#GaJtb

Głupio to przyznać, ale byłem autobusowym ocieraczem.
Dzisiaj już wiem, że jest to zaburzenie i nazywa się froteryzm.

Zaczęło się w tramwaju. Było już praktycznie lato. Bardzo blisko mnie siedziała atrakcyjna blondynka z wielkim dekoltem. W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że mi stanął. Byłem tak ustawiony, że moją erekcję widziała tylko ona, więc stwierdziłem, że nie będę się jakoś specjalnie chował. Jak nie chce patrzeć, to przecież nie musi. A jednak co chwila obracała głowę i spoglądała...
Po chwili stwierdziła, że niedługo jej przystanek i postanowiła "przecisnąć się" bliżej wyjścia. To dziwne, bo do przystanku było w sumie jeszcze dobre 30 sekund. Ona jednak wstała z siedzenia i wstając... dotknęła mojej erekcji grzbietem dłoni. Następnie odwróciła się do mnie pośladkami i czułem, jak jej tyłek napiera na moje krocze... Przechodząc w kierunku wyjścia jeszcze raz musnęła mojego członka przez spodnie.

Tamtego dnia coś się zmieniło.To nietypowe wydarzenie w tramwaju było pełne jakiejś tajemniczej ekscytacji, było złamaniem tabu, a zarazem było przejawem bliskości fizycznej, której potrzebowałem.

Zacząłem szukać sposobu, żeby powtórzyć tę ekscytującą przygodę w komunikacji miejskiej. Często jeździłem w godzinach szczytu, zacząłem zwracać uwagę na miejsca, gdzie potencjalnie jest największe stłoczenie ludzi i generalnie niewiele widać z tego, co dzieje się poniżej poziomu pasa.

Starałem się inicjować "akcję" w sposób, który obmyśliłem w głowie i wydawało mi się, że da najmniejsze szanse na niefortunny dla mnie obrót spraw.
Będąc już w stłoczonym miejscu, bardzo blisko obiektu pożądania, najpierw delikatnie dotykałem jej ręki lub pleców moim przedramieniem, łokciem, plecami. Robiłem to na zakręcie, gdzie ludzie i tak na siebie wpadali przez tłok, więc wyglądało to w 100% naturalnie.
Przez kilka minut obserwowałem reakcję. Czy uciekała przed dotykiem? Czy przesuwała się? Czy może zaczynała... bawić się w moją grę?

Kilka razy miałem sytuacje takie jak ta: Podczas długiej jazdy stała plecami do mnie kobieta, w okolicach 40-stki. Obcisłe spodnie, kształtne pośladki. Po wypróbowaniu mojej metody wydawało mi się, że szuka dotyku, lgnie też w moją stronę na zakrętach, niby przypadkiem...
Najpierw zacząłem delikatnie dotykać grzbietem dłoni jej pośladków. Jedna sekunda... zabierałem rękę. Trzy sekundy... znowu zabierałem. Czekałem, czy się odsunie. Nie odsunęła. Zaczęła sama przy zakrętach napierać tyłkiem na moją rękę.
Powolutku ośmielałem się coraz bardziej... Przez następne 15 minut jazdy posunąłem się do masowania jej pośladków dłonią. To było najbardziej hardcorowe, co kiedykolwiek zrobiłem. Robienie tego tak, żeby nikt z obecnych w środku transportu tego nie zauważył, jest nie lada wyzwaniem... Wychodząc na swoim przystanku rzuciła mi wymowne spojrzenie. Nie było przestraszone, nie miała łez w oczach, nie było też uśmiechu... Tylko ciekawość. Była po prostu ciekawa jak wyglądam.

Kiedyś napiszę jak to się stało, że przestałem...

#32IEf

Chciałbym opowiedzieć o moim dziwnym sposobie na odstresowywanie się.
Przechodząc do rzeczy, odstresowują mnie działania matematyczne-fizyczne. Kiedyś gdy się zdenerwowałem chodziłem po szkole i pytałem pierwszaków, czy mają jakąś pracę domową z matmy. Szedłem wtedy do toalety i na parapecie rozwiązywałem równania.
Nie wiem czemu, ale w jakiś sposób mnie to uspokaja. Niestety kiedy nauczyciele się o tym dowiedzieli, zakazali mi to robić. Od niedawna chodzę wszędzie ze zbiorami zadań/repetytoriami z matematyki i fizyki. Nie muszę chyba mówić, jakiego wyniku na maturze z matematyki się spodziewam?

#NN1PL

Pokrótce: związałam się z mężczyzną, który ma dziecko z poprzedniej relacji.

