#NEILw

Moja szkoła była czystą patologią. Niby renomowana, prywatna, a okazała się jednym wielkim żartem. 
Miałam w klasie chłopca z zespołem Aspergera. Masturbował się na lekcjach, patrząc na mnie i moje koleżanki. Siedział w pierwszej ławce, więc niemożliwe, żeby nikt tego nie widział. Nauczyciele, gdy nasi rodzice zgłosili problem, urządzili nam lekcję, że masturbacja jest zupełnie normalna. Za to gdy jakaś dziewczyna miała pomalowane paznokcie, to od razu była awantura, bo nie można malować paznokci w szkole, chociażby lakierem przeciw ich obgryzaniu, który jest bezbarwny, pozostawia tylko delikatną powłokę.
W pewnym momencie mojej kilkuletniej kariery w tej szkole nagle chłopcy z naszego rocznika zaczęli nas wyzywać. Od najgorszych. W szkole. Na lekcjach z wychowawczynią. Stwierdziła, że „nic nie da się zrobić, bo tacy są chłopcy”. To całkowicie normalne.
Koleżanka z rocznika ucieka z domu na dwa dni? Zwalmy winę na dzieci, które nie mówiły, że jest z nią jakiś problem. A już na pewno nie wtedy, kiedy przez pół roku poprzedzające to wydarzenie chodziły do szkolnej pani pedagog, mówiąc, że dzieje się bardzo źle.

Wyszłam ze szkoły pełna lęku do ludzi i przekonania, że nikt mnie nigdy nie wysłucha.

#3ETBR

Denerwuje mnie to, że jak nasz pies był mały (husky mieszany z owczarkiem niemieckim), to wszyscy się nim zachwycali i robili mu zdjęcia, chcieli się z nim bawić, nawet potrafili się kłócić, z kim pies będzie spał danego dnia. Zaś teraz, kiedy pies dorósł, jest problem z tym, żeby go wyprowadzić na spacer, robię to w zasadzie tylko ja. W końcu pies trafił na dwór do budy. Chciałam go przy niedawnych mrozach wziąć do domu, bo widziałam, że mu zimno, ale został wygoniony przez rodziców i nie ma takiej opcji, aby nocował w domu.
A mówi się, że to dzieci traktują zwierzęta jak zabawki.

#4qosz

Ostatnio zachorowałam na grypę. Jest to dość powszechne, więc nie przejmowałam się i kupiłam w aptece leki i syrop na obolałe gardło. Niestety z każdym dniem czułam się gorzej, a zażywany przeze mnie syrop nie pomagał. Wręcz przeciwnie – palił moje gardło i smakował tragicznie, jednak nie poddawałam się z nadzieją, że muszę to przeboleć i mi przejdzie.

Dopiero kiedy trafiłam do lekarza ze stanem zapalnym gardła, młodszy braciszek przyznał się, że ostatnio obejrzał Harry'ego Pottera i bawił się w robienie eliksirów, więc dosypał mi do butelki z syropem różnych przypraw. W tym sproszkowane chilli, które mocno podrażniło moje chore gardło.

#wqVeG

Opiszę tu pewną historię gościa, który ma przedziwną misję życiową. Wydaje mi się, że to choroba, ale kto go tam wie. Udało mi się dowiedzieć, że ma na imię Wojtek. Jest to około 40-letni facet, który chyba nie ma pracy, bo i w dzień i w nocy można go niemalże codziennie zobaczyć przy swojej misji. Otóż Wojtek sprząta ulice. Co w tym dziwnego? Ano sprząta tylko tę, na której mieszka, po całej długości, chodząc z foliowym workiem. Zbiera puszki, patyczki po lodach, pety, papierki po gumach. Broń Boże, nie naśmiewam się z niego, bo ulica, na której mieszka ma dzięki niemu pasującą nazwę... ulica Piękna.

Pewnego wieczoru Wojtek jak zawsze sprzątał ulicę. Auto wyjeżdżające z bocznej ulicy zderzyło się z jadącym właśnie ulicą Piękną. Żadnych poważnych obrażeń, ale kierowcy postanowili, że wezwą policję. Zjechali autami na bok i czekali na ich przyjazd. Wtedy do miejsca zdarzenia podeszło dwóch sąsiadów. Zwykła ciekawość. Co zrobił Wojtek? Wojtek, proszę państwa, wszedł na środek skrzyżowania z workiem i zaczął sprzątać kawałki plastiku z błotników i szkła z lamp tych samochodów. Sąsiedzi od razu do Wojtka krzyknęli: „Wojtek, zostaw, to dowody są, posprzątają po sobie, jak policja odjedzie” (wtedy poznałem jego imię). A Wojtek chwilę na nich popatrzył, zastanowił się i odpalił: „Eee... na pewno zapomną i będzie brudno”, po czym wrócił do sprzątania.

