Często czytam wyznania, jak to dupa co niektórych oszukała. Przychodzę z czymś podobnym. Oszukał mnie żołądek.
Zwyczajnie mocno mi się odbijało i kiedy poczułam, że zostało jeszcze trochę tego gazu wewnątrz, wymusiłam solidne beknięcie. Taki był plan, ale zamiast tego zwymiotowałam na siebie i na podłogę.
Od dziecka lubiłem język angielski. Praktycznie od czasu gimbazy słyszałem od rodziców, że po liceum powinienem wyjechać za granicę, bo "szkoda marnować się w Polsce". Tak się stało. Poleciałem za granicę. Podjąłem pracę na początku na budowie, później zmywak itd. Po 2 latach dostałem się do dość znanej firmy, w której pracuję do dzisiaj, zacząłem studia. Ciężko pracuję, więc i kasa jest ładna.
Moi rodzice sprzedali mieszkanie i postanowili wybudować dom. Zaczęli budowę, wszystko super. Jednak gdy rozmawiałem z nimi narzekali mi, że jakie to wszystko drogie przy budowie, jak strasznie ciężko itd. Współczułem im, robiło mi się ich szkoda, bo to moi rodzice. Chcieli dom i ciągle pod górkę. Zaproponowałem im pomoc finansową. W ciągu 1,5 roku dostali ode mnie ok. 90 tys zł. Budowa domu cały czas szła do przodu, dzięki mojej pomocy finansowej.
W międzyczasie moja młodsza siostra poznała typowego Sebixa. Dresik, czapeczka, kołczan, bez pracy, bez żadnego wykształcenia. Jedyna ambicja to pyknąć bronxa z Matim. Poznałem Sebę na żywo, jak byłem w Polsce. Typowy patol, nierób oraz idiota.
Po pewnym czasie moja siostra zaszła w ciążę z tym kretynem. Moi rodzice nie byli zachwyceni, ale pomagali jej ile mogli.
5 miesięcy temu moja siostra urodziła zdrowego syna, z czego bardzo się cieszę. Przyleciałem na chrzciny. Jakie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że całość kasy, którą rodzice ode mnie dostali, została wpakowana w piętro domu na dokończenie tego, czego nie mogli sami zrobić oraz wyposażenie dla siostry, Seby i ich dziecka. Tak. Zostałem sponsorem tej kretynki, tego patola i ich dziecka. Dlaczego? Przecież Sebastian nie może znaleźć pracy, a siostra ma małe dziecko, to przecież nie może robić. Jasne, ciężko znaleźć pracę, skoro wyrzucili go nawet z zawodówki, bo nie chciało mu się chodzić na zajęcia...
Na chrzcinach dowiedziałem się też, że powinienem dalej im pomagać finansowo, bo jest im ciężko. Bo opał drogi, bo życie drogie, bo to, tamto, siamto. Seba stwierdził, że nic nie wiem o prawdziwym życiu, bo nie mieszkam w Polsce. Usłyszałem od matki, że powinienem teraz jako chrzestny kupić Sebastianowi i siostrze jakiś samochód, żeby z dzieckiem mogli gdzieś pojechać, jak rodziców nie ma w domu...
Sam Seba nawet nie myśli, żeby pracować. Pije piwo od rana, pali fajki, łazi z kumplami. Miesiąc temu rozwalił po pijaku samochód swojego kolegi. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Do moich rodziców nie dociera to, że tam gdzie jechał mogło iść jakieś dziecko czy ktoś i ten kretyn mógł ich zabić.
Rozmawiając z matką przez Skype powiedziałem jej, że to totalny patol i nie chcę o nim słyszeć. Seba jak to usłyszał krzyknął do mnie, że jestem kur*ą, co sprzedaje na psach, że jak się pokażę, to chłopaki mnie dojadą. A rodzice obrazili się na mnie, bo... nigdy im nie pomogłem na budowie, a siostra z brzuchem owszem.
Wychodzi na to, że nie warto pomagać...
Poroniłam w 6 tygodniu ciąży, wiem, że dla niektórych to krótko, to nie dziecko itp. Ale dla mnie to było dziecko.
Na samym początku nie chciałam go, myślałam, aby usunąć - byłam w takim wieku, że zaraz matura, a tutaj ciąża...Gdy zdecydowałam się urodzić, to niestety nastąpiło samoistne poronienie. Akurat wtedy, kiedy pragnęłam dziecka...
Najgorsze słowa usłyszałam od swojej rodzicielki ''dobrze, że tak się stało'', ''koleżanki by się śmiały''. Tylko, do cholery, ja straciłam dziecko! Dla mojej mamy nieistotne było to, że miałam już długo chłopaka (ojca dziecka), nieważne, że do dziś jestem z nim, nieważny był ból, który odczuwałam, najważniejsza była jej reputacja.
