#hxOuy

Mieszkam z narzeczonym. Ostatnio obchodziliśmy jego imieniny, przyjechała cała moja najbliższa rodzina i jego rodzice, całe 10 osób. Wszystko było dobrze do momentu, gdy skończyłam pić trzeciego drinka i zabrałam się za kolejnego. Więcej grzechów nie pamiętam, obudziłam się rano z kacem gigantem.

Narzeczony położył mnie do łóżka, zmył makijaż, posprzątał po imprezie, nie był zły, po prostu procenty weszły skuteczniej, bo nie jadłam nic od rana. Myślę sobie – fajnie, kochany. Do momentu, gdy się dowiedziałam, że pod wpływem alkoholu, przy wszystkich gościach przy stole, zaczęłam macać go po kolanie i „szeptać” nieprzyzwoite rzeczy, które chcę z nim zrobić w łóżku. Cała moja rodzina usłyszała, że chcę, żeby mnie zerżnął.

Przez kilka dni nie kontaktowałam się z rodziną, zażenowana swoim zachowaniem. A alkoholu nie tknę przez rok.

#EumUz

Chciałbym wam opowiedzieć o dniu, który założył na moje barki bardzo ciężki plecak, nie będę wchodził w szczegóły, chcę tylko opowiedzieć co czuję i widzę rano, gdy otworzę oczy lub rano je zamykam po koszmarnych i nieprzespanych nocach, prosiłbym o dystans po przeczytaniu tej sytuacji i do mojej osoby.

Było to lato, sobota, późny wieczór, godzina była koło północy, obok tutejszego sklepu, miałem już zaprowadzić do domu motor i z kolegą jechać samochodem, aby coś zjeść. Był to spory motocykl, tzw.ścigacz. Nagle moja siostra poprosiła mnie o to, abym ją przewiózł, postanowiłem jechać w górę w stronę punktu widokowego. Pamiętam drogę – prosta w górę, po lewej mleczarnia, z przeciwnego pasa przejechał jeden samochód.
I nagle budzę się na środku drogi w kałuży mojej krwi, uderzenie w tylny prawy róg samochodu, zmierzyłem się z tylną szybą samochodu, pamiętam to, jakbym rozwijał kliszę, tylko że nie wszystko jest złapane na nią. Pojawiły się dwie postacie – rodzice i krzyk z ich ust. Nagle światło niebieskie, sygnały karetki, przekręciłem głowę w stronę rowu jakbym coś wiedział, nagle dwóch ratowników wyciąga moja siostrę i ją reanimują. Po jakimś czasie kiwnął głową jeden z nich… Poczułem wielki ból, nie ten namacalny. Odzyskuję powoli świadomość w szpitalu, koło trzeciej w nocy, gdy mnie tam ratowali. Budzę się się rano w szpitalu połamany, cały obdarty ze skóry, ledwo otwieram lewe oko, gdyż byłem tak zapuchnięty. Lekarze dziwili się, że przeżyłem takie uderzenie. Cztery najmocniejsze leki przeciwbólowe na zmianę nie zatrzymały moich łez na widok mamy, babci, cioci i gdy nogi uginają się im przede mną z płaczu bólu i cierpienia. Pierwsze moje zdanie było pytaniem, którego możecie się domyślić, wszyscy zapewniali mnie przez parę tygodni, że siostra żyje, jest w śpiączce piętro niżej… Rozwiało moją nadzieję jak liście z drzewa, gdy nagle wszystkie pielęgniarki wyszły z pomieszczenia, a weszli moi rodzice. Nie znam słów by to opisać, dusiłem się z płaczu przez tracheotomię.

