#cW9bB

Ostatnio po szkole ja i moja przyjaciółka (i jednocześnie dziewczyna, z którą żyję w friendzonie) poszliśmy do mojego domu obejrzeć film. Nie wiem, co sobie myślałem. Może, że w końcu wyznam jej to, że jeszcze od czasów gimnazjalnych mi się podoba?
 
Kiedy ja przygotowywałem film i przekąski, A poszła do łazienki, a po chwili wróciła... ze stanikiem w ręce (oczywiście bluzkę nadal miała na sobie). Usiadła obok mnie i chwyciła moją rękę, prowadząc ją na swój biust. Ja zszokowany, w siódmym niebie. Co mam dalej robić? Wtedy wywiązał się między nami taki dialog:
A: No popatrz, jaki mam mały biust. Same kości, a przecież nie jestem taka chuda...
Ja: Nie przesadzaj. Dla mnie jest w porządku.
A: Mój przyszły chłopak mnie chyba wyśmieje! W ogóle to jest niesprawiedliwe, że ja jedyna z rodziny tak mam.
J: Słuchaj, dla mnie rozmiar nie ma w ogóle znaczenia. Dla mnie jesteś świetna, a jak chłopak będzie patrzył tylko na twój wygląd, to nawet nie ma sensu tracić czasu.
A: Ojeju... dlaczego nie ma więcej takich chłopaków jak ty? Dziwię się, że jeszcze nie znalazłeś sobie dziewczyny.

Po czym uwolniła się z mojego objęcia (tak, przez cały czas trzymałem ją za biust...) i jak gdyby nigdy nic oglądała ze mną film, podczas gdy ja, o dziwo, byłem bardziej zszokowany niż podniecony.

Zabijcie mnie.

#p7Vcq

W historii nie ma nic anonimowego, ale chciałam sprawdzić jakie jest zdanie innych, jeśli chodzi o takie zachowanie

Tytułem wstępu, w Kanadzie popularne są restauracje "all you can eat" czyli wchodzisz, dostajesz tablet, klikasz pozycje które chcesz zamówić, kelner przynosi, zjadasz i zamawiasz dalej, a dzięki urządzeniu z kelnerem nie trzeba w ogóle rozmawiać, mimo tego że przychodzi nawet kilkanaście razy w ciągu jednego wieczoru, co jest istotne dla historii.

Byłam tam niedawno ze znajomymi. W pewnym momencie do środka weszła rodzina (rodzice z synem na oko 10 letnim) i usiedli przy stoliku obok, syn w słuchawkach, matka tak samo, tylko ojciec zainteresowany jako tako otoczeniem, nawet telefonu w ręce nie miał. W pierwszej chwili pomyślałam, że ściągną słuchawki za chwilę, ale nie, tablet w dłoń, zamówienie przychodzi do stolika, a mama i synek nadal w słuchawkach z twarzami w telefonach (oczywiście ani słowa do kelnera, nawet dziękuję) zjadają, zamawiają kolejne dania i tak pół godziny.


Tata siedzi bez telefonu i w ogóle bez niczego, patrzy w dal i spokojnie je obiad. Jak się to skończyło, nie wiem bo wyszliśmy przed nimi, ale nie sądzę że ktoś z nich odłożył telefon i zaczął z tatą/mężem rozmawiać. Szkoda tego pana, ale z drugiej strony on w ogóle nie zareagował. Nie powiedział nawet słowa. 

Wiem, że zdarza się zobaczyć przyjaciół czy parę na randce, wpatrzonych w telefony i dukających coś do siebie od czasu do czasu, ale z czymś takim spotkałam się pierwszy raz.

Myślałam żeby wrzucić na piekielnych, bo chciałam poznać opinię innych, co myślicie? czy spotykacie się z takim widokiem? ale w sumie nikomu krzywdy nie robią, tyko smutne to trochę. A może w Polsce jeszcze nie poszło to tak daleko?

#rt3os

Zacznę od tego, że kilka lat temu związałam się ze sporo starszym mężczyzną. Ja miałam wtedy 21 lat, on 35. (Zawsze lubiłam starszych facetów.) Piotr był cudowną osobą, nigdy się z nim nie nudziłam, jeździliśmy razem na wczasy, w łóżku było obłędnie, kochałam go jak nikogo wcześniej. Po około półtora roku związku zaczęliśmy planować wspólną przyszłość, były nawet wzmianki o ślubie. Byłam taka szczęśliwa. Jednak pewnego dnia otrzymałam SMS od Piotra o treści "Nie możemy być już razem, przepraszam." 

