#ICnOt

Dużo poruszam się samochodem i często napotykam na drodze rozjechane zwierzęta. Koty, psy, jeże. Strasznie irytuje mnie fakt, iż kierowcy aut, którzy „trafili zwierzaka”, nie potrafią zatrzymać pojazdu i sprawdzić, czy zwierzak może przeżył. Zdarza się, że stają na chwilkę, ale tylko po to, aby sprawdzić uszkodzenia auta. Tymczasem biedne zwierzę, żywe czy martwe, zostaje na drodze, i nawet choćby przeżyło, inni kierowcy kończą dzieło...
Z tego tez powodu zawsze wożę w bagażniku kilka par rękawiczek, tak zwanych wampirków, które służą mi do sprzątania z drogi tych biednych zwierzaków. Ograniczam się do umieszczenia ich w przydrożnym rowie. Często ludzie patrzą na mnie jak na idiotę, ale mam to w głębokim poważaniu. Nie rozumiem, jak można zostawić na pastwę losu zwierzę na ulicy, aby skończyło wprasowane w asfalt. Zastanawia mnie, gdzie są właściciele swoich pupili, jeśli taki zostanie potrącony gdzieś w wiosce, czyżby za każdym razem był to bezpański pies czy kot?

Jeśli zdarzy nam się potrącić zwierzę, zwróćmy uwagę, czy przeżyło, a jeśli nie, zapewnijmy mu odrobinę godności w postaci zdjęcia go z drogi. Czy to aż tak trudne?

#6D7L1

Moja babcia ma działkę, na której uprawia aronię, orzechy i inne wynalazki. Co roku robi z tego nalewki. Ale nie do upijania się, ale takie „lecznicze” – orzechówka na sraczkę, jeżynówka na przeziębienie, czosnkówka jako środek odkażający itp. W związku z produkcją takich wynalazków babcia co roku kupuje gdzieś spirytus i przelewa go do butelek, które akurat ma w domu. Tyle tytułem wstępu. Bo nie o nalewkach będzie tu jednak mowa, ale o pikantnym żarciu, w którym z kolei gustuje mój dziadek. Staruszek jakieś 30 lat temu odkrył ostre papryczki i zaczął z nich robić przeciery. Skubany tak uodpornił się, że bez mrugnięcia okiem potrafi przyjąć ilość kapsaicyny, która niejednemu rozsadziłaby pół twarzy, a następnie zmieniła odwłok w żywy wulkan palącej rozpaczy.

Babcia z dziadkiem pojechali akurat na parę dni wakacji i poprosili mnie, abym wpadł do ich mieszkania i podlał paprotki. Zrobiłem, jak prosili. Tego dnia byłem bardzo zalatany, więc nie udało mi się znaleźć chwili na zjedzenie śniadania. W drodze kupiłem więc kawałek bułki i trochę żółtego sera. Uznałem, że wizyta u dziadków będzie dobrym momentem na spałaszowanie zaległego posiłku. Kanapeczka przygotowana, ale czegoś mi brakowało. Pomidora czy chociaż musztardy jakiejś... Otworzyłem lodówkę! Jest keczup! I to nie byle jaki, bo mój ulubiony, łagodny, w słoiczku. Otworzyłem, nabrałem łyżką potężną ilość i PLASK! walnąłem na serek.

Wgryzłem się w bułkę z taką pazernością, jakbym nie jadł nic od tygodnia. Nie minęła sekunda, kiedy poczułem lawę na języku. Wtedy dotarło do mnie: to dziadkowy sos z habanero czy innego cholerstwa! Zacząłem się krztusić, bo próbując złapać oddech, wciągnąłem spore kawałki buły z płynnym ogniem wprost do tchawicy. Łzy napłynęły mi do oczu, a moja cała głowa pulsowała trawiona piekącym sosiwem. Resztkami sił rzuciłem się do lodówki. Przez załzawione oczy zobaczyłem mojego Święty Graal – szklaną butelkę wody. Gazowanej. O radości! Przyssałem się do niej i łapczywie ściągnąłem trzy przepotężne łyki. Dopiero po ostatnim upadłem na kafelki, aby w konwulsjach wydać z siebie cichy wrzask: Krrrrrk!!! Właśnie wlałem w siebie potężną ilość babcinego spirytusu na nalewki...

