#RaPR4

Jak byłam mała, to czasem rano chowałam się pod kołdrą i leżałam płasko na łóżku. Robiłam tak, bo miałam nadzieję, że mama nie zauważy mnie tam i ominie mnie dzień szkoły.
Nienawidziłam szkoły. Byłam wyśmiewana za ciuchy (pochodzę z biednej rodziny), za to, że na nic mnie nie stać, za ojca alkoholika. Za moją rodzinę.
I o dziwo, gdy tak robiłam, zawsze w domu zostawałam. Mama widać widziała, że boję się szkoły i nie chcę tam iść. I za to jej dziękuję, że rozumiała.

Dziś jestem dorosła i pnę się wyżej i wyżej. Poznałam miłość mojego życia, która mnie wspiera. Daje mi nadzieję i siłę na kolejny dzień. Dzięki niemu ani nie boję się już ludzi, ani spojrzeć im w twarz, ani wyrazić swego zdania. 
Rozumiem i współczuję wszystkim, którzy byli poniżani w szkole. Jestem jedną z nich.

#LJP1s

Znowu mam doła.
Że jestem za głupia, że nie zrobię tego, nie podołam zadaniom, które mam wykonać. Choć dziś mam więcej niż 20 lat, bliżej mi 30 niż 20, mam również poczucie, że jestem nikim więcej, jak tylko właśnie głupią dziewczynką, która nigdy sobie z niczym sama nie poradzi.
Wszystko to dlatego, że od najmłodszych lat wpajano mi, że muszę być najlepsza, a ja nie potrafiłam.
Nigdy nie zapomnę łez mojej mamy, kiedy uświadomiła sobie, że ja, będąc w czwartej albo piątej klasie, nie potrafię liczyć ułamków. Po prostu nie potrafię. Nie jestem w stanie zapamiętać na dłuższą metę wyników żadnego dłuższego działania, nie mówiąc nawet o czymś takim jak dodawanie czy odejmowanie bardziej skomplikowane niż 20 – 30. Nie potrafię właściwie NIC zapamiętać na dłużej, nawet jeśli ktoś mi coś kilka(naście) razy pokaże, powtórzy czy zademonstruje. Choćby skały srały, choćbym chciała, nie zapamiętam i nie powtórzę tego.
Inny członek rodziny ciągle mi powtarzał: „Gdybyś zaczęła myśleć, zaczęłabyś się cofać”, „Czy ty jesteś przytomna?”, „Czy ty jesteś taka głupia czy tylko udajesz?”. Ciągle byłam porównywana do innych osób, innych kolegów i koleżanek z klasy. Całe życie mam poczucie, że ciągle coś robię nie tak, niezgodnie z oczekiwaniami, nawet moimi własnymi.
Mimo że byłam otoczona miłością i uwagą rodziców, to właśnie te komentarze, rzucane pod wpływem emocji, kiedy tylko popełniłam jakiś błahy błąd, i te uwagi sprawiły, że dziś to wszystko procentuje u mnie brakiem pewności siebie, ciągłym lękiem, nieśmiałością, nieumiejętnością funkcjonowania w środowisku i porównywaniem siebie do innych. Bo ktoś inny zrobiłby coś lepiej niż ja, szybciej, ładniej... wciąż mam poczucie, że inni są lepsi i radzą sobie znacznie lepiej ode mnie.
Do dziś nawiedza mnie czasem dół, że nie robię tego, co powinnam, nie daję z siebie wszystkiego, choć mogłabym – nawet jeśli wiem, że to szczyt moich możliwości. Napotykając mniejsze problemy i przeszkody, zniechęcam się bardzo szybko – a wówczas to wszystko znowu powraca, tak jak powraca świadomość bycia nikim, bycia głupią i żałosną dziewczynką. „Na co ja się porywam? Za co ja się w ogóle zabieram? Po co? Przecież to nic mi nie da, nic mi nie przyniesie, i tak jestem głupia i sobie z tym nie poradzę”.

Jeśli kiedyś będziecie rodzicami, wiecie, jakiego błędu nie popełniać.
Moi kochali mnie, ale popełnili najważniejszy w życiu błąd.
Mały protip: Ludzie są jak słonie – ciągle pamiętają. Dzieci tym bardziej.

#WVLaR

Mam dwadzieścia trzy lata i rok temu mój tata zmarł na raka. Mam za sobą pierwsze urodziny bez niego, pierwsze święta bez niego i każde kolejne. Kiedyś myślałam sobie – a co tam. Jeszcze będę miała czas się tym wszystkim nacieszyć. Otóż nie mam. Jak wspominam sobie te wszystkie razy, gdy tata chciał wyjść gdzieś ze mną, na rower czy na zwykły spacer, a ja odmawiałam, chce mi się płakać. Wiem, że już nigdy więcej nie wyjdzie ze mną na spacer, nie zabierze mnie na wycieczkę rowerową ani nawet na mnie nie pokrzyczy. Nie zawsze przecież było kolorowo, wiele razy coś zbroiłam, za co były awantury. Ale w tym momencie wiele bym dała, by na mnie pokrzyczał i powściekał się na mnie. Mimo iż wiele razy mówiłam sobie, że jest okropnym ojcem, to nim nie był. Nie był oczywiście idealny, ale był. I to było najważniejsze.
Teraz, gdy już go przy mnie nie ma, bardzo za nim tęsknię.

#mkd9u

O tym, jak dzięki temu, że poniósł mnie melanż, spotkałem najlepszą przyjaciółkę.

