#vcpiw

W lutym tego roku rozstałem się z dziewczyną, nie dlatego, że nam się nie układało, tylko przez moją pracę i jej studia. Po prostu brak czasu i okazji do widywania się. Kiedy ona była na miejscu, ja byłem na wyjeździe. W sierpniu spotkaliśmy się po raz pierwszy od rozstania (w sumie były dwa razy) i myślałem, że wszystko jest już za nami – jak się okazało, tylko za nią. Na koniec drugiej wizyty pożegnałem się z nią już na zawsze, bo wiem, że to co było, już nie wróci. Wciąż ją kocham i pragnę, by stare czasy wróciły, lecz chyba nie ma na co liczyć. Wszyscy znajomi wyjechali i jak wrócą na weekend, to nawet nie dają znać, żeby wyjść. W skrócie – zostałem sam. Popołudnia spędzam na graniu na konsoli lub netflixie, popijając drinka, żeby dzień za dniem leciał. Jeszcze do niedawna byłem duszą towarzystwa, a teraz gdy jestem wśród ludzi praktycznie się nie odzywam, stałem się cieniem samego siebie i chyba popadam w depresję. Najlepsze jest to, że nie mogę iść do żadnego psychologa czy coś, bo zostanę wyrzucony z pracy za problemy psychiczne (zajebista polityka pracy, swoją drogą). Próby nawiązania jakiegoś bliższego kontaktu z kimś zawsze kończy się tak samo – odrzuceniem. Staram się sobie radzić i cieszyć się z małych rzeczy i skoro nadal tu jestem, to chyba jakoś mi idzie. 
Tyle miałem do przekazania i chyba po prostu musiałem to z siebie wyrzucić. Jeśli przeczytałe/aś to do końca, to życzę ci samych sukcesów w życiu, Anonimowy czytelniku, bywaj w zdrowiu.

#isSA0

Pracuję w gastro i powiem wam kilka rzeczy.
Pisząc „wam”, mam na myśli pracowników, nie klientów – klienci, zasługujesz dokładnie na to, co dajesz. Jesteś gburem? Prostakiem? Roszczeniowym idiotą? To bądź pewien, że nie dostaniesz najwyższej jakości obsługi, dania oraz każdy ma w dupie twoje: „Więcej tu nie przyjdę...”.
A teraz właściwa część.
Zacharowywałem się po 220 godzin, w okresie świątecznym zdarzało się, że nawet nie wracałem do domu. W wieku dwudziestu paru lat miałem już za sobą kilka załamań nerwowych, niezliczone ilości poparzeń, przewlekłe bóle pleców oraz kolan.
Cały czas trzymałem się przeświadczenia, że właśnie tak wygląda gastro. Byłem zafascynowany pracą w restauracjach, podobała mi się wizja, że dziś tu, jutro tam i wszędzie znajdę pracę. Kto pracował w kuchni wie, że to jest inny świat. Nie da się tego do niczego innego, co znam, porównać.
Pewnego dnia coś we mnie pękło, byłem po 14-godzinnej zmianie, siedziałem na zapleczu, czekałem na kumpla z restauracji obok i mieliśmy iść jeszcze na piwo i potem do domu odespać.
W barze spotkaliśmy się ze znajomymi, jednym z nich był kucharz, z którym pracowałem jakiś czas temu. Nie widzieliśmy się sto lat.
Podczas rozmowy wspomniałem o ilości pracy i godzin. Wtedy kumpel na mnie spojrzał i powiedział, że jestem głupi i mam to, na co się godzę. Zabolało, ale zapytałem, o co mu chodzi.
Okazało się, że kumpel pracuje w restauracji. Bardzo dobrej, ale nie ekskluzywnej. Pracuje 160 godzin w miesiącu. Za każdą nadgodzinę ma płacone 50% więcej, za każdą nadgodzinę w niedzielę lub święto 100%, zarabia więcej niż ja, mimo że moje doświadczenie jest znacznie większe. Do tego ma umowę o pracę i życie prywatne.
Zabrzmiało jak nierealne bredzenie, bo takie warunki są nieosiągalne w gastro.
Okazało się, że wraz z pozostałymi członkami zespołu w dniu największego obłożenia stolików zaprosili do stołu szefa restauracji. Powiedzieli grzecznie, jakie są ich oczekiwania, jakie warunki oraz co oferują w zamian. Na koniec stwierdzili, że to nie jest kwestia dyskusyjna i że albo szef idzie na taki układ, albo wszyscy wychodzą. Klął, groził, ale finalnie się zgodził. Zyskał stałą, zmotywowaną do pracy i oddaną ekipę, która sprawiła, że restauracja zyskała. Początki były trudne dla obu stron, ale finalnie stworzyli dobrze prosperujący zespół.
Przepis na sukces leżał na wyciągnięcie ręki. Po dwóch kolejnych latach znalazłem miejsce, w którym też udało się taki układ wdrożyć. Da się. A ci, którzy twierdzą inaczej – widać jeszcze nie spotkaliście się z rozumem.

