Odkąd pamiętam rodzice nie pozwalali mi się zadawać z facetami. W dzieciństwie mogłem bawić się tylko z dziewczynami, gdy tylko rodzice zobaczyli, że w pobliżu znajduje się jakiś chłopiec, od razu zabierali mnie do domu i dawali mi kary, gdy próbowałem rozmawiać z osobą mojej płci. Jedynym mężczyzną, z którym mogłem rozmawiać był mój ojciec. Gdy do naszego domu przychodził jakikolwiek mężczyzna, niezależnie od jego wieku, rodzice zamykali mnie w pokoju i nie pozwalali wychodzić. Ani ja, ani moi rodzice nie mamy żadnego kontaktu z kimkolwiek z naszej rodziny. Wielokrotnie pytałem ich dlaczego, lecz nigdy nie chcieli mi na to odpowiedzieć.
Gdy zacząłem chodzić do szkoły, byłem przerażony, gdy jakiś chłopiec się do mnie odezwał i od razu uciekałem. Po czasie przestali próbować i nikt do mnie nie podchodził. Wtedy zacząłem rozumieć, że z moją rodziną coś jest nie tak, mimo że matka cały czas próbowała mi wmówić, że to normalne i inni rodzice źle wychowują swoje dzieci. Chciałem przestać słuchać się rodziców i w końcu nawiązać jakieś normalne relacje, jednak nie dawałem rady, bo byłem przerażony. W pewnym momencie dałem sobie spokój z próbowaniem i po prostu się poddałem. Poznałem jednak chłopaka, który za mną bez przerwy łaził, nie zrażało go to, że próbuję przed nim uciec, tylko chodził za mną i bez przerwy gadał. Z czasem przyzwyczaiłem się do tego i nawet udało mi się tolerować jego obecność, a z czasem nawet zacząłem się do niego odzywać. Z biegiem lat moja fobia trochę mijała, choć dalej było mi ciężko kontaktować się z innymi chłopakami, za to przy nim czułem się już swobodnie, zaprzyjaźniliśmy się do tego stopnia, że opowiedziałem mu o swoim problemie. Oczywiście rodzice nic o tym nie wiedzieli, przestali zwracać na mnie tak dużą uwagę, bo myśleli, że sam mój strach załatwi problem. Znienawidziłem ich za to, że ich fanaberia niszczy mi życie. Gdy pytałem się ich dlaczego, oni odpowiadali tylko: "bo tak, nie pytaj mnie o takie bzdury".
Obecnie nie mam kontaktu z moimi rodzicami, gdy tylko mogłem razem z moim przyjacielem wynajęliśmy sobie pokój na spółkę, znaleźliśmy pracę i jakoś daliśmy sobie radę. A moim rodzicom nigdy nie powiedziałem dokąd się wyprowadzam, zostawiłem im tylko krótki list z wyjaśnieniem. Wciąż nie mogę zrozumieć, dlaczego bez żadnego powodu postanowili zniszczyć mi życie.
Tydzień temu umarł jeden z moich psów. Sen z powiek (dosłownie) spędza mi myśl, czy tam gdzie teraz jest (tęczowy most, raj, psie niebo - każdy wierzy w coś innego) jest szczęśliwy. Czy za nami nie tęskni, czy mu dobrze, czy nie myśli, że go porzuciłam, skoro jest tam beze mnie. Mam 32 lata, a strach przed tym, że może być tam smutny powoduje u mnie potok łez.
System Eliminacji Studentów Jest Aktywny.
W skrócie SESJA.
Przede mną egzamin z fizjologii. Kto się uczył, ten wie, że przedmiot straszny.
Chwila przerwy od nauki. Wchodzę na fejsika. Patrzę, a tam wydarzenie: nocne uczenie w bibliotece mojej uczelni.
Stwierdziłam, że zmiana otoczenia dobrze mi zrobi.
Ubrałam się szybko, chcę już wychodzić na tramwaj i zamarłam.
Zapomniałam, że jestem w swoim rodzinnym domu, 200 km od uczelni.
Idę zrobić sobie kawę.
Mam urodziny tego samego dnia co chłopak, z którym zaczęłam się spotykać kilka miesięcy temu. Umówiliśmy się na świętowanie w jego mieszkaniu. Napiekłam więc u siebie tyle babeczek, ile kończymy lat i pojechałam do niego. Drzwi się otworzyły, zobaczyłam w nich jego byłą, zamurowało mnie, ona wzięła ode mnie babeczki, podziękowała i zamknęła mi drzwi przed nosem. Z klatki usłyszałam tylko "kochanie, jaki super pomysł miałeś z tymi babeczkami, właśnie przyszły".
Parę lat temu zmarła moja babcia, której naprawdę wiele zawdzięczam. Na pogrzebie nie uroniłam ani jednej łzy, może dlatego, że pogodziłam się z jej chorobą? W każdym razie podeszła do mnie ciotka. Nie cierpię tej kobiety, bo niejeden raz ubliżyła mi z różnych powodów i już wiedziałam, że zapowiada się niesamowita konwersacja.