W tym roku skończę 25 lat i jakiś czas temu poznałam w pracy mężczyznę, który ma dziecko. Z byłą partnerką rozstali się ponad rok przed naszym poznaniem się. Mała ma 4 lata i u taty spędza co drugi weekend, i dodatkowo widzą się raz w tygodniu. Plus oczywiście on płaci alimenty.

Uwielbiam spędzać z nim czas, świetnie się dogadujemy. Z małą również załapałyśmy dobry kontakt, a mimo tego... Waham się.
Boję się o przyszłość i trudno jest mi sobie wyobrazić taką relację. Gdzieś z tyłu głowy zawsze mam myśl, że moje życie będzie zależne od obcych mi ludzi (np. kwestie urlopu czy weekendów). Co jeśli mała nie będzie mnie lubić? Jak będzie wyglądało nasze życie w przypadku założenia rodziny? Co jeśli wtedy partner zacznie przesadzać w którąkolwiek ze stron i znacznie faworyzować swoją córkę lub nasze wspólne dziecko? Co z kwestiami finansowymi w przyszłości?
Do tego dochodzi lęk o widywanie byłej partnerki. A jeśli będzie chciała do niego wrócić?
No i co z poczuciem, że nigdy nie będę dla niego najważniejsza? Czy to złe, że czuję zazdrość w stosunku do jego córki? Nie umiem sobie odpowiedzieć, które emocje są naturalne, a które wynikają z mojego przewrażliwienia.

Boję się, że związując się z nim, skazuję sama siebie na cierpienie w przyszłości. Bardzo się boję, że zawsze będę "tą drugą". I martwię się, że mogłabym okazywać małej negatywne emocje, a ona przecież nie jest niczemu winna. Wstydzę się swojego zakochania w nim. Do tego znajomi dają mi odczuć, że to nie jest dobra decyzja i że powinnam się wycofać.
Codziennie zadaję sobie pytanie czy warto ryzykować i mocniej się angażować.

#aibew

Pamiętacie historię o chłopaku, który gardził bułką z makiem, a wciskał swojej dziewczynie kajzerkę z kabanosem i spóźniał się 40 minut na spotkania? Nadchodzę z opowieścią o sylwestrze.

Umówiliśmy się na imprę z jego znajomymi. Ja na święta zjeżdżałam do domu. Podróż trwała zwykle 5 godzin. 26 grudnia, a więc nadal w święta, przyjechałam do akademika, bo byłam z nim umówiona, że cały tydzień aż do Nowego Roku spędzimy razem. Gdy dałam znać mu, że jestem na miejscu, on raczył napisać SMS, że plany się zmieniły, bo impreza sylwestrowa odwołana. Myślę - nic straconego, pójdziemy na koncert sylwestrowy z tv (akurat był w naszym mieście). Zaraz dostałam kolejnego esa, że ON JEDNAK NIE CHCE spędzić ze mną tych 7 dni od świąt, bo woli się pouczyć do nadchodzącej sesji. Nie wkurzyłabym się aż tak, że mnie znowu wystawił, gdyby to wszystko napisał, gdy byłam jeszcze w domu u mamy, te kilkaset kilometrów i 5 godzin jazdy wcześniej, a nie gdy właśnie wysiadłam z busa po 5 godzinach podróży w DRUGI DZIEŃ ŚWIĄT! Pozostało mi siedzieć samej w akademiku i gapić się w ścianę, bo nikt normalny nie wraca 26 grudnia do akademika, podczas gdy mogłam te ostatnie dni roku spędzić z rodziną. Byłam tak wkurzona, że aż płakałam. Wygarnęłam śmieciowi jak się przez niego czuję. Zlitował się i stwierdził, że łaskawca spotka się ze mną w co drugi dzień, a sylwestra spędzę z jego rodziną. I wiecie co robiliśmy w tego sylwka? Siedzieliśmy z jego mamą, tatą i babcią i oglądaliśmy w telewizji TEN SAM KONCERT, KTÓRY NA ŻYWO BYŁ GRANY W NASZYM MIEŚCIE. Księciuniowi nie chciało się na niego pojechać kilka stacji tramwajem, wolał obejrzeć w tv. Postanowiłam z nim zerwać już 26 grudnia, ale zrobiłam to dopiero w Nowy Rok, gdy odwiózł mnie do akademika, bo nie chciałam być kompletnie samiutka przez 6 dni, i to jeszcze w sylwestra.

