#PH1yT

Był to czas, kiedy jeszcze roznosiłem ulotki.

Miejsce: wielkie miasto, duże osiedle blokowisk na jego obrzeżach.

Miałem za sobą już pół dnia noszenia, jeszcze tylko kilka godzin dzieliło mnie od przyjemnej kąpieli i łóżeczka...wtedy myślałem, że to moje największe pragnienia. Myliłem się.

Chęć wydalenia z siebie wielkiego potwora, jakim była skumulowana kupencja, z każdą chwilą się potęgowała. Wytrzymam. Wytrzymam, do cholery, bo gdzie?
Pomyślałem, że jak pójdę za śmietnik i wysikam się, to trochę przejdzie, zyskam na czasie, oszukam organizm.
Podziałało. Na 15 minut.
Potem dostałem takich bóli, że aż przystanąłem... Zgięło mnie... no nie wytrzymam, zesram się, i to nie byle jak!

Pojawiła się jednak ostatnia myśl: wejdę do klatki, zapukam do kogoś, pomoże w potrzebie biednemu kolporterowi.
Pukam, kurde, otwiera starowinka, tłumaczę co i jak, nie dokańczam, bo zamyka drzwi. Rozpacz.

Schodzę do piwnicy, zamykam za sobą drzwi, walę największego kloca, jakiego widział ten świat.

Ale nie podtarłem się ulotką, bałem się, że zadzwoniliby na podany numer, więc chodziłem z obsraną dupą do końca.

#XfWXU

Od dziecka byłam bardzo zainteresowana seksem, moja wiedza w tym zakresie była imponująca. Namiętnie czytywałam gazetki pornograficzne ojca i gazetki ojców moich koleżanek. U wujka znalazłam porno na kasetach VHS i gdy tylko nadarzyła się okazja, oglądałam i przewijałam do ulubionych fragmentów. Rodzina myślała, że w tym czasie śledzę losy "Wilka i Zająca". Można powiedzieć, że w wieku 10 lat byłam w sprawach damsko-męskich prawdziwym ekspertem. Słownictwo w tym zakresie również miałam bogate.

Gdy rok starsza kuzynka "zakochała" się na zabój w koledze z klasy, postanowiłam napisać dla niej opowiadanie miłosne. Opowiadanie, po trzech zdaniach romantycznego wstępu, stało się szerokim opisem przeróżnych czynności seksualnych tej dwójki. Kuzynce moja twórczość przypadła do gustu, dlatego w niedługim czasie powstało jeszcze kilka tego typu opowiadań.

Miałam jakieś 12 lat, gdy mama sprzątając w szafie ze starymi książkami i zeszytami, znalazła jedno z nich. Przeczytała. Dała do przeczytania ojcu. Potem zawołała mnie i spytała, czy to moje zapiski. Nigdy nie zapomnę momentu, gdy stoję z mamą w kuchni i patrzymy na napisane moją ręka zdania o lizaniu cycków i cipki, ruchaniu, bzykaniu, o sapaniu z przyjemności. Wyparłam się praw autorskich do tego dzieła, ale wiedziałam, że ona wie. I że wie, że ja wiem, że ona wie. Zażenowanie wisiało w powietrzu bardzo długo. Tamtego dnia porzuciłam myśl, by zostać pisarką, a gazetki z gołymi paniami oglądałam już tylko daleko od domu :)

#SYcAD

Sądzę, że nie tylko ja mam zaćmienie mózgu w chwilach stresu i podekscytowania, które potrafi popsuć wiele ważnych wydarzeń.
Koniec pierwszej klasy gimbazy, pierwszy "chłopak" no i pierwszy pocałunek, taki wiecie - francuski. Nie wiadomo z czym to się je, co trzeba zrobić ze śliną i jak nie zadławić się czyimś językiem. Ogólnie to prawie każda dziewczynka śni o niezapomnianym pierwszym pocałunku i zaczytuje się informacjami na ten temat z takich renomowanych gazet jak Bravo czy FunClub.

Nadeszła TA chwila, w której miałam wykazać się wiedzą wyczytaną z pisemek. Siedzieliśmy na ławce w parku i nasze usta zbliżyły się do siebie. Czułam tę nieudolną wyminę DNA i byłam w amoku, przez co straciłam równowagę i żeby nie upaść brzuchem na jego uda, odruchowo podtrzymałam się ręką w okolicy jego krocza. Poczułam coś twardego i podłużnego. Spojrzałam na niego z podejrzliwością i zapytałam:
"Janek, a dlaczego masz latarkę w spodniach?"
Odsunął się ode mnie. Nigdy nie zapomnę tej miny konsternacji, zażenowania i zdziwienia, gdy wypowiadał zmieszany "to nie jest latarka"...I wtedy zrozumiałam, że to faktycznie nie była latarka.

