#9ImS1

Sprzątając w starych szafkach, znalazłam moje zadanie z niemieckiego. Bodajże 2-3 gimnazjum. Miałam opisać w nim historię miłosną moich dziadków. Wszyscy opisywali rodem z dobrej książki dla silnych kobiet – walczące kobiety w czasie wojny, utrata rodziny itp. Ja jednak wolałam napisać prawdę (nie mówię, że ich wypracowania były kłamstwem, jednak to dziwne, by każdy walczył na wojnie, jak niektórzy z ich dziadków mieli wtedy po 10 lat). Jak wyglądało moje wypracowanie? Napisałam, że dziadkowie umawiali się na potajemne randki w czasie pasania krów, a potem się ożenili.

Jako jedyna w klasie dostałam ocenę niedostateczną. Powód? Moje wypracowanie jest zapewne wymyślone oraz odbiega od tematu zadania. Na pytania jak i czemu nie dostałam odpowiedzi, ale za to uwagę i punkty w dół.

Morał: Jeśli chcesz pisać wypracowanie, musisz dodać w nim dinozaury i ogólnie najlepiej statek miłości.

#n5cLN

Niedawno moja chrześniaczka obchodziła ósme urodziny. Niestety, nie najlepiej dogaduję się z bratem, tatą mojej „córy”, więc mam ograniczony kontakt z młodą. Od dwóch lat nie dostaję od brata informacji o imprezie urodzinowej (o wszystkim mówi mi mama, która mocno to przeżywa) i często to wygląda tak, że siłą wpraszam się na imprezę, by móc spotkać się z moją chrześniaczką.

W tym roku niestety nie miałam opcji przyjechać, bo miałam cały dzień zjazd na uczelni. Impreza akurat wypadła w dzień urodzin. Zadzwoniłam do mamy, która była na imprezie i podała telefon Basi. Tralalala, złożyłam jej życzenia, pogadałyśmy o szkole, śwince morskiej, którą zaadoptowała i innych sprawach. Pytam: „Słoneczko, co byś chciała dostać na urodziny?”. I usłyszałam: „Ciociu, nie zależy mi na prezentach, chciałabym, żebyś częściej mnie odwiedzała. Bardzo cię kocham i dziękuję, że do mnie zadzwoniłaś”.
Rozpłakałam się, byłam bezbronna wobec jej słów.

#GiWJO

Mam 19 lat, moja młodsza siostra ma 16. Jest to dziewczyna wyluzowana, czasem aż za bardzo.

Pewnego piątkowego wieczoru wybrałem się z przyjaciółmi z klasy na piwo, bo czemu nie? W pewnym momencie w mojej głowie pojawił się pomysł, aby przenieść się z towarzyszami do domu, w którym była tylko siostra, bo rodzice pojechali do znajomych na drugi koniec Polski. Tak więc zwołałem ekipę (6 osób razem ze mną) i ruszyliśmy do mnie. Było po 12, więc myślałem, że siostra śpi. Niestety nie.

Kiedy wszedłem do domu, a za mną zgraja bizonów, naszym oczom ukazała się moja siostra, która darła się do telewizora, bo przed chwilą zginęła w misji. To byłoby nawet okej, ale kiedy dziewczyna nas zobaczyła, przyszła się przywitać. Szkoda tylko, że w samych majtkach i skarpetkach za kolana w misie. Oczywiście moim kolegom się to podobało, mi nie, niestety jako że jestem chłopakiem, a praktycznie naga dziewczyna stała przede mną, w moich spodniach odbyło się powstanie.
Nigdy nie było mi jeszcze tak wstyd. A siostra zamiast się ubrać, to zaczęła się śmiać i powiedziała, że przecież każdy z nas widział już gołą dziewczynę.
Otóż nie, ja widziałem jedynie własną siostrę.

#e4LJH

Pewnego dnia jechałam autobusem do domu ze szkoły. Obok mnie siedziała pani z chyba czterema siatkami z zakupami. Zauważyła, że właśnie wysiadam i poprosiła mnie, czy pomogłabym jej to wynieść na przystanek. Wzięłam więc te cztery siatki w ręce i pospiesznie wysiadłam. Wychodzę z autobusu, stawiam siatki na ziemi, odwracam się, a tu autobus odjeżdża razem z właścicielką tych zakupów... Czułam się jak jakaś złodziejka. Czekałam zestresowana chyba ze 20 minut na tym przystanku na tę kobietę, ale nikt nie przychodził. Postanowiłam przejść się na dalszy przystanek, ale kobiety nie było.
Poczekałam jeszcze dłuższą chwilę, no i zabrałam te zakupy do domu...

#5wBmG

Jestem 22-letnim chłopakiem lubiącym piłkę nożną, dlatego właśnie 4 lata temu poszedłem na kurs sędziowski, który oczywiście ukończyłem.
W swoim pierwszym wyzwaniu chciałbym pokazać wam, co tak naprawdę dzieje się na takich meczach.
 