#PHMoH

8 lat temu zmarł mój tata. Popełnił samobójstwo, kiedy miałam 12 lat. Był to dla mnie szok, w życiu bym się tego nie spodziewała, bo nic nie wskazywało na to, że to się stanie. Byliśmy normalną szczęśliwą rodziną. Najgorsze jest to, że do tej pory tak na nie wiem dlaczego to zrobił. Mam jedynie przypuszczenia. Boję się, że moja mama mogła go zdradzić, ale zawsze gdy mówię sobie że w końcu ją o to spytam, boję się.


Boję się tej rozmowy, tego co usłyszę. I myślę, że do końca życia nie dowiem się prawdy, bo nigdy nie zbiorę się na odwagę żeby z mamą porozmawiać...

#9T6A6

Nie przepadam za zieleniną, ale ostatnio było jej sporo w mojej diecie, bo moja narzeczona wymyśliła sobie zdrowie i zbilansowane żywienie. Aśka jest zwolenniczką ziemniaków, steków i tłustych potraw, więc przejście na lekką rybkę na rukoli nie było dla niej łatwe – poprosiła mnie więc, bym jej w tym towarzyszył. No a czego się nie robi dla miłości?

Zakładałem, że odpadnie po tygodniu. Jak bardzo się myliłem! Już drugiego dnia, po zjedzeniu brązowego ryżu z parzonym indykiem i botwinką, Asia wylądowała „na tronie” z bólem brzucha. Siedziała tam dobre dwie godziny i modliła się o paczkę chipsów. „Bóg” jej jednak nie wysłuchał, bo dałem jej słowo, że zignoruję jej prośby o śmieciowe jedzenie i wspólnie wytrwamy w ten sposób MIESIĄC. Tak, wiem, dramat.

Dziś mija tydzień od wejścia w inne życie. Jakoś się przyzwyczaiłem, im mniej jem niezdrowe przekąski, tym mniej o nich myślę, im mniej tłustego mięsa, tym mniej potrzeby jego dostarczania. Ale za to moja narzeczona… ona totalnie świruje. Dzisiaj zaszantażowała mnie, że jeśli nie przyniosę mrożonych frytek na kolację, to urządzi mi „post od współżycia”! To już przesada! I co ja niby mam teraz zrobić, złamać dane jej słowo czy stracić pożycie z ukochaną?

#3PEtO

Miałem mocno dołujący osobisty problem, który zjadał mnie od środka. Napisałem więc na jeden z profili na Facebooku, który mógłby przynieść mi jakąś pomoc, dodałem na końcu, że najbardziej uwiera mnie to, że nie mam z kim o tym porozmawiać.

W odpowiedzi dostałem wiadomość z autorespondera...

#N6DtR

Moja mama jest Polką, ojciec Niemcem - jako dziecko mieszkałem w Wielkiej Brytanii, gdzie rodzice pracowali. Rodzice chcieli, abym nauczył się każdego języka, więc z mamą rozmawiałem po polsku, z ojcem po niemiecku, a w przedszkolu i szkole używałem języka angielskiego. Do około 7 roku życia byłem przekonany, że KAŻDY ma swój własny język, którym rozmawia tylko z mamą, odrębny do rozmowy z tatą i kolejny (uniwersalny) do rozmowy z innymi ludźmi. Kurtyna.

#w3Af7

Odkąd piszę sobie tutaj wyznania, jest mi jakoś łatwiej.

Kiedyś z własnym bratem próbowaliśmy "uprawiać seks", jako może 9-latki. On wsadzał mi swojego ptaszka w pupę, po czym mówił, że coś go kłuje i że nie możemy dalej tego robić. Całowaliśmy się też, albo robiliśmy jakieś żałosne romantyczne scenki...
Ja nie mogę, co ja miałam w głowie...
Minęło 20 lat od tego czasu, a mi wciąż wstyd.

#ZQifx

Od zawsze podobali mi się chudzi mężczyźni. Nie był to główny wyznacznik, ale naprawdę chudy facet miał na starcie duży plus.
Tak się złożyło, że kiedyś takiego poznałam. Nie był jakimś żywym trupem, po prostu niektóre kości bardziej mu wystawały.
Tak się złożyło, że za niego wyszłam. Byliśmy naprawdę szczęśliwi. W zasadzie od początku naszej znajomości wiedział, że bardzo mnie kręci fizycznie.
Niedawno zauważyłam, że coraz mniej je, a kiedyś wpieprzał aż mu się uszy trzęsły. Po uważnych obserwacjach i paru rozmowach odkryłam, że mój głupi mąż chyba popadł w anoreksję.
Po to, żeby podobać mi się jeszcze bardziej.
Bo myślał, że go zdradzam z kolegą z pracy.
Nawet nie wiem, co mam o tym sądzić.
Dodaj anonimowe wyznanie