#SGt2A

Powiem wam co zrobiłam kilka lat temu, jak miałam 15 lat. Buntowniczy okres nastolatki, czas EMO i ja, która za wszelką cenę chciałam mieć super glany, czarne włosy i dużo czarnych kredek do oczu.

Mój straszy o 8 lat brat miał pieniądze, bo pracował, i chciałam, żeby pożyczył mi 100 zł na zakupy, ale nie dał mi nic. Ja w złości zadzwoniłam na policję i powiedziałam (trzymając chusteczkę przy ustach), że wiem kto napadł na osiedlowy sklep (kilka nocy wcześniej ktoś włamał się tam i ukradł pieniądze, alkohol, fajki i aparat fotograficzny właściciela). Oczywiście wymyśliłam to, nie przemyślałam w ogóle jakie mogą być tego konsekwencje, ale bardzo chciałam, żeby mój brat dostał nauczkę (?).

Jakie było moje zdziwienie, gdy przyjechała policja i mój brat się przyznał i oddał to wszystko, co ukradł razem z kolegą. Była rozprawa w sądzie, musieli zapłacić za szkody, dostali wyrok, a nalepka złodziei ciągnie się za nimi do dziś.

Do dziś nikt nie wie, kto zadzwonił wtedy na policję, a mi przeszedł bunt.
Może dzięki mnie mój brat nie wpadł w większe kłopoty, bo od tamtej pory nic nie ukradł i udziela się jako wolontariusz w schronisku dla zwierząt. :)

#ZATtd

Pracuję na stacji benzynowej. Sytuacja miała miejsce kilka dni temu. Przyjechał pan pod dystrybutor, zatankowałem mu za 3 dyszki i poszedł zapłacić. Po moim wejściu na stację zauważyłem wraz z kasjerką, że pan tankujący jest pijany. I chociaż w zasadzie ludzie często odpuszczają i puszczają, my nie zamierzaliśmy. Obezwładniłem tego człowieka i zadzwoniliśmy na policję. Policja przyjechała, kierowca miał 1,5 promila, został zabrany na komendę.

Kto wie, czy nie uratowaliśmy komuś życia.

#qUHwV

Jestem gadżeciarzem. Uwielbiam wszelkiej maści nowinki techniczne i zupełnie bezużyteczne buble. Parę dni temu kupiłem od chińskich „przyjaciół” kamerę dla kota. Serio. To takie małe ustrojstwo, które zaczepia się na kociej obróżce. Dzięki temu można wcielić się w rolę czworonoga i zobaczyć, jak wygląda jego dzień.

Przekonałem się, że mój sierściuch dokarmia się u sąsiada i że notorycznie wypróżnia się do naszego ogródka z pomidorami. Okazało się, że to on niszczy gniazda ptaków w pobliskim lesie i że pogoniony przez psa potrafi wejść na drzewo szybciej niż wiewiórka.

Przy okazji dowiedziałem się też, że moje kocisko bardzo lubi patrzeć, jak moja żona zdradza mnie z mężem swojej siostry, który regularnie wpada do nas z kurtuazyjną wizytą, gdy ja jestem w pracy...

#zeV1G

W mojej rodzinie istnieje dyscyplina sportowa, polegająca na denerwowaniu mnie w dowolny sposób, z doprowadzeniem do łez włącznie.

Czym sobie na to zasłużyłam?

Wszystko zaczęło się od mojego taty, który uznał, że krytyka, docinki i złośliwości na każdym kroku mnie "zahartują" i dzięki temu poradzę sobie lepiej w życiu - tak... bo nie ma nic lepszego po całym dniu wyśmiewania kujona w szkole, niż dokładanie jeszcze dziecku w domu.

Stopniowo do grona hartujących dołączyło moje rodzeństwo i kuzynostwo - skoro rodzice nie reagowali, to znaczyło, że widocznie tak trzeba i można. Za to ja nie miałam prawa do obrony, bo jestem przewrażliwiona, głupszym się ustępuje, mam się nie wywyższać, uważam się za lepszą i oni mi udowodnią, że tak nie jest.

Zawsze byłam głupia, gruba i do niczego się nie nadawałam.

Moje sukcesy były bagatelizowane, za to najmniejsze porażki rozdmuchiwane na całą rodzinę, by więcej osób mogło się pośmiać. Dzięki temu w dalszej rodzinie mam do tej pory opinię nieokrzesanego gbura i nikt nie chce ze mną utrzymywać kontaktów, w przeciwieństwie do moich super rodziców i rodzeństwa - oni są wszędzie mile widziani.

Z czasem doszła nowa motywacja: "bo ty tak uroczo wyglądasz, jak się denerwujesz", a po mojej wyprowadzce z domu kolejna, jak tylko zaczęłam ich odwiedzać: "musimy cię podenerwować na zapas, żebyś o nas nie zapomniała".

Nikt do tej pory nie widzi w tym problemu. Moje próby uświadomienia im, że źle robili i robią spełzają na niczym - przecież jestem przewrażliwiona.

Najbardziej dumny z siebie jest mój tata - bo to dzięki niemu tak dobrze sobie w życiu radzę - nie to, że tak mi dokładał, że wychodząc z domu miałam podwójnie ciężko - raz, że rzuciłam się w naprawdę głęboką wodę i wyszłam z tej próby obronną ręką (powiedział mi na odchodne, że jak wyjdę z domu, to mam mu się więcej na oczy nie pokazywać, bo on już córki nie ma), a dwa, musiałam odchorować i przepracować całe to "hartowanie", żeby sobie samej udowodnić, że nie jestem śmieciem i to, co osiągnęłam i osiągam w życiu to moja zasługa, a nie jego.