#KGFzA

Kiedy miałam trzynaście lat, moja rodzina się rozsypała. Mama wyjechała za granicę, żeby „korzystać z życia”, tata pracował za dwóch, więc prowadzenie domu i wychowanie młodszego rodzeństwa spadło automatycznie na najstarszą osobę, czyli na mnie. Chodzenie do szkoły, robienie lekcji, a do tego jeszcze zakupy, sprzątanie, gotowanie, opłacanie rachunków, pomoc w nauce młodszym... można tak wymieniać i wymieniać. W końcu miałam obowiązki obu rodziców i swoje na głowie. Nie wysypiałam się, znacząco opuściłam się w nauce, co przełożyło się na dalsze wagarowanie. 
Mam wrażenie, że przez te wydarzenia, które miały miejsce w czasie kiedy byłam nastolatką, straciłam w życiu kilka lat. Dzisiaj mam już dwadzieścia lat, a czuję się, jakbym dobijała trzydziestki. Prawie codziennie myślę sobie: nic w życiu nie osiągnęłam: nie mam jakiegoś super faceta, co by się nadawał na męża, nie mam dziecka, nie mam stałej pracy, dopiero po chwili przypominam sobie, że mam dopiero dwadzieścia lat i nie ma nad czym rozpaczać, jednak to uczucie pogłębiło się już do takiego stopnia, że musiałam zasięgnąć porady u specjalisty, bo zaczęłam dostawać obsesji na tym punkcie. Okropne jest to, że jak dostaję zaproszenie na wyjście do klubu w piątek wieczorem, to szukam na siłę jakieś wymówki, żeby nie iść, ponieważ tak naprawdę myślę sobie, że mi to już chyba nie wypada się bawić w takim wieku.

#wGh9U

Kiedy miałam nieco ponad 20 lat, pojechałam na całe wakacje do USA. Postanowiłam spełnić dwa marzenia naraz i udałam się do studia tatuażu. Wszystko ładnie pięknie, tatuowała mnie młoda, miła i przede wszystkim bardzo utalentowana dziewczyna. Jestem jednak bardzo wrażliwą istotką, ból był dla mnie nie do opisania. Byłam pewna, że nikt mnie nie rozumie, bluzgałam na prawo i lewo, ale nagle pod wpływem emocji powiedziałam coś w rodzaju: „Puszczaj mnie, ty głupia *ekhem, samico psa*”. Jakie było moje zdziwienie, kiedy tatuażystka wstała z fotela, z grobową miną przemówiła piękną, czyściutką polszczyzną: „Wedle życzenia” i wyszła na zaplecze.
Dobrze, że po chwili moich nerwów i wstydu wyszła czerwona od śmiechu, uspokajając mnie i zaczynając rozmowę już po polsku.

Asia, pozdrawiam Cię, Ty cwana bestio! :D

#PUZGU

Kiedy miałam około 6 lat, modląc się wieczorem, po standardowych formułkach zawsze wymieniałam wszystkich, za których ta modlitwa była. Tak więc zawsze była mama, tata, dwie babcie, dwóch dziadków, brat, a później przez kilka minut powtarzałam: „Ciocię oraz wujka”. Dlaczego? Koniecznie chciałam pomodlić się za wszystkich członków rodziny, nie miałam jednak pojęcia, ile cioć i wujków mam – wiedziałam tylko, że na pewno jest ich bardzo dużo. 
Potem mi przeszło.

#3KYV8

Jednym z najmniej logicznych wymogów społeczeństwa są kanony piękna. Nie wspominając, jakie to jest krzywdzące i toksyczne (generalnie społeczeństwo, którego my sami jesteśmy częścią, takie jest), nie ma po prostu najmniejszego sensu.
U nas w kraju nie jest pod tym względem najgorzej, ale na przykład w południowo-wschodniej Azji standardy piękna potrafią być bardzo niezdrowe (chude ciało) oraz nienaturalne (śnieżnobiała skóra, charakterystyczny kształt oka, malutki nos itp.).
Skupiając się na wszechobecnym wyobrażeniu kobiety, Słowianka ma długie blond włosy, kobiece kształty, jest szczupła i ma wcięcie w talii, ma niebieskie oczy i ciemne rzęsy i brwi. Może i brzmi trochę przestarzale, ale zaczynając od nienaturalnych włosów po „najbardziej kobiecą” sylwetkę z „idealnym brzuchem”, to wszystko nadal obowiązuje w naszej społeczności (której my sami jesteśmy częścią). Jak ktoś ma prostokątną figurę (choćby to było nawet dziecko) jest, chcąc nie chcąc, cancelowany. Ponadto wyobrażenie zupełnie niepolskiego malutkiego noska. Nie mam pojęcia, skąd się to wzięło, ale Polacy w większości mają duże nosy. Po co więc istnieje standard piękna niedopasowany do naszego DNA? Niektórzy mężczyźni myślą, że kobiety tak jak oni nie mają fałdek na brzuchu, a jak mają, to znaczy, że się zaniedbują. To wina między innymi kobiet. Wstydzą się swoich naturalnych fałdek spowodowanych istnieniem macicy, a więc pracują nad nimi, w przeciwnym razie nie pokazują brzucha. Nazywanie dzieci w okresie dojrzewania „deskami”? Jak dziewczynka ma krótkie włosy, mówi się, że jest niekobieca. Dlaczego jakieś kłaki o tym decydują? Z kolei niech tylko spróbuje włożyć spódnicę, nie ogoliwszy przedtem nóg. Zarówno stereotypy płci, jak i wyglądu, są naprawdę obrzydliwe i w dodatku niezrozumiałe.
Ponadto zakompleksione osoby, mówiące na głos o swoich kompleksach, WPĘDZAJĄ INNE OSOBY w te same kompleksy. Nienawidzę, jak ktoś uważa, że jego problemy są najważniejsze na świecie. „O Boże mam takie wielkie uda, fuj” może nie mów tego przy osobie, która ma większe uda od twoich? Zastanawiajcie się. Szerząc stereotypy wyglądu, KRZYWDZICIE SAMYCH SIEBIE. Dziękuję.
Dodaj anonimowe wyznanie