Po ciężkich egzaminach postanowiłam się trochę odprężyć, więc wybrałam się na relaksujący masaż do SPA. Nigdy wcześniej nie byłam na takim masażu, więc uznałam, że to świetny pomysł.
Po przybyciu na miejsce dostałam dokładne informacje od masażysty, jak mam się przygotować do zabiegu.
Pusty pokój, ja leżąca na łóżku do masażu w samej bieliźnie, okryta ręcznikiem, nagle przychodzi masażysta i zaczyna mnie masować - zaczęło się od stóp, później łydki, uda. Mężczyzna co jakiś czas odsłaniał ręcznik i masował mnie dalej, poczułam jak wkłada mi ręce pod bieliznę, masuje dokładnie biodra i pośladki, nie wiedziałam jak mam na to zareagować, z jednej strony byłam bardzo skrępowana, a z drugiej pomyślałam, że przecież masuje mi mięśnie, na tym polega masaż, to jest profesjonalny masażysta, więc na pewno zna się na rzeczy i na pewno zrobię z siebie idiotkę, jak mu zwrócę uwagę. Następnie masował mi plecy, a później dokładnie ramiona i ręce. W pewnym momencie poczułam, jak oplata swoje palce wokół mojej dłoni i trzymał mnie tak przez dłuższy czas, to też było dla mnie krępującą sytuacją, ale to jeszcze nie wszystko. Po dokładnym wymasowaniu jednej strony mojego ciała kazał obrócić mi się na plecy, a jak to zrobiłam, to znowu okrył mnie całą ręcznikiem jak kocem, podszedł do mnie ze strony mojej głowy i masował mi szyję. Nachylił się nade mną tak nisko, że czułam jak wydycha powietrze nosem, po czym zapytał „dlaczego jesteś taka skrępowana?” (dodam, że przez cały czas się głupkowato uśmiechał). Stopniowo zaczął masować mi okolice mostka i piersi, brzuch, a później znowu uda. Masował je kulistymi ruchami i w pewnym momencie poczułam jak zahaczył palcami o moje miejsce intymne, w mojej głowie znowu powróciły krępujące myśli, powtórzył to kilkakrotnie i w pewnej chwili poczułam, że jest bliski posunięcia się o jeden krok za daleko i natychmiast kazałam mu się ode mnie odsunąć. Normalnie jestem dość zamkniętą w sobie osobą, więc zaskoczyłam sama siebie tym, że zwróciłam facetowi uwagę.
Nie myślcie o mnie źle, to był mój pierwszy masaż i kompletnie nie wiedziałam jak będzie przebiegał i jak się mam podczas niego zachowywać. Tłumaczyłam sobie cały czas w głowie, że to specjalista i że musi rozmasować wszystkie mięśnie, ale przez cały ten czas byłam bardzo skrępowana, a do tego teraz czuję się jak totalna idiotka i debilka... Nigdy więcej nie pójdę na żaden masaż.
Bardzo się wstydzę przeszłości, ale muszę się wygadać.
Miałem obsesję. Śledziłem pewną osobę, podglądałem w oknie, nagrywałem ją na lekcjach, rozmyślałem całymi nocami o jej ciele, wyobrażałem sobie dotyk jej palców, ton jej głosu. Patrząc na jej usta myślałem jedynie o pocałunku. A nocami śniły mi się przepiękne sny, w których mogę ją przytulić.
Rok temu byłem w ostatniej klasie liceum i przez 3 lata czułem miłość do mojej nauczycielki. 25 lat starsza, ma rodzinę, ma ustawione życie, bardzo dojrzała, umoralniona.
Zaczęło się niewinnie. Popatrzyłem, jakim samochodem jeździ. Zacząłem siadać na ławeczce z gazetą w ręku i patrzeć dokąd jedzie. Zawsze jechała w miasto, a ja zawsze zmieniałem ławeczkę na dalszą. To mnie doprowadziło do jej domu, co później poskutkowało tym, że siedziałem codziennie pod jej mieszkaniem. Tak dyskretnie. Wiedziałem, co robi w soboty, do jakiego sklepu jeździ. Największym ciosem w moje serce było poznanie jej męża.
Najgorsze było to, że dzień w dzień nie tylko siedziałem pod jej domem, ale rozmyślałem w każdej wolnej chwili. Nawet nieświadomie, we śnie.
Miałem obsesję i obsesję tę umiałem ukryć głęboko, dzięki czemu ludzie nie uważali mnie za frustrata.
Tak bardzo czuję się winny za to, co robiłem tej kobiecie.
Czasem ją spotykam niechcący na mieście, co za tym idzie motylki w brzuchu wracają, a mnie chce się płakać, że nie mogę jej dotknąć. Chyba nigdy nie pokocham tak bardzo innej osoby.
Musiałem się wygadać. Czuję, jakbym całą swoją duszę, wszystkie pragnienia, wszystkie mury obronne zlikwidował.
Moja przyjaciółka nie dba o siebie.
I mam tu na myśli zarówno życie (historia na inne wyznanie), jak i higienę. Doprowadza mnie to do szału.
