O tym, jak zatajana jest niewygodna prawda. Postaram się opisać to krótko, żeby nikogo nie zanudzić.
Mieszkam w Irlandii, ale pracuję dla angielskiej firmy. Z racji tego, że jestem tam jedynym obcokrajowcem, na prośbę menadżera miałam przygotować jakiś materiał o Polsce i przedstawić go na spotkaniu mojej niewielkiej grupy.
Postanowiłam pokazać ostatnio dość popularny na YouTube animowany filmik "Niezwyciężeni". Zdecydowałam się właśnie na ten film, bo pięknie, ale zarazem przejrzyście pokazuje trudną historię naszego kraju.
Niestety ten materiał nie spotkał się z aprobatą mojego menadżera (Anglik), ponieważ "film jest za ciężki i nikt by go nie zrozumiał". Nie, nie pracuję w przedszkolu. Pracuję w firmie zajmującej się świadczeniami dla osób niepełnosprawnych, więc nie jest nam obce słuchanie czy czytanie o ludzkich dramatach.
Po dość gorącej dyskusji z szefem oznajmiłam, że w takim razie nie opowiem nic o Polsce.
Mimo wszystko facet nie odpuścił i postanowił osobiście wyedukować moich współpracowników na temat Polski.
Pokazał jakiś przypadkowy filmik, na którym widać Warszawę podczas odwilży i ludzi jeżdżących samochodem. Film o niczym. Zamiast dumy i wzruszenia czułam zażenowanie. Zamiast odważnego, dumnego narodu ludzie zobaczyli szarość i smutek. Zabolało i szczerze mówiąc poczułam się upokorzona jako Polka.
Na pocieszenie dodam tylko, że zespołowi nie spodobał się film menadżera (kilka osób było w Polsce) i udało mi się pokazać "Niezwyciężonych" kilku osobom. Spotkał się z bardzo pozytywną reakcją.
Tłumaczenie szefa? "Bo to taka lekcja historii...".
Ostatecznie przeprosił, ale niesmak pozostał.
Pracuję w popularnym sklepie, gdzie od jakiegoś czasu rządzą świeżaki.
Ostatnio nie wydałam panu naklejek, bo kwota za zakupy nie przekroczyła 30 zł. Wpadł w taki szał, że rozwalił półkę ze skrzynkami na narzędzia, która stała koło kasy.
Myślę - OK, psychol. Do końca zmiany zdążyłam zapomnieć o tym incydencie.
Po pracy ów pan czekał na mnie przy drzwiach, grożąc mi śmiercią. Na szczęście ochroniarze wyszli zaraz za mną i więcej pana nie widziałam.
Kolejna sytuacja. Wydałam typowej "Karynie" należne 2 punkty. Transakcja zakończona, następni klienci i znowu ona przy kasie z jedną pietruszką. Kasuje, wzięłam za nią te grosze, a pani prosi o punkt, bo przecież za warzywo jest dodatkowy Świeżak. Owszem, ale przy pełnych zakupach. Karyna się zdenerwowała, bo przecież córka marzy o maskotce, że ją krzywdzę itp. Córka obok mówi, że ona wcale nie chce swieżaka, bo jej się nie podobają. Karyna dalej swoje.
Kolejna pani wyzywała mnie od najgorszych, bo stwierdziła, że zabrałam należne jej naklejki (zakupy zrobiła za 15 zł).
Wolę się zwolnić, niż doczekać trzeciej tury.
Miałam wtedy jakieś pięć, może sześć lat i pilnowała mnie babcia, a babcia jak to babcia kawę pić lubi. Wtedy jeszcze w szklaneczce bez ucha na spodeczku.
Ja chcąc być dorosłą, także chciałam kawę, a jak! Na nic się zdały tłumaczenia i prośby, że jeszcze nie czas, że niedobra, no i babcia kawę zrobiła.
Oczywiście babcia rację miała, ale ja żeby ratować honor uparcie piłam, aż tu nagle babcia wychodzi z kuchni... jedyna i niepowtarzalna okazja na pozbycie się wymarzonego trunku! Skok do okna, patrzę nie ma nikogo i chlust kawę z fusami za okno!
Szklankę opłukałam i gotowe! Wraca babcia i pyta o kawę. Na co ja zadowolona mówię, że kawę wypiłam i szklankę umyłam. Babcia słuchała z niedowierzaniem i zapytała czy aby przypadkiem nie wylałam jej za okno. Nie zdążyłam zaprzeczyć nim zadzwonił dzwonek do drzwi, a tam sąsiadka z córką, a córka z fusami na głowie.
Nikt mi nie uwierzył, że jak patrzyłam przez okno to nikogo tam nie było.