Był piękny, niedzielny dzień, ja jako młody arbiter wstałem wcześnie, by ogarnąć wszystkie sprawy papierkowe i ruszyć na swój pierwszy mecz jako sędzia główny. Po dotarciu na miejsce już wiedziałem, że ten mecz będzie ciekawy'. Jeszcze nawet nie zdążyłem się przywitać, a już usłyszałem komentarze typu: „Panie sędzio, jeżeli dziś nie wygramy, to pan lepiej z tej szatni niech nie wychodzi”. Oczywiście miałem to w dupie, jednak mecz wszystko zweryfikował.
Minęło może 15 minut pierwszej tercji (żaczki grają 3x20 min) i drużyna gospodarzy przegrywała bodajże 4-0, wtedy zaczęły się pierwsze docinki. W drugiej połowie kibice drużyny gospodarzy najpierw zaczęli rzucać we mnie jakimiś papierkami, później w ruch poszły butelki. Zgodnie z przepisami mecz przerwałem i jak najszybciej uciekłem do szatni sędziowskiej, za mną poszli trenerzy obu drużyn, którzy powiedzieli mi, że na takich meczach to norma. Minęło może z 10 minut i do szatni przyszedł jeden z rodziców, oburzony czemu przerwałem mecz, a nim cokolwiek zdążyłem odpowiedzieć, zostałem parokrotnie przez niego uderzony. Całe szczęście w szatni byli trenerzy, którzy owego pana uspokoili i z szatni wyrzucili. Sprawa zgłoszona została zarówno do ZPN-u (Związek Piłki Nożnej), jak i na policję, jednak dzięki temu, że pan miał znajomości, to nie poniósł żadnych konsekwencji, a ZPN sprawę wyciszył.

Nie muszę chyba mówić, że po takich meczach człowiekowi po prostu się odechciewa czegokolwiek, nieraz obserwator daje najwyższą notę z możliwych, a ze stadionu wyjeżdża się z paroma nowymi ksywkami związanymi z naszym „słabym” sędziowaniem.

Nic dziwnego, że wielu młodych chłopaków, mimo że sędziują na wysokim poziomie, rezygnuje z tego tylko przez to, że nie radzą sobie psychicznie z docinkami czy z patologicznymi sytuacjami na meczach.

#K3D4q

Jakiś czas temu przygotowywałam jedzenie na imprezę urodzinową mojego męża. Niestety mój półroczny syn od rana nie dawał mi nic zrobić, jak na złość w ogóle nie chciał spać. Wieczorem, kiedy w końcu zasnął, mogłam dokończyć swoje popisowe danie. Wyszłam na chwilę z kuchni, żeby zobaczyć, czy mały śpi. Kiedy wróciłam, zauważyłam, że nasz kot stoi na blacie i liże jutrzejszą kolację! Jednak zamiast wyrzucić to, co lizał kot, podałam to następnego dnia gościom... Normalnie bym tego nie zrobiła, ale było już bardzo późno, a następnego dnia była niedziela niehandlowa i nie miałam szans przygotować nic w zamian. Dodam tylko, że takie samo danie było robione w dwóch naczyniach, a kot lizał tylko z jednego, więc wiedziałam, z którego mam nie jeść.

Naczynie naznaczone przez kota postawiłam przy moich teściach, za którymi nie przepadam.

#3qJXg

Mam grupę dobrych koleżanek, które są spoza wspólnego towarzystwa, które dzielę z mężem. Po prostu każde z nas ma paręnaście „własnych” osób i nie czujemy potrzeby na siłę ich poznawać, toteż mój facet nie zna wszystkich moich znajomych.

Zwykły dzień i gdzieś po godzinie piętnastej dzwoni do mnie jedna z koleżanek. Lena wydukała, że musimy się spotkać, więc słysząc w jej głosie powagę sytuacji, odłożyłam moje plany i wyszłam na spotkanie w nią. Umówiłyśmy się od razu po tym, jak ona skończyła pracę w sklepie z bielizną. Spodziewałam się wszystkiego. Przez głowę przebiegły mi najgorsze scenariusze, a gdy tylko spotkałam się z Lenką, to ta zaczęła słowami: „Nie wiem jak mam ci to powiedzieć...”. Wiadomo – serce podeszło mi do gardła, no bo co się dzieje? I potem kontynuowała: „Dzisiaj u mnie w sklepie był twój mąż. Na pewno to był on! I kupował damską bieliznę, ale to był zupełnie nie twój rozmiar, a rzeczy, które wybrał, były dość erotyczne...”. No dobra, tego się nie spodziewałam. Wymyśliłam na poczekaniu, że poprosił go o to zabiegany kumpel i o wszystkim wiem. Przecież nie chciałam się przyznawać, że mąż kupował te rzeczy dla siebie, ponieważ lubi damską bieliznę i odgrywanie kobiety...

