#aKGnt

Chcecie anonimowo? To proszę.
Jak miałam kilkanaście lat, to byłam na zabój zakochana w naszym organiście z kościoła (który potem okazał się być gejem). Zrobiłam sobie nawet jego podobiznę z koca (wydrukowałam jego zdjęcie z nk, wycięłam twarz i przypięłam). Najbardziej żenujące jest to, że dorobiłam "mu" nawet penisa ze ścierki i co rano wykonywałam na tym fellatio, a co noc "uprawiałam seks" z całym kocem.

Od tamtego czasu minęło prawie 15 lat. Dziś jestem żoną innego organisty (słabość pozostała). Rytuały też mam mniej więcej te same. Oby tylko mój mąż nie okazał się gejem.

#NA1f6

Ludzie zawsze dziwią się, dlaczego ja (młoda, atrakcyjna, inteligentna, z poczuciem humoru itd.) nie potrafię sobie znaleźć nikogo i nie cierpię dzieci.
Jest to wina moich rodziców. Byli młodzi, kiedy się urodziłam (mama miała 18 lat, tata 21), w tamtych czasach było to dość normalne. Kiedy miałam 19 lat, rodzice powiedzieli mi, że spodziewają się kolejnego potomka. Byłam całkiem zadowolona, lubiłam dzieci i zawsze chciałam mieć młodsze rodzeństwo. Niestety była to najgorsza rzecz jaka mnie w życiu spotkała.

Kiedy siostra się urodziła, ja chodziłam do klasy maturalnej. Rodzice stwierdzili, że skoro kończę szkołę, to na pewno za jakiś czas będę już myślała o rodzinie, dziecku i ustatkowaniu się, dlatego też postanowili, że powinnam zajmować się siostrą, by nabyć doświadczenia. Na początku mi to nie przeszkadzało (tak jak wspominałam lubiłam bobasy), ale z czasem stało się to dla mnie największym możliwym piekłem. Zastanawiacie się dlaczego?

Matka chyba stwierdziła, że jest za stara na dziecko i cały obowiązek spadł na mnie. Musiałam karmić butelką, wstawać w nocy do małej, przewijać, chodzić po lekarzach, zajmować się nią na okrągło, a przy tym wszystkim chodzić do szkoły, uczyć się do matury i pracować.
Dlaczego więc nie zrezygnowałam z pracy? Ponieważ sama musiałam opłacać mleko dla siostry, ubrania, lekarstwa, zabawki i wszystko inne, bo "muszę się uczyć odpowiedzialności".

Trwało to 4 lata. Na studia nie poszłam, bo nie miałam czasu przez dziecko, które nawet nie było moje. Zmarnowałam sobie przyszłość. Znienawidziłam rodziców i siostrę. Uważałam, że to przede wszystkim przez nią nigdy nie będę robiła tego co chciałam.

Wyprowadziłam się, kompletnie urwałam kontakt z rodzicami, ale najgorsze w tym wszystkim jest to, że na prawo i lewo rozpowiadają jakimi to oni nie są wspaniałymi rodzicami, a ja im utrudniałam wszystko, bo byłam zazdrosna o młodszą siostrę.
Nie wiem, czy kiedykolwiek będę w stanie założyć rodzinę. Boję się angażować w jakikolwiek związek, bo wiem, że w przyszłości będzie to się wiązało z dzieckiem.
Serdecznie dziękuję moim rodzicom za zmarnowane lata.

#c17NM

Opowiem wam ciekawą historię. Ostrzegam, że może to być dość hardkorowe, jednak prawdziwe. Bez morału, bez żadnych przestróg - historia raczej o jednej złej decyzji.

