Nigdy się nikomu do tego nie przyznam.
Gdy miałam już skończone 18 lat, zrobiłam pozwolenie na broń. Wiecie, tata myśliwy, więc i ja złapałam zajawkę. Gdy skończyłam 20, zrobiłam też pozwolenie na broń krótką i kupiłam glocka.
Od małego dzieciaka wychowywałam się z kotem Pistacją. Kochałam tego kota nad życie, myślę, że bardziej niż kogokolwiek. Rano wychodząc znalazłam kota pod domem, był rozszarpany przez psa. Wpadłam w krzyk i płacz, rok chodzenia do psychiatry i terapeuty. Pies, który był temu winny, to pies sąsiadów. Nie trzymali go w kojcu, czasem puszczali wolno. Pies zagryzał kury sąsiadów, koty czy inne mniejsze stworzenia. Gdy moja siostra była młodsza, chciał zaatakować i ją. Pewnej nocy miarka się przebrała, wiedziałam, że pies w nocy biega po polu za domem. Więc wyszłam i zwyczajnie w świecie go zastrzeliłam. Zakopałam za domem i wróciłam do domu umyć się i spać.
Awantura wybuchła w całej wsi, nikt się nie przyznał, ale każdy w głębi duszy był wdzięczny. Może to i nieludzkie, ale takie psy nie powinny być wypuszczane.
Mam 16 lat i nie mogę już się doczekać, aż się wyprowadzę od rodziców. Mam do nich żal za to, jak wyglądało moje dzieciństwo – pełne nerwów, kłótni i krzyków. Potrafili wyzywać się od najgorszych, przeklinać (również przy mnie, nawet gdy byłam jeszcze mała), a następnego dnia zapewniać się nawzajem o swojej wielkiej miłości. Do mnie też się wydzierali – bo np. pobrudziłam buty na placu zabaw.
Nie byliśmy i nie jesteśmy biedni, wręcz przeciwnie, mój ojciec dobrze zarabia. Mam więc markowe ciuchy i drogi telefon, choć z drugiej strony przez te wszystkie lata nie mogłam doprosić się o wymarzone lekcje jazdy konnej, bo podobno „nie stać nas na głupoty”. Ale rower musiałam mieć taki za 8 tysięcy, bo inne dzieci mają mi go zazdrościć. A potem tata darł się na mnie, bo przebiła mi się w nim opona. Wiecie co? Bałam się wrócić do domu i o tym powiedzieć, i słusznie. Miałam niezłą awanturę, bo: „Czy ty zdajesz sobie, k*rwa, sprawę, ile ten rower kosztował?!”. Miałam osiem lat...
Moimi ocenami przejmują się tylko dlatego, żebym nie przyniosła im wstydu. Nigdy nie pytali mnie, co chciałabym w życiu robić. Nie, mam iść na medycynę, prawo, ewentualnie architekturę, bo inne kierunki to wiocha. I wcale ich nie obchodzi, że na tych kierunkach sobie nie poradzę – nie jestem mocna z przedmiotów ścisłych, z chemią czy fizyką to już w ogóle ledwo sobie radzę. Jak zebrałam się na odwagę i powiedziałam ojcu, że chciałabym chyba pracować z dziećmi, może w przedszkolu, może jako terapeuta zajęciowy albo psycholog, to usłyszałam, cytuję: „Po*ebało cię do reszty, co to za zawód w ogóle! Ile ty tam zarobisz?!”. Jakby tylko to się liczyło!
Tak, pieniądze i pozory zawsze były dla moich rodziców priorytetem. Według nich jestem szczęśliwa, bo zarabiają na mnie. A ja ryczę wieczorami, bo czuję się w cholerę samotna. Nigdy, NIGDY nie byliśmy na wspólnej wycieczce, choćby na głupim spacerze po parku. Nawet na zakupy zawsze mama jedzie sama. Weekendy spędzamy w domu, każdy osobno. Oni są zawsze zmęczeni. Tak jest odkąd pamiętam. Nigdy nie czytali ze mną książek. Czasem zabierali mnie na plac zabaw obok naszego domu, ale to tylko gdy byłam mała. Zwłaszcza tata praktycznie nigdy nie spędzał ze mną czasu. Większość moich wspomnień z nim związanych to jego wrzaski na mnie, a według niego jest super ojcem, bo nigdy mi niczego nie brakowało i kupował mi mega drogie zabawki. Tylko co z tego, skoro nie miałam nigdy jego uwagi?
Mieszkam na wsi niedaleko popularnej atrakcji turystycznej dla dzieci. To co wyprawiają ludzie przyjeżdżający tutaj jest tragedią. Najgorsi są ludzie na warszawskich rejestracjach. Oczywiście nie wszyscy, ale najbardziej we znaki daje się Warszawa.
