Będąc małym szkrabem, miałem ogromny przypał. Mianowicie przejechałem dystans z Trójmiasta do Szczecina.
Zawsze lubiłem jeździć z mamą na zakupy, a ze względu na to, że w naszej okolicy nie było sklepów, jeździliśmy kolejką. Raz byłem na mamę bardzo zły, ponieważ nie chciała mi kupić czekolady. Pech chciał, że akurat w tym dniu był zmieniony rozkład jazdy i nasz pociąg został przesunięty o 10 minut. Ja, nie wiedzący o tym, wsiadłem do pociągu, który jechał do Szczecina.
Jak to się stało, że wsiadłem bez mamy? Ona sprawdzała rozkład jazdy dwa metry ode mnie. Ja uciekłem i wsiadłem do pociągu. Zamknąłem się w toalecie, ponieważ coś mi zaszkodziło na śniadanie. Siedziałem tam prawie całą podróż, więc ominęły mnie kontrole biletów. Wysiadając w Szczecinie, zacząłem szukać mamy na stacji. Nie mogłem jej znaleźć, więc zacząłem ryczeć. Przyszedł do mnie człowiek z obsługi stacji i mnie ze sobą zabrał. Zapytał, jak się nazywam i gdzie mieszkam. Nigdy nie zapomnę jego miny, jak dowiedział się, że przetransportowałem się na taki dystans w wieku 5 lat. Mama mnie odebrała po kilku godzinach. Dosłownie całą drogę do Trójmiasta miałem opieprz.
DRODZY ANONIMOWI, PILNUJCIE SIĘ! Albo swoje dzieci. :D
Nie mam nic do tego, że ludzie się ze sobą wiążą. Ale smutno mi, kiedy mój przyjaciel (albo tak do tej pory myślałem, że przyjaciel) odrzucił mnie zupełnie dla swojej drugiej połówki. Tylko ona, ona i ona. Na nic nie zdają się już wiadomości na messengerze: „Spotkamy się na jakiś męski wypad?”, „Idziemy na piwo?”.
Tak naprawdę odzywa się tylko wtedy, kiedy ma coś do załatwienia albo czegoś potrzebuje.
Niby życie, niby dorośniemy i zdamy sobie sprawę, że w życiu są też inne priorytety. Problem, że podobno już dawno jesteśmy „dorośli”. A wydaje mi się, że stracić przyjaciela to jak stracić swoją drugą połówkę, tylko boli znacznie bardziej i dłużej. Nikomu nie życzę tego, że pójdzie z dnia na dzień na odstawkę.
Lekcja języka angielskiego. Nauczycielka oddaje sprawdziany. Dostaję pracę, na której uśmiecha się do mnie 100%, ale obok nie ma oceny 5, tylko 4.
Wytłumaczenie nauczycielki? „Praca na 5 musi być IDEALNA”. Moja nie była idealna, bo podczas pisania pomyliłem się, skreśliłem i poprawiłem. A na sprawdzianie na 5 nie mogło być żadnych pomyłek czy skreśleń.
Parę miesięcy temu złamałam nogę. Jak to w takich przypadkach bywa, chodzi się o kulach. Jednakże żyć dalej trzeba, więc jako smutna kobieta stwierdziłam, że pocieszę się czekoladą. Tak więc misja sklep rozpoczęta. Po udanych zakupach wracam chodniczkiem do domu, kuśtykając sobie z wolna z przewieszoną przez ramię torebką, w której spoczywa mój skarb. Nagle czuję, że ktoś mnie popchnął na budynek przylegający do chodnika. Nim się orientuję, co się stało, leżę na ziemi i widzę kolesia uciekającego z moją torebką.
Wtedy pojawia się on. Sebek w ortalionowej zbroi, udający się w pościg za złodziejem. Po kilkunastu metrach dogania go. W oddali migoczą tylko trzy paski i pięść Sebka wymierzająca ciosy w twarz mojego oprawcy. Myślę sobie: „Są jeszcze dobre Sebki na świecie”, już wyobrażam sobie wspaniałe zakończenie, wspólne życie, aż tu nagle...
Sebek po wymierzeniu „sprawiedliwości” bierze moją torebkę z telefonem, portfelem i czekoladą (!) i ucieka...
