Pięć lat temu poznałam faceta, zakochałam się, zakończyłam dla niego związek trwający kilkanaście lat. Od razu mówię, że nie mam dzieci i to nie ze swojego wyboru. I niestety był to jeden z głównych powodów rozpadu mojego poprzedniego związku, poznanie kogoś innego było skutkiem braku jakichkolwiek uczuć ze strony mojego byłego, pomijając już inne powody.
Mężczyzna, w którym się zakochałam, obiecywał rozstanie z żoną. Wielokrotnie. Z częstotliwością średnio co trzy miesiące, ale zawsze był jakiś obiektywny powód, żeby przeciągnąć sprawę. Ostatni termin minął w grudniu. Dwa tygodnie temu usłyszałam, że mnie kocha, a potem przestał się odzywać...
Osoby, które były w takiej sytuacji, na pewno wiedzą, co teraz czuję. Zastanawiam się, czy nie przerwać tej lawiny kłamstw i powiedzieć o wszystkim jego żonie. Tylko że ja nadal go kocham. I wiem, że gdyby teraz przyszedł i mnie przytulił, to o wszystkim bym zapomniała.
Co tu dużo pisać. Moja mama jest trenerką fitness, tata dietetykiem, a ja prowadzę Burger Bar.
Moja ciocia wyjechała do sanatorium i uznała, że będę najlepszą kandydatką do opieki nad jej zwierzakami, które mieszkają razem z nią w jej wielkim domu.
Minęły cztery dni od jej wyjazdu i póki co idzie mi słabo. Jeden kot nasrał mi do buta, drugi dwa razy już mi uciekł, a trzeciego nawet jeszcze nie widziałam.
Nie mniejsze problemy mam z jej psami. Pierwszy dostał depresji i nie chce jeść, a drugi atakuje mnie za każdym razem, gdy przychodzę. Ach, i jeszcze dziś rano odkryłam, że jakaś choroba zabiła gupika w akwarium…
Zapomniałam dodać, że jestem weterynarzem.
Luty tego roku, zima. Mój chłopak powiedział, że chciałby wyznać mi swoje uczucia w nietypowy sposób. Po to, żebym zapamiętała go na całe życie, bo tak strasznie mnie kocha. Naturalnie ja jego też, i nie potrzebowałam żadnych wyznań czy dowodów miłości, ale on się uparł i chciał mi tę całą miłość „po swojemu” udowodnić, żebym go nigdy, broń Boże, nie zapomniała. No i udowodnił. Biegał w samych gaciach naokoło bloku, krzycząc na całe gardło: „Kocham cię (tu moje imię)”.
Przyznam, uroniłam łzę. Trochę ze wzruszenia, trochę ze śmiechu, a trochę ze współczucia. Zapomnieć to ja go na pewno nie zapomnę.
Gdy przyszłam ze sklepu, mój 14-letni syn popatrzył na mnie zdziwionym wzrokiem i spytał: „Mamo, a co ty masz na plecach?”. Okazało się, że poszłam na zakupy z wieszakiem, na którym wisiał mój płaszcz, i nikt nie raczył mi o tym powiedzieć. Nawet moja 16-letnia córka, która poszła razem ze mną.
Lubię dzieci i czasem odzywa się we mnie instynkt macierzyński, ale okłamuję wszystkich, że uważam dzieci za coś okropnego. Mam zespół policystycznych jajników i boję się, że będę bezpłodna, dlatego nie chcę robić sobie i rodzinie nadziei, że kiedyś w moim życiu pojawi się malutka istotka.
Historia ta zdarzyła na dworcu PKP w dużej nadmorskiej aglomeracji. Jako student co weekend wracam w rodzinne strony, by móc m.in. w końcu zapchać brzuch ciepłym, pełnowartościowym posiłkiem, a z racji tego, że niezbyt mądrze rozporządzam pieniędzmi, zwykle wracam tą najtańszą opcją, a mianowicie regionalnym.