Czas żniw. Wiadomo – wolno jadące kombajny, ciągniki z przyczepami, prasy. Raczej standard. Tą samą drogą przez wieś jeżdżą rodziny do wspomnianej atrakcji turystycznej. Ich zachowanie jest co najmniej skandaliczne. Trąbienie i wyzywanie ludzi, którzy nieraz od 4.00 rano żniwują. Tak, wyzywają rolnika, bo ma czelność wykonywać swoją pracę... Brak zachowanej odległości, ogromna prędkość. Kto jedzie przez wieś 100 km/godz., gdzie jakieś zwierzę gospodarskie może wyskoczyć? W dodatku oni jadą razem z dziećmi...
Czasami myślę, że dla takich ludzi chleb powinien być bardzo drogi.
Mieszkam tymczasowo u mamy. Wczoraj wieczorem poszłam do łazienki i zapytałam, czy mogę umyć sobie zęby jej pastą. Zapytałam ją o to, bo kątem oka spojrzałam i widziałam, że to jakiś niemiecki specyfik, a że mama ma protezy, pomyślałam, że to jakaś specjalna pasta do jej zębów, no ale jak pozwoliła, to OK.
Nakładam na szczoteczkę, zaczynam szorować 2-3 razy. Zaczynam czuć się dziwnie, patrzę na opakowanie...
To nie była pasta do zębów. To był krem do stóp...
Tak więc... Jestem na swojej imprezie pożegnalnej z pracy, na której zjawiłam się tylko ja.
#foreveralone ;__;
Wszystko zaczęło się od krótkiego piczosmyrka, który mi zakwitł pod nosem, kiedy przez kilka dni przestałem się golić. Równocześnie z szorstkim wąsiwem rosło mi okazałe brodzisko. Trochę to trwało, ale wreszcie po jakimś roku zapuszczania, moja twarz okraszona była krzaczorem godnym kanadyjskiego drwala. Nie powiem - przywiązałem się, więc dzień, w którym postanowiłem zredukować swoją męskość o połowę i pozbyć się zarostu, był dla mnie dość smutny. Pocieszała mnie tylko randka, którą miałem odbyć za dwie godziny.
Wyciągnąłem z szafy moją starą, maszynką elektryczną odziedziczoną po starszym bracie, który to artefakt przodków przekazał mu nasz ojciec. Szmelc ten nie służył mi przez ostatnie kilkanaście miesięcy, ale nadal był na chodzie. Za jego pomocą zgoliłem całą brodę, a następnie zacząłem bawić się w stylistę.
Najpierw był wąs typu "podkówka", czyli taki, jakiego nie powstydziłby się teksański harleyowiec. Potem była napuszona wąsina a'la towarzysz Bolek. Na koniec zostawiłem sobie klasyk wśród klasyków, czyli mały pędzelek Adolfa Hitlera. Hi hi, ha ha. Porobiłem miny do lustra, zrobiłem sobie kilka zdjęć, czas kończyć operację. Odpaliłem maszynkę a tu smętne BZZzzzz... i cisza. Baterie padły, a kabla sieciowego brak! Paluszki. Może w pilocie? Nie ma, przecież ostatnio do latarki w rowerze przekładałem! Rower! Zostawiłem go w pracy. Szybkie poszukiwanie alternatyw nic nie dało. Pozostał tylko sklep. Randka niedługo, trzeba działać. Wskoczyłem w jakieś spodenki, narzuciłem bluzę i pobiegłem po baterie do najbliższej Żaby, starając się unikać zaciekawionych spojrzeń przechodniów. W środku spora kolejka. Stałem więc sobie usiłując połowę mojego nazistowskiego ryja ukryć pod bluzą. I nawet chyba częściowo mi to wychodziło, bo nikt nie zwracał na mnie większej uwagi. Do momentu.
Usłyszałem za sobą dźwięk starej Nokii. Ktoś popukał mnie po ramieniu. Jakiś starszy pan w wyleniałym kaszkiecie śmierdzącym kulką na mole. Podał mi swoją komórkę i głośno rzekł:
– Herr Fuhrer! Goebbels do pana!
Cały sklep w śmiech.
Mein Gott. Jeszcze nigdy nikt mnie tak nie upokorzył...
PS Randka tego dnia i tak nie wypaliła.