Dziś jest już ponad rok po zdarzeniu, ciągną się sprawy, chodzę do psychologa, gdyż nawet człowiek silny ma chwile słabości, nie każdy potrafi stawić czoła temu wszystkiemu. Żyję jedynie z nadzieją, że ktoś miał tam plan, że jeszcze czeka mnie szczęście na tym świecie. Ludzie patrzą na to z różnych stron, większość znajomych zachowało się jak osoby bez honoru i szacunku, większość ludzi odeszło.
Chcę wam powiedzieć, że bardzo tęsknię za siostrą, spędziliśmy dzieciństwo w jednym domu, nie ma dnia, w którym bym o niej nie myślał, o sytuacjach z nią, gdy było mi ciężko. Potrafiła zebrać się z łóżka o drugiej w nocy i przyjść do mnie porozmawiać, dodać otuchy, a nawet płakać, choć to jej sprawa nie była. Tak bardzo ją kochałem… Chcę dodać, że różne życie pisze scenariusze, mnie surowo potraktowało, doceń to co masz i co kochasz. Marcin.

#XO1WQ

Mój dziadek miał na imię Franciszek, jak święty Franciszek z Asyżu, patron m.in. zwierząt. Dziadek był bardzo łagodnym człowiekiem, w przeciwieństwie do swojej żony, temperamentnej babki. Wiadomo, dziadzio miał swoje wady – kto ich nie ma! Ale oprócz upodobania do alkoholu czy bujania w obłokach był po prostu dobrym człowiekiem. Tak zwyczajnie dobrym. A wiecie, skąd wiem? Podobno zwierzęta wyczuwają ludzi. I wyczuwały też dobro mojego dziadka.
Nie będę wspominała o tym, że każdy kolejny pies, który pojawiał się w ich domu, był mu całkowicie wierny i gdy tylko dziadek był na dworze, nie odstępował go na krok. Z kotami tak samo. Dziwne, prawda? Koty chodzą własnymi ścieżkami, a tu proszę, łaziły za moim dziadkiem. Najlepsza jest jednak historia, kiedy to dziadek wrócił po pijaku do domu, a babcia nie chciała go do niego wpuścić, dlatego chcąc nie chcąc poszedł spać tam, gdzie było równie ciepło – do stajni. Położył się na ziemi tuż przy koniu, który przestał całą noc na trzech nogach, bo dziadek przesunął się w pewnym momencie i koń nie chciał go przygnieść. Koń, Misiek, wiele razy przywoził też pijanego dziadka do domu – sam, intuicyjnie, znał drogę. Mądry zwierz, nienawidził pijaków, bo był bity przez poprzedniego właściciela, alkoholika. Nie znosił podpitych jegomościów, z wyjątkiem dziadka Franka. Najwyraźniej czuł, że to dobry człowiek. I jeszcze ostatnia sprawa. Po śmierci dziadka pies, taki łańcuchowy, wył co noc przez kilka tygodni.
I mówcie co chcecie, ale ja wierzę, że mój własny prywatny Franciszek był prawdziwym przyjacielem zwierząt. I oczywiste, był tak samo dobry dla ludzi. Imiona mają moc.

#1CauE

Jestem samodzielną mamą dwójki przedszkolaków. Ich tata odebrał sobie życie. Ogromnie to przeżyłam. Teraz bardzo staram się być jak najlepszym rodzicem. Ciągle czytam o tym, jak wzmacniać poczucie własnej wartości u dzieci, jak nauczyć je radzić sobie z emocjami, ja dać im siłę i wiarę w siebie, pomagam realizować ich zainteresowania... Po prostu robię wszystko, żeby wiedzieli, że są wspaniałymi ludźmi, że są kochani i że ich szczęście nie zależy od zdania innych.

Ostatnio coraz częściej myślę, że gdyby ich tata żył, nie byłabym takim dobrym rodzicem, nie starałabym się aż tak bardzo... Smutne, ale swoją śmiercią sprawił, że ja jestem lepszym człowiekiem.
Co nie zmienia faktu, że codziennie za nim tęsknię.

#cW9bB

Ostatnio po szkole ja i moja przyjaciółka (i jednocześnie dziewczyna, z którą żyję w friendzonie) poszliśmy do mojego domu obejrzeć film. Nie wiem, co sobie myślałem. Może, że w końcu wyznam jej to, że jeszcze od czasów gimnazjalnych mi się podoba?
 
