#HhhbI

Życie mi się trochę posypało...
Przez kilka lat ukrywaliśmy razem z członkiem rodziny nasz związek. Oboje pełnoletni jesteśmy już dawno. Bardzo trudna i bolesna sprawa, ale nikogo tak bardzo nie kocham, z wzajemnością. Dowiedziała się o tym siostra, powiedziała o wszystkim mamie. Nie mogą tego zaakceptować, zabronili nam się spotykać, a przed rodziną mamy udawać, że wszystko w porządku. To wszystko pod groźbą wyrzucenia mnie z domu. Domownicy tej drugiej połówki natomiast nie są niczego świadomi.
Najbardziej bolesne jest to, że nikt nie jest w stanie nas zrozumieć. Wcześniej praktycznie nie mieliśmy ze sobą kontaktu, byliśmy dla siebie jak obcy ludzie i dlatego pojawiło się między nami uczucie. Wspieraliśmy się w trudnych chwilach, pomagaliśmy sobie. Jedno za drugie byłoby w stanie oddać życie.

Jestem w kropce. Z mamą ani siostrą nigdy nie miałam aż tak dobrej relacji. O ojcu nawet nie wspomnę. Nie wyobrażam sobie mojego życia z inną osobą, a stopień pokrewieństwa nie stoi na przeszkodzie. Dlatego nie czuję, że jestem złym człowiekiem. Przykre jest to, że istnieją związki bez miłości, a dwie osoby, które się kochają, nie mogą być razem.

#iqIL5

Jestem dość bogaty, sam do wszystkiego doszedłem, nikt mi pieniędzy nie dał. i właśnie to pieniądze są powodem mojego problemu. Mam wielu znajomych, niektórzy nazywają mnie przyjacielem, a inni mówią, że jestem dla nich jak brat. Ale przez pieniądze nie mam pojęcia, kto jest przyjacielem moim, a kto mojego portfela. Nigdy nikomu nie odmówię pożyczki jakiejś kwoty, zwykle są to małe sumy, kilkaset złotych, ale zdarzają się też większe. I rozumiem, że ktoś może mieć gorszy miesiąc, nigdy nie wypominam, że jakkolwiek pomogłem ani nie oczekuję nic w zamian. Jednak kilka osób już przez to musiałem skreślić z listy znajomych – byli mi winni 5-10 tys. i nagle znajomość znikła, jakby nigdy mnie nie znali. Przez te właśnie osoby pieniądze stały się dla mnie problemem.
Chcę ufać tym, którzy przy mnie są, ale zawsze gdzieś z tyłu głowy coś dzwoni, aby tego nie robić. Nauczyłem się jednego z takiego starego filmu – pożyczam wszystkim, a jak ktoś nie odda, to wiem, na ile wycenić znajomość ze mną.
Dlatego ludzie, którzy mają pieniądze i mówią, że pieniądze szczęścia nie dają, wiedzą, co mówią.

PS Policji nie zawiadamiałem, bo żadnego kwitu nie miałem, a i nawet bym nie chciał tracić nerwy na takie osoby.

#PeQlf

Kilka lat temu pracowałam w jednym ze sklepów odzieżowych w niewielkiej galerii. Prócz tego sklepu moi szefowie mieli inny sklep w boksie obok. Bardzo często byłam w sklepie sama, więc chcąc wyjść do toalety, musiałam prosić którąś dziewczynę ze sklepu obok, by mnie zastąpiła, gdyż właściciele nie pozwolili na zamykanie sklepu na te kilka minut. Niestety pewnego dnia, tuż przed zamknięciem sklepu, żadna z koleżanek przyjść nie mogła, a ja już nie mogłam wytrzymać. W momencie wybicia godziny zamknięcia ściągnęłam trochę roletę, pobiegłam na zaplecze i po prostu wysikałam się do wiaderka z płynem i wodą po umyciu podłogi. Czułam się okropnie, ale co zrobić? Gdybym ściągnęła roletę przed zamknięciem sklepu, zostałabym natychmiast zwolniona.

Wszystko wylałam rano przed otwarciem sklepu, gdy jak zawsze wymieniałam wodę na kolejną zmianę.

#gukuj

Jako że niedawno były święta, nastąpiła coroczna powtórka pytań. Jestem ateistką tak samo jak moja mama (reszta rodziny jest katolicka), jednak obchodzę święta Bożego Narodzenia, Wielkanoc oraz innego typu święta, co bardzo dziwi ludzi w moim otoczeniu. Co roku zadawane są te same pytania: „Dlaczego obchodzisz święta Bożego Narodzenia, skoro nie wierzysz w Boga?”, „To pewnie przez prezenty, hmm?”.
I zaczyna mnie to wkurzać. Obchodzę święta, nie wierzę w Boga. I co z tego? Obchodzę je, bo to czas spędzania czasu z rodziną i przyjaciółmi. Ten okres powtarzany rok w rok stał się dla mnie bardziej tradycją rodzinną niżby religijną. Nie wiem, czy po prostu jest ze mną problem, czy może też ludzie nie potrafią zrozumieć tej prostej rzeczy. W szkole ominęłam wigilię klasową raz, gdy byłam chora. Za każdym razem pada to samo pytanie: „Co ty tu robisz? Przecież nie wierzysz?”. Odpowiem, co tam robię. To jedyny raz w roku, gdy klasa w jakikolwiek sposób integruje ze sobą. Pojawia się ta cała atmosfera. Prezenty? Jasne, jedni lubią je otrzymywać, a inni wręczać. Sama zaliczam się do obu grup, ale u mnie jak zwykle znajduje się to na drugim planie.