- Że ty dziewczę nie płaczesz... Babcia była na wszystkich weselach swoich wnuków, a tylko na twoim nie będzie...
Wkurzyłam się i powiedziałam:
- Ciociu, za to ty nie byłaś i nie będziesz na żadnym weselu swoich wnucząt, bo jesteś sama. Zresztą się nie dziwię, nikt by nie wytrzymał z taką jedzą.
Po tej rozmowie miałam przechlapane u mamy (ciocia oczywiście wszystko jej powiedziała), ale widok twarzy mojej ciotki był tego wart.
Mam dwie mamy. Dokładnie tak, wychowały mnie dwie kobiety będące w związku. Mój tata zmarł na raka niedługo po moim przyjściu na świat, kilka lat później mama związała się z kobietą, z którą jest do dziś. Nie pamiętam nic z czasów, gdy jej nie było, więc mogę stwierdzić, że jak dla mnie, zawsze miałam dwie mamy, które kocham tak samo bardzo. I chętnie wam powiem, że mimo braku ojca, dwóch matek, zostałam wychowana bardzo dobrze.
Zawsze okazywano mi dużo miłości, dbano o mnie i muszę przyznać, że miałam naprawdę świetne dzieciństwo. Owszem, w czasach szkolnych zdarzały się jakieś zaczepki ze względu na moją rodzinę, ale przyznam, że chyba częściej wytykano mnie palcami za to, że jestem ruda, piegowata i wyglądam niczym Ania z Zielonego Wzgórza. Większość mojego otoczenia, bliskich itd., nie miała problemu z tym, że mam dwie matki, a nawet niektórych to ciekawiło. Również mimo orientacji moich mam ja sama jestem heteroseksualna i nawet mam chłopaka. I powiem wam, że jestem po prostu szczęśliwa. Nie zamieniłabym mojego dzieciństwa na żadne inne, kocham moje mamy, są mi bardzo bliskie i mimo że obecnie mam 26 lat i od dawna mieszkam z chłopakiem (w zasadzie już narzeczonym), regularnie się widujemy. Ale żeby nie było tak kolorowo, zawsze znajdywali się ludzie potępiający moją rodzinę. Nazywali nas patologią, ludzie, którzy swoje wypłaty przepijali, a nad dziećmi się znęcali. Nigdy tego nie pojmę. Dlaczego niektórzy ludzie tak uparcie potępiają miłość?
Po dwóch miesiącach związku postanowiliśmy wyjechać na wspólne wakacje. Chcieliśmy się do siebie zbliżyć, lepiej poznać, sprawdzić, jak radzimy sobie w sytuacji, gdy jesteśmy ze sobą non stop.
Choć wyjazd był cudowny, nic nie zbliżyło nas tak jak "klątwa faraona", z którą przyszło nam się zmierzyć po powrocie do kraju. Naprzemienne okupowanie łazienki, trzymanie włosów czy parzenie herbatki... zaowocowały zaręczynami.
Okoliczności ciut obrzydliwe, ale konsekwencje bajeczne - 10 lat po ślubie, 2 dziecko w drodze.
Gdy byłem mały, to razem z moim młodszym bratem biegliśmy do łazienki we dwójkę i bez wstydu sikaliśmy w tym samym momencie. Krzyżowaliśmy swoje strumienie i ten kto pierwszy skończył sikać przegrywał „bitwę na miecze świetlne”.
Moje wesele, pierwszy taniec i biegający dzieciak - w porę udało nam się odsunąć. Poprosiłam rodziców małego, żeby go pilnowali, coby nic nie zmalował. Jaką odpowiedź otrzymałam? To tylko dziecko! Okej, rozumiem.
Po kilku godzinach to samo dziecko biegało po sali ze szklanką soku. Szkoda, że zauważyłam to dopiero kiedy wylał na mnie ten sok. Rozpłakałam się i zaczęłam krzyczeć na niego. Mąż próbował mnie pocieszać i przyniesionymi przez kogoś serwetkami wycierać plamę. Wtedy przybiegła madka młodego i zaczęła się na mnie drzeć, że DZIECKO JEJ STRESUJĘ. Ja płakałam dalej, a kilku gości naskoczyło na tę kobietę. Wyszła obrażona.
Plama wyschła, ale żółty ślad jest widoczny na nagraniu za każdym razem, gdy stoję do kamery lewą stroną.
Mój chłopak obejrzał wczoraj nowy teledysk Beyonce i Jaya-Z. Tak się zajarał, że postanowił, że też chce mieć na głowie takie sterczące kulki jak Jay. Poszedł wczoraj do osiedlowej fryzjerki ze zdjęciem Jaya, by prosić panią Alinę, żeby mu takie krótkie włókna od mopa zrobiła.
I teraz chodzi po ulicy, ciesząc japę jak głupi. Ludzie się za nim odwracają, znajomi go nie poznają. A ja idę pięć metrów za nim. Co jak co, ale Jaya-Z to on na pewno nie przypomina.
W ten weekend miał poznać moich rodziców, ale chyba „coś im wypadnie”…
Dodaj anonimowe wyznanie