Dzisiaj, po wysprzątaniu całego mieszkania, wycieczce do sklepu, skręceniu mebli i stworzeniu na nowo całego wnętrza doszłam do wniosku, że porządek w domu daje mi więcej satysfakcji niż dobry seks...
Zawsze kiedy widzę rodzinę z dwójką lub większą ilością dzieci, gdzie jedno z nich jest upośledzone, to z tyłu głowy zawsze pojawia mi się pytanie: co będzie dalej?
Co będzie za te kilka lat, kiedy rodzice nie będą już dawali rady opiekować się tym chorym dzieckiem?
Czy drugie dziecko będzie już do końca życia skazane na opiekę nad niepełnosprawnym rodzeństwem?
Czy przy większej ilości dzieci tylko jedno z nich zostanie wybrane, żeby tę opiekę sprawować?
Nie jest to moja sprawa, a życie obcych mi ludzi nie wpływa na moje, jednak te myśli zawsze się pojawiają.
Ot, takie anonimowe, od osoby, która czasami zbyt dużo myśli na tematy, które jej nie dotyczą.
Wiecie co zrobił mój brat w Dzień Kobiet? Poszedł do kwiaciarni, specjalnie po bukiet białych kwiatów dla… swojego KOTA. I wręczył mu (znaczy jej) te badyle z okazji Dnia Kobiet (!). Białe, bo musiały pasować do koloru jej futra…
Szukam fajnej dziewczyny z Krakowa dla mojego brata – chłopak powoli zaczyna fiksować z braku związku.
Odkąd pamiętam, zawsze zastanawiałam się nad tym, czy jeżeli straciłabym kiedyś pamięć i później pierwszy raz popatrzyłbym na siebie w lustrze, to czy podobałabym się sobie.
Wróciłem napruty z imprezy, rozebrałem się i poszedłem spać. Śniło mi się, że wstałem do toalety się wysikać.
Obudziły mnie czyjeś krzyki. Okazało się, że stoję nad łóżkiem mamy i pomyliłem ją z toaletą... Szlaban na imprezy na miesiąc.
Mój dziadek zwyzywał lekarzy za to, że urodziła mu się córka, a chciał syna.
Mam cudowną 8-latkę. Nie odbiega zachowaniem od swoich rówieśników. No może ma słownictwo ponad przeciętną, ale nie o tym chciałam... Moje dziecko jest niewidome - wrodzony brak gałek ocznych... Nawet w moich wyobrażeniach nie śmiałam marzyć, aby była TAKA... Z chwilą jej narodzin rozpoczęła się najpiękniejsza przygoda mojego życia... Jest szczęśliwa z tym co ma i z tym czego jej brak, bo nie wszystkie dzieci widzące są szczęśliwe, prawda?
Dziś moja Maja powiedziała: "Tak bym chciała chociaż na chwilę zobaczyć ciebie, mamuś... ale wiem, że twoje serce bije dla mnie".
Dla takich momentów warto żyć.
Mam 16 lat, moje życie było bajką, dopóki moja mama nie zachorowała. We wrześniu 2018 dowiedziałam się, że ma raka... A dzisiaj, że jest to nawrót z dzieciństwa. Gdy była mała, miała raka nerki. Wycięli jej ją i wszystko było dobrze. Lekarz powiedział, że jeśli guz nie zmniejszy się po 3 chemii, zostało jej kilka miesięcy życia, a jeśli się zmniejszy, to kilkadziesiąt miesięcy lub kilka lat. Boję się i nie za bardzo sobie z tym radzę. Każdej nocy myśli o śmierci mamy przychodzą ze zdwojoną siłą i po prostu płaczę. Tata stara się mnie pocieszyć, że wszystko będzie dobrze, ale ja już w to nie wierzę...
Parę dni temu po raz pierwszy w życiu zdecydowałam się zrobić sobie ściągę na sprawdzian z języka niemieckiego. Napisałam sobie kilkanaście słówek i ich tłumaczeń na dłoni. Nie zdążyłam z niej skorzystać przez własną głupotę. Miałam problem ze zrozumieniem jednego z zadań w teście, więc podniosłam do góry rękę, aby pani rozwiała dręczące mnie wątpliwości.
Tak, ręka, którą podniosłam była tą, na której miałam ściągę. Zostałam bezceremonialnie wyrzucona z klasy.
Kilka lat temu wybrałam się z moim chłopakiem (obecnie mężem) nad rzekę pod namiot. Było mnóstwo ludzi, jednak my postanowiliśmy rozbić się kawałek dalej od skupiska namiotów. Było to miejsce położone daleko od jakiejkolwiek wioski, więc mój chłopak do sklepów itd. chodził sam, a ja czekałam w namiocie. Pewnego razu postanowiłam wykorzystać nieobecność mojego chłopaka i zrobić pod drzewem coś więcej niż siku. Zabrałam się więc do szukania odpowiedniego miejsca na toaletę, jednak nie było to takie proste... Gdziekolwiek bym nie poszła było pełno ludzi, jedyna dogodna lokalizacja była tuż obok naszego namiotu. Pierwsze co mi przyszło na myśl, to co pomyśli mój chłopak jak zobaczy kupę przy namiocie. Dziewczyny przecież nie srają. Miałam trzy opcje:
1. Skłamać, że to nie ja.
2. Przyznać się.
3. Zakamuflować...
Wybrałam trójkę. Kiedy już zrobiłam swoje, wyrzuciłam chusteczki do naszego śmietnika, a na kupę położyłam wielki kamień. Zadowolona z siebie rączki umyłam w rzece i poszłam do namiotu. Byłam przekonana, że nikt nic nie zauważył.
Do dzisiaj, kiedy to podczas przeglądania zdjęć z tego wyjazdu przywołałam pewną kompromitującą sytuację z udziałem mojego męża, co musiało go urazić, bo odrzekł: "Nie, najśmieszniej było kiedy nasrałaś pod namiotem i przykryłaś gówno kamieniem". Zatkało mnie. Okazało się, że mój ukochany bacznie przyglądał się moim wyczynom, po czym odczekał i przyszedł po kilku minutach udając, że nic nie widział.
Gówniana sprawa.
Dodaj anonimowe wyznanie