Jeszcze raz się zapytam – czy to ze mną jest problem, że obchodzę tak ważne dla katolików/chrześcijan (przepraszam, nigdy nie miałam tak naprawdę okazji poznać różnic pomiędzy tymi dwoma) święto bez czczenia Boga czy czegokolwiek innego? Czy skoro jestem ateistką, nie mogę brać udział w tych wydarzeniach, bo jest zarezerwowane dla osób wierzących? Czy to źle, że staram się wypełniać tradycję, by nic nie zmieniać w rodzinnych spotkaniach?

#MgAq7

Uwielbiam podróże koleją. Nic mi nie daje tyle radości i odprężenia jak stukot kół o szyny i zmieniający się krajobraz za oknem pociągu.
Jednak jak większość z nas, mam ograniczone możliwości zarówno czasowe, jak i finansowe na ciągłe wojaże. Więc kiedy kasy mało, kupuję sobie chipsy, piwko
i odpalam na kompie YouTube z filmikami Cabview z wybranej trasy kolejowej (dla niezorientowanych, widok z kamery z lokomotywy lub z tyłu pociągu) i jadę w długą :)
Wczoraj przejechałem 7-godzinną trasę z Bergen do Oslo w Norwegii, a w tej chwili „jadę” sobie z Poznania do Świnoujścia.
Tym sposobem spełniam choć niektóre marzenia nie wychodząc z domu, a przy okazji robię to, co kocham :)

#EzSvG

Ostatnio przydarzają mi się dziwnie rzeczy.

Gdy wychodziłem w Wigilię na pasterkę, to uderzyłem się drzwiami wejściowymi do kościoła, w Nowy Rok spadł mi na głowę krzyż, który wisiał nad drzwiami, zaciąłem się papierem, gdy trzymałem w ręku Biblię, a ostatnio podczas kolędy, jak przyszedł ksiądz, to dostałem wodą święconą w oko i dostałem jakiejś infekcji.

Albo to bardzo dziwny zbieg okoliczności, albo znaki od Boga, że nadchodzi mój koniec. Boję się.

#xL1DF

Parę lat temu poznałam przez seks-kamerkę chłopaka, z którym dość często do niej zasiadałam. Coraz częściej pisaliśmy i rozmawialiśmy. W końcu się zakochałam i on też. Cała ta sytuacja z seks-kamerką mnie przerastała! Jak mu spojrzę w oczy? Myślałam wtedy tylko o tym, żeby urwać kontakt, ale za bardzo mi zależało na nim.

Dopiero po roku znalazłam w sobie odwagę, żeby się z nim spotkać. Pierwsze spotkanie, którego tak bardzo się bałam, było niesamowite. Zobaczyłam wtedy, że naprawdę kocham tego człowieka i że nie miałam powodów do wstydu przed nim. Kolejne spotkania już tylko nas zbliżały.

Tak właśnie poznałam mojego męża i ojca naszego jeszcze nienarodzonego synka :)

#rS3DH

Uroki studiów wyższych.

Przychodzi studentka, mocno zestresowana, na ustne kolokwium poprawkowe.
Na większość pytań mało pewnie, ale jednak odpowiada. Chcąc podnieść jej ocenę końcową, zapytuję drugiego doktora rezydującego w pokoju, o co by panią spytał. W tym momencie studentka aż się zatrzęsła.
– Czego się pani tak stresuje? Przecież doktor Iksiński jest taki miły i wyrozumiały...
– ...Doktor Lecter też był miły, wyrozumiały, wręcz nad wyraz sympatyczny – dodał dr Iksiński.
– Tak, wiem, siostra z nim miała zajęcia.

Nigdy w swojej krótkiej karierze nie wytężyłem się tak bardzo, żeby powstrzymać śmiech.

A studentka wyszła z czwórką :)

#xJwZM

W pierwszej klasie nowej szkoły wychowawczyni robiła mi problemy o to, że jestem ZA GRZECZNA. Postanowiłam więc otworzyć się na ludzi i przestać być cichą klasową myszką. Na koniec szkoły wychowawczyni powiedziała, że jestem nieznośna i ma mnie dość.
I bądź tu mądry, człowieku!

#orwwl

Przez pewien czas byłam nauczycielką w klasach 1-3. Zauważyłam na korytarzu pewną tęgą dziewczynkę. Dokuczano jej na każdym kroku, ale nauczycielki zawsze odwracały wzrok. Wiktoria chorowała na tarczycę, w szkole spędzała bardzo dużo czasu (miała problemy z dojazdem). Próbowała jeść tam obiad i śniadanie, ale obrzucano ją wtedy wyzwiskami i niejednokrotnie zabierano jedzenie. Starałam się interweniować, ale rzadko miałam sposobność (przerwy spędzałam z dziećmi w klasach). Postanowiłam zawierzyć sprawę pani psycholog. Myślałam, że ona sprawę rozwiąże i przestałam obserwować Wiktorię.

Pewnego dnia, gdy wychodziłam ze szkoły, zobaczyłam ją leżącą na betonie boiska szkolnego. Dowiedziałam się, że zemdlała z głodu, ponieważ psycholog zabrała jej śniadaniówkę i kartę obiadową!!! To nic, że Wiktoria chorowała. Zamiast rozmawiać z prześladowcami, ta baba po prostu zabrała jej jedzenie, nie myśląc wcale o tym, że dziewczyna jest w szkole od 7.00 do 17.00.

Zaczekałam wtedy na rodziców, porozmawiam z nimi i przenieśli Wiktorię do innej szkoły. Okazało się przy okazji, że pani psycholog nie miała większego wykształcenia w kierunku pracy z dziećmi. Martwi mnie, że nadal tam pracuje i prawdopodobnie dręczy niewinne dzieci.
Dodaj anonimowe wyznanie