#zzLpb

W wieku 5-6 lat miałam żółwia wodnego. Chciałam koniecznie się nim pochwalić młodszemu kuzynowi. Wyjęłam więc żółwia z akwarium, wzięłam na ręce, lecz on miał schowaną głowę i nie był dobrze widoczny. Wtedy pokazałam mu język, z czystej przekory. Nagle żółw w błyskawicznym tempie wysunął głowę i ugryzł mnie... w JĘZYK!

Nie wiem czy wiecie, ale żółw ma uzębienie podobne jak wąż, więc mój język zaczął momentalnie krwawić! Kuzyn pobiegł do moich rodziców i zaczął tłumaczyć, że żółw ugryzł mnie w język. Rodzice mu nie uwierzyli, myśleli, że źle go zrozumieli, no bo niby w jaki sposób mógł mnie ugryźć żółw, zwłaszcza w język. W końcu mama przyszła zobaczyć, o co chodzi. Gdy zobaczyła, mnie zakrwawioną, natychmiast zdecydowała że pojedziemy na pogotowie.

Jakie było zdumienie lekarzy, gdy usłyszeli tę historię... Nie mogli wręcz uwierzyć, gdyż w całej ich karierze zawodowej nie słyszeli o takim przypadku. Owszem w palec, w nogę mógł ugryźć żółw, ale w język?! Kto to słyszał?! Na szczęście wszystko dobrze się skończyło.

PS. Nie pokazujcie języka - żółw ma na tym punkcie bzika. :D

#kCZIa

Kiedy byłam na studiach, razem z moimi znajomymi z grupy pojechaliśmy na tygodniowy wypad do jednego z nadbałtyckich kurortów. Po ciężkim roku studiów był to czas kiedy wszystkie zawory puszczają i biedna studencina może poczuć, że żyje.
Przez trzy wieczory upajałam się więc życiem. Życiem w kufelku piwa, lub też serwowanymi przez kolegów formami życia zaklętymi w mocnych drinkach na bazie wody ognistej ze źdźbłem trawy w butelce.
Po takim maratonie potrzebowałam odpoczynku bardziej niż kiedykolwiek. Był akurat piękny, słoneczny dzień, więc założyłam bikini, wysmarowałam skórę kremem z blokerem, wzięłam ręczniczek i w klapkach poczłapałam, półprzytomna, na plażę. Uwaliłam się na brzuchu i momentalnie zasnęłam.
Musicie wiedzieć, że moje bikini było wiązane na sznureczki. Stanik związywało się na plecach, natomiast majtki miały węzełki na biodrach. Kiedy tak sobie spałam, reszta moich znajomych obudziła się po nocnym melanżu i również wpadła na pomysł ekspedycji na plażę. Przyszli więc i zastali tłum ludzi (jak to w nadmorskich kurortach). A po środku tej chmary leżałam sobie nieprzytomna ja.
Jeden z moich szanownych kolegów, widząc, że nie za bardzo kontaktuję, postanowił zrobić mi numer i rozwiązał oba węzełki od mojego kostiumu, a następnie bezszelestnie wyciągnął bikini spod mojego ciała. Leżałam więc na ręczniczku z gołym dupskiem wystawionym na widok publiczny.
Moi znajomi trochę się ze mnie pośmiali, zrobili kilka zdjęć, a następnie odczuwszy ogrom swego kaca, rozleźli się. Część poszła się kąpać, któryś tam poleciał kupić lody, a koleżankę wysłali po chmielowe lekarstwo typu "klin".
Ja tymczasem zaczęłam wracać do życia. Nie było już mi zbyt wygodnie na brzuchu, więc przewróciłam się na plecy i przez parę minut wierciłam się szukając wygodnej pozycji na kontynuowanie snu. Obudził mnie jednak śmiech plażowej gawiedzi.
Kiedy otworzyłam moje przekrwione oczy zauważyłam, że wszyscy się na mnie gapią. Doszłam jednak do wniosku, że wkręcam sobie coś i że pewnie mają polew z tego, że przez ostatnie minuty wiłam się na tym piachu jak jakiś węgorz wyciągnięty z wody.
Potwornie chciało mi się pić, więc po paru minutach dochodzenia do siebie, podniosłam się, zwinęłam ręczniczek, założyłam klapki i polazłam do wyjścia z plaży, przepychając się przez tłum szczerzących się do mnie urlopowiczów.
Gdzieś tak w połowie drogi kamyczek wpadł mi do klapka, więc oparłam sobie nogę o jakiś pieniek i zaczęłam gmerać między palcami, aby pozbyć się intruza. Wtedy usłyszałam głos z tyłu:
- Chyba coś zgubiłaś, mała.
To był jakiś chłopak. Myślałam, że mówi o kamyku, który właśnie wyrzuciłam. Okazało się, że od dłuższej chwili gapił się na mój goły, wypięty tyłek. Miał widok na detale w HD.

