#EtdfQ

Zostałam zgwałcona miesiąc temu.
Po tym okresie wstałam z łóżka, funkcjonuję normalnie. Chodzę do szkoły, do pracy w weekend. Bliscy znajomi, którzy o tym wiedzieli, zaczęli mówić (wprost), że pewnie mi się to podobało, bo nie chciałam się zabić.

Do teraz boję się wychodzić z domu (gwałciciel mieszka w pobliżu), boję się sąsiadów, bo widzieli mnie w stanie po gwałcie i słyszeli moje krzyki, ale staram się podnieść po tym wszystkim, staram się żyć normalnie. Nie wiem, czy powinnam właśnie podjąć się próby samobójczej czy cokolwiek, żeby ludzie zobaczyli, że naprawdę cierpię.

Ludzie! Jeśli ktoś nie pokazuje jak cierpi, to uwierzcie, że cierpi naprawdę mocno, tylko nie chce tego pokazywać, żeby rodzina się nie martwiła i przede wszystkim CHCE O TYM ZAPOMNIEĆ I ŻYĆ NORMALNIE! Dajcie spokój!

#L4VYS

Kiedyś po mocnej refleksji nad sobą doszedłem do wniosku, że czas wyjść z bagna w jakie wszedłem będąc młodszy i przestać być patologią. Poznałem cudowną, elegancką dziewczynę. Byliśmy bardzo udaną parą, na tyle, żeby w ciągu tego czasu przywiązać się do niej. Pod koniec związku dosyć często pisała z jakimś gościem na snapie. Nie byłem zazdrosny, ponieważ jej ufałem i nie przeszłoby przez głowę, że mogłaby mnie zdradzić. Jednak pozory mylą.

Wieczorem wracałem z treningu. Jako że mój klub jest trochę daleko od mojego miasta, musiałem wracać autem. W połowie drogi zadzwoniła do mnie stara kumpela, z która urwał się kontakt kawał czasu temu. Zaczęła mi mówić o tym, jak moja dziewczyna bawi się pod moją nieobecność z jakimś typem i na dodatek wysłała zdjęcie, jak stoją objęci i całują się. Szok był tak potężny, że szukałem jakiegoś pobocza, bo musiałem zjechać gdzieś i odetchnąć chwilę. Do końca dnia nie rozmawiałem z nią w ogóle, że nawet nie podejrzewała, że wiem o jej skoku w bok. Natomiast skupiłem się na tym, żeby dowiedzieć się wszystkiego o tym typie.

Następnego dnia spotkałem się z nią i wygarnąłem jej wszystko, do takiego stopnia, że się popłakała i zaczęła życzyć, żebym się zabił. Mówiła, jak bardzo mnie nienawidzi itd. Zachowanie bardzo infantylne, ale cóż. W południe pojechałem do miasta, gdzie mieszka jej nowa miłość i chciałem porozmawiać, ponieważ wbrew pozorom i swojemu wyglądowi, raczej wolę rozwiązywać problemy słownie. Niestety, typ się awanturował i wygrażał mi, podkreślając w każdym zdaniu, że zaraz będzie nieprzyjemnie. Byłem zmuszony dać mu konkretną lekcję pokory, jednocześnie ośmieszając go przy kolegach.

Minęły dwa miesiące od całego zajścia, moje życie zmieniło się o 180 stopni. Nie jestem tym samym człowiekiem. Ciągle myślę o całym zajściu, o słowach, jakimi mnie zniszczyła. Zapasy, dla których oddałem połowę życia, już nawet mnie nie zadowalają tak jak kiedyś.

Morał z powyższego wyznania brzmi tak, że trzeba mieć z osobna na celowniku każdą osobę, bo dosłownie każdy może cię kopnąć w dupę, nawet ta najbardziej zaufana osoba, która mówi ci, że nigdy cię nie okłamie.

#7DFFw

Witam Was, moje kochanie anonimowe dzieci. Nie gniewajcie się za takie powitanie, ale mogłabym być waszą mamą albo i babcią, mam na swoim koncie dużo wiosenek.
Czytam Was od dawna, taka babcia podglądaczka, ciekawska co tam dzieje się u młodzieży, jakiego języka się teraz używa i co jest na czasie. Wasze wyznania wzbudzają uśmiech na twarzy, czasem wywołują łzy.

Do tej pory byłam tylko biernym obserwatorem, teraz chcę to zmienić i podzielić się z Wami moją anonimową historią o krótkiej miłości na całe życie.

