Pracowałem w sklepie z RTV i AGD. Przyszło do mnie małżeństwo już po 60 i chcieli kupić odkurzacz. Ale nie byle jaki, tylko z reklamy, gdzie nie budzi on dziecka, bo jest bardzo cichy. Jednak małżonek nie dowierzał, więc położył się na wykładzinie, a 4 metry dalej żona włączyła odkurzacz. Po chwili on wstał i powiedział "rzeczywiście, ale cichy, bierzemy!".
To była najdziwniejsza sytuacja w mojej pracy. :D
Kiedyś zdarzyło mi się znaleźć w szkole telefon. Okazało się, że jest to telefon ucznia, za którym niezbyt przepadałem.
Z racji tego, że jestem człowiekiem uczciwym, telefon postanowiłem oddać, ale żeby go ukarać za nieuwagę, zmieniłem dzwonek na dźwięk dzikiej orgii. Zapisałem sobie jego numer i po oddaniu telefonu właścicielowi na następnej lekcji puściłem mu sygnał.
Później od kolegi z jego klasy dowiedziałem się, że miny jego i nauczyciela były bezcenne, a klasa nie mogła powstrzymać się od śmiechu do końca lekcji. :D
Dzisiaj wysiadając z autobusu przypadkowo zamiast "do zobaczenia" powiedziałam kierowcy "kocham cię".
Odpowiedź była natychmiastowa:"Ja ciebie też".
Jestem seksoholikiem.
Cierpię na to od wielu lat, podobnie długo się leczę. Często zmieniałem lekarzy, aż któregoś razu trafiła mi się pewna kobieta. Dziś jest moją żoną i matką moich dzieci.
Często spotykam się z frazą "Co złego może być w uzależnieniu od seksu?".
Cóż, wiele. Nagłe napady ogromnego podniecenia, nadmierna masturbacja i... zdrady.
Zdradziłem moją żonę wielokrotnie, doskonale o tym wie, nawet więcej: podnieca ją to. A ja mam problem, bo za każdym razem czuję się jak podła świnia, która nie potrafi się kontrolować. Mam wyrzuty sumienia i wpadam w chwilową depresję.
Kto wie, może kiedyś będę zdrowy.
Kiedyś, gdy byłam mała, myślałam, że każdy chłopak, który nie chce mieć dziewczyny i rodziny, MUSI w przyszłości zostać księdzem.
Jak miałem jakieś 10, może 12 lat, posiadałem duże kompleksy na temat swojego siusiaka. Miałem zlepienie napletka, ale ja to odbierałem jako mały rozmiar (skoro się zlepiło, to nie rośnie).
Moja psychika nie wytrzymała, i musiałem się komuś wyżalić.
Poprosiłem więc kuzynkę i swojego kolegę (4 lata młodsi ode mnie) do pokoju, i będąc w szlafroku odsłoniłem swoje klejnoty, oznajmiając "mam małego!".
Małego nie mam, ale wydarzenie te ostro wryło się w moją psychikę, skoro to pamiętam.
Nie wierzyłam, że w komunikacji miejskiej czasami wybuchają wojny pomiędzy moherami a zwykłymi ludźmi, jednak przekonałam się o tym sama..
Wieczór, wsiadam sobie do tramwaju. Tramwaj pusty w środku, oprócz jednej babci siedzącej sobie przy oknie. Ja spokojnie tuptam sobie na moje ulubione miejsce i siadam. Jako że dzień ciepły, a ja się zmachałam biegnąć na przystanek - zdejmuję czapkę.
Z babcią nie dzieliła nas spora odległość, spojrzałam raz w tamtą stronę i zauważyłam, że ona się strasznie wyzywająco na mnie gapi. Widać było, że chce coś powiedzieć (no i się nie myliłam).
Zaczęła szarżować na mnie z oskarżeniami, jak to dzisiejszy chłopacy nie szanują miasta, że nawet na bilet mi szkoda 2 zł, a jak będą kontrolerzy, to pewnie ich zwyzywam albo bójkę zacznę!! Poza tym, po moim wyglądzie, to ja pewnie z jakiegoś klubu wracam, też pewnie podpalałem trybuny!
Pierwszy raz w moim życiu spotkała mnie taka sytuacja, nie mogłam uwierzyć, że serio ktoś właśnie oskarża mnie o spalenie trybun, może jeszcze koty wieszam na płotach?
No nic, zaczęłam od tego, że posiadam miesięczną kartę miejską, której nie muszę zawsze kasować, a potem dodałam, że ja jestem DZIEWCZYNĄ.
