Od kiedy pamiętam uwielbiam bdsm.
Kiedy miałam siedemnaście lat, kupiłam specjalne liny, by móc się wiązać. Oprócz nich załatwiłam sobie kilka ciekawych gadżetów. Niestety moja siostra doprowadziła do tego, że nasi rodzice zaczęli tracić zaufanie do nas i często grzebali nam w rzeczach. Wszelkie rozmowy z nimi nic nie dawały, matka nawet kłamała, że nic nie wie, więc, by uchronić mój sekret, wszystko co miało związek z bdsm ukrywałam w plecaku, a ten nosiłam do szkoły.
Pewnego dnia w szkole doszło do patologicznej sytuacji rodem z trudnych spraw - jeden z uczniów, pijany/naćpany, dźgnął swoją matkę i jakby nigdy nic przyszedł do szkoły. Policja została wezwana, szkołę zamknięto, nikt nie mógł wejść ani wyjść, chłopak przed zabraniem go powiedział, że ktoś ma narkotyki, a ktoś inny nosi broń (oczywiście okazało się, że to już było kłamstwem). Więc co zrobili policjanci? Przeszukali nas.
I teraz wyobraźcie sobie minę policjantów, ojca i nauczyciela, kiedy wyjęli z mojego plecaka te wszystkie rzeczy.
Uspokaja mnie zapach pasztetu.
Jestem weganinem.
Zawsze, gdy na myśl przychodzi mi głupia rzecz, jak pocałowanie mojego nauczyciela lub krzyczenie bardzo głupich rzeczy na środku ulicy, to wyobrażam sobie, że moja inna wersja robi właśnie te rzeczy w innym wymiarze.
Jest mi z tego powodu tak cholernie wstyd, że nie da się tego opisać.
Do szóstego roku życia nie potrafiłem płakać, nawet podobnież miałem przy porodzie, miałem za to zabrany punkt.
Jak zobaczyłem po raz pierwszy mojego brata, wypłakałem się za wszelkie czasy.
Jestem Honorowym Dawcą Krwi. Oddałem blisko 20 litrów (średnio 3 donacje w roku). W czasie swojego życia jako HDK miałem trzech pracodawców.
W korporacji, gdy informowałem, że będę oddawał krew, oficjalnie wszyscy się zgadzali i gratulowali, ale po powrocie z dnia wolnego (takowy przysługuje w dniu donacji) okazywało się, że pracować muszę dwa razy dłużej, bo przełożeni dokładali zadań w ten dzień by pokazać, jak mocno rozbija to pracę zespołu. Gdy sam zostałem przełożonym i wciągnąłem w krwiodawstwo moich podwładnych, nasz zespół był na cenzurowanym i mimo moich starań by jak najmniej to wpływało na pracę, były naciski, by ludzie oddawali krew w weekendy, lub przychodzili po donacji do pracy.
W kolejnych firmach niekorporacyjnych zarząd już jawnie mówił, że to jest moje hobby i bym nie brał sobie wolnego lub wypisywał urlop, bo korzystanie z dnia wolnego zgodnie z przepisami jest nie fair w stosunku do innych pracowników, którzy nie oddają krwi.
Obecny pracodawca oczekuje, że po oddaniu krwi będę w biurze. Przychodzę i staram się nie zasnąć.
A podobno oddawanie krwi jest chwalebne i szlachetne.
O plotkach, ploteczkach i wścibskich moherach... Będzie długo, ale myślę, że warto przeczytać.