Przez dwadzieścia minut leżałem na ziemi zwinięty w kuleczkę, raz po raz zwracając resztki bułki z sosem śmierci i spirytusem, którym to świństwo popiłem.
Moje gardło było tak zmasakrowane, że przez dwa dni nie byłem w stanie wydusić z siebie nawet jednego słowa. Najlepsze jest jednak to, że potwornie się upiłem...!

– Cienias! – mruknął po powrocie dziadek.
– Idź, młody! Żeby mi tyle spirytusu zmarnować... – dodała babcia.

#ItVAX

Nie ma to jak spać na piętrowym łóżku z kuzynem, który co noc przez bitą godzinę robi sobie dobrze. Jak on sobie może myśleć, trzęsąc całym łóżkiem, że ja się nie domyślę? Nie, no co ty, turbulencje większe niż w samolocie, stęka tak, że dziwię się, że reszta rodziny dalej śpi, ale dalej codziennie z uśmiechem na twarzy mówi mi „dzień dobry”.
Smaż się w piekle, K****.

#uLuSb

Mój sąsiad czuł się w obowiązku społecznym uczenia dzieci z okolicy dobrego wychowania. Jednego razu, jak wraz ze znajomymi (mając nie więcej niż 10 lat) wdrapaliśmy się na wiśnię na jego podwórku, nakrył nas. Chłopaki zdążyli uciec, ja nie zdążyłem. Więc siedziałem i zacząłem wyobrażać sobie opierdziel od rodziców.

Sąsiad podszedł pod drzewo i powiedział: „Reszta twoich kolegów uciekła, zostawiając cię samego, dlatego możesz nabrać tyle wiśni, ile zdołasz unieść. Następnym razem, jeśli będziecie chcieli zjeść trochę wiśni, przyjdźcie i zapytajcie się, bo nie wolno brać czyjejś rzeczy bez jego zgody”.

Więcej do niego nie poszliśmy. Po pierwsze bo się baliśmy, po drugie uznaliśmy, że jeśli ktoś jest na tyle stuknięty, żeby nie dać nauczki dzieciakom, to chyba ma nierówno pod sufitem, więc nie chcieliśmy go znowu spotkać :D

#6bLnu

W podstawówce, gdy trafiłem do nowej klasy, poznałem pewną dziewczynę. Mieszkaliśmy niedaleko siebie i często wracaliśmy razem do domu, więc łatwo też było nam się zakolegować czy też zaprzyjaźnić (w sumie sam nie wiem dzisiaj jak to nazwać). I choć początkowo często mnie denerwowała, to z czasem bardzo ją polubiłem, a po kilku latach poczułem do niej coś więcej...
Jako że byłem jednak młody i głupi, to oczywiście nigdy jej o tym nie powiedziałem. Częściowo to zapewne „zasługa” mojej nieśmiałości, ale także myślenia o tym, że szkoda by było zepsuć tę relację. Cieszyła mnie możliwość rozmowy z nią, spędzenia czasu, jednocześnie głęboko chowałem przed nią swoje uczucia. Niestety w pewnym momencie zaczęła się spotykać z kimś innym. A ja nie byłem w stanie tego znieść, więc po jakimś czasie urwałem tę relację.
Do dziś żałuję, że nie powiedziałem jej, co do niej czuję. Zwłaszcza że dziś wiem, że jeśli jej odpowiedź byłaby negatywna, to i tak nic by to nie zmieniło w stosunku do tego, co wydarzyło się potem.
Jedyne co o niej wiem od tamtego czasu, to że wyjechała w inną część kraju, prawdopodobnie na swoje wymarzone studia. Gdziekolwiek jednak by dzisiaj nie była, mam jedynie nadzieję, że jest szczęśliwa – tak po prostu :)

#2CFvE

Mój mąż nie chce pracować i nie widzi w tym problemu. Przed ślubem obiecał mi podjęcie jakiejkolwiek pracy i nie dotrzymał słowa. Opłaca połowę wydatków dzięki pomocy rodziny, jednak nie widzi, że ta pomoc nie będzie trwała wiecznie. Oboje byliśmy chorowici i dzięki związkowi podźwignęliśmy się. Poszłam do pracy, on niestety nie. Ma pewne zalety, np. brak nałogów, ale jego lenistwo mnie przytłacza.

