#t4059

Pracuję w firmie, w której panuje dość przyjacielska atmosfera. Kilkadziesiąt osób podzielonych na kilka podfirm, każdy robi co innego, ale wszyscy się znają. Oficjalnie nie podlegam pod nikogo z tego biura, mój odział pracuje oddzielnie, ale praktycznie całą uwagę poświęcam jednemu projektowi.



Prywatnie - od kilku miesięcy mam cudownego chłopaka. Wspólne zainteresowanie, wspólnie spędzany czas. Spora część znajomych też wspólnych, oboje mieszkamy nie w swoim rodzinnym kraju. Jest trochę zbyt zaborczy i potrzebuje za dużo uwagi, ale to drobnostki. Zakochany we mnie po uszy, świata poza mną nie widzi. Ja w nim też.

Ale. To 'ale' od kilku tygodni spędza mi sen z powiek.



W pewnym momencie zaczęłam bliżej współpracować z jednym z kolegów z biura - on potrzebował mojej pomocy, ja lubiłam robić akurat to, czego on potrzebował. Dogadujemy się świetnie - żadnych problemów w pracy. Oboje jesteśmy pracoholikami, on często prosi o coś po godzinach, ja po godzinach to dla niego robię. Nigdy nie doszło do niczego niestosownego, myślę, że nie padł nawet jeden nieprzyzwoity żart, ale ten człowiek pociąga mnie bardziej niż ktokolwiek inny do tej pory. Nie tylko fizycznie - to trochę oczywiste, wysoki i bardzo przystojny, sportowiec, z błyskiem w oku, świetnymi pomysłami, trochę zadziorny.



Najgorsza jest zależność emocjonalna - czuję się źle, kiedy on jest przygnębiony, denerwuję się, kiedy on jest zdenerwowany. Ja pomagam mu w czym tylko mogę, on robi dokładnie to samo. Troszczy się o mnie, ale na tyle stosownie, żeby żaden gest nie wyszedł poza ramy koleżeństwa, jednak całość tej relacji wykracza daleko poza... przeszywa mnie dreszcz, kiedy siada obok - kiedy ja mam gorszy dzień i pomijam nasze zwyczajne wygłupy, on zerka na mnie cały dzień, a potem wychodzi z biura przygnębiony.


Prywatnie raczej nie dzielimy zbyt wielu pasji, ale charaktery mamy bardzo podobne.
W pracy układa się nam idealnie, firma pnie się w górę dzięki temu, co robimy razem. Ale moje emocje są w rozsypce. Naprawdę zależy mi na moim chłopaku, nie chcę się z nim rozstawać. Ale coraz częściej, kiedy się kochamy, wyobrażam sobie na jego miejscu tego drugiego.
Z pierwszym byłabym szczęśliwa, gdyby ten drugi nie istniał. Ale wcale nie chciałabym, żeby zniknął.

#2QJBl

Nie jestem najbardziej rozgarniętą osobą świata, ale to co zrobiłam, to już szczyt wszystkiego.

Umówiłam się z chłopakiem z tindera na film do kina - na Dywizjon 303.
Jeszcze przed rozpoczęciem seansu poszłam do toalety, kupiłam popcorn i wróciłam na salę. Zdziwiłam się, że film już trwa. Nie chciałam po ciemku sprawdzać nr biletu, więc usiadłam koło siedzącego samotnie chłopaka. Siadłam obok, poczęstowałam popcornem, razem śmialiśmy się na zabawnych momentach. Po skończonym seansie zorientowałam się, że to nie ten chłopak! Postanowiłam zrobić dobrą minę do złej gry, bo ten nowy wydał mi się dużo fajniejszy. Okazało się, że w kinie grali dwa Dywizjony 303, a ja nawet o tym nie wiedziałam.

Po wyjściu z kina poszliśmy jeszcze na pizzę i odwiózł mnie do domu.
Gadało nam się świetnie, coś zaiskrzyło. Trzymajcie kciuki, może się uda!

PS. Chłopak z Tindera pomyślał chyba, że się przestraszyłam i uciekłam - bardzo Cię za to przepraszam!

#pCOHr

W pierwszych dniach nowego technikum szybko poinformowali nas o motywacji, jaką kuszą uczniów, aby starali się spełniać 100% frekwencji w ciągu roku. Powiedzieli, że jakiś tamtejszy zarząd tak pilnym uczniom oferuje ponad dwa tysiące złotych w ramach nagrody.