Troszeczkę się połamałam ostatnio i teraz muszę jeździć na zabiegi rehabilitacyjne. Dzisiaj wyjątkowo zabrałam ze sobą swoją najmłodszą córkę. Pielęgniarka aby przyspieszyć trochę kolejkę dała mnie do zabiegowego, gdzie leżała już pod jakimś sprzętem starsza babeczka, mnie również podłączyła, a moją pociechę posadziła obok. Zaczęło się, pierwsze pytania do Amelki, ile masz lat, do której klasy chodzisz, czy masz rodzeństwo... Tu Amelkę trochę przystawiło i po chwili zawahania wystukała, że ma brata, siostrę i przybranego brata. Moher po dziesięciu następnych pytaniach i przy okazji opowiadania historyjek swojej rodziny powiedział, że nie pochodzi z tej miejscowości, w której właśnie się leczymy, ani z miasteczka, gdzie mieszkam (już prawie 15 lat), tylko kilka ładnych miejscowości dalej, z wioski, z której pochodzę. Nie kojarzyła mnie z nazwiska panieńskiego ani nazwiska moich dziadków, ja jej ani tyle. Po następnych 15 pytaniach wiedziała, na którym osiedlu mieszkałam za panny i zapodaje mi plotki o sąsiadach. "A wie pani, stamtąd pochodzi taki chłopak, co już miał się rozwodzić, ale żona mu wybaczyła i nawet dom stawiają". Przytakuję jej, że to dobrze, że się zeszli. Babeczka na to: "Tak, tak, bo w końcu dwoje dzieci małych mają... A stamtąd pochodzi też taka jedna Anna Kowalska, co ją mąż z trójką dzieci zostawił, on się nazywa Antoni Kowalski i z tego miasta pochodzi co pani teraz mieszka, zna pani?". A mnie zatkało... Babka zapytała się właśnie, czy znam... SIEBIE! Popatrzyłam tylko na córkę i odrzekłam, że tak, znam, bo to ja.
I nastała cisza. Nie wiedziała za bardzo, co powiedzieć. Po chwili wystukała, że jak on mógł tak piękna kobietę i takie śliczne dzieci zostawić i że będzie żałował, pajac jeden, i naprędce zamknęła drzwi za sobą.
Nie wiem, co to była za kobieta, ale przeraziła mnie tym, ile informacji posiadała na mój temat, nie widząc mnie nigdy wcześniej na oczy.
Jako że prowadzę firmę budowlaną, to fotografuję wykonanie swoich prac od totalnej demolki po ukończenie wszelakich prac. Oczywiście robię to za zgodą właściciela.
Pewnego razu robiłem łazienkę, spytałem, czy mogę fotografować. Byłem zdumiony, bo państwo zleceniodawcy wręcz nalegali na zrobienie bardzo dokładnych zdjęć i dokumentacji całego remontu łazienki.
Minęło kilka tygodni, weszła na rynek nowa firma budowlana zajmująca się tylko łazienkami. Wchodzę na stronę, by wybadać konkurencję, a tu ku mojemu zdziwieniu ukazują się... moje zdjęcia wykonanej pracy z pełną dokumentacją. Zawał na miejscu.
Po dochodzeniu okazuje się, że syn tych państwa założył firmę budowlaną, ale nie ma zleceń, więc trzeba się wybić na czyimś grzbiecie.
No cóż, powodzenia życzę na start!!
Koło drzwi od mojej łazienki stoi krzesło, a na nim bardzo często sobie drzemie nasze kocisko.
Pewnego dnia, wychodząc z owej łazienki w porze wieczorowej, kiedy to mój kot zazwyczaj przycina sobie komara na tym krześle, naszła mnie ochota na pogłaskanie kota. Już go widzę, już wyciągam rękę, głaszczę... Ej, coś tu jest nie tak!
Przestałam głaskać, odczekałam i nagle... olśnienie.
Przez dobre 10 sekund głaskałam złożone jeansy mojego ojca.
(tak, mam wadę wzroku, ale to plusy!!!)
Historia z dzieciństwa
Moja mama odkurza mieszkanie i wtedy ja, mały berbeć, naskakuję na nią w celu przytulenia jej, skacząc nie chwyciłam się dobrze mamy i spadłam na podłogę. Mama chcąc mnie złapać, ruszyła dość mocno łokciem do tyłu, fundując mi przy tym porządną śliwę.
Sęk w tym, że tego samego dnia szłam z mamą do lekarza. Gdy, lekarz zapytał mnie, skąd mam takiego ładnego siniaka, odpowiedziałam, że mama mi go zrobiła.
Ależ się musiała tłumaczyć :D
Kiedy byłem mały i przebywałem w gronie znajomych, na pewnego kolegę cały czas wołali "debil", a ja wtedy myślałem, że to jego imię...
Dodaj anonimowe wyznanie