Kiedy ja przygotowywałem film i przekąski, A poszła do łazienki, a po chwili wróciła... ze stanikiem w ręce (oczywiście bluzkę nadal miała na sobie). Usiadła obok mnie i chwyciła moją rękę, prowadząc ją na swój biust. Ja zszokowany, w siódmym niebie. Co mam dalej robić? Wtedy wywiązał się między nami taki dialog:
A: No popatrz, jaki mam mały biust. Same kości, a przecież nie jestem taka chuda...
Ja: Nie przesadzaj. Dla mnie jest w porządku.
A: Mój przyszły chłopak mnie chyba wyśmieje! W ogóle to jest niesprawiedliwe, że ja jedyna z rodziny tak mam.
J: Słuchaj, dla mnie rozmiar nie ma w ogóle znaczenia. Dla mnie jesteś świetna, a jak chłopak będzie patrzył tylko na twój wygląd, to nawet nie ma sensu tracić czasu.
A: Ojeju... dlaczego nie ma więcej takich chłopaków jak ty? Dziwię się, że jeszcze nie znalazłeś sobie dziewczyny.

Po czym uwolniła się z mojego objęcia (tak, przez cały czas trzymałem ją za biust...) i jak gdyby nigdy nic oglądała ze mną film, podczas gdy ja, o dziwo, byłem bardziej zszokowany niż podniecony.

Zabijcie mnie.

#p7Vcq

W historii nie ma nic anonimowego, ale chciałam sprawdzić jakie jest zdanie innych, jeśli chodzi o takie zachowanie

Tytułem wstępu, w Kanadzie popularne są restauracje "all you can eat" czyli wchodzisz, dostajesz tablet, klikasz pozycje które chcesz zamówić, kelner przynosi, zjadasz i zamawiasz dalej, a dzięki urządzeniu z kelnerem nie trzeba w ogóle rozmawiać, mimo tego że przychodzi nawet kilkanaście razy w ciągu jednego wieczoru, co jest istotne dla historii.

Byłam tam niedawno ze znajomymi. W pewnym momencie do środka weszła rodzina (rodzice z synem na oko 10 letnim) i usiedli przy stoliku obok, syn w słuchawkach, matka tak samo, tylko ojciec zainteresowany jako tako otoczeniem, nawet telefonu w ręce nie miał. W pierwszej chwili pomyślałam, że ściągną słuchawki za chwilę, ale nie, tablet w dłoń, zamówienie przychodzi do stolika, a mama i synek nadal w słuchawkach z twarzami w telefonach (oczywiście ani słowa do kelnera, nawet dziękuję) zjadają, zamawiają kolejne dania i tak pół godziny.


Tata siedzi bez telefonu i w ogóle bez niczego, patrzy w dal i spokojnie je obiad. Jak się to skończyło, nie wiem bo wyszliśmy przed nimi, ale nie sądzę że ktoś z nich odłożył telefon i zaczął z tatą/mężem rozmawiać. Szkoda tego pana, ale z drugiej strony on w ogóle nie zareagował. Nie powiedział nawet słowa. 

Wiem, że zdarza się zobaczyć przyjaciół czy parę na randce, wpatrzonych w telefony i dukających coś do siebie od czasu do czasu, ale z czymś takim spotkałam się pierwszy raz.

Myślałam żeby wrzucić na piekielnych, bo chciałam poznać opinię innych, co myślicie? czy spotykacie się z takim widokiem? ale w sumie nikomu krzywdy nie robią, tyko smutne to trochę. A może w Polsce jeszcze nie poszło to tak daleko?

#rt3os

Zacznę od tego, że kilka lat temu związałam się ze sporo starszym mężczyzną. Ja miałam wtedy 21 lat, on 35. (Zawsze lubiłam starszych facetów.) Piotr był cudowną osobą, nigdy się z nim nie nudziłam, jeździliśmy razem na wczasy, w łóżku było obłędnie, kochałam go jak nikogo wcześniej. Po około półtora roku związku zaczęliśmy planować wspólną przyszłość, były nawet wzmianki o ślubie. Byłam taka szczęśliwa. Jednak pewnego dnia otrzymałam SMS od Piotra o treści "Nie możemy być już razem, przepraszam." 