Grudzień, wolne od szkoły, godzina 12-13. Wszystko działo się sześć lat temu, gdy miałem 14 lat. Spotkałem się z kolegą o rok młodszym. Duże osiedle, nie ma co robić, to postanowiliśmy, że przejdziemy się do koleżanki, która mieszka niedaleko małego lasu (przy osiedlu znajduje się mały lasek, przez który można przejechać na większą, dość ruchliwą ulicę). Okazało się, że koleżanki nie ma w domu. Mieliśmy już wracać, gdy podszedł do nas mężczyzna, pytając gdzie znajduję się ulica X (czyli wymieniona wyżej ulica za lasem, do której prowadzi wciąż prosta droga). Wytłumaczyliśmy mu jak dojść, jednak on powiedział, że nie rozumie. Ponowne wytłumaczenie na zasadzie "Idzie pan wciąż prosto, aż wyjdzie na ulicę" nic nie dało. Zapytał się czy go nie podprowadzimy, bo on nie jest stąd. No w sumie okej - i poszliśmy. Zaczął z nami rozmawiać, pytać czy w szkole ciężko, głównie same pierdoły.

Było w porządku, dopóki nie zaczął nas się pytać czy już się masturbujemy, czy robiliśmy to sami czy z kimś, czy może mamy ochotę, czy uprawialiśmy seks i wszystko w tym klimacie. Bardzo nas to speszyło, trudno mówić o takich sprawach otwarcie, w dodatku z obcym facetem. Ale odpowiadaliśmy, że nie, jeszcze nie czas, jeszcze nie ten wiek... W połowie drogi stanęliśmy i powiedzieliśmy, że to już ostatnia prosta, zaraz ulicę będzie widać. On prosił żeby go jeszcze podprowadzić, bo niby sam nie trafi. Byliśmy niesamowicie zestresowani, przestraszeni, chcieliśmy już wrócić, gdy on wychodzi do nas z propozycją wzajemnej masturbacji.

W kieszeni zaciskała mi się pięść. Miałem zamiar go uderzyć, prosto w twarz. Ale nie zrobiłem tego, zdusiłem wszystkie emocje. Nie wiem dlaczego tego nie zrobiłem, ale tego właśnie żałuję. Ktoś mógłby powiedzieć, że mógłby nam zrobić krzywdę. Ale nas było dwóch, pod wpływem adrenaliny. Milion myśli i głosów w głowie, co mógłbym zrobić - a ja nic. A co było po tym? Zaczął nas dotykać, za krocze. Szybko się odsunęliśmy na bezpieczną odległość, krzyknąłem do kolegi i w nogi. Nie gonił nas, nawet się nie obejrzał, szedł dalej w swoją stronę.

Zadzwoniliśmy na policję, przyjechał radiowóz, po wytłumaczeniu sytuacji policjant wybuchł śmiechem, jakby uznał to za żart. Podobnie na komendzie, miałem wrażenie, że nie biorą nas na poważnie.
Dzięki mojej pamięci fotograficznej, zapamiętałem każdy szczegół jego wyglądu i ubioru. Niestety, nic to nie dało, nie złapali go. Nie dostaliśmy nawet żadnego wezwania do obejrzenia potencjalnych sprawców. Po prostu czekaliśmy i się nie doczekaliśmy.
Żyjemy sobie normalnie, nie wpływa to na nas w żaden sposób. Ja tylko żałuję, zrobiłbym coś dobrego.

#egxvy

Przez pierwsze parę lat swojego żywota mieszkałam w jednym z cieplejszych krajów. 35-40 stopni to była norma. W domu nie było klimatyzacji, więc trzeba było sobie inaczej radzić z niedającym się wytrzymać upałem.
Więc teraz wyobraźcie sobie miny rodziców wchodzących do kuchni i widzących swoją 2,5-letnią pociechę w samym pampersie z tyłkiem przystawionym do otwartej zamrażarki z miną w stylu "fuck yea".

#pH3aT

Wśród moich znajomych jest paru mocno katolickich (i tych mniej), którzy uznają aborcję za zło. Jednym ze sztandarowych argumentów przeciw temu procederowi jest oczywiście ten, że "pod ośrodkami adopcyjnymi ustawiają się długie kolejki do adopcji dzieci".

