#o2J9N

Moja mama zmarła 19 lat temu (gdy miałam 3 latka).

Od tamtej pory opiekował się nami (mną i moją siostrą) tata.

Jakiś tydzień temu zapytałam taty:
- Tatko, dlaczego przez te wszystkie lata nie umówiłeś się ani razu na randkę, czy nie chciałbyś kogoś poznać?

Popatrzył na mnie ze złością:
- Jak mógłbym spotykać się z kimkolwiek, podczas gdy jedyną kobietą mojego życia jest twoja mama?

Zapytałam:
- Tęsknisz jeszcze za nią?

Spojrzał się na jej zdjęcie stojące na komodzie:
- Ani przez chwilę nie przestałem o niej myśleć, ani przez jedną sekundę przez te 19 lat nie przestałem za nią tęsknić.

Rozpłakałam się.

#KUylY

Kilka lat pracowałem w KFC, nie powiem, dla studenta fajna praca, niezła płaca i elastyczny grafik. No i jakiś staż do emerytury się wyrobiło.
Ale nie o tym.

Któregoś pięknego dnia podjeżdża facet na linię drive-thru i po moim "dzień dobry" słyszę:
- Poproszę dużego ciemnego araba i te.. No te.. W tym kubełku to nie mogą być skrzydełka wieprzowe? Bo te co dajecie to takie małe...

Poinformowałem klienta, że smażymy tylko kurczaki oraz że świnie nie mają skrzydeł.
No i tyle go słyszałem.
Szkoda, że napisał skargę na moją obsługę, a kierownik nie wiedział jak z nią dalej postąpić.

#rY6Uv

Mam doktorat, pracuję jako lekarz na wydziale onkologii dziecięcej.
Kocham swoją pracę i wykonuje ją z pasją, dla niej poświęciłem swoje życie prywatne ale wierzę, że robię właśnie to po co się urodziłem.

Cóż, wiecie co jest najśmieszniejsze w mojej pracy?
Po wielu trudach i wysiłkach, nieprzespanych nocach, kombinowaniu i po prostu robieniu wszystkiego co tylko jestem w stanie, aby ocalić ten organizm. Po niewyobrażalnie bolesnej przegranej walce o życie.

"Najśmieszniejsze"* jest mówienie rodzicom, że ich dziecko umrze.

*najbardziej ironicznie przerażające i chore, wręcz śmiesznie niesprawiedliwe, popier*one i ku*wa okropnie pojeb*ane.

Ale nic, dla mnie to końcu to tylko następny organizm, który się wyłączył... bo gdybym
patrzył na te dzieciaki jak na małego, myślącego, kochającego człowieka, mającego duszę i w przyszłości mającego dorosnąć i założyć rodzinę, to już dawno temu skończyłbym w psychiatryku.

#L4BIA

Chyba czytam za dużo anonimowych...

Ostatnio przyśniło mi się, że byłem przesłuchiwany w Guantanamo. Kiedy nie chciałem zeznawać, w ramach tortur kazali mi obejrzeć na żywo debatę z udziałem GrazynaPiczkas i Poroniec.
Przebiegu debaty nie streszczę, bo w tym momencie się obudziłem.

#KeOBj

Telefon miałam od przedszkola. Najpierw była to zwykła cegiełka. Jednak gdzieś w 2-3 klasie dostałam telefon z kamerką.

Nadszedł czas świąt. Do mojej genialnej główki wpadł pomysł, żeby nagrać Świętego Mikołaja, jak podkłada prezenty pod choinkę. Jako że obok drzewka był przedłużacz do lampek, wzięłam ładowarkę, podłączyłam telefon, włączyłam nagrywanie i ukryłam wszytko za gałązkami. Oczywiście o niczym wcześniej nie mówiłam ani rodzicom, ani dziadkom.

Gdy prezenty magicznie znalazły się pod choinką, po kryjomu zabrałam telefon i odtworzyłam film. Zamiast Świętego Mikołaja na nagraniu była babcia zostawiająca paczki na dywaniku.
Tak właśnie się dowiedziałam, że Święty Mikołaj nie istnieje.

Sztuczki z nagrywaniem przez telefon używałam jeszcze wiele razy, ale o tym w innym wyznaniu.

#j2hMN

Ostatnio mój facet, z którym jestem już ponad 2 lata w związku, zaprosił do siebie kolegów i urządzili sobie męski wieczór. Były karty, winko, a gdy ono się skończyło, była też wódeczka. Siedzieli długo i śmieszkowali. Ja jako pomocna i wyrozumiała dziewczyna donosiłam kanapeczki, przekąski i butelki zamieniałam na pełne.

W pewnym momencie dyskusja zeszła na jakiegoś ich dawnego wspólnego znajomego o imieniu Borys. Obsmarowali mu tył tak konkretnie, że aż byłam w szoku, że znają tyle niegrzecznych epitetów. Innymi słowy paczka mojego chłopaka bardzo, ale to bardzo nie trawi Borysa. Nie wiem za co.
Mój luby nawet dodał, że jakiś rok temu go widział na mieście, to jedyne co go powstrzymało przed spuszczeniem mu łomotu, to fakt, że był wtedy z ludźmi z pracy i musiał się jakoś zachować.

W momencie gdy znowu zrobiło się głośno, trochę za głośno jak na późny wieczór, wparowałam do pokoju, aby trochę ostudzić ich entuzjazm. Siedzieli na fejsie Borysa i zbijali się z niego i jego fotek tam umieszczonych. Niestety trafiło mnie wtedy piorunem, bo zobaczyłam, o którym Borysie tak żwawo śmieszkują. Otóż wróg męskiego towarzystwa, to mój były kochanek ze studiów, z którym spędziłam w łóżku wybitnie intensywny miesiąc.

Mój luby woła mnie:
- Patrz! To ten, o którym ci kiedyś opowiadałem... Cały akademik z niego walił! (wszyscy się śmieją) - Jezu, co to była za pi*da!" (oni nadal się śmieją).

Ja stoję jak wryta, bo mi życie przed oczami przeleciało i wtedy spostrzegłam, że jeden z kolegów wcale nie śmieszkował z resztą i patrzył baardzo wymownie na mnie.

Teraz żyję w obawie, że jeden z najlepszych kumpli mojego chłopaka wie, że spałam z ich wrogiem numer jeden.

Męska duma i życie jest popier*olone :/
Dodaj anonimowe wyznanie