#HJTOP

Mój kot łyka wszytko jak młody pelikan. Bezustannie krąży wokół lodówki w nadziei, że ta chłodząca skrzynia uchyli się przed nim. Moja 13-letnia kuzynka, która pod moją nieobecność miała zająć się kotem, została poinformowana, iż kicia powinna trzymać się z dala od lodówki, w trosce o swoje zdrowie (waga dorodnej świnki). Poprosiłam ją również, aby odpowiednio ukarała go, gdy jej nie posłucha. Nie wiem co miała w głowie, ale gdy kot nie zachował się odpowiednio, zamknęła go w lodówce. Wyobraźcie sobie, że siedział tam aż 5 godzin. Biedaczek prawie zamarzł na śmierć. Oczywiście zawiozłam go do weterynarza i kociego fryzjera (zarośnięty był jak rower w pokrzywach, a ten typ nie za dobrze znosi zimno). Trauma została, kot do lodówki się nie zbliża.

#RrIZi

Kilka dni temu byłam na spotkaniu ze znajomymi. Z racji, że jeden kolega zdał prawko i dostał samochód, planowaliśmy pojechać gdzieś dalej. Kamil (imię zmienione) od początku uważał, że jest świetnym kierowcą, bo zdał prawo jazdy za pierwszym razem. Trochę się bałam, ale uznałam, że zdanie prawka za pierwszym razem o czymś świadczy, więc jakoś pokonałam swój strach przed jazdą z nim.

W trakcie jazdy inny kolega wyciągnął z plecaka litrową butelkę wódki i podał Kamilowi, który wziął kilka łyków, prowadząc przy tym auto. Powiedziałam, że to niebezpieczne i ja się nie piszę na coś takiego. Zostałam wyśmiana, że jestem nudna, sztywna, nie umiem się dobrze bawić itp. W końcu powiedziałam stanowczo, że jest mi niedobrze, chce mi się wymiotować, i finalnie Kamil się zatrzymał. Zanim wkurzona trzasnęłam drzwiami, rzuciłam na odchodne, że jeszcze mi życie miłe i nie będę jechać z nietrzeźwym kierowcą. Pożegnali mnie salwą śmiechu i przypomnieli, że jestem nudna.

Do domu wróciłam na piechotę. Rodzice byli trochę źli, że o godzinie 22 chodzę sama po okolicy, ale wytłumaczyłam im, co się stało, że akurat tak postąpiłam.

Rano dowiedziałam się, że znajomi mieli wypadek. Kamil jechał za szybko, nie wyrobił na zakręcie i z dużą prędkością wjechał w drzewo. Zginął na miejscu. Chłopak, który siedział z przodu, zmarł w szpitalu po trzech dniach. Dwie dziewczyny, które z nimi jechały, również są w szpitalu. Wiem tyle, że jedna doznała poważnego urazu głowy i jest w stanie ciężkim. Tak zakończyła się ich wycieczka z tym „świetnym kierowcą”.

Boję się nawet pomyśleć, co mogłoby się stać ze mną, gdybym wtedy nie wysiadła. Niech to będzie przestroga dla wszystkich, by nie jechać z pijanym kierowcą.

#60TRA

Zostałam adoptowana w wieku 3 lat. Zawsze byłam tego świadoma.
Gdy miałam 7 lat, „mama” po jakimś moim wybryku popatrzyła mi w oczy i spokojnie powiedziała, że żałuje, że mnie adoptowali i najchętniej by mnie oddała z powrotem. „Tata” też tak często mówił. 
Przez nich żyłam z myślami samobójczymi od 7 do 20 roku życia. Teraz nie mieszkam z nimi i jest OK.

