#EKqWv

Mój chłopak obejrzał wczoraj nowy teledysk Beyonce i Jaya-Z. Tak się zajarał, że postanowił, że też chce mieć na głowie takie sterczące kulki jak Jay. Poszedł wczoraj do osiedlowej fryzjerki ze zdjęciem Jaya, by prosić panią Alinę, żeby mu takie krótkie włókna od mopa zrobiła.

I teraz chodzi po ulicy, ciesząc japę jak głupi. Ludzie się za nim odwracają, znajomi go nie poznają. A ja idę pięć metrów za nim. Co jak co, ale Jaya-Z to on na pewno nie przypomina.


W ten weekend miał poznać moich rodziców, ale chyba „coś im wypadnie”…

#GjYC6

Mam 17 lat i mieszkam w bursie w jednym z większych miast wojewódzkich.

Pewnego dnia kolacja była tak niedobra i to w dodatku w tak małej ilości, że nie najadłam się. Pomyślałam, że nie szkodzi, kupię sobie coś w sklepie. Otwieram portfel, a tam pusto. Wydałam wszystko poprzedniego dnia i byłam spłukana. No nic, przeżyję jakoś. Współlokatorka też nie miała nic do jedzenia, a że było już późno, poszłam spać.

Moja przyjaciółka zasnęła szybko, ja natomiast przerzucałam się z boku na bok, myśląc tylko o jedzonku. Ssanie w żołądku nie dawało mi spać. Przeszukałam wszystkie możliwe zakamarki w pokoju, nie znalazłam jednak nic. Gdy zaczęłam już zastanawiać się nad wzięciem siekiery i zamordowaniem kogoś oraz zabraniem mu pieniędzy, niczym Rodion Raskolnikow, mój wzrok przykuł słoiczek po koncentracie pomidorowym, wypełniony białymi kryształkami. Słoiczek, który sama zachomikowałam z obawy przed kontrolą kierownika lub sanepidu. Nie zastanawiałam się długo.

Zjadłam cały słoiczek cukru. Udało mi się zasnąć. Od tamtej pory zaczęłam oszczędzać i trzymać jedzenie na czarną godzinę.

#Mp8bT

Odkąd pamiętam byłem archetypowym geekiem. Od zawsze zbieram gadżety, które kosztują fortunę i właściwie niczemu nie służą. Posiadam cały zestaw kolekcjonerskich figurek, plakatów, starych gier video, a nawet oryginalnych rekwizytów ze znanych filmów (nawet nie pytajcie, ile mnie moje hobby kosztuje…). Żyję sobie w wynajmowanym mieszkaniu, ale u rodziców mam swój pokój. Dokładnie taki sam, jaki był w czasach mojego dzieciństwa – pełen starych książek i pierdół, którymi jarałem się za gówniaka.

Ostatnio moja mama postanowiła zrobić trochę porządków i pozbyć się „zarastających kurzem gratów”. Wśród szpargałów znalazła jeden z największych skarbów mojej młodości – oryginalny, japoński, pierwszy numer komiksu „Dragon Ball”. Wydany w czerni i bieli, doskonale zachowany, mokry sen każdego mangowego nerda. Trzymałem ten rekwizyt w plastikowej obwolucie, żeby się przypadkiem jakaś karteczka nie zagięła, a papier nie zżółkł…

Moja rodzicielka zaniosła ten komiks, razem z innymi książkami, których się z domu pozbywała, do antykwariatu i dostała za niego 3 złote. Nie wiedziała, że ten egzemplarz wart był ok. 20 tysięcy złotych. Kiedy się o tym dowiedziałem, to zbladłem. Mama widząc moją minę rzekła: „Ale o co ci chodzi, synku? Tyle lat miałeś tę kolorowankę i nigdy jej nie chciałeś pokolorować. Myślałam, że już wyrosłeś z takich zabaw”...

#qXpop

Moja była dziewczyna ma nowego chłopaka... Koleś jest czarnoskóry, więc teraz wszyscy kumple śmieją się ze mnie, że „wymieniła sobie na większego”. Oni się śmieją, ja przy nich się śmieję, a potem wracam do domu i smutno pociągam nosem, bo wiem, że na mniejszego, to by się już nie dało.

#8QVst

Pracuję w centrum handlowym. Konkretnie – w biurze rzeczy zagubionych. Oprócz zawieruszonych parasolek, portfeli i kurtek trafiają też do nas… dzieci, którym podczas zakupowego szału zaginęli gdzieś rodzice. Wygląda to najczęściej tak, że jeden z ochroniarzy przyprowadza do nas zapłakanego gówniaka. Zazwyczaj po kilku minutach przybiegają zestresowane mamusie i odbierają swoją „zgubę”.

Dziś rano przyszła do nas utleniona blondyna z trzyletnim chłopczykiem i bez skrępowania zapytała, ile kosztuje „przechowanie” u nas swojej pociechy. Powiedziałam, że nic – jesteśmy przecież biurem rzeczy zagubionych, a nie przedszkolem, a naszym zadaniem jest opieka nad malcami, które się zagubiły. Poleciłam pani znajdujący się dwa piętra wyżej plac zabaw, gdzie można za odpowiednią opłatą zostawić dziecko na godzinkę-dwie pod czujnym okiem wykwalifikowanych pedagogów.

