Z tej strony autor wyznania #gP7iT, muszę co nieco dokończyć, a nie mogłem przez limit znaków.
Wielu pytało się co z ciążą tej L. która chciała w perfidny sposób na mnie i nie tylko na mnie zarobić.
Obecnie L. jest w siódmym miesiącu ciąży i przebywa w szpitalu na oddziale ginekologiczno-położniczym (patologia ciąży).
Co do samego seksu, czy to w kiblu czy u moim mieszkaniu, używałem prezerwatyw, dodatkowo zapewniała mnie, że bierze tabletki hormonalne.
Co do sprawy sądowej wyszło na jaw tzw. drugie dno. Otóż L. chciała bowiem wykorzystać sprawę i tym samym wyrok skazujący mnie do LEGALNEJ aborcji. Niby wszystko układa się logicznie, skoro ta ustawa JESZCZE nie przeszła, to jest dopuszczalna aborcja, jeśli ciąża powstała w wyniku przestępstwa, a że sam fakt współżycia z nieletnią poniżej 15 jest przestępstwem, to wniosek jest nader oczywisty. Tylko że L. nie przewidziała 2 potencjalnych okoliczności:
- To, że w przypadku nieletnich ciężarnych to rodzice bądź opiekun prawny decydują czy może ona poddać się ewentualnie legalnej aborcji.
- To, że aborcji może dokonać dopiero po prawomocnym wyroku sądowym, a jak wiadomo rozprawy sądowe trwają miesiącami a nawet latami, szczególnie jeśli chodzi o przestępstwa na tle seksualnym.
Zaraz po mojej sprawie sądowej zorganizowałem spotkanie z jej ofiarami (personalia poznałem w trakcie postępowania przygotowawczego przeciwko L. w sądzie rodzinnym). Wspólnie ustaliliśmy, że zaraz po narodzinach jej dziecka poddamy się badaniom DNA mające ustalić, które z nas jest ojcem dziecka. Ja ze swojej strony ustaliłem, że jeśli to ja będę ojcem dziecka L. (w końcu żadna antykoncepcja nie działa w 100%) to oczywiście będę łożył na jego utrzymanie, oczywiście z zaznaczeniem, że każda złotówka pójdzie na jego potrzeby, a nie na zachcianki L. oraz że będę miał możliwość widywania się z dzieckiem kiedy będę chciał. Reszta miała różne zdania.
Co do samej L., tak po ludzku trochę szkoda mi się jej zrobiło, w końcu przez sam fakt ciąży a później macierzyństwa ma zniszczone życie, a jeszcze ciąży na nią opinia publiczna oraz rozprawa przed sądem rodzinnym (w którym ja będę pokrzywdzonym). Zarzuty jakie ma to:
- Demoralizacja (w końcu która 13-latka de facto się prostytuuje).
- Szantaż oraz jej usiłowanie (w końcu i mnie miała szantażować).
- Niekorzystne rozporządzenie mieniem na szkodę jej ofiar (w końcu jej ofiary płacili za milczenie).
A co do lokalnej społeczności, w końcu zacząłem odzyskać swoje dobre imię, jak oprócz wyniku procesu w prasie (który wówczas nic nie zmieniło) ludzie dowiedzieli się o rozprawie w sądzie rodzinnym w sprawie L. Owszem są osoby, które mimo wszystko dalej uważają mnie za pedofila. Ciekawe tylko czy gdyby im taka sytuacja się przytrafiła, to tak samo by gadali.
Za każdym razem kiedy zaglądam na anonimowe, sprawdzam wyznanie tej piętnastoletniej dziewczyny z rakiem macicy (#2Ivsa). Żyję nadzieją, że te dziewięć miesięcy temu (czas jaki upłynął od dodania ostatniego komentarza) skupiła się na walce z chorobą albo po prostu brakło jej sił na pisanie... Chociaż to całkiem obca osoba, ciężko mi dopuścić do siebie myśl, że mogła po prostu przegrać.
Do czasu gdy byłam singielką (przez jakieś 10 lat), nie potrafiłam zasnąć bez lizania deski bocznej od łóżka, i wyobrażając sobie, że to jakiś mężczyzna.
Mam na imię Paweł, mam 28 lat i jestem podróżnikiem. Moja praca wymaga tego, abym jeździł po całym świecie. Przyznam, że mam szczęście, ponieważ kocham to, co robię. Moją rodzinę odwiedzam parę razy do roku i to właśnie będzie wyznanie o niej.