Dosłownie zwaliło mnie z nóg, nie wiedziałam co robić. Dzwoniłam i pisałam do niego przez trzy tygodnie, byłam w jego firmie, powiedziano mi tam, że wyjechał i nie wiadomo kiedy wróci. Załamałam się, przez pół roku żyłam jak warzywo. Gdy skończyłam studia udało mi się zatrudnić w biurze architektonicznym, w którym zawsze chciałam pracować. Poznałam tam jednak Hannę. Od początku była dla mnie bardzo nie miła, kiedy tylko miała okazję próbowała mi zaszkodzić, nieraz przechodząc obok niej słyszałam jak mówi cicho różne wyzwiska w moją stronę. Cały czas próbowałam dowiedzieć się o co jej chodzi. Po kilku miesiącach, na zebraniu wykrzyczała mi przy wszystkich, że jestem dziwką i ona wie o moim romansie z jej mężem, po czym wybiegła z sali. Zamurowało mnie, nie miałam pojęcia o czym mówi, wszyscy sie na mnie gapili. 

Następnego dnia podeszłam do niej i powiedziałam, ze nigdy nie byłam z żonatym mężczyzną i że musiała mnie z kimś pomylić po czym ona wyciągnęła telefon i pokazała mi zdjęcia mnie i Piotra w restauracji na których się obejmowaliśmy i całowaliśmy. Byłam w szoku. Okazało się, że te zdjęcia zrobiła nam jej siostra, która przez przypadek nas razem zobaczyła. Piotr powiedział Hannie, że to był dwumiesięczny romans i że się zapomniał bo mieli wtedy problemy a na dodatek ja wiedziałam że on ma żonę. 

Nie mogłam w to uwierzyć. Ale powiedziałam jej jak było, pokazałam zdjęcia, smsy. Ona też była w wielkim szoku. Po skończeniu pracy pojechałyśmy do ich domu. Gdy go zobaczyłam aż mi się zakręciło w głowie, on chyba prawie dostał zawału jak nas zobaczył. Na początku się wykręcał, kłamał ale w obliczu dowodów w końcu się przyznał a na dodatek powiedział, że często miewa romanse z młodymi dziewczynami bo potrzebuje przygód, a że każda oczekuje poważnych deklaracji to mydli im oczy a potem zostawia.

Z Hanną przyjaźnie sie do dziś, przeprosiła mnie, wyrzuciła niewiernego męża, który jak się okazało był z nią tylko ze względów finansowych ( "jego" firma była tak naprawdę firmą jego teścia, który dał mu pracę i obsadził na wysokim stanowisku.) Z tego co wiem został z niczym bo wszystkie pieniądze wydawał na kochanki. Ostatecznie wyszłam za brata Hanny, jestem w ciąży, ona też ma wspaniałego narzeczonego. Ale początku naszej znajomości nie zapomnę nigdy.

#2zoOa

Moja babcia ma już ponad 80 lat. Tematem do rozmów jest u Niej Kościół i Księża.

Ostatnio ich proboszcz zrobił doktorat z nauk teologicznych. Oczywiście babcia musiała przekazać mi tę informację, chociaż nie do końca tak jak się spodziewałam...
Babcia: - Nasz ksiądz proboszcz zrobił doktora, mówił na mszy ostatnio. Łooooj muszę się wybrać teraz jakoś do niego, bo tak mnie duszności łapią, w krzyżu łupie i poty oblewają, może by mi jakie tabletki przepisał albo maść chocioż....

Zajęło mi chwilę, żeby powstrzymać wybuch śmiechu i parę minut, żeby wytłumaczyć babci, że ich proboszcz nie został lekarzem i nie może jej wystawić recepty 😂

#yPR6C

Jestem z natury szczupłą dziewczyną. Od dzieciństwa mam bardzo szybką przemianę materii. Co prawda nie lubię się obżerać, ale jem też racjonalne porcje, tyle, aby poczuć się sytą, a nieobjedzoną. Do tego przychodzi delikatna budowa ciała. No i w tym momencie zaczyna się mój "dramat".