Do namiotu wróciłam szlochając. Okryta ręczniczkiem i łopianami...

#60y7R

Cierpię na depresję i zaburzenia lękowe. Moi rodzice mają po 60 lat. Najbardziej boję się tego, że być może nie zostało im dużo życia i że ich stracę. Wiem, że powinnam cieszyć się każdą chwilą z nimi spędzoną, jednak myśli o ich śmierci wręcz mnie prześladują. Nie mogę sobie z tym poradzić.

#EuPMM

Jak miałam z 16 lat, mama pozwoliła mi chodzić na dyskotekę. Razem z koleżanką i jej straszą siostrą, najpóźniej o północy musiałam być w domu. Co tydzień w ramach przygotowań depilowałam okolice intymne, bo liczyłam, że ktoś będzie chciał, mówiąc wprost, mnie przelecieć.

Po kilkunastu latach nie wiem, co było gorsze. To, że chciałam w ten sposób przeżyć swój pierwszy raz, czy to, że nigdy nie chciał nawet mocno pijany "Sebek".

#PH1yT

Był to czas, kiedy jeszcze roznosiłem ulotki.

Miejsce: wielkie miasto, duże osiedle blokowisk na jego obrzeżach.

Miałem za sobą już pół dnia noszenia, jeszcze tylko kilka godzin dzieliło mnie od przyjemnej kąpieli i łóżeczka...wtedy myślałem, że to moje największe pragnienia. Myliłem się.

Chęć wydalenia z siebie wielkiego potwora, jakim była skumulowana kupencja, z każdą chwilą się potęgowała. Wytrzymam. Wytrzymam, do cholery, bo gdzie?
Pomyślałem, że jak pójdę za śmietnik i wysikam się, to trochę przejdzie, zyskam na czasie, oszukam organizm.
Podziałało. Na 15 minut.
Potem dostałem takich bóli, że aż przystanąłem... Zgięło mnie... no nie wytrzymam, zesram się, i to nie byle jak!

Pojawiła się jednak ostatnia myśl: wejdę do klatki, zapukam do kogoś, pomoże w potrzebie biednemu kolporterowi.
Pukam, kurde, otwiera starowinka, tłumaczę co i jak, nie dokańczam, bo zamyka drzwi. Rozpacz.

Schodzę do piwnicy, zamykam za sobą drzwi, walę największego kloca, jakiego widział ten świat.

Ale nie podtarłem się ulotką, bałem się, że zadzwoniliby na podany numer, więc chodziłem z obsraną dupą do końca.

#XfWXU

Od dziecka byłam bardzo zainteresowana seksem, moja wiedza w tym zakresie była imponująca. Namiętnie czytywałam gazetki pornograficzne ojca i gazetki ojców moich koleżanek. U wujka znalazłam porno na kasetach VHS i gdy tylko nadarzyła się okazja, oglądałam i przewijałam do ulubionych fragmentów. Rodzina myślała, że w tym czasie śledzę losy "Wilka i Zająca". Można powiedzieć, że w wieku 10 lat byłam w sprawach damsko-męskich prawdziwym ekspertem. Słownictwo w tym zakresie również miałam bogate.

Gdy rok starsza kuzynka "zakochała" się na zabój w koledze z klasy, postanowiłam napisać dla niej opowiadanie miłosne. Opowiadanie, po trzech zdaniach romantycznego wstępu, stało się szerokim opisem przeróżnych czynności seksualnych tej dwójki. Kuzynce moja twórczość przypadła do gustu, dlatego w niedługim czasie powstało jeszcze kilka tego typu opowiadań.