Podczas jednej z moich podróży do Brazylii, przydzielona została do mnie Sofia, dziewczyna z kręconymi włosami i nieco ciemniejszym kolorze skóry. Pracowaliśmy razem przez dwa tygodnie. Powiem krótko, w szybkim czasie złapaliśmy dobry kontakt, a na koniec naszej współpracy wyznaliśmy sobie miłość. Widząc, jak się dobrze dogadujemy, mój szef postanowił, przedłużyć naszą współpracę. Byłem w siódmym niebie. Podróżowaliśmy jeszcze 2 miesiące, aż w końcu przyszedł czas na wizytę u rodziny. Nie mogłem się doczekać, aby przedstawić moją dziewczynę.
Przed lotem do Polski, wspomniałem, że tym razem z kimś przylecę. Kiedy moja mama otworzyła drzwi, widziałem jej błysk w oku. Powitała mnie nieco zmieszana. Kiedy weszliśmy do środka, przywitałem się z ojcem oraz rodzeństwem i przedstawiłem im Sofię. Wszyscy wyglądali, jakby zobaczyli ducha, lecz powitali ją dość sztywno. Podczas obiadu atmosfera była gęsta, a Sofia była spięta. Zapytałem o co chodzi. Wtedy mój ojciec zapytał "Czemu nie mogłem znaleźć sobie kogoś normalnego". To mi wystarczyło. Wyszedłem z Sofią bez "Do widzenia" i na pozostały czas pobytu spędziliśmy u mojej cioci.
Mojej rodzinie powiedziałem, że nie wrócę, dopóki nie zaakceptują mojej dziewczyny. A my wciąż jesteśmy razem i podróżujemy po świecie.
Gimnazjum, czasy wakacyjne, postanowiłam więc zarobić sobie parę groszy na swoje zachcianki. Wraz z mamą i babcią zdecydowałyśmy się na zbieranie owoców.
Takim więc sposobem, od godziny 5.30 zbieramy maliny i rozmawiamy, ot tak dla zabicia czasu. Ważne w tej historii jest to, że od dłuższego już czasu miałam problemy z jelitami, więc zdarzało się, że brzuch mógł mnie rozboleć w różnej sytuacji. Za bólami brzucha szła również okropna biegunka, tak niestety było też tego dnia.
Po około godzinie zbierania owoców, poczułam pierwsze zawirowania w okolicach tych nieszczęsnych jelit oraz pierwsze bóle. Ponadto od razu przycisnęło mnie, wiedziałam, że długo nie wytrzymam. Do toalety jednak daleko, co więc zrobić?
Wołam mamę, mówię jej dyskretnie, że rozbolał mnie brzuch i czy wrócimy do domu. Rodzicielka jednak zbyła mnie szybko i wróciła do poprzedniej czynności.
W brzuchu jednak zabulgotało i wiedziałam, że właśnie zdarzyło się najgorsze. Mruknęłam do mamy płaczliwym tonem o tym, że najprościej w świecie popuściłam w gacie, na co ona odparła nieco za głośno "To ściągaj majtki i rób w krzaki!". Ja zdezorientowana zdjęłam obesraną już niestety bieliznę i zawisnęłam między krzaczkami malin.
Wyobraźcie sobie teraz piętnastoletnią dziewczynę z brązowymi leginsami i świecącą gołą dupą do innych ludzi.
Tych zażenowanych spojrzeń nigdy nie zapomnę, a tak niezręcznie nie czułam się nigdy.
PS. Dokończyliśmy zbieranie i mama zawiozła mnie do domu w ciszy. Tematu nigdy nie poruszyłyśmy, ale udałyśmy się z czasem do lekarza, dzięki któremu już wiemy jaką przypadłość mamy leczyć. :D
Mam 24 lata, własny mały biznes i ukochanego, z którym jestem już od 7 lat. Jest przystojny, wysportowany, ma boskie ciało. Ja też jestem zadbana, szczupła, regularnie odwiedzam siłownię. Mamy bardzo udane życie seksualne. A jednak jest coś, co mnie samą zadziwia.
Od jakiegoś czasu do mojej pracy przychodzi regularnie pewien facet, Kamil. Jest ode mnie 25 lat starszy, ma wielki piwny brzuch, szparę między zębami, ogólnie jest średnio zadbany (nie, że śmierdzi, ale ogólnie mógłby wziąć się za siebie), oprócz tego nie ma wykształcenia, pracuje fizycznie i nie grzeszy inteligencją. Czasami jak coś powie, to uszy krwawią. Taki prosty chłop, samotny, jednocześnie z niesamowicie wysokim ego. I ten Kamil jakiś czas temu postanowił zaprosić mnie na obiad. Ja mu grzecznie odmówiłam, bo nie jestem zainteresowana, mam swojego mężczyznę. A nawet jeśli bym nie miała, to nie umówiłabym się z facetem w wieku mojego ojca. Kamil kilka razy ponawiał propozycję, jednak nic nie wskórał. Kilka razy napomknął, że fajna ze mnie dziewczyna, ładna i jeżeli kogoś mam, to zajebiście mu zazdrości. Ja mu mówiłam, że takim gadaniem nic nie zmieni, więc żeby dał sobie spokój. Dał spokój. A ja wtedy zaczęłam fantazjować o nim i o naszym seksie.