Dosłownie zwaliło mnie z nóg, nie wiedziałam co robić. Dzwoniłam i pisałam do niego przez trzy tygodnie, byłam w jego firmie, powiedziano mi tam, że wyjechał i nie wiadomo kiedy wróci. Załamałam się, przez pół roku żyłam jak warzywo. Gdy skończyłam studia udało mi się zatrudnić w biurze architektonicznym, w którym zawsze chciałam pracować. Poznałam tam jednak Hannę. Od początku była dla mnie bardzo nie miła, kiedy tylko miała okazję próbowała mi zaszkodzić, nieraz przechodząc obok niej słyszałam jak mówi cicho różne wyzwiska w moją stronę. Cały czas próbowałam dowiedzieć się o co jej chodzi. Po kilku miesiącach, na zebraniu wykrzyczała mi przy wszystkich, że jestem dziwką i ona wie o moim romansie z jej mężem, po czym wybiegła z sali. Zamurowało mnie, nie miałam pojęcia o czym mówi, wszyscy sie na mnie gapili. 

Następnego dnia podeszłam do niej i powiedziałam, ze nigdy nie byłam z żonatym mężczyzną i że musiała mnie z kimś pomylić po czym ona wyciągnęła telefon i pokazała mi zdjęcia mnie i Piotra w restauracji na których się obejmowaliśmy i całowaliśmy. Byłam w szoku. Okazało się, że te zdjęcia zrobiła nam jej siostra, która przez przypadek nas razem zobaczyła. Piotr powiedział Hannie, że to był dwumiesięczny romans i że się zapomniał bo mieli wtedy problemy a na dodatek ja wiedziałam że on ma żonę. 

Nie mogłam w to uwierzyć. Ale powiedziałam jej jak było, pokazałam zdjęcia, smsy. Ona też była w wielkim szoku. Po skończeniu pracy pojechałyśmy do ich domu. Gdy go zobaczyłam aż mi się zakręciło w głowie, on chyba prawie dostał zawału jak nas zobaczył. Na początku się wykręcał, kłamał ale w obliczu dowodów w końcu się przyznał a na dodatek powiedział, że często miewa romanse z młodymi dziewczynami bo potrzebuje przygód, a że każda oczekuje poważnych deklaracji to mydli im oczy a potem zostawia.

Z Hanną przyjaźnie sie do dziś, przeprosiła mnie, wyrzuciła niewiernego męża, który jak się okazało był z nią tylko ze względów finansowych ( "jego" firma była tak naprawdę firmą jego teścia, który dał mu pracę i obsadził na wysokim stanowisku.) Z tego co wiem został z niczym bo wszystkie pieniądze wydawał na kochanki. Ostatecznie wyszłam za brata Hanny, jestem w ciąży, ona też ma wspaniałego narzeczonego. Ale początku naszej znajomości nie zapomnę nigdy.

#2zoOa

Moja babcia ma już ponad 80 lat. Tematem do rozmów jest u Niej Kościół i Księża.

Ostatnio ich proboszcz zrobił doktorat z nauk teologicznych. Oczywiście babcia musiała przekazać mi tę informację, chociaż nie do końca tak jak się spodziewałam...
Babcia: - Nasz ksiądz proboszcz zrobił doktora, mówił na mszy ostatnio. Łooooj muszę się wybrać teraz jakoś do niego, bo tak mnie duszności łapią, w krzyżu łupie i poty oblewają, może by mi jakie tabletki przepisał albo maść chocioż....

Zajęło mi chwilę, żeby powstrzymać wybuch śmiechu i parę minut, żeby wytłumaczyć babci, że ich proboszcz nie został lekarzem i nie może jej wystawić recepty 😂

#yPR6C

Jestem z natury szczupłą dziewczyną. Od dzieciństwa mam bardzo szybką przemianę materii. Co prawda nie lubię się obżerać, ale jem też racjonalne porcje, tyle, aby poczuć się sytą, a nieobjedzoną. Do tego przychodzi delikatna budowa ciała. No i w tym momencie zaczyna się mój "dramat".

