#dPjNL
– Czy przyjmie pani księdza po kolędzie?
– Spoko, niech wpadnie – mówię i zamykam drzwi. Dopiero kiedy biegłam do dużego pokoju, aby sprawdzić, czy żelazko już się nagrzało, zobaczyłam swoje odbicie w lustrze. Dotarło do mnie, co odwaliłam.
Dwa tygodnie później ksiądz rzeczywiście wpadł. Kiedy otworzyłam mu drzwi, rzekł do mnie z figlarnym uśmiechem: „O... a pani dziś ubrana? No, cóż. Liczyłem na to, że chociaż sobie popatrzę...”.
#7WV3s
W pewnym momencie przejeżdża karetka.
Wtedy matka mówi do dziecka: „Widzisz! Wiozą dziecko, które nie chciało nosić ciepłych ubrań. Do szpitala, na zastrzyki!”.
Czy naprawdę dzieci trzeba straszyć lekarzami, a co gorsza zastrzykami, żeby coś od nich uzyskać? A potem dziwimy się, że dzieci boją się lekarzy i szczepionek...
#9F1os
Teściowa ostatnio wpadła na pomysł, że przecież mogłaby zostawiać dwa psy u siebie w domu, więc kupiła sobie jeszcze jednego.
Teraz wszystkie trzy siedzą u nas.
#RzYor
Miało to miejsce, gdy moja rodzicielka miała 8 lat, a Mikołaj rozdawał grzecznym dzieciom prezenty w miejscowym kościele. Każde z dzieci wywołane przez niego dostało ogromne prezenty, które nie mieściły się w torebkach, co tylko potęgowało ciekawość mamy, cóż to ona otrzyma. Gdy w końcu nadeszła jej kolej okazało się, że dla niej Mikołaj przygotował skromny podarek w postaci jednej lalki. Zazdrosna i rezolutna mamuśka nie myśląc długo i wiedząc od księdza, że Mikołaj rozdawszy prezenty wróci do nieba, nachyliła się nad jego uchem i głosem małego upiora wyszeptała: „Jesteś chu...m”, po czym z uniesioną głową wróciła na swoje miejsce.
Jak się jednak okazało, Mikołaj po całej sytuacji nie wrócił do nieba, tylko do swojego domu oddalonego o dwa kilometry od kościoła, wspominając przy okazji o całym zajściu księdzu i mojej babci. W domu mama dostała kolejny prezent w postaci niezłego lania i szlabanu na wszystko co możliwe. I tak oto przez skargę pana z doczepianą brodą cały jej piękny dziecięcy świat runął w mgnieniu oka.
#uRsn2
1) O 14:30 podajemy zimą podwieczorek, dlatego rodzice zostali poinformowani, aby odbierać dzieci, które kończą o 13 przed tą godziną, no ale niektórzy tego nie rozumieją (nie mówię tu o korkach, niektórzy mieszkają przecznicę dalej, więc mogą się przejść czy coś, zwłaszcza że przedszkole znajduje się na obrzeżach). No i co mam zrobić, kiedy po dziecko rodzic nie przyjdzie przed tą porą, a ono ma nieopłacone podwieczorki? Ma siedzieć i się patrzeć?
2) Wszystkie dzieci powinny być odebrane do 15, bo o 15:30 my już wychodzimy z pracy (jasne, możemy poczekać te 15 minut, ale jeśli rodzic nie zjawia się do 17, nie odbiera i nie dał jakiegokolwiek znaku, że się spóźni, to naprawdę jest to męczące po całym dniu spędzonym wśród dzieci), jednak nie wszyscy tego przestrzegają.
3) Ta sytuacja to absolutny hit. Kilka dni temu dziewczynka została przyprowadzona do przedszkola z grypą żołądkową i po 30 minutach zaczęła wymiotować. Kiedy zadzwoniłam do jej matki, że dziecko jest chore, ta powiedziała, że o tym wie (!).
Drodzy rodzice, pamiętajcie, że my też jesteśmy zmęczone, mamy rodzinę, życie prywatne. Odbierajcie swoje dzieci o ustalonej porze, nie przyprowadzajcie ich, kiedy są chore. Czy to takie trudne?