Gdy mam okres, lubię po całym dniu wskoczyć do wody, co nie jest niczym dziwnym.
Dziwne jest to, że wtedy bawię się w kałamarnicę. To znaczy rozkładam nogi i wciągam do środka mojego tunelu wodę, a następnie ją "wystrzeliwuję", a krew wylatuje razem z wodą i tworzy taką "chmurę".
Uwielbiam to.
Z moim partnerem mamy synka, którego karmię piersią.
Ostatnio mój chłopak mnie zdenerwował, więc wyjęłam biust na wierzch i ganiając go po mieszkaniu, próbowałam trafić w niego mlekiem.
Tak, udało się :D
Sytuacja sprzed roku. Życie się do mnie uśmiechnęło. Wreszcie zrozumiałem, jak wiele straciłem, nie poświęcając wystarczającej uwagi i chęci mojej gimnazjalnej miłości. Dopiero gdy rozeszliśmy się jako przyjaciele, każdy do innej szkoły, a ona znalazła sobie chłopaka, dostałem szansę. Był starszy, pusty, oczekiwał od niej chyba podobnego pustostanu. Pokłócili się. Z racji na przeszłość napisała do mnie, a nie do swoich psiapsiółek. Parę razy już ją psychicznie wspierałem. Chciała się spotkać, to było dla mnie coś nowego, wcześniej mieszkałem daleko od szkoły i musiałem wracać autobusem, nigdy w sumie się nie spotkaliśmy towarzysko. To ja pojechałem do niej. Zobaczyłem dziewczynę w piżamie ze spuchniętymi od płaczu oczami. Dziewczynę, którą kochałem, która jako jedna z niewielu nie była pusta jak reszta rówieśniczek, miała ambicje i chęć, szkodziło jej tylko złe towarzystwo. Wygadała mi się o kłótni, o braku wsparcia ze strony "przyjaciół". Na koniec się rozpłakała, przytuliła się do mnie.
Rozmawialiśmy całą noc, doszła do wniosku, że z tym chłopakiem skończy, a przyjaciół będzie musiała zmienić. Podziękowała mi, zaproponowała, żebym został do rana. Gdy mieliśmy iść spać, nie wytrzymałem, w końcu jej powiedziałem, co czuję. Powiedziała, że wie, że niezbyt umiejętnie to kryję. Nie oczekiwałem, że przez to co dla niej zrobiłem rzuci się mi na szyję i nazwie swoim rycerzem, chciałem to po prostu z siebie zrzucić, a prócz tego uważałem, że jest kompletnie nie z mojej ligi, piękna dziewczyna, figura anioła, powszechnie lubiana i ja, introwertyk, geek, skupiający się głównie na sobie arogant, niezbyt lubiany przez swoje "wywyższanie się". Kazała mi się obok niej położyć, wtuliła się we mnie i powiedziała "nareszcie".
Pierwszy raz w życiu zaryczałem ze szczęścia. Resztę nocy snuliśmy plany, opowiadała mi, jaki wydałem jej się słodki, jak próbowałem kryć swoje zainteresowanie. Czułem się jakbym trzymał w rękach cały świat. Taki piękny, taki delikatny. Nic innego nie miało dla mnie znaczenia. Zasnąłem z nią w objęciach, a po przespanym poranku i południu wróciłem do domu, musiałem ogarnąć projekt do szkoły.
Minęły może 4h od czasu, gdy ją widziałem. Nagle telefon. Dzwoni jej mama. Zapłakana powiedziała, żebym się z nią spotkał w szpitalu. Rzuciłem się biegiem, modliłem się, żeby to nie było to, co myślę. Spotkałem tylko jej rodziców.
Szła do sklepu po jogurt naturalny do sosu. Skończyła w rowie, potrącona przez masywne auto, kierowca pod wpływem. Gdy o tym usłyszałem, miałem wrażenie, że serce przestało mi bić. Do dzisiaj czuję pustkę. Potrafię zasnąć tylko z jej starą poduszką w ramionach. Każdy kolejny dzień bez niej to dzień stracony. Nie myślę o samobójstwie, po prostu wiem, że już nigdy nie pokocham.
Cieszcie się chwilą ludzie. Warto.
Krótka historia o tym, że policjanci też pomocni ludzie.
Jechałem do mojej babci odwiedzić groby na Wszystkich Świętych. Długa droga, nie ma co opowiadać. Nagle z naprzeciwka wyjeżdża policja. Auto mignęło mi światłami. Ja pełne zdziwienie. Patrzę, a światła w moim samochodzie są wyłączone. Natychmiast je włączyłem. Najlepsze jest to, że za zakrętem stał radiowóz policyjny. Takim sposobem prawdopodobnie uniknąłem mandatu.
Wiele samochodów mnie mijało, a to policja dała mi znak...