Kiedyś w nocy śniło mi się ostre rżnięcie z nim. Obudziłam się cała mokra i niesamowicie podniecona. Uświadomiłam sobie wtedy, że te jego fizyczne wady tak naprawdę mnie kręcą. Ten jego wielki brzuch, bujne owłosienie (to mi się tylko przyśniło, mogę się domyślać) i ogólne zapuszczenie. Nie myślę o nim nigdy, kiedy kocham się ze swoim partnerem, ale kiedy dogadzam sobie sama, albo Kamil odwiedza mnie w pracy, automatycznie staje mi przed oczami to jak mnie posuwa od tyłu. Wstyd mi.
Zacznę od tego, że już od małego zafascynowały mnie urocze stworzenia, jakimi są żaby. Często chodziłem na spacery wraz z rodzicami nad pobliski staw i to chyba tam narodziła się moja miłość do nich. Już wtedy wiele o nich czytałem i nawet dwie hodowałem w terrarium.
Dzisiaj, będąc już dorosłym facetem, moje zafascynowanie trwa nadal. Co prawda nie hoduję ich już w domu, bo uważam, że lepiej czują się one w naturalnym środowisku, ale chętnie angażuję się w różnego rodzaju akcje ekologiczne mające na celu ich ochronę. Chętnie też wypatruję nowych gatunków w terenie i robię im zdjęcia.
Jednak moje zainteresowanie nie ogranicza się do tego. W swoim domu mam całą kolekcję pluszowych żab, różnej wielkości figurek, książek na ten temat, pościel w żaby i wiele innych. Często też noszę koszulki czy krawaty w ten wzór.
Problemem jest to, że czuję się bardzo samotny. Wiek na stabilizację życiową dla mnie nadszedł już dawno. Nie zamykam się na kobiety, wręcz przeciwnie. Wielokrotnie byłem na randce. Jednak w większości przypadków zawsze kończyło się to zerwaniem kontaktu ze strony kobiety zaraz po jej bliższym poznaniu mojego zainteresowania.
Kompletnie nie potrafię tego pogodzić. Bardzo zależy mi na odnalezieniu drugiej połówki, a jednocześnie nie chciałbym się pod tym względem zmieniać, ponieważ te płazy to moja życiowa pasja i bardzo chciałbym być przez ukochaną w stu procentach zaakceptowany. Wybierając jedno z dwóch nigdy nie byłbym w pełni szczęśliwy.
Bardzo lubię język angielski oraz granie w gry komputerowe. Jestem też muzykiem, przez co przykładam sporą wagę do ich udźwiękowienia. Dlaczego to piszę?
Coraz bardziej się przekonuję, że moim fetyszem są angielskie, żeńskie voice-overy (kwestie głosowe z gier). Nie wszystkie, ale wiele konkretnych głosów albo wypowiedzi mogę słuchać w kółko i sprawia mi to ogromną przyjemność.
Wakacje, idealny czas żeby latorośl wyjechała do dziadków na wieś jak co roku, a pusty dom był cały dla mnie i żony. Jednak od jakiegoś czasu nam się nie układało, nie będę się wdrażał w szczegóły, napiszę tylko, że zacząłem podejrzewać że moja ukochana mnie zdradza.
Jakoś w lipcu, po pracy wyszedłem na piwo z kolegami z pracy, mijający tydzień był ciężki i każdy z nas chciał się w upragniony piątek rozluźnić. Nic szczególnego się nie działo, piliśmy, śmialiśmy się, alkohol uderzył mi do głowy i wtedy zaczął się temat naszych partnerek. W pewnym momencie pękłem i powiedziałem o wszystkim, o jej późnych powrotach, nocnych telefonach i wyjazdach zaraz po nich. O tym, że pytałem się jej o to, a ona zawsze odpowiadała, żebym się nie interesował, bo kociej mordki dostanę... Koledzy nic nie powiedzieli, postawili mi piwo i zmienili temat na weselszy, jak to po alkoholu zaraz szybko zapomniałem i znów się śmiałem, zapominając o sprawie.