Mając 18 lat zaczęłam związek z pewnym kawalerem, jednak po 2 latach okazało się, że może i kocha tylko jedną (czyli mnie), ale lubi wiele kobiet. Zakończyłam tę miłość. O jaka ja byłam nieszczęśliwa! Płacz i histeria, bo co ze mną będzie (to nie były obecne czasy, że krótkie, przelotne związki nikogo nie bulwersują). Dosyć szybko jednak doszłam do siebie, widocznie to nie było to.

Tak więc żyłam sobie jako wolna nastolatka prawie rok. Znalazłam pracę w małym sklepie, gdzie poznałam mojego J. Od razu moje serce zabiło do niego. Oszołomił mnie swą urodą i kulturą. Kilka lat starszy i, o zgrozo, żonaty i dzieciaty! No nic, będę wzdychać po cichu.
Mijał czas, J. był stałym klientem, często zagadywał, a i w rączkę ucałował. Coś się zrodziło między nami.
Zaczęło się od niezobowiązujących spacerów, a skończyło się sami wiecie jak..
Było między nami dużo miłości i czułości, ja już snułam plany na przyszłość. Ale jak to w tamtych latach było, rozwody uznawane były za największe zło. I tak po dwóch latach mój J. odszedł...

Nikt nigdy się nie dowiedział. Bolało bardzo, ale myślałam, że przejdzie, odkocham się, poznam miłego człowieka, założę rodzinę. Tak się nie stało.

Zostałam starą panną, którą niektórzy uważają za szurniętą, bo jej nikt nie chciał. To był świadomy wybór. Nie ma dnia, bym nie spojrzała na starą sfatygowaną fotografię mojej największej i jedynej miłości.

31 lat później boli tak samo jak w dniu rozstania.

Pozdrawiam Was i życzę Wam prawdziwej, ale szczęśliwej miłości.
Anonimowa Babcia.

#sfDzP

Do matury mieszkałam w dużym polskim mieście, w mieszkaniu w centrum, z mamą i babcią. Właściwie nie musiałam nic robić, bo wszystko miałam podetknięte pod nos. Mama ciągle mnie kontrolowała, bardzo angażowała się np. w szkołę, ale też zabraniała mi wypełniać obowiązków domowych. Często też słyszałam, jak nam jest ciężko finansowo, że mama i babcia nie mają na nic czasu itp. Choć widziałam, że część z tego, co robią, nie ma sensu (np. zakupy codziennie), to miałam duże poczucie, że jestem ciężarem. Dlatego też zaraz po maturze wyjechałam do pracy do Niemiec, a papiery na studia złożyłam do Warszawy (mimo że mogłam studiować to samo w rodzinnym mieście). Krzyku i płaczu, że sobie nie poradzę, było co niemiara. Myślałam, że im to też wyjdzie na dobre, będą miały więcej czasu i pieniędzy.

Na początku studiów dzwoniły do mnie po kilka razy dziennie, potem przestałam odbierać. Ostatnio przyjechałam do przyjaciół z rodzinnego miasta. Nie chciałam odwiedzić rodziny, bo wiedziałam, że czeka mnie porcja wyrzutów. Potrzebowałam kilka rzeczy, więc zostałam na poniedziałek i weszłam do mieszkania w godzinach, w których nigdy nikogo nie było w środku. Zastałam tam syf, jakiego w życiu nie widziałam. Porozrzucane, nadgniłe jedzenie, śpiącą na podłodze, śmierdzącą mamę, pustą lodówkę... Dodam, że dotąd zawsze wszystko było wysprzątane i zadbane. Gdy ją obudziłam, pijana wyrzuciła mnie z domu.

Zupełnie nie miałam pojęcia, jak się zmieniły od mojego wyjazdu. Byłam pewna, że pogodzą się z moim wyjazdem. Jestem w rozterce. Wydaje mi się, że jestem ich jedynym sensem życia i że powinnam wrócić do nich dla ich własnego dobra.