#571HQ
Jestem dzieckiem alkoholików i lekomanów. Kiedy byłam mała, jako dziecko wykazywałam oznaki, że coś jest nie tak (kłopoty w szkole, ciemne rysunki, wycofanie z życia szkolnego). Zarówno pedagodzy, jak i nauczyciele ignorowali te symptomy, sąsiadki z kolei plotkowały na temat awantur i kolejnych wizyt policji u mnie w domu. Moi dziadkowie woleli zalewać mnie pytaniami o sytuację w domu, a następnie oznajmić mi, że mam wyciągnąć rodziców z alkoholizmu. Ja. Dziecko, które było pozostawione samo sobie miałam zgrywać bohaterkę i nieść ten krzyż.
W pewnym momencie, mniej więcej jako dziesięciolatka, zdałam sobie sprawę, że jestem skazana na życie z tą patologią i nikt mi nie pomoże. Zebrałam się w sobie, zaczęłam się uczyć i planować przyszłość. Każdy dzień był walką z niemocą, wstanie z łóżka graniczyło z cudem. W międzyczasie moi rodzice się rozwiedli, ojciec nadal chleje, a matka ma epizody lekomanii. W czasie studiów poznałam mojego obecnego męża. I wiecie co? To była pierwsza osoba, która zainteresowała się tym, jak ja się czuję. Nie tym, czy któryś rodzic pije, ile pije i kiedy. Nie tym, dlaczego nie mam kontaktu z ojcem (to, że jest alkoholikiem i damskim bokserem mnie nie usprawiedliwia), tylko tym, czy to ze mną jest w porządku.
Życie w domu rodzinnym odcisnęło na mnie duże piętno. Od wczesnego dzieciństwa walczyłam z bezsennością (kilka bezsennych nocy pod rząd było standardem), licznymi lękami, zaburzeniami nerwicowymi, zespołem stresu pourazowego, miałam też duży problem z kontaktami z ludźmi. Męża jednak to nie zraziło, trwał przy mnie i motywował do walki o siebie. Od trzech lat chodzę na terapię, która bardzo mi pomogła. Mimo to, że każdy dzień jest dla mnie walką z własnymi ograniczeniami i słabościami nie poddaję się, ponieważ wiem, że mojego szefa nie interesuje, że w dzieciństwie ojciec bił mnie w pijackim amoku, a pani w restauracji nie wie, że panicznie boję się widelca, który spadł i gwałtownie uderzył o podłogę. Ode mnie zależy, czy poddam się przeszłości, a życie przeleci mi przed oczami, czy będę pokonywać moje bariery i lęki i będę żyła na własnych warunkach.
Nieważne jak jest źle, nigdy nie zapominajcie o sobie i o tym, że jesteście wartościowymi ludźmi, którzy mają prawo do szczęścia. Mi ta wiara uratowała życie i nie pozwoliła pójść w ślady rodziców.
Pozdrawiam.
#28iLs
Gdy byliśmy przed Kołobrzegiem, ojciec postanowił trochę przyspieszyć. Niestety trafiliśmy na patrol wojska (nie wiem co oni tam robili), który kontrolował ruch na odcinku Koszalin-Kołobrzeg. Tata przekroczył prędkość o 30 km/h. Gdy w szybę auta zapukał żołnierz, podniosłem wzrok znad wcześniej wspomnianych komiksów. Nie zdążył nic powiedzieć. Byłem szybszy i wyjechałem z tekstem w stylu: „Pan jest kapitanem?”. Kapral (chyba) się zmieszał, widząc 5-latka wpatrzonego w niego jak w obrazek. Uśmiechnął się i nawet nie dał ojcu pouczenia, tylko zwyczajnie nas puścił.
Następnego dnia dostałem swoją pierwszą piłkę do gry w nogę, a do końca wyjazdu jadłem tyle lodów włoskich, ile chciałem. A tata więcej nawet nie pisnął, że zabrałem ze sobą swoje komiksy :)
#dBzW6
#7Y6wd
W przygotowaniach do zawodów zacząłem coraz częściej z nią rozmawiać. Bardzo ją polubiłem, więc zaczęliśmy chodzić ze sobą. Chciałem przedstawić ją moim rodzicom, lecz jak się okazało, jej rodzina razem z moją znali się dość długo, lecz o tym nie wiedziałem. A jak się dowiedziałem? Jak byłem u babci, to mi powiedziała, że chodziła kiedyś z jej wujkiem (najstarszym), zaś moja ciocia (babci córka) chodziła kiedyś z tatą mojej dziewczyny.
Jak widać, nasze rodziny zawsze coś ciągnęło do siebie :D
PS Mam nadzieję, że nasza historia nie skończy się jak u naszych poprzedników, czyli zerwaniem. Trzymajcie kciuki, drodzy Anonimowi :)