Dziesięć minut później przyszedł do nas ten sam chłopiec, tym razem bez mamy. Powiedział, że się „zgubił”. Mimo że trąbiliśmy przez głośnik, że maluszek czeka u nas i żeby rodzic jak najszybciej się po niego zgłosił, dopiero po trzech godzinach przyszła do nas objuczona zakupami, bezczelna mamusia. Wygląda na to, że babeczka skalkulowała, że oddanie dziecka pod opiekę specjalistów będzie ją dużo kosztować, więc celowo synka zgubiła. Tracę wiarę w ludzi...

#6HQvB

Jestem zawodową dominą, panowie czasem panie wpadają na wizytę spełnić swoje dziwne zachcianki, jak np. spanking czy BDSM, i o tym ostatnim będzie mowa. Odwiedziła mnie dziewczyna, młoda, tak około 23, max 25 lat, nie chodziło jej o moją "ofertę", a o instrukcje, a dokładniej jak ma zrobić "kręcenie wora" swojemu narzeczonemu, bo jemu się to podoba, kręci go to i chce spróbować swoich sił. Instrukcje dostała jak to robić, żeby nic nie uszkodzić, a żeby bolało na tyle, że jednak drugi raz nie będzie tego chciał. Taka była jej myśl przewodnia. Z ogromnym zachwytem przyglądała się wyposażeniu mojego "gabinetu" i była ciekawa jednego urządzenia, a dokładniej był to elastator. Sprytne narzędzie do kastracji np. Koziołka, działa tak, że przy jego pomocy montuje się gumkę (swoją drogą bardzo mocną) na worek mosznowy i właściwie tyle, po jakimś czasie moszna wraz z klejnotami sama odpada od ciała, dzieje się tak gdyż ta gumka zamyka jakikolwiek przepływ krwi oraz miażdży nasieniowody.

Rozmawiało się z nią bardzo fajnie i wesoło, w końcu rozmowy między kobietami o obcinaniu jąderek są dość zabawne, ale to co miało nadejść przeszło moje oczekiwania. Wymieniłam się z nią numerem prywatnym, dlatego że poza sprawami "zawodowymi" miałyśmy sporo tematów. Po jakimś miesiącu zadzwoniła, że chyba przesadziła, więc pytam co się stało, na co ona powiedziała, że wyśle mi zdjęcie i żebym powiedziała, czy to normalne.

Zdjęcie to był koszmar, dosłownie jak z taniego "slashera" - koleś związany na X, a jego jądra tak zmasakrowane, że aż fioletowe... Dziewczyna chcąc zwiększyć doznania swojego chłopaka umieściła mu na mosznie 4 (!) takie gumki, po czym jak wynikało z jej relacji skopała mu klejnoty i chcąc go ukarać za chęć takiej zabawy i pokazać mu, że o jajka musi się dbać, zostawiła tak na około 45 minut.

Nie wiem jak to się zakończyło po wizycie pogotowia, ale ja numery zmieniłam i myślę nad zmianą zamieszkania, bo nie chcę być zamieszania w to co tam się odwaliło, może nawet to jeszcze być w wiadomościach. Powiem tyle: z widoku na zdjęciu ten chłopak to już nie jest chłopak, a na pewno będzie miał w spodniach więcej luzu, no i dzieci na pewno z tego nie będzie.

Takie przesłanie mam dla was: zabawy erotyczne są dla ludzi, ale kastracja faceta po to, by - o ironio - dbał o klejnoty, to już nadgorliwość, a wszyscy wiemy od czego jest gorsza. Swoją drogą, że nikt nie słyszał, jak on musiał się wydzierać też jest dziwne.

#kkqLY

Zabawne jest to, że w reklamach główną motywacją do kupienia czegoś do golenia dla mężczyzn jest to, że będą czuć się świeżo i fajnie, a dla kobiet, że W OGÓLE będą mogły wyjść z domu. Powiedziałem o tym swojej dziewczynie, a ta się popłakała i powiedziała, że ma wąsy, tylko codziennie je depiluje.

#yYmyP

Zacznę od tego, że jestem mężatką z dwójką dzieci (drugie urodziłam kilkanaście miesięcy temu). Od kilku lat mam lekką nadwagę (przy wzroście 162 cm ważę 66-67 kg). Trochę mi to zawsze przeszkadzało, ale do zrzucenia tych kilogramów zabierałam się jak pies do jeża. W sumie nie wyglądam źle, te dodatkowe kg zebrały się głównie w okolicy brzucha. I tu zaczyna się historia właściwa.

Niedawno teściowa (kobieta otyła), widząc mnie siedzącą w obcisłej bluzce, powiedziała: "O, widzę, że też masz fałdki, TAK JAK JA"...

Od kilku dni jestem na diecie i ćwiczę. Wszyscy myślą, że wzięłam się za siebie. Tylko Wy będziecie wiedzieć, że moją motywacją była porównująca mnie do siebie teściowa :)

#EX5SK

Najlepsza przyjaźń jaka mnie w życiu spotkała, narodziła się po słowach: "Hej, będziemy przyjaciółmi?".

Nigdy przedtem nie rozmawiałyśmy. Nie jest to też przyjaźń z podstawówki. Ona miała wtedy trochę ponad 20 lat, ja byłam nieco młodsza.
Nasza przyjaźń trwa do dziś i jesteśmy dla siebie jak siostry :)
Dodaj anonimowe wyznanie