Po roku pobytu tam stwierdzam, że ja żem w życiu tylu ludzi w szkole dzień po dniu nie widział. :D

#guxfM

Dowiedziałam się, że mój chłopak bierze jakieś prochy. Nigdy nie byłam przekonana i nie akceptowałam tego typu używek. On dobrze o tym wiedział. W odpowiedzi na pytanie, co on odwala, usłyszałam, uwaga: "Że mi też by się przydało i nawet nie wiedziałabym, że ktoś dosypałby mi coś do drinka".

Teraz to już były chłopak. A ja jest wstrząśnięta słowami jakie usłyszałam i przerażona poziomem intelektu człowieka, którego kochałam i któremu ufałam.

#fNCc5

Mam 19 lat, mój brat 16. Jestem zazdrosna o każdą dziewczynę w jego otoczeniu. Czy to jego ukochana, koleżanka, a nawet kuzynka. Wkurza mnie, że są rzeczy, których o nim nie wiem, mimo iż mamy ze sobą świetne relacje. Dawno nic mnie tak nie ucieszyło, jak wiadomość, że zerwał z dziewczyną. Gdybym mogła, spędzałabym z nim każdą wolną chwilę.

To straszne, ale wychodzi na to, że mam kompleks młodszego brata.

#E0uCF

Odstawcie jedzenie.

Mam manię wyciskania pryszczy oraz wągrów na mojej twarzy. Uwielbiam zbierać je na paznokciach, a później wycierać o skórę, patrząc jaką mają konsystencję. Albo jak jest jakiś "piasek", to zbieram go na paznokciach i to jem.
Staram się ograniczać dotykanie mojej twarzy, ale nie potrafię. W pracy jak zobaczę jednego, to zaczynam wyciskać wszystko co zobaczę. Obmywam twarz zimna wodą, żeby nie było widać, że wyciskałam.

#tJ4Q7

Niedawno zaczęłam się zastanawiać czy będę płakać po moim ojcu.

Jest to człowiek niezwykle trudny do rozgryzienia czy zdefiniowania. Ożenił się z moją mamą tylko po to żeby mieć dzieci. Nie mam pojęcia co kierowało wtedy moją mamą, że zgodziła się być inkubatorem. Może sama chciała mieć po prostu rodzinę. Tylko że w taki ,,związek” z zasady jest skazany na niepowodzenie.

Bo z moim ojcem na dłuższą metę nie da się wytrzymać. Klasyczny agresor egoista. Co najlepsze gardzi jakimikolwiek używkami. Jest prawie abstynentem, a na trzeźwo jak wybuchnie, bije swoją agresywnością niejednego chłopa z patologii. Co najlepsze ojciec ma ukończone dwa fakultety, ale jeśli chodzi o światopogląd, jest ograniczony do granic możliwości.

Gdy wspominam z nim dzieciństwo, przeplatają mi się sceny skrajnie nacechowane emocjonalne. Pamiętam jak zabierał mnie po przedszkolu na sanki, na których uwielbiałam z nim jeździć. A potem moment, w którym pokłóciłam się z bratem o to kto będzie niósł jaki kolor parasolki i to jak ojciec rozwala je w drobny mak na naszych oczach, bo nie mógł znieść kłótni. Takie sytuacje były co chwilę. Brat nie chciał iść spać, rozwalił dźwig którym się bawił. Ojciec nie mógł sobie poradzić z jakimś programem, to rozbił ekran komputera. Jedyne co muszę przyznać to to, że nigdy nie próbował nawet nas tknąć. Jednak przemoc psychiczna to nadal przemoc.

Oczywiście moja matka widząc w co się wpakowała, zażądała rozwodu gdy miałam 6 lat. Chciała na początku nawet żebyśmy z bratem mieli z nim prawie zerowy kontakt. Pierwszy raz widziałam wtedy jak mój tata płacze.

Od tamtej pory minęło wiele lat. Sprawa skończyła się na tym, że widzieliśmy się z ojcem 2 razy w miesiącu.

Ojca niczego to nie nauczyło. Nadal jest takim samym agresorem jakim był. A mimo to jest mi go żal. Widzę, że chciałby być inny ale nie potrafi. Niedawno powiedział, że jak chcę, to opłaci mi drugi kierunek studiów jakbym się nie dostała na stacjonarne, bo chce żebym sobie jakoś mogła poradzić w życiu, mimo że sam niedługo idzie na emeryturę. Kiedy już myślałam że może nastąpił przełom, na małym spotkaniu rodzinnym nazwał moja babcię, a swoją matkę prostytutką tylko gorzej i kazał jej się wynosić, bo zdenerwowała go typowym gadaniem lekko nie kontaktującej 80-paroletniej kobiety.