Starsi ludzie też mogą być fajni :)
Mam sąsiadkę, która skończyła 87 lat. Ma wiele chorób, ale nie rozmawia o nich i nie skarży się, jak jej ciężko. Zamiast tego od paru lat ma laptopa, używa Skype'a, Facebooka, dostaje na pocztę maila ze zdjęciami prawnuków, zrzuca na „paluszka” (pendrive) i nosi do wywołania do fotografa. Na moim weselu w tym roku siedziała do północy i jak ojciec ją odwoził, podobno mówiła, że jeszcze mogłaby posiedzieć :)
Historia z nią miała miejsce parę lat temu, kiedy miała 83 lata. Rozmawiamy i mówię do niej, że jeszcze mogłaby znaleźć sobie jakiegoś faceta, skoro taka żywotna jeszcze z niej kobieta, a mąż już nie żyje. Ona z uśmiechem mówi, że jakiego?
– No nie wiem, taki z 70 lat – odpowiadam.
A ona:
– Co taki stary? Co ja będę z nim robiła? Maksymalnie 60 musi mieć!
– A wie pani, jak będzie chciał ten-tego jeszcze z panią, to co? – pytam.
– Dziecko, kobieta to do śmierci może!
Kocham Panią, Pani Lilo, jest Pani dla mnie jak babcia, której już nie mam. Pozdrawiam i życzę zdrowia! :)
Byłam molestowana jako dziecko. Nie pamiętam już szczegółów, bo przez pierwsze lata podstawówki starałam się wszystko wyprzeć. Pamiętam tylko tą ogromną potrzebę wyparcia. Z tego okresu mam tylko jedno wspomnienie. Mgliste, poszarpane, ale wiem, co się wtedy stało. Nie wiem, kto mi to zrobił. Mógł to być sąsiad lub ktoś z rodziny. Pamiętam tylko inne dzieciaki. Może to starszy brat któregoś z nich. Nie wiem. Nigdy nie byłam na terapii i staram się nie myśleć o tym momencie mojego życia.
Od kilku lat jestem w dobrym związku. Buduję dom, mam fajną pracę, razem z partnerem dobrze zarabiamy i często podróżujemy. Jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi.
Nasze życie łóżkowe jest specyficzne. Mój partner i jego potrzeby są typowym obrazem dzisiejszej pornografii. Ja mam być tą słabą, uległą i zgadzającą się na wszystkie waniliowe perwersje (które nie sprawiają mi przyjemności). Moje potrzeby są inne. Lubię eksperymentować, jestem w łóżku bardzo kreatywna i chciałabym robić dużo więcej ciekawych rzeczy. On się na to nie zgadza, to dla niego za dużo.
Kilka lat temu mój partner dał się „ponieść”. Pomimo moich próśb o zatrzymanie się, on zrobił mi krzywdę. Zamarłam, płakałam, ale on tego nie widział. Po wszystkim powiedział, że myślał, że to taki role-play. Śmiał się, ze jestem świetną aktorką i bardzo mu się podobało. Dla mnie był to gwałt. Dla niego zwykle nieporozumienie. W końcu sama chciałam robić to w bardziej brutalny sposób. Udało nam się to przepracować, ustaliliśmy bezpieczne słowo, po którym należy przestać jakichkolwiek działań.
W tym miesiącu znów się to powtórzyło. Byliśmy w hotelu, mieliśmy wannę. Najpierw zrobiliśmy wszystko tak jak on chciał. Czułam się dobrze i swobodnie. Jego radość sprawiła mi przyjemność. Było bardzo miło.
Po wszystkim powiedziałam, że jestem wykończona i nie mam ochoty na więcej. On jednak uparł się i nie dawał mi spokoju. Trwało to pewnie z godzinę i w końcu wyraziłam zgodę. Było mi go żal, ponieważ ma bardzo trudny okres w życiu… chciałam, żeby na chwilę oderwał się od swoich problemów. Niestety to było dla mnie za dużo. Bolało mnie to i prosiłam, żeby przestał. Mówiłam: „Nie, to boli, przestań” i zaczęłam go odpychać. On nie przestawał, a ja byłam przerażona. Wszystko do mnie wróciło. W końcu otrząsnęłam się i użyłam bezpiecznego słowa. Przestał, przeprosił, stwierdził, że to kolejne nieporozumienie.