Miałam jakieś 12 lat, gdy mama sprzątając w szafie ze starymi książkami i zeszytami, znalazła jedno z nich. Przeczytała. Dała do przeczytania ojcu. Potem zawołała mnie i spytała, czy to moje zapiski. Nigdy nie zapomnę momentu, gdy stoję z mamą w kuchni i patrzymy na napisane moją ręka zdania o lizaniu cycków i cipki, ruchaniu, bzykaniu, o sapaniu z przyjemności. Wyparłam się praw autorskich do tego dzieła, ale wiedziałam, że ona wie. I że wie, że ja wiem, że ona wie. Zażenowanie wisiało w powietrzu bardzo długo. Tamtego dnia porzuciłam myśl, by zostać pisarką, a gazetki z gołymi paniami oglądałam już tylko daleko od domu :)

#SYcAD

Sądzę, że nie tylko ja mam zaćmienie mózgu w chwilach stresu i podekscytowania, które potrafi popsuć wiele ważnych wydarzeń.
Koniec pierwszej klasy gimbazy, pierwszy "chłopak" no i pierwszy pocałunek, taki wiecie - francuski. Nie wiadomo z czym to się je, co trzeba zrobić ze śliną i jak nie zadławić się czyimś językiem. Ogólnie to prawie każda dziewczynka śni o niezapomnianym pierwszym pocałunku i zaczytuje się informacjami na ten temat z takich renomowanych gazet jak Bravo czy FunClub.

Nadeszła TA chwila, w której miałam wykazać się wiedzą wyczytaną z pisemek. Siedzieliśmy na ławce w parku i nasze usta zbliżyły się do siebie. Czułam tę nieudolną wyminę DNA i byłam w amoku, przez co straciłam równowagę i żeby nie upaść brzuchem na jego uda, odruchowo podtrzymałam się ręką w okolicy jego krocza. Poczułam coś twardego i podłużnego. Spojrzałam na niego z podejrzliwością i zapytałam:
"Janek, a dlaczego masz latarkę w spodniach?"
Odsunął się ode mnie. Nigdy nie zapomnę tej miny konsternacji, zażenowania i zdziwienia, gdy wypowiadał zmieszany "to nie jest latarka"...I wtedy zrozumiałam, że to faktycznie nie była latarka.

Niby człowiek uczy się na błędach, a jednak 5 lat później poprosiłam mojego ostatniego chłopaka o wyjęcie portfela z kieszeni spodni, bo mnie uwierał, gdy całowaliśmy się leżąc na łóżku. Reakcja była podobna jak w poprzedniej sytuacji.

#KTHcq

Rodzeństwo podobno najbardziej poznaje się przy podziale majątku. Wiec jestem sobie ja i moja czwórka rodzeństwa przyrodniego – dwaj bracia od strony taty oraz brat i siostra od strony mamy. Rodzice byli trochę starsi, kiedy się urodziłem, więc z rodzeństwem kontaktu nie miałem nigdy – około 15 lat różnicy.

Zacznę historię od śmierci mamy. Mama święta nie była, zostawiła mnie i ojca niedługo po tym, jak się urodziłem. Mama nie miała nic, więc powołani do spadku nawet nie pomyśleliśmy, by się czegoś zrzekać. Okazało się, że miała malutką działeczkę ROD wartą około 5 tysięcy. Kilka tygodni później dostałem pismo z banku, iż jako jeden ze spadkobierców jestem powołany do uregulowania kredytu po zmarłej w kwocie 35 000 zł. Zacząłem szperać co można z tym zrobić, no i nie bojąc się tego, co może się wydarzyć, ze względu na dziedziczenie z dobrodziejstwem inwentarza, spodziewałem się spłaty w wysokości tego, co dostałem ze sprzedaży działki po mamie i tyle. Sporządziłem wykaz inwentarza, wysłałem do właściwego sądu, poszedłem do banku, a bank powołując się na przepisy, iż dopóki nie ma wykonanego działu spadku, odpowiedzialność jest solidarna, a w banku ma pojawić się każdy ze spadkobierców. Prawnik potwierdził, że bank ma rację. Brat i siostra na moje prośby, by zrobić dział spadku, zablokowali mój numer, przestali odpowiadać, zaczęli mnie wyzywać, grozić mi. Oni zarejestrowali tylko to, że jest dług do spłaty. Bank przybił mi w całości to zobowiązanie, powołując się jw. i chcąc nie chcąc, musiałem to wszystko spłacić sam. Wystąpiłem do rodzeństwa o wypłatę świadczenia regresowego, założyłem im sprawę, którą wygrałem i zostało mi przysądzone 2/3 kwoty całego zobowiązania do zwrotu, ale że oboje są niewypłacalni (patola na zasiłkach), ich dług wobec mnie leży na stercie innych długów wobec innych wierzycieli i nic nie da się z nim zrobić.