Jestem z Wami od niedawna, ale pomaga mi fakt tego, że wszyscy tu są dobrze nastawieni i nikogo nie tłamszą, a nie wszyscy ludzie są tak tolerancyjni..... Chciałabym opowiedzieć swoją historię. Niektórym może się wydawać, że jestem niewdzięczna za to co dostaję od losu ale to nieprawda.
Mam 23 lata, dwoje dzieci i jestem w kolejnej ciąży, która będzie moją ostatnią bo zdecydowałam o podwiązaniu jajników podczas planowanego CC.
Mam kochającego męża, przed którym ukrywam ten fakt, ponieważ boję się jego reakcji... Ale zrozumcie, że w przeciągu 4 lat poroniłam 6! razy.
Lekarz ginekolog jest bezradny, ponieważ mam nadczynność tarczycy i nie mogę przyjmować antykoncepcji hormonalnej, przez to, że mam macicę w tyłozgięciu odpadają kapturki i inna antykoncepcja wewnętrzna a mój mąż ma uczulenie na lateks, co razem wzięte sprawia, że nie mamy szans na zabezpieczenie się. Jak można wywnioskować oboje jesteśmy płodni. Oddałam przed obecną ciąża jajeczka dla obcych kobiet o czym również mąż nie wie.
Moja matka wyzywa mnie od dziwek i tego typu rzeczy, bo "tylko seks mi w głowie", a seks jest właśnie rzadko, bo już się boję zbliżenia z mężem. Chodzę do psychiatry, bo kobiety z grupy wsparcia zaczęły mnie oceniać i krytykować mimo iż ich problemy przy moich to błahostki. Mam depresję przy dwójce małych dzieci i boję się, że w końcu nie dam rady, że się załamę a moje maleństwa będą same.
Przepraszam, że tak gmatwam, ale samo wyznanie jest dla mnie bardzo stresujące, jednak w ramach terapii mam się oswoić z mówieniem o swoich problemach, to może przełamię się i zacznę wreszcie szczerze rozmawiać z mężem. On jest wspaniałym ojcem, partnerem i przyjacielem tylko zawsze marzył o dużej rodzinie a ja już jutro przekreślę tę możliwość.
Od trzech miesięcy leżę w szpitalu, a wczoraj dowiedziałam się, że moje kolejne dziecko zmarło w 6 miesiącu ciąży.... Nie zniosę więcej bólu i strachu. Proszę Was, nie krytykujcie kobiet, które decydują się na taki zabieg, ponieważ być może tak jak ja zostały zmuszone przez sytuację.
Jak miałem 14 lat, to podczas bilansu, gdy lekarka badała mi jądra, dostałem erekcji i trysnąłem lekarce na fartuch.
Podobno dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Przekonała się o tym boleśnie moja znajoma.
Jakiś czas temu udało się jej dostać pracę w administracji naszego osiedla jako tzw. gospodarz. Przydzielono jej rejon, gdzie miała dbać o czystość klatek schodowych, chodników itp.
Dziewczyna młoda, energiczna, szybko zyskała sympatię mieszkańców.
Klatki schodowe wręcz lśniły czystością. Ponadto poproszona o drobną przysługę nigdy nie odmawiała. A to po pracy schorowanej sąsiadce śmieci wyrzuciła, innej okna przed świętami wypucowała za "Bóg zapłać".
Chwalili ją wszyscy bardzo.
Któregoś dnia, poproszona przez jedną z mieszkanek o pomoc we wniesieniu zakupów na drugie piętro, rzuciła wszystko i wtachała babci ciężkie torby na górę.
Dwa dni później została zwolniona z pracy...
Owa babcia złożyła na nią skargę w administracji. Dziewczyna ponoć podczas wnoszenia zakupów na górę zajumała jej pieniądze z portfela, który był w jednej z toreb.
Nikt nie uwierzył w jej winę, tym bardziej że starsza pani znana była ze swojego roztargnienia i - z racji wieku - zapominalstwa.
Próbowaliśmy przywrócić dziewczynie dobre imię. Oddelegowano komisję do spółdzielni, aby wyjaśnili, że zaszła pomyłka.
Kilka osób poszło nawet do staruszki ofiarując, że zrobią zrzutkę i dadzą jej pieniądze, których rzekomo brakowało.
Zatrzasnęła im drzwi przed nosem.
Dziewczyna została bez pracy. Do tego zwolniono ją dyscyplinarnie, więc szanse na znalezienie czegoś przyzwoitego ma naprawdę marne...
Ostatnio spotkałam ją na ulicy. Wygląda jak cień człowieka...
I ja się pytam... Gdzie jest sprawiedliwość?
Dodaj anonimowe wyznanie