Gdy jednak oznajmiłam, że mam zamiar adoptować dziecko (w wieku 5-7 lat), od tych samych ludzi usłyszałam teksty typu:
- >zdziwienie< "Jesteś zdrowa i chcesz adoptować dziecko?! Przecież możesz mieć własne!"
- "Jeszcze będziesz płakać, że nie miałaś swojego, z własnych genów!"
Oraz mój absolutny faworyt:
- "Zgłupiałaś do reszty?! Chcesz wychowywać cudzego bachora?!"

Ludzie... serio...?!

#DDHUj

Zakładamy taką sytuację; idzie sobie atrakcyjna kobieta, szpilki, szminka, sukieneczka, z psem - wielkim misiatym puchatym owczarkiem, labradorem, goldenem, albo z dużym kundlem z wielkim nosem przy ziemi, wielkimi uszami i długim ogonem.

Na co zwróci uwagę normalny facet? Na kobietę. Na co ja zwracam uwagę? Na psa.

Gdy widzę u kogoś psa, to odcinam się i po prostu mój świat zamyka się w czworonogu. Oglądam się za psami na ulicy. Tapeta na dwóch kompach w domu to psy, na telefonie pies, w pracy pies, kalendarz z psem.

A wiecie co jest najciekawsze? Jak byłem mały, to panicznie bałem się psów. Do momentu gdy zostałem zamknięty z dwoma psiakami. Najpierw był strach, a później nie chciałem od nich wyjść.

Uwielbiam psy, są takie wesołe, zawsze się cieszą, ich życie polega na wąchaniu wszystkiego. Uwielbiam je tulić, czesać, bawić się z nimi, głaskać. Niektórych rozczulają małe dzieci, mnie rozczulają psy, małe i duże.

Znajomi mówią, że to podchodzi pod zboczenie...

#KpwKq

Znacie te świeżaki w biedronce? Dzisiaj przed biedronką zobaczyłam chłopca, który pozostawił w wózku swojego świeżaka. 

Pomyślałam że niechcący zostawił go i gdy podeszłam do niego by mu oddać to on rzekł: "Nie potrzebuje miśka do szczęścia, da pani innemu dziecku."

Chociaż to tylko świeżak, to łzy leciały mi z oczu.

#mUx1b

Chcę być nauczycielką. Z tej okazji miałam odbyć praktyki w pobliskich gimnazjach.

Równo o 11 czekałam przed salą na nauczycielkę, która miała "oddać" mi dzieciaki pod opiekę. Nagle podeszły do mnie 2 dziewczynki i zapytały "Hej, to ty jesteś ta nowa z naszej klasy?".

Nie ma to jak mały wzrost i dziecięca twarz.

#UIAlL

Czasem bardzo ciężko przechodzę miesiączkę. Nie chodzi tylko o ból, mówię o miesiączce, przy której występują wymioty, biegunka i omdlenia. Tak było dziś rano, obudził mnie niewyobrażalny ból, świadomość, że muszę stawić się w pracy trzymała mnie do 8:00, kiedy po kolejnym omdleniu zdołałam dojść do sąsiada i poprosić o pomoc. Na mój widok od razu padła decyzja - wzywamy pogotowie. Odpowiedź? "Bóle miesiączkowe nie wymagają leczenia, podam numer, trzeba zadzwonić po wizytę domową lekarza". Byłoby wszystko OK, gdyby jakiś lekarz pracował o 8 rano.
 
Na SOR dojechałam z sąsiadem, wszyscy byli zdziwieni jak mogłam tyle zwlekać z takim ciśnieniem. Gdy już dostałam kroplówkę, zjawił się lekarz. Pierwsze pytanie? Czemu nie poszłam do przychodni do swojego miasta, w szpitalu nie leczy się takich głupot jak miesiączka. Więcej nikt mnie na pewno nie przyjmie, a może chciałam po prostu dzień wolny w pracy?

A więc w jakim trzeba być stanie, żeby bez obaw wzywać karetkę albo zgłosić się na pierwszą pomoc? Czy za mało płacimy ubezpieczenia, żeby czasem potrzebować tej nagłej pomocy? Czy gdybym zwlekała dłużej i nie była w stanie wezwać pomocy, wszystko skończyłoby się dobrze?
Dodaj anonimowe wyznanie