#aywm6

Jestem normalną, zadbaną dziewczyną na normalnym poziomie życia. Nie raz i nie dwa zdarzyło mi się wziąć coś ze śmietnika i... sprzedać. Klatka dla ptaka, stolik, lustro, akwarium, firany, elektroniczne zabawki dla dzieci i wiele innych. Ludzie naprawdę wyrzucają porządne rzeczy, za które inni są gotowi zapłacić 50-150 zł. Choć piszę to anonimowo, to zupełnie się tego nie wstydzę i co bliższe mi osoby wiedzą o tym. Nie kradnę, nie sprzedaję swojego ciała, a po prostu jak mam okazję i coś rzuci mi się w oczy, to zarobię na tym, czego ktoś już nie chciał. Anonimowe jest już jednak dla mnie to, że strasznie ciekawią mnie śmietniki i mam ochotę do nich zaglądać, bo jestem świadoma, że w co którymś śmietniku na pewno leży wartościowa rzecz... a nawet miałam swego czasu koleżankę (atrakcyjna i inteligentna dziewczyna), z którą podjeżdżałyśmy wieczorami samochodem do różnych śmietników zaglądać co tam ciekawego leży. Ot, osobliwa rozrywka.

Jak ktoś widział dwie młode dziewczyny nurkujące w kontener po parę książek, to pozdrawiam.

#LEZdZ

Ostatnio pojechałem z klasą na plener w góry. Dzisiaj spadł tam śnieg, więc parę dziewczyn z klasy, korzystając z tego, ulepiły z niego gołą babę, doskonale widoczną z naszego balkonu. Poczekałem, aż zostanę sam w pokoju, następnie dogodziłem sobie do tego dzieła w wiadomy sposób.

#wEdXm

Gdy byłam w liceum, związałam się z chłopakiem z mojej miejscowości. Znaliśmy się od dziecka i już na początku czułam, że to ten jedyny. Jak się okazało później, jednak nim nie był...

Zabrałam go na 20. urodziny mojej koleżanki. Podczas imprezy bardzo często znikał gdzieś na dworze, cały czas wychodził na „papierosa”, mimo że jest osobą niepalącą. Nie martwiłam się jakoś szczególnie, bo myślałam, że mogę mu w pełni zaufać. Jednak pod koniec imprezy coś poszło nie tak i się trochę pokłóciliśmy na oczach wszystkich gości. W drodze powrotnej jednak się pogodziliśmy i wszystko wróciło do normy.

Po miesiącu spotkałam się ze znajomymi, którzy również byli na tej imprezie. Nie widzieliśmy się od czasu tej imprezy i nie wiedzieli, że wciąż jesteśmy razem, bo wyjątkowo Konrad nie mógł przyjść ze mną na spotkanie. Wtedy przypadkowo się dowiedziałam, że Konrad na „wyjściach na papierosa” zdradzał mnie z moją najlepszą przyjaciółką. Znajomi przez cały ten czas myśleli, że pokłóciliśmy się właśnie o to.
Nikt nic mi nie powiedział. Czułam się zdradzona przez wszystkich. Wyszłam. Zerwałam z nimi kontakt. Zerwałam z Konradem.

Nie wiem, czy mam się cieszyć czy płakać. Bo niby taka sytuacja, a jednak wszystkie śmieci się wyniosły naraz...

#ZH243

Mam 37 lat. Kiedy miałam 7, moja siostra, która miała wtedy 16 lat, urodziła dziecko. Po wyjściu ze szpitala przyjechała z małym do domu. Ja ciesząc się strasznie na widok małego brzdąca prosiłam, żeby dała mi go na ręce i stało się... upadł mi na kafelki. Zabiłam własnego siostrzeńca. Uznane jako nieszczęśliwy wypadek..

Każdy we wsi współczuł mojej siostrze, a ja byłam morderczynią. Nie miałam znajomych, w szkole nikt ze mną nie rozmawiał, w sklepie udawali, że mnie nie widzą, to był ciężki dla mnie czas, a ja tylko chciałam wziąć na ręce tego szkraba...

30 lat minęło, mam swoje dziecko, którego nikt poza mną i mężem nie może brać na ręce. Moja siostra też sobie ułożyła życie, ma męża i syna, ale najgorsze jest to, że kilka dni temu dowiedziałam się, że to nie był nieszczęśliwy wypadek! Moja siostra celowo podała mi małego tak, żeby wyślizgnął mi się z rąk. Przyznała mi się do tego po pijaku i śmiała się z tego, że dzięki mnie mogła dalej uganiać się za chłopcami we wsi i niczego nie żałuje.

Całe życie byłam dla wszystkich morderczynią. Matka prawie w ogóle ze mną nie rozmawiała, rodzina nie przyjeżdżała, nawet ksiądz nie przychodził do nas...
Uciekłam z tej wsi jak skończyłam 18 lat i jakoś zaczęłam żyć, poszłam do pracy, poznałam męża i nikt poza nim nie znał mojej przeszłości, a teraz okazało się, że ja wcale nic nie zrobiłam.

#KJzAT

Jako dziecko miałam bardzo ograniczaną telewizję. Rodzice mi praktycznie wcale nie pozwalali oglądać bajek i korzystać z komputera. Jak tylko jeździłam do dziadków, chciałam nadrobić wszystkie możliwe bajki, bo oni mi na to pozwalali. Dziadek próbował coś do mnie mówić, opowiadać historie z wojny. Chciał nawiązać kontakt. Strasznie mnie kochał. Nie byłam w stanie mu odpowiadać. Byłam tak zapatrzona w ekran telewizora, że nic nie słyszałam.

Dziadek umarł, gdy miałam 13 lat. Teraz mam 18 i oddałabym wszystko, żeby usłyszeć jeszcze raz choć jedną z jego historii.
Dodaj anonimowe wyznanie