#tqgux

Szedłem ostatnio na spacer z córkami w wózku dziecięcym (podwójnym). Spacerowaliśmy chodnikiem wzdłuż ruchliwej ulicy, aż natrafiliśmy na auto zastawiające niemal cały chodnik – między prawym bokiem samochodu a płotem zostało ok. 20 cm chodnika oraz jakieś 60 cm nierównego trawnika.
Do najbliższego przejścia musielibyśmy wracać jakieś 300 m, ewentualnie moglibyśmy wyjść po ciemku na ruchliwą ulicę, żeby go ominąć.

Z premedytacją przejechałem po trawniku, a wózek, kołysząc się na wyboistym trawniku, zrobił kilka głębokich rys na całym boku auta.

Niczego nie żałuję.

#kNCaE

Kilka lat temu byłam na weselu w pewnym pałacu. Tak się złożyło, że w tym samym pałacu pokój wynajmowała Sylwia Grzeszczak, bo miała koncert w pobliskiej miejscowości. Nie jestem jej wielką fanką, więc nie jarałam się tym zbytnio, chciałam ją tylko zobaczyć.
Po koncercie owa gwiazda siedziała na dworze ze swoją ekipą, a że wszystkie dzieciaki z wesela chciały mieć z nią zdjęcie, więc panna młoda grzecznie spytała, czy dzieci mogą je sobie zrobić. Sylwia się zgodziła. Wszystkie dzieciaki się ustawiły, to ja też, część z gości weselnych też się ustawiło.
Jakieś pół godziny później poszłam do łazienki. Złapałam za klamkę od drzwi toalety i już pcham się do środka, gdy kogo widzę? Tak, Sylwię! Ona w szoku krzyknęła tylko: „Oj, oj!”, ja spaliłam buraka i wręcz wybiegłam z toalety. Poczekałam przed wejściem, żeby ją przeprosić. Gdy wyszła, powiedziałam: „Naprawdę strasznie panią przepraszam. Nie widziałam, że ktoś tam jest”, na co ona też zaczęła przepraszać i mówić, że drzwi się nie zamykają. Na luzie wszystko mówiła. I potem znowu zaczęła jeszcze raz przepraszać.
Coś myślę, że Sylwia Grzeszczak długo tego nie zapomni. Ja też :)

#SLmjH

Mam problem ze swoim partnerem. Jesteśmy ze sobą pięć lat, pięć trudnych lat. Nasz związek od początku można zaliczyć do tych trudniejszych. Ja po rozwodzie, on również. Obydwoje mamy dzieciaki z poprzednich związków.

Początek był jak w bajce, dopóki jego eks nie dowiedziała się, kim jestem. Wtedy rozpętało się piekło. Zaczęła wydzwaniać, pisać do mnie okropne rzeczy. Śledziła moje życie, przyjeżdżała pod moją pracą. Totalna psychopatka. Oczerniała mnie gdzie tylko się da, przy jego rodzinie (nagle uwielbiała do nich jeździć), zbliżała się do moich znajomych. Strasznie niszczyło mnie to od środka. A mój partner no cóż, nie robił nic twierdząc, że w ten sposób mnie chroni, bo jak się odezwie, to ona nie da mi żyć :( Dodam, że karała go dzieckiem – wywoziła do rodziców, zabierała dziecku telefon, izolowała od jego rodziców, no cuda cudeńka, byle go ukarać. I tak sobie żyliśmy, ja w ciągłym strachu on w sumie nie wiem, jest dość zamkniętym człowiekiem.
Gdy ta kobieta widziała, że ja nie daję się sprowokować, zaczęła szukać słabszego i padło na moje dziecko. Pech chciał, że nasze dzieciaki chodziły razem do szkoły. Odwożąc swoje dziecko, czekała na nas (mnie i dziecko), robiła nam awantury pod szkołą (wyzywała, ubliżała). Szkoła została poinformowana, niestety zero reakcji. Mój dzieciak jest mega wrażliwy, zamknięty w sobie. Gdy pytałam, czy wszystko w szkole OK, odpowiedź była: „Tak, nic się nie dzieje”. Myślałam, że jak tak mówi, to pewnie tak jest. Oczywiście mój partner zero reakcji, tłumacząc jak zwykle tak samo: „Robię to dla was, dla waszego spokoju, znowu zabroni dziecku się ze mną widywać”. Pomyślałam OK, starając się go zrozumieć. Problem zaczął się większy, kiedy moje dziecko wróciło do domu ze szkoły zapłakane, że ma już dość. Okazało się, że dzieciak partnera pastwił się nad moim w szkole. Dokuczał, wyzywał, zrobił sobie z niego popychadło. Nie wytrzymałam, wybuchłam. Zrobiłam awanturę swojemu i mu powiedziałam, żeby w końcu coś z tym zrobił. Co zrobił? Nic kompletnie :( Ja trafiłam z dzieckiem do psychiatry (depresja, myśli samobójcze), a to wszystko przez dwie osoby i jego przeszłość.