Od kilku lat słyszę, że jestem za chuda, że powinnam przytyć. "Ale pani drobniutka", "je coś pani?", "jak wiatr zawieje, to panią przewróci" - takie komentarze zdarzają się co jakiś czas. Co najśmieszniejsze, nie jestem chuda. Mam ciałko, piersi i przy okazji sporą pupę. Po prostu jestem drobnej budowy. Od liceum bolą mnie te przytyki na temat domniemanej chudości. Nie jem ogromnych ilości, ale nie zdarza się, abym chodziła głodna. Staram się przytyć, ale jest to wręcz niewykonalne, jednak schudnąć, gdy zachoruje - nie ma problemu. Temat wydaje się błahy, że stereotypowo każda kobieta o tym marzy. To błąd. Gdy cały czas słyszy się, że jest się za chudym to po jakimś czasie zaczyna boleć. Zaczyna się widzieć, że ma się problem, że jest się nieatrakcyjnym. Zaczyna się tego nienawidzić. Ja w pewnej chwili miałam moment załamania i się obżerałam. Na szczęście coś we mnie pękło i postanowiłam zwalczać ogień ogniem. Jeść zdrowo i tyle ile potrzebuje i cieszyć się tym, że noszę rozmiar S (XS jest za małe!). Tak jak mówiłam - postanowiłam zacząć na takie przytyki odpowiadać.

Moment przełomowy nastąpił po wyjściu do baru z koleżankami. W pewnym momencie jedna z nich (nie po raz pierwszy) powiedziała, że jestem taka chudziutka, że mogłabym troszkę przytyć... Na co ja przy całym towarzystwie powiedziałam, że ona jest za to gruba i mogłaby schudnąć, bo przytyła. Koleżanka zrobiła oczy jak spodki i uciekła do łazienki, a ja dostałam ochrzan od reszty, jak tak mogłam powiedzieć. Co, powiedzieć chudemu, że jest za chudy to okej, ale grubasowi, że jest gruby już nie? Olałam je i teraz jak ktoś dalej mi wypomina moją wagę (pomimo prośby z mojej strony, aby przestał) w tym momencie odgryzam się chamsko na temat jego wyglądu. Może trochę ostro, ale po latach może się człowiek już wkurzyć. Nie chodzi mi o komplementy, że mam fajną figurę (zdarzają się), ale o przytyki, które miały być przytykami. My, "chudzi" wiemy o tym, że mało ważymy i do cholery nie trzeba nam tego wypominać, bo po jakimś czasie może się człowiekowi zrobić naprawdę przykro. A "grubasy" niech przestaną być hipokrytami. Amen.

#n7sdv

Kiedyś miałem strasznie zły dzień!
Wkurzony wsiadłem w auto i pojechałem sam nie wiem gdzie i po co.
Po drodze wpadł mi do głowy pomysł, by zrobić jakiś dobry uczynek... Ni stąd, ni zowąd, poboczem drogi bez chodnika idzie starszy pan, lekko utykając na nogę...
Zatrzymałem się i pytam, czy go gdzieś nie podwieźć.
Starszy pan się uśmiechnął i powiedział "Z nieba mi spadłeś, młody człowieku", wsiadł i poprosił, bym zawiózł go do drugiej wioski na cmentarz, bo chce tam zapalić znicze.
Jak poprosił, tak zrobiłem.

Po drodze fajnie nam się rozmawiało, choć były to raptem cztery kilometry.
Zapytał mnie, ile wezmę za podwiezienie.
Odparłem, że nic nie chcę, że będzie to taki mój dobry uczynek.
Po dojechaniu na miejsce pan po raz kolejny się uśmiechnął, uścisnął mi dłoń i życzył wszystkiego co najlepsze, dodając: Dobro do ciebie wróci.

Uwierzcie mi, przez całą resztę dnia uśmiechałem się sam do siebie.
Jak to niby zwykły gest potrafi poprawić humor ;)

#zzLpb

W wieku 5-6 lat miałam żółwia wodnego. Chciałam koniecznie się nim pochwalić młodszemu kuzynowi. Wyjęłam więc żółwia z akwarium, wzięłam na ręce, lecz on miał schowaną głowę i nie był dobrze widoczny. Wtedy pokazałam mu język, z czystej przekory. Nagle żółw w błyskawicznym tempie wysunął głowę i ugryzł mnie... w JĘZYK!

Nie wiem czy wiecie, ale żółw ma uzębienie podobne jak wąż, więc mój język zaczął momentalnie krwawić! Kuzyn pobiegł do moich rodziców i zaczął tłumaczyć, że żółw ugryzł mnie w język. Rodzice mu nie uwierzyli, myśleli, że źle go zrozumieli, no bo niby w jaki sposób mógł mnie ugryźć żółw, zwłaszcza w język. W końcu mama przyszła zobaczyć, o co chodzi. Gdy zobaczyła, mnie zakrwawioną, natychmiast zdecydowała że pojedziemy na pogotowie.

Jakie było zdumienie lekarzy, gdy usłyszeli tę historię... Nie mogli wręcz uwierzyć, gdyż w całej ich karierze zawodowej nie słyszeli o takim przypadku. Owszem w palec, w nogę mógł ugryźć żółw, ale w język?! Kto to słyszał?! Na szczęście wszystko dobrze się skończyło.