Julia (imię zmienione) jest maniaczką różnych maseczek, odżywek i toników, a zapomina o normalnej higienie. Woskowina dosłownie wychodzi jej z uszu, co sprawiło, że przestałyśmy słuchać w szkole muzyki na moich słuchawkach. Bo było to dla mnie ohydne. Włosy myje zbyt rzadko, przez co zawsze są tłuste. To samo tyczy się jej żółtych zębów i w konsekwencji cuchnącego oddechu. Dezodorant to dla niej kompletnie obca sprawa. Kiedyś używała, ale gdy stało się to niezbędne, przestała.
Po prostu zaczęłam jej unikać, bo tak od niej śmierdzi. Mam dość. Chciałabym jej o tym powiedzieć, ale nie wiem jak.
Julię stać na wszystkie środki czystości itd. Po prostu ona woli maseczki zamiast żelu, odżywki zamiast szamponu, słodkie napoje zamiast pasty do zębów i pot zamiast dezodorantu. Moja przyjaciółka nie zdaje sobie sprawy, że śmierdzi.
Siedziałam sobie ostatnio w restauracji, jadłam obiad z moją koleżanką, a mianowicie spaghetti, kiedy to podszedł do nas jakiś chłopak i powiedział do mnie:
- Strasznie podoba mi się, jak jesz ten makaron, a nie pamiętam, by kiedykolwiek podobała mi się jakakolwiek kobieta odbywająca proces przeżuwania pokarmu. Jesteś piękna, nawet gdy jesz. Umówisz się ze mną?
Oczywiście umówiłam się z nim, jestem mistrzynią złych decyzji. Dziś idę na randkę, a przyjaciółka czeka pod telefonem, gdyby musiała mnie ratować od tego pato-świrusa. Trzymajcie za mnie kciuki.
Opowiem wam, czemu rozstałem się z dziewczyną po półrocznym związku.
Umówiliśmy się na kolację u niej, pomysłem było, aby razem coś ugotować. Jak się umówiliśmy tak się stało, zabraliśmy się za gotowanie, po czym ona poprosiła, abym wyjął z zamrażarki fasolkę. Niestety nie poinformowała w której przegródce, no i natknąłem się na stosik zużytych gumek z dokładną datą "oddania" nasienia.
Laska jak zauważyła, że natknąłem się na to obrzydliwe znalezisko, zaczęła się tłumaczyć, że zbierała i mroziła moje nasienie na wypadek gdyby coś mi się stało, żeby mogła się zapłodnić. Wyszedłem bez słowa i tak się zakończył nasz związek.
Babka sobie robiła w zamrażarce bank nasienia...
Nigdy nie słodzę herbaty... Za to ją solę. Tak poza tym jestem normalny.
Kiedyś sprzątaczka przyłapała mnie, gdy zadowalałam się w toalecie w centrum handlowym przebrana w strój aniołka.
Gdy miałam 15 albo 16 lat, grałam w bardzo popularną grę przeglądarkową, tam poznałam dużo starszego mężczyznę od siebie. Starszy był o jakieś 25 lat... Dużo ze sobą pisaliśmy i rozmawialiśmy przez Skype lub telefon, początkowo na temat gry, a później na temat życia, dnia codziennego, aż w końcu i o seksie. Pochodzę z rozbitej rodziny. Ten mężczyzna był dla mnie moim najlepszym przyjacielem, osobą, która jak nikt inny potrafiła mnie zrozumieć. Dużo mnie motywował, dzięki niemu rozwijałam swoje zdolności artystyczne, poszłam do szkoły, do której myślałam, że się nie dostanę, a on zapewniał mnie zawsze - dasz sobie radę. Gdy ponosiłam jakiekolwiek porażki, on mnie zawsze pocieszał i motywował do kolejnego działania. Byłam w nim zakochana. Mówił mi, że jak już dorosnę i pójdę na studia, to zamieszkamy razem, a w przyszłości może będziemy mieć dzieci. Do tego czasu mieliśmy mieć „otwarty związek”. Nie uprawialiśmy nigdy prawdziwego seksu, parę razy się spotkaliśmy, raz doszło do pieszczot, całowaliśmy się i dotykaliśmy, powiedział mi, że nie będzie mnie do niczego namawiał, że jak już będę sama gotowa, to wtedy to zrobimy. Za to uprawialiśmy seks przez internet na kamerce, czyli masturbowaliśmy się, ja patrzyłam jak on to robi, a on jak ja. Wydaje mi się, że rodzice poświęcali mi za mało uwagi, moja mama była zajęta pracą, a ojciec nową kobietą. Ten mężczyzna dawał mi poczucie wyjątkowości, poświęcał mi uwagę, po szkole cały czas do późnego wieczora pisaliśmy SMS-y, dzwoniliśmy do siebie jak byłam sama, pisaliśmy na gadu-gadu. Wydawało mi się to całkiem normalne, że dorosły mężczyzna może zakochać się w nastolatce. W końcu nie wyglądałam już jak dziecko, tylko jak młoda kobieta, a ludzie często dawali mi więcej lat niż miałam. Cieszyłam się, że interesuje się mną starszy facet. A chłopcy w moim wieku byli jak dla mnie zbyt dziecinni.