Mam prawie 18 na karku, mieszkam już tylko z rodzicami, brat poszedł w swoją stronę. Nie czuję się w pełni szczęśliwa, niby mam wszystko, a jednak brakuje mi podstawowych rzeczy, takich jak własny pokój i łazienka. Moi dziadkowie zapomnieli o mamie i nie przepisali na nią działki, na której już stał nasz dom, rodzice mieli dobudowywać sobie wszystkie pomieszczenia, jak sytuacja prawna się ureguluje. Niestety od 20 lat żyją w takich warunkach. Kąpiemy się w misce, sikamy do wiaderka, a ja mam z nimi pokój. Dostaję pieniądze z 800 plus i leżą w szufladzie. Miały być na łazienkę, ale tata powiedział, że nie kiwnie palcem, bo w każdej chwili mogą nas stąd wyrzucić i sprzedać to komuś innemu. Chciałabym mieć chociaż własny kąt, gdzie mogłoby stać tylko łóżko i głupia szafa, no i łazienkę, przecież to nie luksus.
Nikomu nie mówię, w jakich warunkach mieszkamy, bo zwyczajnie mi wstyd.
Mam 21 lat i jestem samotną matką, mam faceta, który nie jest biologicznym ojcem małego. Mój syn ma 2 latka i siedzę z nim sama całymi dniami. Nie potrafię go kochać, nie potrafię się z nim bawić, cały czas mnie tylko denerwuje każdym swoim zachowaniem, nawet jak się przytula... Wszystko związane z nim mnie drażni, nie mogę nigdzie sama wyjść, odpocząć, cały czas się czuję jak na łańcuchu. Nie chcę go wychowywać, bo nie mogę sobie poradzić z tym... Ale też nie potrafię go oddać, zostawić. Sama wychowywałam się w domu dziecka i nie chcę, żeby moje dziecko się tam wychowywało ;-(
Anonimowo, bo wstyd się przyznać do tego, jak jestem traktowana. Wie o tym tylko mój mąż.
Pięć lat temu wyszłam za mąż, niestety z braku pieniędzy zdecydowaliśmy się tyko na ślub cywilny. Jeszcze przed ślubem teściowa dawała mi znaki, że mnie nie lubi, grzebała w moich rzeczach, sprawdzała mój telefon, czytała SMS-y i podsłuchiwała moje rozmowy z mężem czy też przez telefon. Przez tę babę jestem wrakiem człowieka. Opowiadała ludziom niestworzone rzeczy na mnie. Było też:
– chowanie naszemu dziecku smoczków (robiła to tylko i wyłącznie po złości, bo wtedy mały płakał i nie mógł zasnąć bez smoczka, miał wtedy pół roku)
– uczenie dziecka na siłę chodzenia, co skończyło się rozciętymi ustami, bo wg niej najlepiej dziecko puścić i samo się nauczy chodzić
– podbieranie moich rzeczy (kosmetyki)
– oszukiwanie na pieniądzach (w rachunkach, które płaciliśmy na pół)
– wyłączanie mi światła (np. ona gdzieś jechała i wyłączała gdzieś w liczniku (chyba) mi prąd, włączała, kiedy jej się podobało)
– niszczenie moich rzeczy (łamanie kwiatów, porysowanie samochodu)
– zakręcanie wody
– kradzież moich rzeczy (ukradła mi dwa telefony, nie przyznała się, ale ja widziałam, jak to robiła).
Byłam głupią dziewuchą, która sobie na to pozwalała i jej to wybaczała, więc ona robiła, co jej się żywnie podobało. Najgorsze było nastawianie męża przeciwko mnie, a on dawał sobą manipulować! Nie chciał wierzyć, że jego kochana mamusia źle mnie traktuje. Ale się doigrała.
Ostatnio powiedziała, że jestem szmatą, która dawała każdemu (przed mężem miałam tylko jednego partnera, mąż jest drugim i ostatnim), zwyzywała mnie od najgorszych, zmieszała z błotem. Poczułam się jak śmieć. Jednak miała pecha, bo akurat rozmawiałam z mężem na Messengerze i pierwszy raz świadkiem takiej sytuacji był mój mąż. Po tylu latach męki w końcu mąż zobaczył i uwierzył mi, a nie jej, w końcu jest za mną. I wiecie co? Nie będę się mścić, wystarczy, że będę szczęśliwa, bo to ją najbardziej boli, moje szczęście :)
PS Jeszcze rok i w końcu się stąd wyprowadzimy.
Ostatnio obudziłem się bardzo przejęty tym, że nie zdam do następnej klasy. Siedziałem tak jeszcze na łóżku z 10 minut i myślałem co tu zrobić, by zdać.
Potem uświadomiłem sobie, że mam 25 lat i jak nie zacznę się zbierać, to spóźnię się do pracy :D
Dodaj anonimowe wyznanie