Natychmiast zmieniłam dziecku szkołę, leczenie i terapia postawiły go na nogi. Gdy jego syn przyjechał, zadałam mu pytanie, dlaczego to robił. Odpowiedź zimna: „Bo tak”, zero emocji, nic. A tatuś co? Nic, zero rozmowy z młodym, chociaż mi ją obiecał. Gdy zadałam mu ponownie pytanie, dlaczego nie porozmawiał z nim o tym, odpowiedź była taka sama: „Bo ona go ukarze”. Całe jego życie to strach przed eks.

Ryczeć mi się chce. Chcę odejść. Dajcie siłę, bo ja już jej nie mam. Przesadzam czy faktycznie eks to cień?

#p1EmP

Mama zwierza mi się z tego, jak tata ją irytuje, a tata, jak nie kocha mamy. To co mnie otacza powoli zamienia się w ruinę, której nie odratuję. Wiem, że rodzice zamierzali się rozwieść, jednak oboje bez środków finansowych drugiego nie daliby rady w utrzymaniu mnie i moich sióstr. Jestem bardzo z nimi związana i nie jestem w stanie wybrać między nimi. Kocham ich, ale czasem zachowują się gorzej od małych dzieci. Kłócą się już o wszystko.
Pamiętam ich z czasów, gdy byłam małym szkrabem i jak śmiałam się dla żartu, „oburzona” ich pocałunkami. Jak spędzali ze sobą czas i razem z rodziną jechaliśmy na wycieczki. Teraz nawet nie udają, że się tolerują. Nie udają przed nami.
By uniknąć wolnego czasu, w którym mogłabym o tym myśleć, znalazłam sobie zajęcie, jednak nawet poza domem miewam momenty, w których mam ochotę krzyczeć, płakać i po prostu zniknąć. Przykro mi, że moja rodzina się rozpada.