#2cXBN

Siedzę na łóżku, obok śpi dwójka moich dzieci – 4-letnia córka i 2-letni synek. Kocham ich nad życie, wszystko co robię, robię dla nich, ale nie mam już siły. Odmawiam sobie wszystkiego, nawet jedzenia, tylko po to, aby oni byli szczęśliwi. Nie pracuję, nie mogę znaleźć pracy, ponieważ na każdej rozmowie o pracę patrzą na mnie i zapewne myślą, jak to można tak zajechać się w wieku 30 paru lat. Tak, można... Przez leki i ciężką ciążę moje zęby, a raczej ich brak powodują, że nikt nie chce mnie zatrudnić. Szczerze nie dziwię się, każdy pracodawca chciałby, aby jego pracownicy prezentowali się jak najlepiej. A wiecie jak serce pęka, gdy córka się pyta: „Mamo, a dlaczego ty masz takie brzydkie zęby?”. Moim marzeniem jest je wyleczyć, ale nie mam na to pieniędzy. Chciałabym zacząć pracować, ale kto chciałby „takie coś” zatrudnić? Dorabiam sobie, ale to nie są duże pieniądze, 30, 50 niekiedy wpadnie 100 zł, ale i tak przeznaczam je na dzieciaki. Szukałam nawet pracy zdalnej, nikt nie musiałby mnie oglądać, ale każda praca, którą znalazłam, to jeden wielki fake. Teraz nawet nie mogę sprzedać butelek po piwie, bo w każdym sklepie chcą paragon, ja sama nie piję – mam traumę, dziadek był alkoholikiem, ale chodzę na spacery, butelek leży pełno. A co do męża... to może lepiej o nim nie wspominać, nie interesuje się dziećmi w ogóle, pieniędzy nie daje.
Tak że jakby ktoś chciał zatrudnić dojechaną mamę dwójki dzieci, to jestem chętna! Mogę robić cokolwiek, sprzątać, gotować – wszystko. Chcę zapewnić im dobre życie, a dostając co miesiąc 1600 zł (800+) i dorabiając max. 300 zł jest mi to ciężko zagwarantować, ale staram się z całych sił!
Wiem, że są osoby, które mają gorzej, chore dzieci, ja zawsze pomagałam innym osobom, a teraz jestem sama w potrzebie, a przez męża wszyscy się ode mnie odwrócili.
Mama P&P

#MCy9C

Marzysz o motocyklu. Nie za duży, nie za mały. Taki w sam raz na wypad za miasto czy też dojazdy do pracy. Udało ci się namówić żonę na klasę 125. Żonie nawet się podoba, dzieciakom tym bardziej. Uczysz się powoli jeździć, poznajesz nowe miejsca, nowych ludzi. 
Wracasz raz z pracy, po chwili budzisz się na ziemi. Nie czujesz nóg, reszta ciała boli jak cholera. Zdejmujesz kask, wypluwasz litr krwi, który uzbierał się w buzi. Krzyczysz. Będziesz słyszeć ten krzyk w głowie przez następne kilka tygodni. Podbiega do ciebie młody chłopak. Mówi coś o wypadku, karetce, ale nie rozumiesz tych słów. W tym momencie nic nie rozumiesz, tylko dalej krzyczysz, do końca sam nie wiesz dlaczego. Po chwili przyjeżdża straż pożarna, unieruchamiają cię, rozcinają nowiuśkie ubrania. Za nimi są już ratownicy. Lądujesz na noszach, wkładają cię do karetki, jedziesz na sygnale. Tracisz przytomność. 
Budzisz się wśród innych ludzi na noszach. Wszyscy stękają z bólu. Widzisz zapłakaną żonę. Nie czujesz nóg. Podchodzi do ciebie lekarz, pyta się, czy wiesz, co się stało. Wypadek. Kierowca samochodu myślał, że o tej godzinie nikt nie będzie jechał tą drogą i przejechał na czerwonym świetle. Efekt? Przerwany rdzeń kręgowy.
Dziękuję wszystkim za wspaniałe życie. Niestety, dla mnie ono się zakończyło.