Wszystko się zmieniło, jak poszłam do szkoły średniej. Spotykałam się z jednym kolegą, pisałam też z kilkoma innymi. Początkowo bałam się o tym mówić mojemu przyjacielowi, więc przed nim to ukrywałam, ale kiedy ja przestałam poświęcać mu tyle uwagi co wcześniej, to on też zaczął być poważnie zajęty własnym życiem, aż w końcu rozgoryczona tym, chcąc na nowo zwrócić na siebie uwagę, powiedziałam mu, że poznałam chłopaka. Naskoczył na mnie: jak to, że jak wolę chłopaczków od prawdziwego mężczyzny, to powodzenia. Czasem do mnie napisał, czy wszystko w porządku, a czasem ja do niego. Później poznałam mojego obecnego chłopaka i kontakt się całkowicie zerwał, aczkolwiek co roku dostaję od niego życzenia urodzinowe zawsze po północy. Składa mi zawsze jako pierwszy, a ja nigdy mu nie odpowiadam. Dzisiaj już mam 26 lat i nie mam pojęcia, co o tym myśleć... Nie dopuszczam myśli, że był pedofilem, a osoby, które o tym wiedzą, tak mówią.
Była tu ostatnio dziewczyny z niską samooceną i jej relacji z chłopakiem (suchoklatesem:)).
Od razu skojarzyło mi się to z moją „przyjaciółką”.
Odkąd pamiętam spóźniała się zawsze i wszędzie, ale tylko tam, gdzie nie miała interesu pojawiać się punktualnie.
Do dziś pamiętam to upokorzenie, jak wielokrotnie czekałam na nią w umówionym miejscu, bo ona nigdy nie musiała przychodzić na czas. Nieraz samo oczekiwanie było dłuższe niż spotkanie. Pamiętam jej obrażoną minę jak mi zdarzyło się spóźnić albo to, że czekała tylko kilka minut i odchodziła (bo przecież ona nie była od czekania na innych – jej słowa).
Raz zdarzyło się, że miałyśmy wracać wspólnie z moim bratem z imprezy, na której obie się bawiłyśmy (choć nie bawiłyśmy się wspólnie, tylko w gronie swoich znajomych). Czekała pół godziny (!) przed czasem i wydzwaniała do mnie, czemu mnie jeszcze nie ma! Tak bardzo nie chciała przegapić darmowej podwózki pod dom…
Niby była taka zakręcona i chaotyczna, ale tak naprawdę pamiętała o tym, co jej pasowało. Tylko raz wystarczyło jej wspomnieć jakie dostałam książki na urodziny, by od razu to zapamiętała i chciała pożyczać. Podobnie było jak dowiedziała się, że mam fajny skaner z drukarką.
Gdy była chora, ja sama wychodziłam z inicjatywą i przynosiłam jej notatki ze studiów, informowałam o wszystkim, pomagałam. Liczyłam na to, że kiedyś mi się zrewanżuje. Zdarzyło się to kilka razy, ale zawsze była wtedy strasznie niezadowolona, że musiała się do mnie fatygować, a ja miałam wyrzuty sumienia, że ją wykorzystuję.
Kiedyś podczas mojej nieobecności na uczelni poprosiłam, by założyła za mnie pieniądze, a ja jej oddam, jak się spotkamy (to była jakaś mała kwota, 20 zł). Wykręcała się jak mogła, aż w końcu sama przyszła do mnie po pieniądze, bo tak bardzo się bała, że przekręcę ją na te 20 zł.
Innym razem było jakieś zamieszanie na uczelni, przekładany był jakiś egzamin i wyjątkowo o całej sprawie nie informował wykładowca ani dziekanat, sami studenci mieli przekazać dalej wiadomość. Wszyscy w grupie myśleli, że to ona mnie poinformuje, a ona była przekonana, że ja już wiem o zmianie i na egzamin przyszłam za późno.
Ta pseudoprzyjaciółka przez wiele lat wychowywała sobie własne popychadło, a ja nie potrafiłam jej się postawić. Skutecznie obniżała moją i tak niską samoocenę, a gdy wreszcie powiedziałam dość, nie mogła uwierzyć.
Jako dziecko kochałam dinozaury i zawsze, ale to zawsze je naśladowałam. Kiedyś pojechaliśmy na wycieczkę do parku dinozaurów. Przechodzimy sobie obok welociraptora skaczącego na bodaj stegozaura. Z naprzeciwka idzie zafascynowany starszy mężczyzna z dzieciakiem. Chciałam... tak BARDZO chciałam pokazać swoją majestatyczność, że wydałam z siebie ryk (wtedy myślałam, że godny karnotaura) zarzynanego kurczaka.
- Och, popatrz! Ale ten dinozaur ryczy! Nawet to dodali - powiedział z podziwem starszy pan i poszedł z dzieckiem w siną dal.
Zażenowanie? Raczej duma :) Rodzina za to miała ubaw po pachy.
Dodaj anonimowe wyznanie