Niby człowiek uczy się na błędach, a jednak 5 lat później poprosiłam mojego ostatniego chłopaka o wyjęcie portfela z kieszeni spodni, bo mnie uwierał, gdy całowaliśmy się leżąc na łóżku. Reakcja była podobna jak w poprzedniej sytuacji.

#KTHcq

Rodzeństwo podobno najbardziej poznaje się przy podziale majątku. Wiec jestem sobie ja i moja czwórka rodzeństwa przyrodniego – dwaj bracia od strony taty oraz brat i siostra od strony mamy. Rodzice byli trochę starsi, kiedy się urodziłem, więc z rodzeństwem kontaktu nie miałem nigdy – około 15 lat różnicy.

Zacznę historię od śmierci mamy. Mama święta nie była, zostawiła mnie i ojca niedługo po tym, jak się urodziłem. Mama nie miała nic, więc powołani do spadku nawet nie pomyśleliśmy, by się czegoś zrzekać. Okazało się, że miała malutką działeczkę ROD wartą około 5 tysięcy. Kilka tygodni później dostałem pismo z banku, iż jako jeden ze spadkobierców jestem powołany do uregulowania kredytu po zmarłej w kwocie 35 000 zł. Zacząłem szperać co można z tym zrobić, no i nie bojąc się tego, co może się wydarzyć, ze względu na dziedziczenie z dobrodziejstwem inwentarza, spodziewałem się spłaty w wysokości tego, co dostałem ze sprzedaży działki po mamie i tyle. Sporządziłem wykaz inwentarza, wysłałem do właściwego sądu, poszedłem do banku, a bank powołując się na przepisy, iż dopóki nie ma wykonanego działu spadku, odpowiedzialność jest solidarna, a w banku ma pojawić się każdy ze spadkobierców. Prawnik potwierdził, że bank ma rację. Brat i siostra na moje prośby, by zrobić dział spadku, zablokowali mój numer, przestali odpowiadać, zaczęli mnie wyzywać, grozić mi. Oni zarejestrowali tylko to, że jest dług do spłaty. Bank przybił mi w całości to zobowiązanie, powołując się jw. i chcąc nie chcąc, musiałem to wszystko spłacić sam. Wystąpiłem do rodzeństwa o wypłatę świadczenia regresowego, założyłem im sprawę, którą wygrałem i zostało mi przysądzone 2/3 kwoty całego zobowiązania do zwrotu, ale że oboje są niewypłacalni (patola na zasiłkach), ich dług wobec mnie leży na stercie innych długów wobec innych wierzycieli i nic nie da się z nim zrobić.

Przechodząc do sprawy taty. Wychowywał mnie sam i wiele mu zawdzięczam. Robił wszystko, żeby nie brakowało mi niczego. Opiekowałem się nim do ostatniego dnia. Tato nie był zamożny, po rozwodzie z matką moich braci kupił mieszkanie, które przepisał na mnie umową dożywocia. Bracia nie chcieli mieć z nim nic wspólnego, więc w ogóle się nie interesowali ani nim, ani mną – ja byłem obcy. Do momentu śmierci i wyjścia na jaw, że tato przepisał mi mieszkanie umową dożywocia (nie wchodzi w zachowek), a także wydziedziczył ich w testamencie. Pomimo tego, że nie mogą ugrać nic, bo po sytuacji z mamą tato zrobił wszystko, żeby dwaj bracia, którzy mieli go całe życie gdzieś, nie dostali nic, żebym ja nie był poszkodowany, to oni dalej próbują. Miałem już trzy sprawy w sądzie z ich wniosku o zachowek (nienależny), o nakłonienie ojca do niewłaściwego rozporządzania majątkiem i o podstawienie notariusza! Wszystkie sprawy przegrali, ale ja po sądach trzy lata się bujałem.

Rodzina piękna sprawa, ale tylko na zdjęciu.