#pmqkD

Zawsze gdy widzę, że ktoś śpieszy się na autobus, a akurat przechodzę koło przystanku, to udaję, że chcę do tego autobusu wsiąść. Tym sposobem myślę, że tamta osoba zyskuje parę cennych sekund, by do niego dobiec. Gdy widzę, że jest już blisko, na pewno zdąży, a kierowca jej nie zostawi, odchodzę.
Robię to, bo wiem, jacy potrafią być kierowcy i że mogą czasem nie poczekać chwili na jeszcze jednego pasażera. Przystanek mam w drodze do szkoły, więc taka sytuacja zdarza mi się niemal codziennie :)

#AXwRN

Sytuacja sprzed paru lat: ja, dorosła kobieta, posiadająca męża i dziecko. Pęka gumka. Panika i stres, bo nie chcę więcej dzieci, a przecież się zabezpieczałam. Wizyta u lekarza – tłumaczenie się, że się uprawia seks, że takie rzeczy się zdarzają, prośba o receptę. Dorosła, świadoma kobieta musi prosić o receptę! Bo mimo zabezpieczenia coś poszło nie tak! Recepta wydana z niesmakiem... I jeszcze wywód lekarza na temat seksu, zabezpieczenia, konsekwencji – lekcja dla osoby posiadającej już dziecko... Żenada.
Mam troszkę więcej lat i czułam zwykłe upokorzenie, że lekarzowi trzeba się było tłumaczyć, że były seksy i było zabezpieczenie, ale nie zadziałało...

#Y69jF

Historię znam z opowiadań mamy, gdyż miałem wtedy koło 2 lat. Jak większość dzieci w tym wieku załatwiałem swoje potrzeby fizjologiczne do nocnika. I to z wydatną pomocą mamy – byłem średnio ogarnięty i trzeba było mi we wszystkim pomagać. 

Pewnego dnia mama posadziła mnie na tymże nocniku, żebym zrobił kupę. Zazwyczaj chwilę to trwało, a akurat zadzwoniła babcia na telefon stacjonarny, który znajdował się w sąsiednim pokoju. Mama poszła chwilę porozmawiać, natomiast widok jaki zastała, gdy wróciła, przerasta wszelkie wyobrażenia. Do dziś nie rozumiem, czemu nie zrobiła mi wtedy zdjęcia! Otóż gdy weszła do pokoju okazało się, że samodzielnie zszedłem już z nocnika, siedziałem na podłodze i z uśmieszkiem na ustach... rozsmarowywałem wyjętą z nocnika kupę dookoła siebie, wszędzie gdzie tylko sięgałem.

Mama zmywała podłogę trzy razy, a i tak na drugi dzień jeszcze pozostał lekki zapach w powietrzu. A nie było jej tylko dwie minuty!

#oOjrS

Od zawsze gdy byłam chora i miałam 40 stopni gorączki, paplałam jakieś głupoty. Np. że widzę jakiegoś faceta, a on próbuje mi zabrać lizaka. Wpadałam wtedy w panikę i byłam tylko w moim wyimaginowanym świecie.

Ta sytuacja zdarzyła się rok temu. Zachorowałam i miałam wysoką gorączkę, więc poszłam spać. Obudziłam się za potrzebą, więc wstałam i skierowałam się do łazienki. U mnie w domu, żeby pójść do toalety, trzeba przejść przez salon, gdzie również śpią moi rodzice, ponieważ mamy tylko dwa pokoje. Nie było wtedy jakoś późno, może 21. Moi rodzice jeszcze nie spali. Zatrzymałam się obok ich łóżka i spojrzałam na nich. Nagle zaczęłam krzyczeć: „Karetka już jedzie! Procę dawaj! No dawaj procę! Karetka już jedzie”. Mama spojrzała na mnie jak na chorą psychicznie, a ja poszłam się wysikać i wróciłam jak gdyby nigdy nic do łóżka.

Nic z tego do dzisiaj nie pamiętam, ale mama często mi to przypomina i się ze mnie naśmiewa.

#UG6YR

Krótko po wyborach, kolejka w piekarni.

Pan nr 1: Dwie żytnie z dynią poproszę.
Pan nr 2 (stoi za panem nr.1): Weźmie mi pan ostatnie? To moje ulubione. Może ja wezmę jedną, a pan drugą?
Pan nr 1: A na kogo pan głosował?
Pan nr 2: Na PiS.
Pan nr 1: To ja panu obie zostawię, bo tak pana musi sumienie napier*****, że niech pan już sobie ulży tymi bułkami.

#xOrL5

Jestem instalatorem, monterem, i zakładałem ostatnio internet w dość dziwnym domu. W trakcie roboty usłyszałem krzyk z jednego pokoju: „Mamoooo, gdzie są chusteczki od walenia konia!?”.
Zawsze w pracy mam przy sobie całą rolkę ręczniczków papierowych, więc kiedy uchyliły się drzwi, wrzuciłem tam tę rolkę i krzyknąłem: „Mam tylko tyle, powinno wystarczyć”.
Chłopak zamknął drzwi i odkrzyknął: „Dzięki, spoko z ciebie gość”.
Dodaj anonimowe wyznanie