#Xpacm

Sytuacja wydarzyła się kilka lat temu. Zrobiłem wtedy straszną głupotę, która mogła zniszczyć życie niewinnej osoby. Teraz jestem już innym człowiekiem, ale nadal mi wstyd. Mianowicie byłem wkurzony na cały świat za to, że żadna dziewczyna mnie nie chciała, a znajomi w nich przebierali jak w koszyku z cukierkami. Wtedy liczyłem się tylko ja i moje dobro, byłem załamany tym, że w wieku 26 lat wciąż byłem prawiczkiem. Wtedy w mojej głowie narodził się szatański plan. Czytałem dużo o tym, że nastolatki są łatwowierne i nietrudno je „zwabić”. Popularnością cieszył się taki portal jak czateria i tam właśnie poznałem ładną 13-latkę. Długo ją urabiałem, słuchałem o jej zainteresowaniach (i sam udawałem, że się tym interesuję), ale i problemach, dając przy tym pomocne rady. W międzyczasie przeszliśmy na fb, snapa i nawet rozmawialiśmy przez komórkę. Po jakimś miesiącu codziennego pisania zgodziła się spotkać ze mną w kawiarni. Miło nam się rozmawiało i wtedy przeszedłem do realizacji planu. Wiedziałem, że jest fanką Harry'ego Pottera, dlatego wziąłem ze sobą laptopa, wszystkie części na płycie i kabel hdmi. Zaproponowałem jej wynajęcie pokoju w hotelu z telewizorem i oglądanie HP. Łyknęła to. Byliśmy już w hotelu, przed maratonem zaczęliśmy rozmawiać, żaliła się, że w szkole nie ma przyjaciół, że nikomu się nie podoba, że jak chciała się umówić z chłopakiem, to ją wyśmiał, że rodzice się nią nie interesują itd. W tym momencie wiedziałem, że to ten moment. Zacząłem ją pocieszać, komplementować itd. przytuliłem ją i powoli zacząłem całować, ona to odwzajemniła. 
W tym momencie zastanowiłem się nad tym co ja w ogóle robię. Niszczę życie niewinnej dziewczynie, gdybym się z nią przespał i zostawił, to prawdopodobnie miałbym wyrzuty sumienia, a ona by się jeszcze bardziej załamała. Biłem się z myślami i wtedy to przerwałem, wymyśliłem na szybko kłamstwo, że to był eksperyment, jak łatwo zmanipulować dziewczynę w internecie i dałem jej wykład, żeby tak łatwo nie wierzyła obcym ludziom w internecie, bo ktoś inny może mieć złe zamiary. Oczywiście uwierzyła i podziękowała mi za tę naukę. Przysięgła, że już nigdy nie będzie pisać z obcymi. Wymeldowaliśmy się z hotelu i każdy poszedł w swoją stronę.
Chyba piszę to po takim czasie, bo ciągle mam wyrzuty sumienia i chcę chociaż trochę naprawić swoje błędy. Dziewczyny, uważajcie na siebie. Nie spotykajcie się z ludźmi, z którymi jedynie piszecie w internecie.

#XkLcn

Moja 10-letnia córka zrobiła mi nie lada niespodziankę, przynosząc do domu psa z ulicy. Bawiła się pod blokiem i ni stąd ni zowąd przyniosła ze sobą szczeniaka. Pamiętam doskonale, jak mnie to rozzłościło, jednak była okropna ulewa więc pozwoliłem temu sierściuchowi zostać na jedną noc – nazajutrz miał być zawieziony do schroniska.

Dziś moja córka ma 17 lat, a pies jak został na jedną noc, tak jest z nami już kilka lat. Szczerze? To była jedna z lepszych decyzji w moim życiu, bo ten kundelek stał się moim najlepszych druhem. Kiedy Zośka lata z rówieśnikami, to właśnie psiak dotrzymuje mi towarzystwa. Nauczyłem się dzięki temu psu miłości do zwierząt i zmieniłem się jako człowiek. Jestem wdzięczny losowi, że zesłał nam tę kudłatą kupę szczęścia!

#JIBV1

Nie wiem, czy to tutaj pasuje, ale nie jedzcie czytając. Zwlekałam z napisaniem tego już bardzo długi czas, bałam się o tym komuś powiedzieć z obawy przed wyśmianiem. Borykam się z tym problemem w sumie od niedawna, bo dopiero kilka miesięcy temu uświadomiłam sobie, co robię.

Od kiedy miałam około 7-8 lat, zamarzyłam mieć dziecko. Te wszystkie płacze i lamenty mnie podniecały, chciałam wcisnąć im palec w tyłek. Wiem, jak źle to brzmi, czuję się z tym okropnie, ale proszę, przeczytajcie to do końca. Przez jakieś 10 lat nie było żadnych innych „symptomów”, ale w międzyczasie obiecałam sobie nie mieć dziecka, bo nie, bo po co mi to? Któregoś jesiennego wieczoru przeglądałam jak zwykle Twittera, kiedy zobaczyłam posta jakiejś dziewczyny o „kontach pedofilów, które musisz zablokować”. Zaczęłam sympatyzować z opisami ich profili, rozumiałam co czują. Zaczęłam łączyć fakty i wtedy do mnie doszło – przecież ja mam skłonności pedofilskie... 
Nie, nie leczę się, choć bardzo bym chciała. Po prostu boję się o tym komukolwiek powiedzieć. Chcę mieć to za sobą, nie chcę nikomu zrobić krzywdy. Czuję się obrzydliwie z tymi myślami, nie chcę ich. To wyznanie nie jest baitem, jestem żywą osobą, która opisuje własne przeżycia. Nie oczekuję pomocy, po prostu chciałam to z siebie wyrzucić. Proszę też o niepisanie obraźliwych komentarzy w moją stronę, bo dobrze wiem, że mój tok myślenia jest zły.
Dodaj anonimowe wyznanie