Do teraz żałuję, że się w ogóle odezwałam.
Ta baba zaczęła krzyczeć i mówić, że jakby jej córka była TRANSEM, toby ją z domu wypierd*liła, że kto to widział, aby jakaś 14-latka (mam 16 lat) postanowiła zostać babochłopem, wstyd, obrzydlistwo, pewnie te trybuny tym bardziej spalam!
No to ja już trochę zestresowana odpowiadam, że włosy mam na jeża przez CHEMIOTERAPIĘ, którą przeszłam z powodu nowotworu złośliwego, a teraz czekam sobie jak odrosną, nie jestem żadnym transseksualistą i nawet nie wiem gdzie u nas w mieście są te nieszczęsne trybuny!
Co na to ona? Najpierw wyśmiała mnie w twarz, bo każdy wie, że dzieciaki nie chorują na nowotwory, to po pierwsze (chyba że na białaczkę, ale to te dużo mniejsze!), a po drugie, że jakbym nie wiedziała, to raka nie da się przeżyć. Ale że skoro teraz tak obleśne kłamię, bo wstyd mi, że upodabniam się do chłopów, to może rzeczywiście powinnam mieć tego raka i umrzeć...
Powiedziała mi to prosto w twarz. Tak po prostu.
Wysiadłam na następnym przystanku.
Wiem, że niektórzy potrafią rzucać ripostami i tak dalej, ale ja nie... W tamtym momencie zrobiło mi się cholernie przykro, z trudem powstrzymałam się od płaczu po zamknięciu drzwi tramwaju.
Po tym wszystkim co przeszłam, żeby być zdrowa, jakaś "babunia" w tramwaju mówi mi, że powinnam umrzeć...
Nie wiem, czy mogłam to gdzieś zgłosić, po przyjściu do domu postanowiłam jak najszybciej wyrzucić z głowy to całe wydarzenie i tyle. Jednak teraz, chcąc nie chcąc, zawsze trochę boję się wyjść na miasto :(
Mieszkam z dziewczyną. Ma ona psa, małego kudłacza w stylu maltańczyka.
Jest ona na mnie często zła (pozytywnie), że jej pies często woli mnie. Bo ciągle za mną lata, chce się głaskać. Daję mu smakołyki itd.
Uwielbiam zwierzęta, psy i koty, ale ten jej pies tak mnie wkurwia, że często mam sadystyczne myśli i wyobrażam sobie, że robię mu coś złego.
Po czym daję mu kolejny smakołyk z uśmiechem na twarzy.
Koleżanka chciała zeswatać mnie z kumplem jej męża. Po wysłuchaniu historii, że och, że ach, że taki fajny, oraz obczajeniu profilu na Facebooku, pomyślałam - w sumie co mi szkodzi? Wymieniliśmy ze sobą kilka wiadomości i postanowiliśmy się spotkać.
Niestety szanowna przyjaciółka "zapomniała" powiedzieć, że ów jegomość waży jakieś 30 kg więcej niż na zdjęciach.
Dobra, mawiają, że wygląd nie ma znaczenia, więc nie ma co się zniechęcać, trzy głębokie (wdechy rzecz jasna) i ahoj przygodo!
Randka minęła bardzo przyjemnie, facet sympatyczny, szarmancki, zabawny.
I tak sobie mijały tygodnie, były kolejne spotkania, pierwsze buziaczki, przytulaski, aż w końcu po kilku głębszych (tym razem kieliszkach wina) wylądowaliśmy w łóżku.
I wiecie co? Myślałam, ze puszczę pawia.
Nie dość, że prawie mnie udusił kładąc się na mnie, to jeszcze przy samej grze wstępnej spocił się jak, krótko mówiąc, świnka.
Prawda jest taka, że bardzo mi na nim zależy. Wiem, że mogę na nim polegać, świetnie się dogadujemy, ale brzydzę się jego wielkiego brzucha. Próbowałam z nim rozmawiać na ten temat, ale on nie widzi nic złego w swoim wyglądzie i nie zamierza nic zmieniać. A ja czuję, że tracę szansę na miłość tylko przez jego wygląd.
Teraz hejtujcie, żem szon i pustak.
Kojarzycie może z amerykańskich filmów imprezy typowych nastolatków, które kończą się interwencją policji? Nie tak dawno temu miałem podobnie. Tylko zamiast picia alkoholu, przypadkowego seksu i darcia się do wręcz niemożliwie głośnej muzyki... graliśmy w "Chińczyka".
Dodaj anonimowe wyznanie