Jestem dorosłą z zaburzeniami ze spektrum autyzmu (dawniej zespół Aspergera). I nie mam z kim wypić kawy.
Mam łagodny charakter i lubię pomagać. Naprawdę od kilku lat wkładam ogrom pracy w to, by mieć z kim poplotkować w pracy czy gdzieś wyjść, ale nic takiego się nie dzieje. Skupiam się na każdej rozmowie, z każdej się szczerze cieszę, próbując nadrabiać swoje braki, ale jedyne co widzę, to zażenowany uśmiech. Zawsze ten sam zażenowany uśmiech. A ja nigdy nie wiem, co właściwie zrobiłam źle, co zabrzmiało nienaturalnie, JAK zwykli ludzie rozmawiają i nawiązują kontakty. Dla mnie jest to trochę nie do pojęcia. Gdy zapytałam niedawno kogoś, co właściwie jest ze mną nie tak, odpowiedział, że wszyscy mnie lubią, po prostu nie lubią ze mną rozmawiać.
Chyba nigdy nie znajdę koleżanek.
Ta historia wydarzyła mi się na początku roku szkolnego ładnych kilka lat temu.
Było grubo po 14:00, a ja akurat wychodziłam ze szkoły. Kierowałam się do mojego mieszkania. Idąc główną drogą, musiałam przejść przez przystanek, który o tej godzinie był przepełniony licealistami. I właśnie kiedy przechodziłam obok tego przystanku, jeden małolat krzyknął do mnie: „Hej, mała!”, po czym drugi zwrócił się do kolegi i rzekł: „Cicho, Piotrek. Nie podrywaj dziecka z podstawówki”. Słysząc to, zaśmiałam się w duchu.
Dwa dni później znowu spotkaliśmy się w szkole. Otwierałam im klasę, w jednej ręce trzymając dziennik. Wyobraźcie sobie ich miny, kiedy zostałam ich nauczycielką od matematyki :D
Moi rodzice od kiedy tylko pamiętam zawsze palili w domu.
Zawsze wstydziłam się przyprowadzać koleżanki do domu, bo jak się do nas wchodziło, to – co tu dużo mówić – śmierdziało.
Przez ten obrzydliwy nałóg moich rodziców, którego nigdy nie rozumiałam, nigdy w życiu nie zapaliłam papierosa.
Dzisiaj mam 24 lata i raka płuc.
Dziękuję.
Nie lubię dzieci, od zawsze. Jakimś cudem mam córkę, którą kocham nad życie. Myślałam, że jak będę ją miała, to polubię inne dzieci. Niestety nic to nie dało.
Nie znoszę też kotów, odkąd pamiętam. Brrr... Jednak niedawno przyszła do nas do domu mała kotka. Córka oszalała na jej punkcie – kotka musiała zostać. Do czego zmierzam... Całuję ją, jak nikt nie widzi, ale dalej nie cierpię innych kotów.
Jestem dziwna. Chyba lubię tylko to, co moje.
Właśnie zdałem sobie sprawę, jak wygląda przyjaźń, taka po prostu, bez żadnych wielkich wydarzeń, poświęceń itp., taka w zwykłej, szarej codzienności.
Otóż siedzę sobie z moimi trzema kumplami, z którymi razem mieszkam, w moim pokoju, jest po 23:00, rozwiązujemy wspólnie piątą już krzyżówkę, a to milcząc, a to gadając o wszystkim.
Po prostu.
Jeden w garniaku, bo właśnie wrócił z pracy, drugi w piżamie, trzeci w samych majtkach, czwarty w dresach.
Stanęłam dzisiaj przed drzwiami do biura, wyciągnęłam kluczyki od auta, wcisnęłam guzik i czekałam, aż się otworzą...
Dobrze, że to już piątek.
Kiedy byłam mała, strasznie bałam się nowych ludzi, a strach zwiększał się do tego stopnia, że za każdym razem, kiedy przychodził ktoś z rodziny lub znajomi mamy i taty, po prostu chowałam się do pokoju i nie wychodziłam przez kilka godzin.
Pewnego razu do mamy przyszło kilku znajomych, mama była na mnie zła, że jak nie zejdę, to narobię jej jak zwykle wstydu... Przyjęcie zaczęło się o 14, ja oczywiście chowałam się w pokoju, po kilku godzinach zachciało mi się siku, no ale dobra, poczekam. Minęła godzina, ja już nie mogłam. Łazienka mieściła się na dole, trzeba było przejść przez salon. Bałam się zejść i wpadłam na pomysł, że zrobię siku do ozdobnego słoika na świeczkę... Potem otworzyłam okno, schowałam się za zasłonę i chciałam wylać to na trawę. Kiedy wylewałam zawartość słoika, wychyliłam się z okna i zobaczyłam, że jedna z koleżanek mamy pali papierosa, a ja wylewam mój mocz prosto na nią...
Było już za późno, rozległ się pisk i oczywiście wszystko wyszło na jaw.
Mam męża Holendra. Potrafi dojść jedynie kiedy mówię do niego po polsku.
Jedzie kilka młodych dziewczyn autobusem. Nie szczędząc sobie brzydkich słów, wydzierają się na cały regulator. Większość pasażerów jest wyraźnie niezadowolona. Do akcji wkracza starsza pani. Odwraca się w ich stronę i spokojnym głosem mówi: „Taka ładna buzia, a taki brzydki język”. Jedna z dziewczyn przeżuwając gumę, z tępym wyrazem twarzy, śmiejąc jej się w twarz, odpowiada: „Jak coś ci nie pasi, to jest taksówka”.
A potem się dziwią, że starsi ludzie narzekają na dzisiejszą młodzież :/
Moje współlokatorki ostatnio kazały mi obciąć moje piękne, bardzo długie, gęste włosy, ponieważ podobno odkąd się wprowadziłam, rachunek za wodę wzrósł o 10 zł!
Oczywiście tego nie zrobiłam i nie zrobię, ale chyba muszę zacząć zamykać drzwi od pokoju na noc na klucz, bo codziennie mi o tym przypominają w niezbyt miły sposób...
Dodaj anonimowe wyznanie