W poniedziałek podszedł do mnie X. Powiedział, że wie jak sprawdzić czy zdradza mnie żona. Może spróbować ją poderwać i jak do czegoś dojdzie da mi znać. Nie wiem co mnie tknęło, ale zgodziłem się. To była najgorsza decyzja w moim życiu.
Kumpel mówił, że nic się nie dzieje. Kilka razy się z nią spotkał, do niczego nie doszło, ot zwykła kawa na mieście. Pomyślałem, że może nie chce mieć dwóch facetów na boku.
W sierpniu miałem służbowy wyjazd na 3 dni. Zamontowałem kamerę. Niedługo jest sprawa sądowa.
Moja małżonka dzień po moim wyjeździe otworzyła wieczorem drzwi w których stał X z bukietem kwiatów. Chwilę z nim porozmawiała i wyrzuciła bukiet do kosza, zaczęła go popychać do wyjścia, a jako że to mała i delikatna kobieta to nic z tego nie wyszło, wtedy on zgwałcił mi żonę. Nie chciała mu dać, była mi wierna, a on wtedy chciał puknąć żonę kolegi pod pretekstem "sprawdzania".
PS. jakby kogoś interesowało. Żona nie chciała mnie martwić, że stan teścia się pogorszył i pomagała siostrze, która opiekuje się nim 24/7. Chcąc ją odciążyć i być z nią w ciężkich chwilach, jeździła do niej nawet w nocy tylko po to żeby ją przytulić i pomóc. Jaki ja głupi jestem...
Choruję na atopowe zapalenie skóry.
Są okresy, kiedy się ono wycisza i funkcjonuję jak każdy inny człowiek. Ale co jakiś czas, nie wiem z jakich przyczyn, następuje zaostrzenie. I jest to dla mnie okres najgorszej męki.
Często takie zaostrzenie trwa u mnie od kilku tygodni do miesięcy. W takim stopniu, że parę razy zdarzyło mi się trafić do szpitala. Obecnie od kilku miesięcy z tym walczę i płaczę nocami z bezsilności.
Jakiekolwiek wyjście z domu wiąże się u mnie z dyskomfortem fizycznym (swędzenie, pieczenie skóry, mnóstwo ran, które mam ochotę rozdrapać jeszcze bardziej) i psychicznym (zmiany skórne mam dosłownie na całym ciele, przez co zwykle towarzyszy mi wiele spojrzeń). Co więcej w domu mogę siedzieć bez przerwy naga i nasmarowania, podczas gdy skóra staje się sucha już kilka godzin po wyjściu.
Czasem czuję się lepiej i skóra jest w lepszym stanie, a następnego dnia budzę się z nowymi ranami oraz opuchniętą i czerwoną twarzą. Nie mogę jeść większości rzeczy, choć nawet ich niejedzenie nie zapewnia mi zdrowia.
Bywały takie sytuacje, że nie mogłam już wytrzymać i podczas nagłego napadu swędzenia drapałam ręce aż do krwi. Spływała mi po rękach, a ja ciągle je drapałam, jeszcze bardziej rozdrapując świeże rany i płacząc z bezsilności.
Nie mam pojęcia, jak będzie wyglądała moja przyszła praca. Do tej pory z powodu zdrowia często rezygnowałam z pójścia na zajęcia, mając frekwencję na samej granicy zdania. Teraz mam wakacje, więc mogę siedzieć w domu. Ale nie wyobrażam sobie, że ktoś zatrudni osobę, która w każdej chwili będzie zmuszona zniknąć na nieokreślony czas.
Przestaję też mieć nadzieję na znalezienie drugiej połówki. Nie chcę być dla nikogo ciężarem, a tym bardziej przekazać AZS swoim dzieciom i patrzeć, jak przez to cierpią.
Denerwuje mnie to, że choroby skóry są tak lekceważone i specjaliści nie starają się bardziej znaleźć skutecznego sposobu na ich leczenie.
Nie wiem, jak inni radzą sobie z tą chorobą i jak udaje im się z nią normalnie funkcjonować. Mnie powoli ona wykańcza.
Czasem tak bardzo, że mam ochotę coś sobie zrobić, aby już nic nie czuć.
Trochę mi ulżyło, bo na co dzień staram się udawać, że wszystko ze mną w porządku. Najbliżsi już i tak nie mają ze mną łatwego życia, nie mówiąc o mnóstwie pieniędzy, jakimi wspomogli moje 'leczenie', które i tak być nie dało.
Dziękuję każdemu, kto to przeczytał.
Dodaj anonimowe wyznanie