Historia opowiedziana mi przez mamę.
Pewnej nocy poszła spać do kuchni, gdzie mieściły się dwa łóżka, jej oraz babci z dziadkiem. Przed spaniem jak zwykle modliła się do figurki nad łóżkiem. Miała problemy z zaśnięciem, bo coś ją męczyło, ale po pewnym czasie udało jej się. Nagle coś w nocy usiłowało ją wybudzić ze snu. Poczuła lekkie szturchnięcie i ciągnięcia, ale na tyle delikatne, aby jej nie poruszyć. Mama obróciła się, ale nikogo nie było w pokoju. Zlękniona i przestraszona schowała się pod kołdrę.
Nie minęło parę sekund, gdy nie mogła oddychać. Wyszła z łóżka i zaczęła się dusić. Wszędzie był dym. Usiłowała budzić dziadków, po czasie się udało. Jej rodzeństwo spało w pokoju obok kamiennym snem. Ich również trudno było wybudzić. Zaczęła się akcja gaszenia pożaru, na szczęście obyło się bez ran i dużych zniszczeń w domu. Dzięki mojej mamie nikt nie zginął, bo w porę zainterweniowała.
Do dzisiaj nie wiemy, kto był sprawcą tajemniczego obudzenia mamy, ale ona wie doskonale, że ktoś z góry czuwał nad nią.
Aha, sprawcą pożaru była jedna z sióstr, zostawiła podłączoną lokówkę po tym, jak kręciła włosy lalkom.
Wśród rodziny i znajomych krąży opinia o mnie, że jestem fatalną ogrodniczką. Konkretnie chodzi o kwiaty, jakie mam w domu. Z zasady od zawsze ubóstwiałam kwiaty, o czym wszyscy wiedzą i tym bardziej jest dla nich czystą groteską fakt, że prawie żaden kwiatek u mnie uchować się mimo to nie może.
Nikt jednak nie wie, że kwiaty, które mam na parapetach, zostały zakupione już w tak opłakanym stanie.
Wiadomym jest, że kwiaty w marketach łatwo nie mają. Są ładne przez pierwsze dni, gdy są wystawione. Później nikt się nimi nie zajmuje, co sprawia, że powoli dogorywają. Chodzi o to, że gdy idę do sklepu i widzę przecenę na kwiatach, bo już ledwie żyją, to kupuję takie i próbuję je ''zreanimować''. Niektóre udaje się odratować, ale niestety w większości przypadków kwiaty giną, bo zaniedbania poczyniły zbyt wielkie zniszczenia.
W taki oto sposób ludzie obserwują u mnie kwiaty w bardzo fatalnym stanie (naśmiewając się, że moja ręka morduje je), nie wiedząc, że już takie są przeze mnie kupowane.
PS
Odratowane kwiaty, które na nowo pięknie kwitną, są przeze mnie rozdawane przy jakichś okazjach typu imieniny itp.
PPS
Przez to nikt nie chce dawać mi w prezencie kwiatów, bo uważają, że i tak je zmarnuję, a ja bardzo lubię dostawać kwiaty.
Od dłuzszego czasu intrygowała mnie pewna technika "wspomaganego przesłuchiwania" (czyt. tortur), a mianowicie waterboarding. W skrócie: kładzie się pacjenta na lekko nachylonej desce głową w dół i wlewa wodę do nosa. Waterboarding jest dość popularny, bo jest tani, prosty i podobno bardzo skuteczny.
Nie miałam wątpliwości co do taniości i prostoty, natomiast nie mogłam uwierzyć w skuteczność. Co aż tak strasznego może być w tym, że ma się wodę w nosie? Chińczycy sami sobie płuczą zatoki i są bardzo zadowoleni.
Tak mnie to gryzło, że postanowiłam spróbować.
Sama.
W wannie.
Efekt? Atak paniki na parę minut, ból na 10.5 dola, gil na pół metra i trauma na resztę życia. Nie polecam, chociaż z drugiej strony... ciekawe przeżycie, bo pokazuje, jak bardzo można nie znać własnego ciała.
Przed swoim pierwszym razem wydepilowałam całkowicie na zero miejsca intymne.
Wewnątrz warg sromowych - tam, gdzie nie rosną włoski, tylko jest ta cienka, czerwona skóra - zrobił mi się ogromny, rozlewający pryszcz...
Nic nie zauważyłam, dopóki chłopak nie zaczął bawić się tym pryszczem, myśląc, że to łechtaczka...
To co napiszę będziecie wiedzieć tylko Wy i mój psycholog.