Od tego czasu proszę go, by poszedł ze mną na terapię, bo wyraźnie coś jest nie tak. On nie chce. Boi się, że przez to się rozstaniemy. Im więcej czasu mija, tym jest mi gorzej. Przestaję go kochać, ale nie mogę mu tego powiedzieć, bo ma bardzo zły okres (jego matka umiera i musi się nią opiekować). Czuję, że muszę być silna i to wytrzymać albo przepracować, ale nie jestem w stanie.
Nie wiem co robić. Chcę z nim być. To najważniejsza osoba w moim życiu.
Nie lubię jeździć do mojej babci, która ma 90 lat. Zawsze zanim pojadę mam przeróżne myśli o tym, że coś może się jej stać i umrze podczas mojej wizyty.
Sytuacja działa się jeszcze w czasach gimnazjum, a ściślej pod koniec roku szkolnego. Wiadomo, że w tym wieku przychodzą do głowy różne głupie pomysły, zwłaszcza kiedy jest się świadomym, że za kilka dni można będzie odpocząć od szkoły. Jako uczennica, której zależało na ocenach, spędzałam czas na przerwach ucząc się i często mój podręcznik, który trzymałam na kolanach, zabierali mi koledzy z klasy. Taki sposób na zwrócenie na siebie uwagi, zaznaczam, że byliśmy w głupim wieku. Ale do sedna.
Dosłownie w ostatni tydzień przed wakacjami omawialiśmy jakiś temat na matematyce, a że siedziałam blisko nauczycielki, ta postanowiła „pożyczyć” ode mnie podręcznik, żeby sprawdzić treść zadania. Oczywiście odruchowo palnęłam ją zeszytem w rękę, myśląc, że znowu jakiś kolega chce mi go zabrać.
Minęło już trochę czasu, gimnazjum dawno skończyłam, ale do tej pory, jak mijam nauczycielkę na ulicy, nie potrafię jej spojrzeć w oczy. Choć jak wspomnę jej zdziwioną minę, to robi mi się wesoło ;)
Pracuję w miejscu, gdzie są kamery.
Wczoraj poszłam do toalety, siedzę na toalecie i widzę, że koło prysznica centralnie jest kamera! Przyblokowało mnie totalnie, aż przykryłam się zasłoną tego prysznica, z nadzieją, że mnie zasłoni przed kamerą.
Cały wieczór myślałam, jak tu zapytać o tę kamerę umieszczoną w tak nietypowym miejscu panią dyrektor. Nazajutrz pytam więc nieśmiało:
– W łazience jest kamera?
– Nie, nie ma.
– A to nad prysznicem?
– Czujnik dymu.
No cóż, blondynka rodzi się blondynką i myśli, że wszędzie ją kamerują :D
Pewnego świątecznego dnia, sfrustrowana świętami u wujka, poszłam na spacer. Wkurzyłam się wtedy na brata, bo mi dokuczał. Szłam przez park, aż doszłam do mostu i rzeki. Weszłam na niego i zatraciłam się w myśleniu. W pewnym momencie zobaczyłam ją. Młodą dziewczynę, na oko 20 lat, spoglądającą w dół na rzekę. W pewnym momencie po prostu przelazła przez barierkę. Podbiegłam do niej i zapytałam, czy wie, że to niebezpieczne. Powiedziała smutno, że jest w 7 miesiącu, że nosi dziecko z gwałtu dokonanego przez wujka, że nikt jej nie wierzy, wszyscy każą urodzić i wychować. Że dziecka nienawidzi, że chciałaby bić się po brzuchu, aż zabije ten kazirodczy płód, że wszystkie koleżanki i chłopak się od niej odwróciły, że ma 16 lat i nie może się wyprowadzić. Ostatnie zdania wypłakiwała mi prosto w twarz. Byłam zbyt zszokowana, żeby się odezwać. „Bądź przy mnie. Chociaż ty bądź przy mnie”. I skoczyła. Dalej słabo pamiętam, ale pobiegłam kogoś poszukać. Była karetka, psycholog, policja i reszta.
Miałam 10 lat.
Jutro mija 7 lat od jej śmierci. Idę się za nią pomodlić. Nie znałam nikogo w tej wsi i już nigdy więcej tam nie jechałam, bo mama bała się, że złe wspomnienia wrócą. Czasem śni mi się jeszcze, jak wypluwa słowa o nienawiści do dziecka, a potem spada.
Dodaj anonimowe wyznanie