Dnia pewnego wraz z kumplami postanowiliśmy zrobić sobie ognisko. A okazja była do tego przednia, gdyż jednemu z nich kilka dni wcześniej żenił się brat, po którego weselu zostały dwie skrzynki wódki, którą trzeba było jakoś spożytkować. Tak więc my uczynne chłopaczki zgarnęliśmy te skrzynki i wio na działkę. Libacja była niezła, wszakże mieliśmy sporo flaszek. Ostatnie co z niej pamiętam, to jak zerowałem jedną z butelek. Następnie film mi się urywa i nagle budzę się pod krzakiem, przytulając się do pluszowego krokodyla, a nade mną stoi jakaś obca mi dziewczyna z kubkiem kawy w ręce i na przemian kopiąc mnie lekko w piszczel, zadaje to samo pytanie „Żyjesz? Czy mam dzwonić po karawan?”. Tutaj po moim zapewnieniu, że żyję, co prawda przez kaca mordercę ledwo, ale jednak, od słowa do słowa okazało się, że jestem czterdzieści kilometrów od domu w jakieś wiosce, o której nawet nie słyszałem. A Anka, bo tak miała na imię dziewczyna, znalazła mnie u siebie w ogrodzie, całego obrzyganego i przytulającego się do maskotki jej siostry.

Po szybkim telefonie do jej rodziców i wyjaśnieniu im całej sytuacji, że u nich na ogrodzie leży obcy chłopak, cały brudny i śmierdzący, bez dokumentów i telefonu, oraz po odprowadzeniu jej siostry do sąsiadki, by się nią zajęła, Anka pozwoliła mi się w ich łazience umyć, przy okazji wyrzygać, dała mi jakieś stare ubrania jej ojca. A nawet zrobiła kawę i dała jakieś tabletki na głowę. Po czym mniej więcej ogarniętego odwiozła do domu, nie chcąc nawet złotówki na paliwo. Powiedziała tylko, że następnym razem to ja ją będę ratował.

I faktycznie, choć może nigdy nie ostawiała takich numerów jak ja, od dobrych trzech lat zawsze staram się jej we wszystkim pomóc, a ona mi. Nieważne, czy chodzi tu o zwykłe problemy dnia codziennego, czy rozmowę. Zawsze możemy na siebie liczyć.

#kVVGd

W szkole miałem pewnego nauczyciela, który raczej nie był  lubiany. Mieszkał w bloku mojego kumpla. Kiedyś wraz ze znajomymi z klasy postanowiliśmy mu dopiec i zamawialiśmy mu różne rzeczy na jego adres, płatne przy odbiorze. Lodówki, wózki, pralki... Bardzo nas to śmieszyło, bo gość musiał się tłumaczyć kurierom i wyjaśniać, że on nic nie zamawiał.

Wtedy wydawało mi się to świetnym żartem, dziś mi jest za to cholernie wstyd. Nigdy się nie dowiedział, kto mu robił tak głupie numery. Ze wstydu chyba zapadłbym się pod ziemię, gdyby to się wydało.

#m13g8

A więc... uwielbiam klocki Lego. Od małego je układałem i nigdy ich nie gubiłem. Nie przestałem ich kochać nawet wtedy, gdy na któregoś nadepnąłem.

Ale... uwaga zostało mi coś z ówczesnego zachowania. Teraz moim hobby jest...

...skręcanie mebli. Potrafię iść do Ikei (uwielbiam) i kupić coś skomplikowanego tylko po to, aby to złożyć, a potem rozebrać i zwrócić do sklepu.

#HXitP

Odkąd pamiętam nie toleruję cebuli, już sam jej zapach oblepia mi gardło aż do odruchu wymiotnego. Nie wspominając już nawet o jej jedzeniu.
Matka z premedytacją w dzieciństwie przez kilka lat od czasu do czasu dodawała mi ją do obiadu w ukryty sposób, np. startą w buraczkach. Efektem był zawsze malowniczy paw na podłodze, począwszy od stołu w kuchni, skończywszy na toalecie, do której biegłem.
Zapytacie: po co? Myślała, że w końcu się nauczę ją jeść.
Nie nauczyłem nigdy, dziś mam 27 lat i nadal jej nie toleruję. Jedyny efekt jest taki, że każdego kto próbuje mnie nakarmić nieufnie przesłuchuję co do zawartości dania.

#Ret1s

Lato, jest ciepło i jest niedziela. Rodzice postanowili, że na cały dzień pojedziemy nad jezioro – dla mnie bomba. Koc, kanapki, te sprawy.

Niestety, żyjemy w czasach, gdzie dostęp do jakiejś sensownej i niezaludnionej plaży jest utrudniony z powodu prywatyzacji terenów. Wszelkie ładniejsze dzikie plaże otoczone są odgrodzonymi działkami, co oznacza utrudniony dostęp albo w ogóle jego brak. No ale dobra, dopóki znamy jedną taką plażę, do której każdy ma dostęp, jest spoko.

Jest popołudnie, suszę się na kocyku, mama siedzi obok, tata i brat poszli wędkować. Wszystko super pięknie... i wtedy przychodzą oni. Urlopowicze z pobliskiej prywatnej działki, oczywiście z dostępem do własnej plaży i odgrodzonej płotem. Przychodzą dwie panie i jeden pan z pieskiem na smyczy. Po chwili spuszczają psa i pozwalają mu się wypluskać w kąpielisku, sami nie wchodzą do wody. Po jakimś czasie wołają psa i wracają na swoją działeczkę z prywatną plażą...

Wyszło na to, że nie chcieli, żeby pies wykąpał się na plaży, której używali oni, ale mógł się wykąpać na plaży, której używał ktoś inny... Czy to oznacza, że biedniejsi od nich ludzie są dla nich na tym samym poziomie co pies? Wiem, że pewnie nie, może oni nie chcieli w ten sposób nikogo urazić, ale i tak zrobiło mi się przykro.
Dodaj anonimowe wyznanie