Pół roku temu mój szef próbował mnie zgwałcić. Nie pamiętam, jak udało mi się uciec z biura. Pamiętam za to, jak znalazłam się w domu i przez długi czas płakałam pod prysznicem.
Nigdy nikomu o tej sytuacji nie powiem. Tylko mój terapeuta wie i pomaga mi z tym wszystkim sobie poradzić. Od tego czasu nie pracuję, bo boję się chodzić na rozmowy kwalifikacyjne z obawy, że będę rozmawiać z mężczyzną.
Pewnie będziecie mi radzić, bym zgłosiła to na policję. Mądre rady, niestety ja nie mogę tego zrobić. Boję się, że stracę męża. Nie, nie odszedłby ode mnie dobrowolnie. Mój mąż jest zawodowym bokserem, to człowiek, który w obronie rodziny jest w stanie zabić. I właśnie tego się obawiam. Wiem, że nie umiałabym go zatrzymać gdyby wpadł w szał, wiem, że poszedłby od razu do byłego szefa i doszłoby do rękoczynów. Boję się, że mój mąż trafiłby do więzienia za minimum ciężkie pobicie. A ja wiem, że moja psychika by tego nie wytrzymała. Tylko dzięki temu, że mam męża, który mnie wspiera (mimo że nie do końca wie skąd mój zły stan psychiczny) jestem w stanie walczyć ze swoimi lękami i traumą, jaką mam po tym zdarzeniu.
Jestem słaba, ponieważ wiem, że to bydlę może próbować zrobić krzywdę innej dziewczynie. Ale nie jestem w stanie narazić męża na więzienie.
Gdy byłam młodym gagatkiem, spędzałam dość dużo czasu z kuzynem śmieszkiem. Pewnych wakacji zaproponował mi fascynujący (jak wtedy mi się wydawało) konkurs. Przez parę dni mieliśmy ''zbierać'' swoje bąki do 5-litrowych baniaków po wodzie, a potem wywąchać zwycięzcę - mistrza bąków. Z zapałem zbierałam swoje okazy w ukryciu, tak żeby babcia nie dopytywała się co ja wyprawiam.
Nadszedł dzień konfrontacji stulecia. Najpierw mieliśmy niuchnąć w swoje baniaki, a potem się wymienić, żeby móc ustalić, kto wygrał. Włożyłam nos w swój baniak i trochę się zawiodłam, niby coś tam było czuć, ale bez rewelacji. Nie pomyślałam wcześniej, że przecież przy każdym otwieraniu baniaka, żeby zebrać swój okaz, część gazów się po prostu ulotni. Gdy podniosłam wzrok na kuzyna, ten patrząc się na mnie wprost zwijał się ze śmiechu. Okazało się, że jak zwykle zrobił mnie w bambuko i on sam nic do swojej butelki nie zbierał. Odszedł wciąż się ze mnie podśmiechując.
Ale to prawie tak, jakbym wygrała, co nie? Niestety ta historia niczego mnie nie nauczyła i w swoim młodym życiu jeszcze wielokrotnie dałam mu się zrobić w balona.
Lubię chodzić do klubów tanecznych. Nie dlatego, że lubię pić czy wyrywać jakichś facetów.
Po prostu mogę pierdzieć - głośno, cicho, śmierdząco... I tak nikt nie usłyszy. Nawet jak zaśmierdzi, to i tak jest taki tabun ludzi, że nikt nie będzie wiedział, że to ja.
Często pisząc z kimś jak chcę użyć słowa, którego nie używam na co dzień, wolę je najpierw wyszukać w internecie.
Takie krótkie anonimowe wyznanie, może dzięki niemu ktoś, kto robi tak samo, poczuje się lepiej, bo zobaczy, że nie jest jedyny.
Mam 30 lat, jestem kobietą i uczę w liceum.
Zawsze, kiedy nie mogę zasnąć układam sobie w głowie historyjki seksualne z moimi uczniami w rolach głównych.
Pomaga.
Miałem ciężki tydzień. Znajomi zabrali mnie do baru. Urwał mi się film.
Rano obudziłem się z mega kacem i SMS-em o treści "Po powrocie do świata żywych zapraszamy do baru XYZ po odbiór nagrody :)".
Po pijaku wygrałem konkurs karaoke, a nagrodą było 8 tys. zł i open bar do końca roku, a jakiś obcy facet chce mnie wziąć na wokalistę do zespołu.
Nawet nie wiedziałem, że mam taki talent :D
Dodaj anonimowe wyznanie