Przechodząc do sprawy taty. Wychowywał mnie sam i wiele mu zawdzięczam. Robił wszystko, żeby nie brakowało mi niczego. Opiekowałem się nim do ostatniego dnia. Tato nie był zamożny, po rozwodzie z matką moich braci kupił mieszkanie, które przepisał na mnie umową dożywocia. Bracia nie chcieli mieć z nim nic wspólnego, więc w ogóle się nie interesowali ani nim, ani mną – ja byłem obcy. Do momentu śmierci i wyjścia na jaw, że tato przepisał mi mieszkanie umową dożywocia (nie wchodzi w zachowek), a także wydziedziczył ich w testamencie. Pomimo tego, że nie mogą ugrać nic, bo po sytuacji z mamą tato zrobił wszystko, żeby dwaj bracia, którzy mieli go całe życie gdzieś, nie dostali nic, żebym ja nie był poszkodowany, to oni dalej próbują. Miałem już trzy sprawy w sądzie z ich wniosku o zachowek (nienależny), o nakłonienie ojca do niewłaściwego rozporządzania majątkiem i o podstawienie notariusza! Wszystkie sprawy przegrali, ale ja po sądach trzy lata się bujałem.

Rodzina piękna sprawa, ale tylko na zdjęciu.

#6O7tj

Dwa lata temu moi rodzice się rozwiedli, a mama związała się z moim wujkiem, czyli bratem taty. Wujek mieszkał z nami całe życie i był starym kawalerem, nigdy nawet nie miał dziewczyny. A ja się zastanawiam, czy przypadkiem wujek nie jest moim biologicznym ojcem.
Mama urodziła mnie dość późno, była już koło 40, a rodzeństwo mam o 15-20 lat starsze. Zawsze byłam bardzo blisko z wujkiem, praktycznie mnie wychował, bo rodzice chodzili do pracy, a wujek pracował na nocki, więc do południa się mną zajmował i dopiero jak rodzice wracali, to szedł spać. Zawsze siadałam mu na kolanach przy stole, nosił mnie na barana, bawił się ze mną, odbierał za szkoły, uczył jeździć na rowerze. Robił wszystko, co powinien robić ojciec. Teraz zaczęłam przypominać sobie różne sytuacje z dzieciństwa, kłótnie rodziców, to że nawet nie spali w jednym pokoju, to że mój „tata” nigdy tak naprawdę nie poświęcał mi uwagi, nie interesował się mną, nigdy nie mieliśmy tak bliskiej relacji, jaką ma z moim starszym rodzeństwem. Może tata wiedział od początku, że nie jestem jego biologiczną córką? A wujek wiedział, że jestem jego dzieckiem i tak mnie traktował? Może te 17 lat temu, gdy się urodziłam, a mentalność była jeszcze inna, bali się, że taka informacja może wywołać jakiś ostracyzm społeczny i ludzie będą krzywo patrzeć na naszą rodzinę? Teraz się wiele zmieniło, a informacja, że mama zostawił tatę dla jego brata na nikim nie zrobiła wrażenia. Nawet rodzice rozstali się w zgodzie i wciąż normalnie ze sobą rozmawiają. Wciąż spotykamy się wszyscy razem u dziadków, rodziców taty i wujka, na przykład na święta czy imieniny. Tata i wujek normalnie ze sobą rozmawiają, żartują, piją razem piwo, różnica jest tylko taka, że teraz mama siedzi obok wujka, a nie obok taty. Dziadkowie też nie mają problemu z tą dziwną zamianą miejsc, a wręcz wydają się tym wcale nie zdziwieni. Wszyscy się zachowują, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie.
Ja przeprowadziłam się z mamą i wujkiem, tata mieszka sam, moje rodzeństwo odwiedza go często, ale ja bardzo rzadko. Nie umiemy ze sobą rozmawiać, nie mamy wspólnych tematów, panuje między nami sztywna atmosfera. Wciąż o wiele lepszy kontakt mam z wujkiem i zastanawiam się, czy nie zapytać go o to, czy to możliwe, że to on jest moim prawdziwym tatą. Bo wydaje mi się, że wszyscy w rodzinie o tym od dawna wiedzą, poza mną.
Dodaj anonimowe wyznanie