#6O7tj

Dwa lata temu moi rodzice się rozwiedli, a mama związała się z moim wujkiem, czyli bratem taty. Wujek mieszkał z nami całe życie i był starym kawalerem, nigdy nawet nie miał dziewczyny. A ja się zastanawiam, czy przypadkiem wujek nie jest moim biologicznym ojcem.
Mama urodziła mnie dość późno, była już koło 40, a rodzeństwo mam o 15-20 lat starsze. Zawsze byłam bardzo blisko z wujkiem, praktycznie mnie wychował, bo rodzice chodzili do pracy, a wujek pracował na nocki, więc do południa się mną zajmował i dopiero jak rodzice wracali, to szedł spać. Zawsze siadałam mu na kolanach przy stole, nosił mnie na barana, bawił się ze mną, odbierał za szkoły, uczył jeździć na rowerze. Robił wszystko, co powinien robić ojciec. Teraz zaczęłam przypominać sobie różne sytuacje z dzieciństwa, kłótnie rodziców, to że nawet nie spali w jednym pokoju, to że mój „tata” nigdy tak naprawdę nie poświęcał mi uwagi, nie interesował się mną, nigdy nie mieliśmy tak bliskiej relacji, jaką ma z moim starszym rodzeństwem. Może tata wiedział od początku, że nie jestem jego biologiczną córką? A wujek wiedział, że jestem jego dzieckiem i tak mnie traktował? Może te 17 lat temu, gdy się urodziłam, a mentalność była jeszcze inna, bali się, że taka informacja może wywołać jakiś ostracyzm społeczny i ludzie będą krzywo patrzeć na naszą rodzinę? Teraz się wiele zmieniło, a informacja, że mama zostawił tatę dla jego brata na nikim nie zrobiła wrażenia. Nawet rodzice rozstali się w zgodzie i wciąż normalnie ze sobą rozmawiają. Wciąż spotykamy się wszyscy razem u dziadków, rodziców taty i wujka, na przykład na święta czy imieniny. Tata i wujek normalnie ze sobą rozmawiają, żartują, piją razem piwo, różnica jest tylko taka, że teraz mama siedzi obok wujka, a nie obok taty. Dziadkowie też nie mają problemu z tą dziwną zamianą miejsc, a wręcz wydają się tym wcale nie zdziwieni. Wszyscy się zachowują, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie.
Ja przeprowadziłam się z mamą i wujkiem, tata mieszka sam, moje rodzeństwo odwiedza go często, ale ja bardzo rzadko. Nie umiemy ze sobą rozmawiać, nie mamy wspólnych tematów, panuje między nami sztywna atmosfera. Wciąż o wiele lepszy kontakt mam z wujkiem i zastanawiam się, czy nie zapytać go o to, czy to możliwe, że to on jest moim prawdziwym tatą. Bo wydaje mi się, że wszyscy w rodzinie o tym od dawna wiedzą, poza mną.

#PQPDM

Od dziecka jestem zapalonym kibicem, to zasługa taty. Znam wszystkie przyśpiewki, często je nucę. Mieszkam na wsi, gdzie wszyscy się znają. Kiedyś w niedzielę nie potrafiłam się skupić na mszy. Ciągle łapałam się, że moje myśli wybiegały za daleko. Niestety nie potrafiłam tego opanować, ale co jakąś chwilę próbowałam powrócić na właściwe tory. 

Nadszedł moment, kiedy ksiądz mówi: „W górę serca”, a ja zamyślona odpowiedziałam: „Polska wygra mecz!”. Wzrok wszystkich zgromadzonych momentalnie skierował się na mnie i wtedy się zorientowałam, co powiedziałam, zarumieniłam i jak to ja, w sytuacjach stresowych, zaczęłam się pocić. Przeżegnałam się i wyszłam z kościoła. Nie dość, że wróciłam z plamami od potu do domu, to jeszcze zaraz mama wypytywała mnie, co narobiłam w kościele, bo znajoma do niej dzwoniła. 
Ech, te uroki mieszkania na wsi.

#KTZGQ

W szkole byłem wyzywany, bity przez rówieśnika. Dopiero pójście do innych szkół zakończyło ten koszmar.
Mam też 12-letniego syna. Niedawno go przyłapałem na dokuczaniu młodszemu dziecku, wyzywał je i bił.

Dostał karę, dość surową, a potem wytłumaczyłem mu wszystko. Choć zrozumiał, nie jestem w stanie dalej patrzeć na niego  tak samo jak przed zobaczeniem, jak się zachowuje, gdy nikt nie widzi.

Pamiętajcie. Jeśli byliście dręczeni, to nie pozwalajcie, by komuś robiono to samo. Nikt nie chce przez to przechodzić.

#4kXKK

Jestem agentem ubezpieczeniowym pracującym dla jednej z wiodących firm w tej branży. Codziennie stawiam się na umówionych spotkaniach i wciskam ludziom różnego typu polisy. Praca jest dość nudna i raczej rzadko kiedy trafiają mi się jakieś spektakularne przygody. A jednak wczoraj zaliczyłem najbardziej żenującą wtopę w swojej karierze.