PS. Nie pokazujcie języka - żółw ma na tym punkcie bzika. :D

#kCZIa

Kiedy byłam na studiach, razem z moimi znajomymi z grupy pojechaliśmy na tygodniowy wypad do jednego z nadbałtyckich kurortów. Po ciężkim roku studiów był to czas kiedy wszystkie zawory puszczają i biedna studencina może poczuć, że żyje.
Przez trzy wieczory upajałam się więc życiem. Życiem w kufelku piwa, lub też serwowanymi przez kolegów formami życia zaklętymi w mocnych drinkach na bazie wody ognistej ze źdźbłem trawy w butelce.
Po takim maratonie potrzebowałam odpoczynku bardziej niż kiedykolwiek. Był akurat piękny, słoneczny dzień, więc założyłam bikini, wysmarowałam skórę kremem z blokerem, wzięłam ręczniczek i w klapkach poczłapałam, półprzytomna, na plażę. Uwaliłam się na brzuchu i momentalnie zasnęłam.
Musicie wiedzieć, że moje bikini było wiązane na sznureczki. Stanik związywało się na plecach, natomiast majtki miały węzełki na biodrach. Kiedy tak sobie spałam, reszta moich znajomych obudziła się po nocnym melanżu i również wpadła na pomysł ekspedycji na plażę. Przyszli więc i zastali tłum ludzi (jak to w nadmorskich kurortach). A po środku tej chmary leżałam sobie nieprzytomna ja.
Jeden z moich szanownych kolegów, widząc, że nie za bardzo kontaktuję, postanowił zrobić mi numer i rozwiązał oba węzełki od mojego kostiumu, a następnie bezszelestnie wyciągnął bikini spod mojego ciała. Leżałam więc na ręczniczku z gołym dupskiem wystawionym na widok publiczny.
Moi znajomi trochę się ze mnie pośmiali, zrobili kilka zdjęć, a następnie odczuwszy ogrom swego kaca, rozleźli się. Część poszła się kąpać, któryś tam poleciał kupić lody, a koleżankę wysłali po chmielowe lekarstwo typu "klin".
Ja tymczasem zaczęłam wracać do życia. Nie było już mi zbyt wygodnie na brzuchu, więc przewróciłam się na plecy i przez parę minut wierciłam się szukając wygodnej pozycji na kontynuowanie snu. Obudził mnie jednak śmiech plażowej gawiedzi.
Kiedy otworzyłam moje przekrwione oczy zauważyłam, że wszyscy się na mnie gapią. Doszłam jednak do wniosku, że wkręcam sobie coś i że pewnie mają polew z tego, że przez ostatnie minuty wiłam się na tym piachu jak jakiś węgorz wyciągnięty z wody.
Potwornie chciało mi się pić, więc po paru minutach dochodzenia do siebie, podniosłam się, zwinęłam ręczniczek, założyłam klapki i polazłam do wyjścia z plaży, przepychając się przez tłum szczerzących się do mnie urlopowiczów.
Gdzieś tak w połowie drogi kamyczek wpadł mi do klapka, więc oparłam sobie nogę o jakiś pieniek i zaczęłam gmerać między palcami, aby pozbyć się intruza. Wtedy usłyszałam głos z tyłu:
- Chyba coś zgubiłaś, mała.
To był jakiś chłopak. Myślałam, że mówi o kamyku, który właśnie wyrzuciłam. Okazało się, że od dłuższej chwili gapił się na mój goły, wypięty tyłek. Miał widok na detale w HD.

Do namiotu wróciłam szlochając. Okryta ręczniczkiem i łopianami...

#60y7R

Cierpię na depresję i zaburzenia lękowe. Moi rodzice mają po 60 lat. Najbardziej boję się tego, że być może nie zostało im dużo życia i że ich stracę. Wiem, że powinnam cieszyć się każdą chwilą z nimi spędzoną, jednak myśli o ich śmierci wręcz mnie prześladują. Nie mogę sobie z tym poradzić.

#EuPMM

Jak miałam z 16 lat, mama pozwoliła mi chodzić na dyskotekę. Razem z koleżanką i jej straszą siostrą, najpóźniej o północy musiałam być w domu. Co tydzień w ramach przygotowań depilowałam okolice intymne, bo liczyłam, że ktoś będzie chciał, mówiąc wprost, mnie przelecieć.

Po kilkunastu latach nie wiem, co było gorsze. To, że chciałam w ten sposób przeżyć swój pierwszy raz, czy to, że nigdy nie chciał nawet mocno pijany "Sebek".
Dodaj anonimowe wyznanie