PS Koleżanka kojarzyła mojego faceta ze zdjęć. On natomiast nie zwrócił na nią najmniejszej uwagi, bo nie dość, że nie za bardzo ją kojarzył, to jeszcze – jak tłumaczył – był zainteresowany kupnem bielizny ;)

#o9aE9

Trzy historie.
1. Pięć lat temu pracowałam za granicą. Akurat przyszedł czas powrotu do domu, więc zawiadomiłam rodziców. Zażartowałam jeszcze, że z facetem, z którym mam wracać, dziwnie się rozmawia i jakby coś było nie w porządku, to będą musieli po mnie gdzieś podjechać, choćby na drugi koniec Polski.
Na drugi dzień podczas jazdy okazało się, że gość jeździ tam i z powrotem ponad 800 km, żeby tylko kasy nazbierać, a samochód już ledwo zipie. W trasie na autostradzie zepsuła się chłodnica. Rodzice musieli po mnie podjechać 200 km.

2. Dwa lata temu zawoziłam mamę do lekarza. Jechałam samochodem rodziców, który wymagał ciągłych napraw, ale tata bardzo się upierał, że go nie chce sprzedać. Na bardzo niebezpiecznym skrzyżowaniu mama rzuciła: „Ostatnio w tym miejscu facet prawie we mnie wjechał z lewej strony”. Na co ja półżartem: „Wiesz, może gdyby ci tak lekko trzasnął, tata w końcu by się zdecydował na nowe auto...”. Mama stwierdziła, że wątpi i rozmowa się skończyła. Wysadziłam ją pod przychodnią i pojechałam załatwiać swoje sprawy. Nie dojechałam, po kilku kilometrach młody chłopak wjechał we mnie z lewej strony. Urwało pół maski, silnik w strzępach. Nie było czego zbierać. Mniej więcej pół metra zdecydowało o moim życiu. Tak, tata zdecydował się na nowy samochód.

3. W zeszłym tygodniu późnym wieczorem przeglądałam stare zdjęcia. Na jednym z nich zauważyłam toaletę wyrwaną ze ściany w akademiku, gdzie kiedyś mieszkałam. Przypomniała mi się historia, jak do tego doszło i zaczęłam się śmiać ze znajomymi z tej sytuacji. Na koniec stwierdziłam, że całe szczęście, że to w akademiku, bo był na miejscu pan, który raz-dwa wszystko wymienił i sama to nie wiedziałabym, co z tym wszystkim począć. Budzę się rano w swoim mieszkaniu, pęcherz naciska, ale chce mi się spać. Ustawiam drzemkę. „Jeszcze minutka”. Nagle HUK! Wyskakuję i biegnę zlokalizować hałas. Wchodzę do łazienki, a tam w miejscu gdzie przed chwilą stała toaleta, leży 50-litrowy bojler, a milion kawałków porcelany, które kiedyś (zanim stały się puzzlami dla zaawansowanych) były muszlą, rozsypane po całej łazience.

Ja się pytam, co jest grane?

#IOIQf

W wieku 5 lat dostawałam regularnie, dzień w dzień, lanie od swojego ojca-alkoholika.
Kiedy miałam lat 10, mogłam już od 2 lat cieszyć się statusem pasierbicy ojczyma-tyrana, który straszył, że skończę jak dziwka na ulicy, więc żeby uchronić mnie przed rozwiązłością (tak, dobrze czytasz, 10-latkę), zamykał mnie w domu. Kontrolował, sprawdzał, przez co nie miałam znajomych i byłam uważana za dziwadło.
W wieku 15 lat (po śmierci ojczyma) jakimś cudem udało mi się „zdobyć” chłopaka – bo wtedy chyba nie mogłam mówić, że on zdobywał mnie. Byłam tak spragniona bliskości drugiego człowieka, że wprost umierałam ze szczęścia, kiedy zwrócił na mnie swoją uwagę. Kilka tygodni później w szkole został rozstrzygnięty konkurs, którego laureatem został „mój chłopak” – główną konkurencją było wyrwanie dziewczyny w najkrótszym czasie. Urocze...
Gdy miałam lat 20 (możliwe, że 21, ale lećmy tymi piątkami, skoro już zaczęłam), chłopak, z którym się spotykałam, na trzeciej randce próbował mnie wziąć siłą. Cudem tego uniknęłam.
Skończyłam 25 lat, miłość mojego życia przespała się z moją najlepszą przyjaciółką, twierdząc, że to moja wina, bo byłam „oziębła”.

Do jasnej cholery! Czy każdy facet w moim życiu musi być totalną świnią? Obiecałam sobie, że już nigdy żadnemu mężczyźnie nie pozwolę się skrzywdzić. Życie singla nie jest usłane różami... Ta dominująca tęsknota i uczucie pustki. Pragnienie bliskości z drugim człowiekiem. Ale gorsze od samotności jest poczucie straty, oszukania, odrzucenia i towarzyszący temu ból.
Dodaj anonimowe wyznanie