Od kilku lat słyszę, że jestem za chuda, że powinnam przytyć. "Ale pani drobniutka", "je coś pani?", "jak wiatr zawieje, to panią przewróci" - takie komentarze zdarzają się co jakiś czas. Co najśmieszniejsze, nie jestem chuda. Mam ciałko, piersi i przy okazji sporą pupę. Po prostu jestem drobnej budowy. Od liceum bolą mnie te przytyki na temat domniemanej chudości. Nie jem ogromnych ilości, ale nie zdarza się, abym chodziła głodna. Staram się przytyć, ale jest to wręcz niewykonalne, jednak schudnąć, gdy zachoruje - nie ma problemu. Temat wydaje się błahy, że stereotypowo każda kobieta o tym marzy. To błąd. Gdy cały czas słyszy się, że jest się za chudym to po jakimś czasie zaczyna boleć. Zaczyna się widzieć, że ma się problem, że jest się nieatrakcyjnym. Zaczyna się tego nienawidzić. Ja w pewnej chwili miałam moment załamania i się obżerałam. Na szczęście coś we mnie pękło i postanowiłam zwalczać ogień ogniem. Jeść zdrowo i tyle ile potrzebuje i cieszyć się tym, że noszę rozmiar S (XS jest za małe!). Tak jak mówiłam - postanowiłam zacząć na takie przytyki odpowiadać.

Moment przełomowy nastąpił po wyjściu do baru z koleżankami. W pewnym momencie jedna z nich (nie po raz pierwszy) powiedziała, że jestem taka chudziutka, że mogłabym troszkę przytyć... Na co ja przy całym towarzystwie powiedziałam, że ona jest za to gruba i mogłaby schudnąć, bo przytyła. Koleżanka zrobiła oczy jak spodki i uciekła do łazienki, a ja dostałam ochrzan od reszty, jak tak mogłam powiedzieć. Co, powiedzieć chudemu, że jest za chudy to okej, ale grubasowi, że jest gruby już nie? Olałam je i teraz jak ktoś dalej mi wypomina moją wagę (pomimo prośby z mojej strony, aby przestał) w tym momencie odgryzam się chamsko na temat jego wyglądu. Może trochę ostro, ale po latach może się człowiek już wkurzyć. Nie chodzi mi o komplementy, że mam fajną figurę (zdarzają się), ale o przytyki, które miały być przytykami. My, "chudzi" wiemy o tym, że mało ważymy i do cholery nie trzeba nam tego wypominać, bo po jakimś czasie może się człowiekowi zrobić naprawdę przykro. A "grubasy" niech przestaną być hipokrytami. Amen.

#n7sdv

Kiedyś miałem strasznie zły dzień!
Wkurzony wsiadłem w auto i pojechałem sam nie wiem gdzie i po co.
Po drodze wpadł mi do głowy pomysł, by zrobić jakiś dobry uczynek... Ni stąd, ni zowąd, poboczem drogi bez chodnika idzie starszy pan, lekko utykając na nogę...
Zatrzymałem się i pytam, czy go gdzieś nie podwieźć.
Starszy pan się uśmiechnął i powiedział "Z nieba mi spadłeś, młody człowieku", wsiadł i poprosił, bym zawiózł go do drugiej wioski na cmentarz, bo chce tam zapalić znicze.
Jak poprosił, tak zrobiłem.

Po drodze fajnie nam się rozmawiało, choć były to raptem cztery kilometry.
Zapytał mnie, ile wezmę za podwiezienie.
Odparłem, że nic nie chcę, że będzie to taki mój dobry uczynek.
Po dojechaniu na miejsce pan po raz kolejny się uśmiechnął, uścisnął mi dłoń i życzył wszystkiego co najlepsze, dodając: Dobro do ciebie wróci.

Uwierzcie mi, przez całą resztę dnia uśmiechałem się sam do siebie.
Jak to niby zwykły gest potrafi poprawić humor ;)
Dodaj anonimowe wyznanie