#lLHBN

Kiedy byłem małolatem, często zachodziłem za skórę nauczycielom. Byłem wybitnie pyskatym i szczerym dzieciakiem. Kiedy coś mi się nie podobało, zamiast awanturować się, płakać czy wyładowywać frustrację na słabszych, głośno mówiłem, co leży mi na sercu.
To była chyba czwarta klasa podstawówki. Jak wszyscy wiecie, lekcje muzyki potrafią być dla jedenastoletniego szczyla prawdziwym nudziarstwem, kiedy belfer katuje uczniów Wagnerem czy innymi tuzami muzyki poważnej. Dopiero z czasem, po wykształceniu się odpowiedniej wrażliwości, klasyczne dzieła trafiają do serca. Jednak dzieciaki zazwyczaj takich dźwięków po prostu nie lubią. Siedziałem więc na lekcji i zupełnie zamulony bazgrałem sobie w zeszycie, podczas gdy nauczycielka męczyła nas Mozartem i kazała zapisywać nuty w kajeciku. W pewnym momencie zorientowała się, że nie uczestniczę w lekcji i jestem o krok od zapadnięcia w drzemkę. Wydarła się na mnie straszliwie i kazała słuchać tego, co sączyło się z głośników magnetofonu. Nie wytrzymałem. Podniosłem się z siedzenia i w imieniu klasy powiedziałem to, co leżało na sercu zarówno mi, jak i moim rówieśnikom: „Proszę pani. My chcemy słuchać muzyki z naszych czasów, a nie hitów z pani młodości!”.
Babeczka, faktycznie niemłoda, potwornie się zdenerwowała i czerwona jak radziecki sztandar zaprowadziła mnie przed oblicze dyrektora. Pamiętam, że dyro z wielkim trudem walczył, aby opanować śmiech. Sprawa, na szczęście dla mnie, rozeszła się po kościach i skończyło się jedynie na słownej reprymendzie.

#UkpIZ

Mam dosyć drogie hobby. Jest to gaming. Takie części do komputera czy nowa konsola są dosyć drogie. Nie błagałam rodziców o pieniądze, tylko sama na to wszystko pracowałam. Na samym początku chciałam kupić nową konsolę. Zaczęłam najpierw od pomocy w domu, a potem znalazłam pracę u miłego pana sąsiada. Pomoc w domu była najgorsza. Ojciec wysługiwał się mną jak służącą, a na dodatek zawsze miał do wszystkiego problem. Ale zaciskałam zęby, robiłam jako sprzątaczka. W końcu udało mi się uzbierać na wymarzoną konsolę. Ale, jak się później okazało, nie byłam jedyną, która tej konsoli używała. Jak ja byłam w szkole, ojciec grał tak długo, aż nie wróciłam do domu. Jakoś to znosiłam, ale to co było później... to już nie wytrzymałam nerwowo.
Wracam do domu z wielkim głodem gracza. Wchodzę do pokoju, a tam moja kochana konsola roztrzaskana. Cała wściekła schodzę na dół i pytam, kto to zrobił.
„Wyślizgnęła mi się z rąk. Ale spokojnie, zarobisz sobie na nową”.
Tego było za wiele. Idę do mamy, wszystko jej tłumaczę. Zaciągnęła mnie do sklepu, kupiła nową konsolę, a potem dała ojcu taki opieprz, jakiego nigdy nie widziałam.
Teraz jest na mnie obrażony, bo nie pozwalam mu nawet wchodzić do mojego pokoju.

#aUU0A

Nigdy się nikomu do tego nie przyznam. 
Gdy miałam już skończone 18 lat, zrobiłam pozwolenie na broń. Wiecie, tata myśliwy, więc i ja złapałam zajawkę. Gdy skończyłam 20, zrobiłam też pozwolenie na broń krótką i kupiłam glocka. 
Od małego dzieciaka wychowywałam się z kotem Pistacją. Kochałam tego kota nad życie, myślę, że bardziej niż kogokolwiek. Rano wychodząc znalazłam kota pod domem, był rozszarpany przez psa. Wpadłam w krzyk i płacz, rok chodzenia do psychiatry i terapeuty. Pies, który był temu winny, to pies sąsiadów. Nie trzymali go w kojcu, czasem puszczali wolno. Pies zagryzał kury sąsiadów, koty czy inne mniejsze stworzenia. Gdy moja siostra była młodsza, chciał zaatakować i ją. Pewnej nocy miarka się przebrała, wiedziałam, że pies w nocy biega po polu za domem. Więc wyszłam i zwyczajnie w świecie go zastrzeliłam. Zakopałam za domem i wróciłam do domu umyć się i spać. 
Awantura wybuchła w całej wsi, nikt się nie przyznał, ale każdy w głębi duszy był wdzięczny. Może to i nieludzkie, ale takie psy nie powinny być wypuszczane.
Dodaj anonimowe wyznanie