Kto regio wyjeżdżał z dużego miasta, ten wie, jaki jest problem ze znalezieniem wolnego miejsca, a w praktyce wygląda to tak, że ludzie stoją praktycznie na sobie, więc nawet nie robiłem sobie nadziei ze znalezieniem wolnego miejsca. I tak było tym razem, pociąg zapchany po same brzegi ludźmi, każdy się wszędzie dopycha ze złudną nadzieją znalezienia wolnego miejsca. Sam się rozejrzałem ot tak i patrzę – wolne trzy miejsca w takim jednym jakby przedziale, a obok horda ludzi szukających miejsc. Myślę sobie: Co jest? Ślepi są czy jak? Niewiele myśląc, sam tam usiadłem, a reszta ludzi omijała szerokim łukiem te siedzenia, nawet staruszki, co to narzekały, że pociąg jak zwykle jest pełny, a one takie biedne muszą stać schorowane. Cóż, byłbym nawet skłonny ustąpić, ale zostały dwa wolne miejsca, z których nikt nawet nie ważył się skorzystać, więc trudno, ich strata.
Zatem rozsiadłem się wygodnie, wyciągnąłem megaminxa (taka 12-ścienna kostka Rubika) i spędziłem mile i wygodnie podróż w towarzystwie sympatycznej starszej pani naprzeciw mnie oraz przy równie przesympatycznej jej niepełnosprawnej córce na wózku inwalidzkim między siedzeniami :)
Czasami się tak zastanawiam, co ludzie mają w głowie, boją się, że się zarażą? Czy może dołujące jest dla nich towarzystwo sprawnej inaczej osoby?
Choruję na łaknienie spaczone i jestem uzależniona od jedzenia gazobetonu. Małe kawałki w strukturze przypominają pumeks i nie są trudne do pogryzienia.
Wszystko zaczęło się, gdy miałam 12 lat. W moim domu przeprowadzano remont i wszędzie walały się duże kawałki tynku, który robotnicy skuwali ze ścian.
Zjadłam duży kawałek i zasmakowało mi. Od tamtego czasu miałam wiele przygód z nietypowymi posiłkami – w pierwszym mieszkaniu obdrapałam swój pokój i kuchnię, wyjadając z wielu miejsc tynk. Cała rodzina mnie wyśmiewała, znienawidziłam siebie i na jakiś czas przestałam. Potem, po przeprowadzce, przerzuciłam się na kamień z czajnika i kredę. Potrafiłam kilkanaście razy dziennie gotować wodę, aby tylko jak najwięcej kamienia kotłowego się wytworzyło. Nie wiem, ile paczek kredy zjadłam w życiu, ale będzie około setki. Gdy wyjechałam na studia, wprowadziłam się do małego domku. Na tarasie jest kilka bloczków gazobetonu, jaki pozostał z remontu. Sprawa wygląda tak, że ilekroć jestem sama w domu, schodzę tam z nożem/nożyczkami, odłupuję małe kawałki i je zjadam. Jak uda mi się odłupać coś większego, to żuję to i wypluwam. Kocham go jeść. Jest to jedna z niewielu przyjemności w moim życiu, uczucie chrupania tego i ten piękny, wapienny smak.
Wiem, że to niezdrowe i nie powinnam tego robić. Ale nie potrafię przestać.
Kiedy szłam do pracy, po drodze zaczepił mnie jakiś pijany koleś ok. 40 lat. Gadał mi jaka jestem piękna i zapraszał mnie na seks. Odpowiedziałam mu, że seks z osobami poniżej lat 16 jest przestępstwem, mówi o tym artykuł 200 kodeksu karnego. Zapytałam go, czy chce iść do więzienia. On mi na to, że trzeba było od razu mówić, że jestem niepełnoletnia, bo uznał, że wyglądam na 20. Ja mu na to, że za miesiąc kończę 16 i się odczepił.
Nabrał się, bo miałam wówczas 26 lat.
Piję w pracy.
Lubię sobie łyknąć niewielką ilość alkoholu, bo wtedy wpadam w taki tryb autopilota i robię wszystkie durne, powtarzalne czynności jak robot. Przez większość tygodnia zbiera mi się kupka zaległości, a po sznapsie ogarniam wszystko w ciągu paru godzin i mam znów spokój na tydzień.
Sytuacja covidowa pomaga bardzo. Zawsze dezynfekuję ręce alkoholowym preparatem, żeby ukryć zapach i noszę maseczkę poza moim biurkiem.
Dodaj anonimowe wyznanie