeć. Nadal go kochałam, ale cholernie się bałam. Patrzyłam, jak robi się z nim coraz gorzej, chudnie, mizernieje, przestaje chodzić, nie je, nie mówi... Unikałam kontaktu, nie prosiłam go, żeby mnie usypiał, nie chciałam, by mnie przytulał, a nawet nie chciałam z nim rozmawiać, bo bałam się, że mogę się zarazić i też będę tak strasznie wyglądać. Czekałam, aż tata wyzdrowieje.
Dziś mam prawie 16 lat. Tata nie wyzdrowiał nigdy, zmarł. Najbardziej w świecie żałuję, że zmarnowałam ostatnie pół roku, jakie mogłam spędzić z tatą.
Uwielbiam miny zazdrości moich koleżanek, kiedy zobaczą mnie w nowym markowym ubraniu typu spodnie czy bluzka Calvin Klein.
Zakupionych w lumpeksie :)
Dzisiaj zdałem sobie sprawę, że moi dwaj koledzy z biura, których zawsze uważałem za bardzo sympatycznych, codziennie od kilku lat się ze mnie nabijają. Byłem w szoku, kiedy to odkryłem. Przez cały ten czas myślałem, że mamy dobrą relację i że naprawdę się lubimy. Często rozmawialiśmy podczas przerw na kawę, śmialiśmy się z różnych rzeczy i wspólnie spędzaliśmy czas po pracy. Nigdy bym nie przypuszczał, że za moimi plecami mogą robić coś takiego.
Wszystko wyszło na jaw przypadkiem. Pewnego dnia, kiedy jeden z nich wyszedł na chwilę z biura, jego komputer pozostał włączony. Przechodząc obok, zauważyłem na ekranie otwarty e-mail. Z ciekawości zerknąłem i zobaczyłem, że to wiadomość od drugiego kolegi. Z treści wynikało, że śmieją się z czegoś, co powiedziałem poprzedniego dnia. Zaciekawiony, postanowiłem sprawdzić historię ich korespondencji.
To, co odkryłem, było dla mnie druzgocące. Przez pięć lat codziennie wymieniali się e-mailami, w których wyśmiewali moje zachowanie, sposób mówienia, a nawet mój wygląd. Czułem się zdradzony i upokorzony. Wszystkie te chwile, kiedy myślałem, że się dobrze bawimy, okazały się być dla nich tylko okazją do kolejnych żartów na mój temat.
Nie wiedziałem, jak zareagować. Czy powinienem skonfrontować się z nimi? Czy powinienem powiedzieć o tym naszemu przełożonemu? Naprawdę jest mi przykro.
Pracuję za granicą w dużym supermarkecie. Mamy tam bardzo bogate stoisko rybne. Tego dnia mieliśmy super rabat na małże, więc postanowiono zrobić z tego wyjątkową akcję promocyjną. Kierownictwo wpadło na pomysł, żeby przebrać kogoś za gigantycznego małża, kto będzie krzyczał slogan: „Świeże małże! Kto pierwszy, ten lepszy!”. Niestety, padło na mnie. Musiałam włożyć ten absurdalny kostium, który był nie tylko niewygodny, ale też dość upokarzający. Przez cały dzień stałam tam, przebrana za małża, i krzyczałam ten slogan, próbując przyciągnąć klientów do naszego stoiska. Co gorsza, byłam jedyną dziewczyną w zespole. Koledzy z pracy mieli niezły ubaw, widząc mnie w tym stroju, i nie szczędzili sobie żartów na mój temat. Czułam się naprawdę niezręcznie i zawstydzona, ale nie miałam wyjścia – musiałam wykonywać swoje obowiązki.
Cały dzień był dla mnie jednym wielkim koszmarem. Klienci patrzyli na mnie z mieszanką zdziwienia i rozbawienia, a ja marzyłam tylko o tym, żeby ten dzień jak najszybciej się skończył. To była zdecydowanie jedna z najgorszych chwil w mojej pracy.
Tak się akurat złożyło, że w szkole mieliśmy charakterystyczny dzwonek, ale taki sam jak w minutniku w moim domu. Kiedyś zabrałam więc do szkoły minutnik i nastawiłam go 15 minut przed końcem lekcji. Zadziałało, nauczycielka wypuściła nas na przerwę :)
Ostatnio przeżyłam bardzo silne uderzenie (delikatnie mówiąc) głową o beton = porządnie przyp*** tak, że straciłam na chwilę przytomność.
Przed tym zdarzeniem długi czas strasznie podobał mi się pewien facet, a na samą myśl o nim ogarniała mnie istna euforia.
A teraz?
Wiem, że wyzwalał we mnie cudowne uczucia, ale dlaczego i co ja w nim widziałam, to nie mam pojęcia. Usilnie próbuję sobie przypomnieć i znów poczuć te „emocje”, ale nic nie czuję. I nie, niemożliwe, że mi minęły „uczucia” ot tak, tylko właśnie przez ten upadek. Również czerwony kolor przestał mi się podobać, a uwielbiałam go. A z miłości do czekolady również nic nie pozostało. Czekolada jest fuj. A wcześniej ją kochałam. Żarcie z McDonald's też jest „fe”, a również je uwielbiałam. Ogólnie jedzenie jest niedobre i ciężko mi przypomnieć sobie niektóre obrazy w głowie, chociaż wiem, że dane zdarzenie miało miejsce.
PS Byłam w szpitalu od razu po upadku, wszystko jest w porządku z głową.
Pilnuję ludzi przy remontach torów PKP i mam możliwość ukarania ludzi przeszkadzających czy chodzących po torach.
Byliśmy z kierownikiem budowy na stacji, coś załatwić. Patrzę się – jakaś dziewczyna przechodzi przez tory, tuż przed odjeżdżającym pociągiem. Nie chciałem, żeby ją zabiło, więc poczekałem, aż będzie w bezpiecznym miejscu i złapałem od razu kiedy weszła na peron. No i mówię, że tak nie można i tradycyjna formułka. A ona na mnie patrzy się spokojnie, bez żadnego wyrazu. „Ale ja się teleportowałam” – powiedziała i sobie poszła.
A mnie po prostu wcięło.
Dodaj anonimowe wyznanie