Mam 23 lata i nie wiem, co się mówi w myślach, gdy przyjdzie się na czyjś grób. A może nic się nie mówi, tylko zachowuje się chwilę ciszy? Naprawdę nie wiem. Zawsze się przeżegnam i czekam, aż ktoś inny się przeżegna, albo sama odczekuję chwilę i robię znak krzyża. Tylko gdy odwiedzam grób taty, to wtedy mówię w myślach do niego jak bardzo mi go brakuje i że tęsknię.
Szczur wlazł mi do mieszkania przez balkon. Otworzyłem drzwi wejściowe i ganiałem go po mieszkaniu przez parę minut. Nie widziałem, żeby wyszedł którymikolwiek drzwiami, ale przestał też mi biegać po podłodze, więc stwierdziłem, że sobie wylazł. Następnego ranka, w trakcie porannej krzątaniny (a roztrzepany przy tym raczej jestem), wstawiłem wczorajszą zimną kawę w dzbanku do mikrofalówki i - nie wiem jakim cudem - podgrzałem ją razem ze szczurem... z tym że szczura podgrzałem ze skutkiem śmiertelnym. A w dodatku ten smród...
Do 10 roku życia myślałam, że cukier dodaje się do herbaty, żeby ta szybciej stygła. Tak więc sypałam po 10 łyżeczek cukru, dziwiąc się, dlaczego herbata jest bardzo słodka, a nadal gorąca.
Parę miesięcy temu, gdy jechałam tramwajem, uśmiechnął się do mnie bardzo przystojny, młody mężczyzna. Po chwili usiadł na jednym z podwójnych siedzeń. Od razu przecisnęłam się między pasażerami, aby usiąść koło niego. Znów się do mnie uśmiechnął się i pokazując na mój brzuch rzekł:
- No, taka piękna matka jak ty na pewno urodzi śliczne dziecko…
Przytaknęłam i również odpowiedziałam uśmiechem. Przez resztę drogi milczałam, chcąc zapaść się pod ziemię. Nie jestem w ciąży. Mam 18 lat i parę kilogramów nadwagi.
W Walentynki chciałam przemeblować trochę mój pokój, mój chłopak chętnie mi pomagał. Jakimś cudem rozwaliliśmy łóżko, zaklinowało się, pchaliśmy aż deska strzeliła i posypały się śruby. Dzwonię do taty, chcąc się zapytać gdzie wiertarka, aby to łóżko jakoś uratować. Stwierdził, że na pewno za bardzo świętowaliśmy ten magiczny dzień i przemeblowanie to tylko wymówka...
Od rana przycinam sobie w ogródku gałęzie, a za płotem przechodzi co jakieś pół godziny sąsiadka i bacznie mnie obserwuje. Jak zaczęłam palić zażądała, żebym zmieniła kierunek wiatru, bo dym na nią leci.
Ma ktoś numer do maga pogody z wolnymi terminami?
Z moim mężem jestem od ponad 10 lat, a od prawie 9 nie miałam orgazmu bo on ledwo włoży, zaraz się spuszcza. Zatem seks uprawialiśmy coraz rzadziej i rzadziej. Za każdym razem to samo, za każdym razem teksty w stylu: a może pójdę do lekarza, a może coś na to kupię...
Owszem, czasem coś kupował ale nie działało. Ja kobieta zdrowa, potrzebująca wróciłam jak szczeniara do masturbacji - przynajmniej satysfakcja gwarantowana. Od pewnego czasu już mi się w ogóle odechciało grać czy dawać przyjemność mężowi, bo po co się brudzić i marnować czas skoro czekoladę dostanę tylko do powąchania?
Jakieś 2 tyg. temu wyjątkowo chamsko mu powiedziałam, że mam dosyć jego gadania na temat jego planów lekarzowych itd. i ma mi dać święty spokój, bo sama sobie lepiej zrobię, z nim nie warto czegokolwiek zaczynać bo zanim włoży to wyjmie, i że jest egoistą. I poskutkowało, dziś był u lekarza i rozpoczyna się diagnozowanie i ewentualne leczenie.
I dziś - wieczorne podchody z jego strony, bo to piątek i po Walentynkach itp., a mi się po prostu nie chciało poświęcać, by po minucie myć się i ubierać - po co, na co. I bomba wybuchła, że od 10 lat musi się łasić o każdy przejaw romantyczności z mojej strony itd., że jestem zimna jak lód, że zapowiadało się tak fajnie, a ja się zmieniłam. Ja mu na to, że zawsze mu mówię co mi na wątrobie leży, a on to miał w nosie przez tyle czasu, więc po jednej wizycie u lekarza niech się nie spodziewa, że z radości zaraz na niego wskoczę.
W związku z tym mam pytanie, czyja racja mocniejsza? Ja po tylu latach rycia beretu straciłam zdolność logicznego myślenia, bo niby to mnie się wiecznie krzywda dzieje, a przecież wokół mnie sami normalni ludzie.
Sorki za chaos, nie wiem co myśleć.
Dodaj anonimowe wyznanie