O godzinie 15:00 stawiłem się pod podanym mi adresem. Był to jednorodzinny domek w jednej z zamożniejszych dzielnic mojego miasta. Ładna furteczka, a za nią jeszcze ładniejszy ogródek. Ding, dong! - dzwonek do drzwi. Wrota się otwierają, a tam stoi wyjątkowo piękna kobieta. Lat może 30 z lekkim hakiem. Długie nogi, duży biust, idealna figura i uroczy, perłowy uśmiech. Onieśmieliłem się jeszcze na wycieraczce...
Usiedliśmy na fotelach w salonie. Otworzyłem moją walizkę i wyciągnąłem stos dokumentów w kopercie. Serce waliło mi jak Najman o matę i bałem się nawet spojrzeć na swoja klientkę (nigdy mi się to nie zdarzyło!). Cóż - od paru lat jestem singlem i chyba moja podświadomość dawała mi znać ("Zagadaj do niej! Zaproś na kawę! Poświruj!"). Ręce mi się trzęsły i PAC! - dokumenty rozsypały się na małym stoliku ze szklanym blatem.

- Oj, przepraszam! - mruknąłem i zacząłem papierzyska składać do kupy, kątem oka zerkając na siedzącą na fotelu obok klientkę, która właśnie raczyła się gorącą herbatą, trzymając nogę na nodze.
Kiedy szarpałem się dokumentami zobaczyłem, że źródło mojego onieśmielenia nagle stawia nogę na ziemi. Kojarzycie ten słynny motyw z "Nagiego Instynktu"? Poczułem jak wulkan hormonów uderza mi do łba.
I wtedy usłyszałem jej głos:
- A może pójdziesz ze mną do łóżka?
Zastygłem z umową polisy ubezpieczeniowej w garści. Gapiąc się tępo w jeden z przecinków, analizowałem informacje, która właśnie dotarła do mojego mózgu. O losie najsłodszy, po takim czasie wreszcie się do mnie uśmiechnąłeś. Ogar! Ogar! Rozegraj to po męsku. Nie bądź mięczakiem. Kim jesteś!? Jesteś zwycięzcą! Samcem alfa! Maczo nad maczami!
Powoli, niby od niechcenia, odłożyłem kopertę z dokumentami na stolik i odwracając głowę w stronę mojej rozpasanej klientki rzekłem:

-Tak, z dziką chęcią pójdę z tobą do łóżka!

I kiedy już głęboko patrzyłem w te drapieżnie zielone oczy, zorientowałem się, że u boku damy moich marzeń stoi mały, góra trzyletni, dzieciaczek, który trąc sobie piąstkami świeżo obudzone oczęta, najwyraźniej właśnie wyrwał się z objęć Morfeusza. Dotarło do mojego móżdżku, że pytanie nie było skierowane do mnie, ale do malucha, któremu najwyraźniej dzwonek do drzwi przerwał drzemkę.
Umowy nie podpisałem, a dalsza część spotkania była przeprowadzona w wyjątkowo niezręcznej atmosferze.

Nie chcę do bunkra. Mam swoją piwnicę...

#bUsIJ

Codziennie jadę do szkoły i z niej wracam autobusem do domu. Tak było też tydzień temu, gdy po szkole miałam jeszcze korepetycje z matematyki i uradowana, że zaraz będę w cieplutkim domu czekałam na autobus. Godzina 17, ciemno jak w środku nocy, wiatr wieje, powoli zamarzam. Kiedy autobus spóźniał się już 30 min sprawdziłam na aplikacji która łączy się w pewien sposób z autobusami i podaje ich opóźnienie. "Cudownie, poczekam jeszcze 40 min!".

Dzwonię do taty czy może mógłby mnie podwieźć. Trochę marudzi ale się zgadza. Czekam na przystanku-pętli i wyczekuję wysokiego, bordowego auta. Po chwili owe auto nadjeżdża i krąży wokół "wyspy" koło przystanku tak jakby kogoś szukając. Tak więc ja podskakuję wymachując rękami w jego stronę. Może mnie tatuś nie widzi. Auto nadal krąży, ja już wychodzę z siebie i nie wiem jakie znaki mam pokazywać, by w tych ciemnościach mnie dostrzegł. Skaczę, macham siatką, można powiedzieć, że zachowuję się trochę idiotycznie.

Nagle dzwoni do mnie telefon, na ekranie: Tata. Odbieram. "No córcia przepraszam, że się spóźnię, ale stoję w korku, będę za 5 minut".
Przestaję skakać i jak gdyby nigdy nic stoję sobie w ciszy i spokoju na przystanku.
Dodaj anonimowe wyznanie