Także tego. Mam żal do niego o wiele rzeczy. O to jak potraktował moją matkę, oto jak traktuje innych, o to że jego przekleństwa i krzyki śniły mi się za dziecka po nocach, o to że bałam się zrobić coś przy nim źle, bo zaraz następował wybuch, o to że tak szybko zapominał co przed chwilą zrobił i się dziwił, że mu nie ufam.
Gdzieś w głębi duszy chciałabym żeby umarł samotnie i dostał to na co zasłużył, ale z drugiej, przypominam sobie jego łzy i żal mi jest tego człowieka, tak bardzo ograniczonego przez swoją naturę

#iN0tV

Moje wyznanie będzie jednocześnie pytaniem skierowanym do kobiet. Swego czasu po rozstaniu zacząłem mocniej używać sobie życia, więcej imprez, alkoholu i seksu. Jednak za każdym razem, jak poznawałem się z jakąś kobietą, na samym wstępie informowałem o tym, że nie chcę się wiązać, że w sumie teraz interesuje mnie kariera i zabawa. Nie było obietnic o związku i miłości, a jedynie sam seks. Miałem cztery sekskoleżanki, które o sobie wiedziały. I choć wiedziałem, że mimo wszystko one chciały czegoś więcej, ja nie miałem wyrzutów sumienia, bo wiedziały na czym będą polegać nasze relacje.

I tu mam pytanie, bo jak się okazuje, ludzie z tamtego czasu kojarzą mnie z bycia wrednym ch*jem, że wykorzystywałem kobiety itp. itd. Nawet te kobiety, z którymi zerwałem kontakt, mówią o mnie w niezbyt ciekawym kontekście.

Dlaczego to ja byłem niby tym złym, skoro każda z nich wiedziała na co się pisze? Nikogo nie wykorzystałem i nie okłamałem, a jednak to ja jestem ten zły. Czy faktycznie ja byłem bezdusznym człowiekiem, czy te kobiety są po prostu głupie i zawiedzione tym, że nie udało się im zatrzymać faceta na dłużej?

#mLhfv

Miesiąc temu straciłam psa. Nie jest to wielki problem z punktu widzenia innych, ale nie mogę zaakceptować tego, że już go ze mną nie ma. Pamiętam go jako zabawnego, energicznego pieska. Lubił jeździć maszynami rolnymi razem z moim tatą (dosłownie wskakiwał do kabiny ciągnika), chodziliśmy razem na pole, nad jezioro. Czuł nawet, kiedy bierze ryba! Kiedy mój tato jeździł jeszcze na polowanie, zabierał też właśnie mojego psa. Uwielbiał ganiać za dziką zwierzyną. Najzabawniejsze było w nim, że gdy drapało się go za uszami, on tak śmiesznie mruczał.

Pies był kundelkiem. Niestety, został potrącony. Nie było go tydzień. Od wujka dowiedziałam się, że kolega z pracy go potrącił. Kierowca wyrzucił jego ciało na pole, ok. 7 kilometrów od mojego domu. Na początku nie wiedziałam gdzie leży, dopóki nie pojechałam z rodziną na dożynki do sąsiada. Co roku, ktoś ze stowarzyszenia naszej wioski organizuje dożynki. W dniu, w którym odbywało się przyjęcie, także rozgrywał się pobliski festyn. Od domu sąsiada do tego festynu było ok. 15 minut drogi. Ostatni raz odbywał się 10 lat temu, więc wszyscy stwierdzili, że pójdą na chwilę go zobaczyć i wrócą. Ja zostałam z mniejszymi dziećmi i gospodynią. Nie chciałam iść, a dobrze by było, gdyby ktoś popilnował dzieciaki, bo starsza pani nie dałaby sobie rady przy tych rozrabiakach. Czekałam chyba godzinkę. Gdy w końcu wszyscy już wrócili, moja mama powiedziała mi, że znaleźli jego szczątki. Zrobiło mi się przykro.

Dzisiaj robiłam porządki w szafie. Nadszedł czas, aby w niej posprzątać, bo panował tam istny chaos. Składając bluzy, postanowiłam, że ubiorę jedną, bo mi zimno. Gdy już ją założyłam, zobaczyłam, że cała bluza jest w sierści mojego psa. Nie wiem, dlaczego nie włożyłam jej wcześniej do prania. Może pomyślicie, że jestem chora, ale zebrałam z niej prawie całą sierść i włożyłam do woreczka strunowego. Schowałam go. Nie mam zdjęć psa, ponieważ ostatnio coś się zepsuło i mój telefon usunął wszystkie zdjęcia. Po psie została mi tylko ta sierść. Byłam tak do niego przywiązana, że nie ma dnia, kiedy o nim nie myślę. Był jak rodzina, a teraz go nie ma.
Dodaj anonimowe wyznanie