#H2FsY

Gdy miałem 12-13 lat miałem poczucie, że nie ma dla mnie innej przyszłości niż rola zawodowego mordercy, który będzie zabijał wszystkich złych ludzi – gwałcicieli, morderców, oprawców i tym podobne. Ta myśl i przeświadczenie były tak silne i wyraźne, że czasami płakałem, dlaczego nie mogę zostać np. strażakiem.

Teraz mam żonę i dzieci, jestem nudnym grafikiem komputerowym, ale moim drugim życiem jest śledzenie i namierzanie pedofilów przez internet, przez moje działania skazano i uwolniono od społeczeństwa już 3 delikwentów. Dbam również o to, aby wyciekły ich dane personalne i przewinienia i aby każdy wiedział, kim oni są.
Może i nie zostałem mordercą, ale czuję się spełniony, gdy wiem, że robię coś dla innych. Dlaczego tu piszę? Bo mam na celowniku następnego zwyrodnialca i kwestią czasu jest jego zdemaskowanie...

Rozbiłem już trzy rodziny, które z pozoru były idealne. Odebrałem ojca już pięciorgu dzieciom. Wygląda na to, że tym razem rozbiję parafię...
Nim ktoś to przeczyta, dowody już anonimowo będą u policji, wszystko podane na srebrnej tacy.
Potęga internetu...

#q95Io

Ludzie mają różne fetysze i upodobania. Mnie podniecają inteligentni faceci z dużą wiedzą w zakresie fizyki, chemii, biologii i matematyki. Tak że niektóre kobiety lubią, kiedy w trakcie facet mówi im sprośne i wulgarne rzeczy, natomiast ja marzę o tym, żeby mój facet opowiadał mi o widmach emisyjnych i absorpcyjnych, wymieniał długie i skomplikowane nazwy związków chemicznych i opowiadał o tym, jak te substancje wpływają na człowieka i inne organizmy żywe.

#lBNSw

Ogólnie sprzątam nad jednym z jezior, dzisiaj musiałam zakopywać dołki, które kopią dzieci na piasku – najprzyjemniejsze to to nie było, ale nie narzekam, bo zarabiam bardzo dobrze. Dzisiaj przyszła taka pani wraz ze swoim synem, który miał około 14 lat na oko i dziewczynką, która miała z 8 lub 9 lat. Dziewczynka poszła się bawić, a chłopak z tego co słyszałam kłócił się z mamą, że chce wyjść ze znajomymi i wtedy usłyszałam kawałek jej wypowiedzi: „Jeśli nie pójdziesz na te korepetycje, to skończysz tak jak ta pani i będziesz kopał piasek i sprzątał papiery!”. No i się wkurzyłam, chwilę pomyślałam i podchodzę do niej, pytam się, czy ma wodę. No i zaczynam gadkę, jak to źle mi się żyje, jak to długo pracuję i że byłam kiedyś piątkową uczennicą, zaczęłam tak bardzo narzekać i gadać, że takie piątki, szóstki miałam, a teraz nic, zero perspektyw na życie i kopię doły i powiedziałam, że chyba pójdę się odstresować i pójdę na piwo. A potem jeszcze żeby upewnić się, że mi uwierzy, powiedziałam, że za to mój kuzyn, który zawsze wyłaził ze znajomymi i się do nauki nie przykładał teraz ma swoją firmę i kupił niedawno nowego merca.
Mina tej matki była bezcenna, ale zadziałało, bo pozwoliła chłopakowi pójść ze swoimi kolegami, a ja? Ja tak naprawdę po prostu pracuję na wakacje, jeszcze chodzę do liceum, no ale babka odebrała mnie, że mam 30 lat (a to dlatego, że niedawno cały czas nie spałam, byłam mega zmęczona), no mogła w sumie mnie tak odebrać, ważne że przynajmniej dzieciakom nie zniszczy życia i że chłopak będzie mógł wyjść ze swoimi znajomymi.


PS Rodzice, jeśli to czytacie, pamiętajcie, że oceny nie są najważniejsze, tylko to, aby wasze dzieci spełniały marzenia i miały życie towarzyskie, bo potem wypalą się zawodowo i nie będą chciały nic robić ani nie będą miały perspektywy na życie. Po prostu dajcie dzieciom żyć, pozwólcie im marzyć i mieć własne plany na życie.
Dodaj anonimowe wyznanie