#HJTOP
#6mTY6
#RrIZi
W trakcie jazdy inny kolega wyciągnął z plecaka litrową butelkę wódki i podał Kamilowi, który wziął kilka łyków, prowadząc przy tym auto. Powiedziałam, że to niebezpieczne i ja się nie piszę na coś takiego. Zostałam wyśmiana, że jestem nudna, sztywna, nie umiem się dobrze bawić itp. W końcu powiedziałam stanowczo, że jest mi niedobrze, chce mi się wymiotować, i finalnie Kamil się zatrzymał. Zanim wkurzona trzasnęłam drzwiami, rzuciłam na odchodne, że jeszcze mi życie miłe i nie będę jechać z nietrzeźwym kierowcą. Pożegnali mnie salwą śmiechu i przypomnieli, że jestem nudna.
Do domu wróciłam na piechotę. Rodzice byli trochę źli, że o godzinie 22 chodzę sama po okolicy, ale wytłumaczyłam im, co się stało, że akurat tak postąpiłam.
Rano dowiedziałam się, że znajomi mieli wypadek. Kamil jechał za szybko, nie wyrobił na zakręcie i z dużą prędkością wjechał w drzewo. Zginął na miejscu. Chłopak, który siedział z przodu, zmarł w szpitalu po trzech dniach. Dwie dziewczyny, które z nimi jechały, również są w szpitalu. Wiem tyle, że jedna doznała poważnego urazu głowy i jest w stanie ciężkim. Tak zakończyła się ich wycieczka z tym „świetnym kierowcą”.
Boję się nawet pomyśleć, co mogłoby się stać ze mną, gdybym wtedy nie wysiadła. Niech to będzie przestroga dla wszystkich, by nie jechać z pijanym kierowcą.
#60TRA
Gdy miałam 7 lat, „mama” po jakimś moim wybryku popatrzyła mi w oczy i spokojnie powiedziała, że żałuje, że mnie adoptowali i najchętniej by mnie oddała z powrotem. „Tata” też tak często mówił.
Przez nich żyłam z myślami samobójczymi od 7 do 20 roku życia. Teraz nie mieszkam z nimi i jest OK.
#2cXBN
Tak że jakby ktoś chciał zatrudnić dojechaną mamę dwójki dzieci, to jestem chętna! Mogę robić cokolwiek, sprzątać, gotować – wszystko. Chcę zapewnić im dobre życie, a dostając co miesiąc 1600 zł (800+) i dorabiając max. 300 zł jest mi to ciężko zagwarantować, ale staram się z całych sił!
Wiem, że są osoby, które mają gorzej, chore dzieci, ja zawsze pomagałam innym osobom, a teraz jestem sama w potrzebie, a przez męża wszyscy się ode mnie odwrócili.
Mama P&P
#MCy9C
Wracasz raz z pracy, po chwili budzisz się na ziemi. Nie czujesz nóg, reszta ciała boli jak cholera. Zdejmujesz kask, wypluwasz litr krwi, który uzbierał się w buzi. Krzyczysz. Będziesz słyszeć ten krzyk w głowie przez następne kilka tygodni. Podbiega do ciebie młody chłopak. Mówi coś o wypadku, karetce, ale nie rozumiesz tych słów. W tym momencie nic nie rozumiesz, tylko dalej krzyczysz, do końca sam nie wiesz dlaczego. Po chwili przyjeżdża straż pożarna, unieruchamiają cię, rozcinają nowiuśkie ubrania. Za nimi są już ratownicy. Lądujesz na noszach, wkładają cię do karetki, jedziesz na sygnale. Tracisz przytomność.
Budzisz się wśród innych ludzi na noszach. Wszyscy stękają z bólu. Widzisz zapłakaną żonę. Nie czujesz nóg. Podchodzi do ciebie lekarz, pyta się, czy wiesz, co się stało. Wypadek. Kierowca samochodu myślał, że o tej godzinie nikt nie będzie jechał tą drogą i przejechał na czerwonym świetle. Efekt? Przerwany rdzeń kręgowy.
Dziękuję wszystkim za wspaniałe życie. Niestety, dla mnie ono się zakończyło.
#lLHBN
To była chyba czwarta klasa podstawówki. Jak wszyscy wiecie, lekcje muzyki potrafią być dla jedenastoletniego szczyla prawdziwym nudziarstwem, kiedy belfer katuje uczniów Wagnerem czy innymi tuzami muzyki poważnej. Dopiero z czasem, po wykształceniu się odpowiedniej wrażliwości, klasyczne dzieła trafiają do serca. Jednak dzieciaki zazwyczaj takich dźwięków po prostu nie lubią. Siedziałem więc na lekcji i zupełnie zamulony bazgrałem sobie w zeszycie, podczas gdy nauczycielka męczyła nas Mozartem i kazała zapisywać nuty w kajeciku. W pewnym momencie zorientowała się, że nie uczestniczę w lekcji i jestem o krok od zapadnięcia w drzemkę. Wydarła się na mnie straszliwie i kazała słuchać tego, co sączyło się z głośników magnetofonu. Nie wytrzymałem. Podniosłem się z siedzenia i w imieniu klasy powiedziałem to, co leżało na sercu zarówno mi, jak i moim rówieśnikom: „Proszę pani. My chcemy słuchać muzyki z naszych czasów, a nie hitów z pani młodości!”.
Babeczka, faktycznie niemłoda, potwornie się zdenerwowała i czerwona jak radziecki sztandar zaprowadziła mnie przed oblicze dyrektora. Pamiętam, że dyro z wielkim trudem walczył, aby opanować śmiech. Sprawa, na szczęście dla mnie, rozeszła się po kościach i skończyło się jedynie na słownej reprymendzie.
#UkpIZ
Wracam do domu z wielkim głodem gracza. Wchodzę do pokoju, a tam moja kochana konsola roztrzaskana. Cała wściekła schodzę na dół i pytam, kto to zrobił.
„Wyślizgnęła mi się z rąk. Ale spokojnie, zarobisz sobie na nową”.
Tego było za wiele. Idę do mamy, wszystko jej tłumaczę. Zaciągnęła mnie do sklepu, kupiła nową konsolę, a potem dała ojcu taki opieprz, jakiego nigdy nie widziałam.
Teraz jest na mnie obrażony, bo nie pozwalam mu nawet wchodzić do mojego pokoju.
#aUU0A
Gdy miałam już skończone 18 lat, zrobiłam pozwolenie na broń. Wiecie, tata myśliwy, więc i ja złapałam zajawkę. Gdy skończyłam 20, zrobiłam też pozwolenie na broń krótką i kupiłam glocka.
Od małego dzieciaka wychowywałam się z kotem Pistacją. Kochałam tego kota nad życie, myślę, że bardziej niż kogokolwiek. Rano wychodząc znalazłam kota pod domem, był rozszarpany przez psa. Wpadłam w krzyk i płacz, rok chodzenia do psychiatry i terapeuty. Pies, który był temu winny, to pies sąsiadów. Nie trzymali go w kojcu, czasem puszczali wolno. Pies zagryzał kury sąsiadów, koty czy inne mniejsze stworzenia. Gdy moja siostra była młodsza, chciał zaatakować i ją. Pewnej nocy miarka się przebrała, wiedziałam, że pies w nocy biega po polu za domem. Więc wyszłam i zwyczajnie w świecie go zastrzeliłam. Zakopałam za domem i wróciłam do domu umyć się i spać.
Awantura wybuchła w całej wsi, nikt się nie przyznał, ale każdy w głębi duszy był wdzięczny. Może to i nieludzkie, ale takie psy nie powinny być wypuszczane.